Czego mężczyźni nie wiedzą o seksualności kobiet, a czego kobiety nie wiedzą o seksualności mężczyzn?

Karolina Krause
Karolina Krause
22 grudnia 2016
Fot. iStock/MilosStankovic
Fot. iStock/MilosStankovic

Kiedy zastanawiamy się nad tym co już wiemy, albo czego jeszcze mogłybyśmy się dowiedzieć, na temat własnej seksualności czy seksualności naszego partnera, przyświeca nam w tym wszystkim, jeden główny cel. Chodzi po prostu o ty, żeby nam się po prostu dobrze układało w łóżku i to najlepiej cały czas. Zapominam jednak, że nasza seksualność – tak samo jak i my – ciągle się rozwija. Przechodzi przez różne fazy.

Fazy te przenikają się wzajemnie z etapami związku, w którym się obecnie znajdujemy. Bo cokolwiek by na ten temat nie powiedzieć – dobry sex, to przed wszystkim dobra relacja. I jak w pierwszej fazie związku mamy pewne wyobrażenia czy oczekiwania w stosunku naszego partnera, cieszymy się z każdej chwili razem. Tak na początku relacji sex jest dla nas czymś wyjątkowym, ekscytującym i wydaje nam się, że zawsze powinno tak być.

Alicja Długołęcka, specjalizująca się w poradnictwie psychoseksulanym, autorka książki „Seks na Wysokich Obcasach”, uważa jednak, że okres zmniejszonej aktywności w związku jest jedynie czymś przejściowym. I to tylko od nas zależy jak do tego przejścia podejdziemy. Swoje przemyślenia na temat naszej seksualności opiera o swoje doświadczenie terapeutyczne, ale też o to co na jej temat mówią inni ludzie. A zwłaszcza ci po sześćdziesiątce, którzy o swoim życiu seksualnym są wstanie opowiadać z perspektywy różnych doświadczeń, przemyśleń i bilansów.

Co mówią kobiety?

Bardzo często zdarza się, że kobiety z którymi miała okazje rozmawiać, wyznają, że nie pożądają swoich partnerów, których jednocześnie bardzo kochają. Dochodzą bowiem do wniosku, że pomimo, iż cenią sobie bardzo partnerstwo w życiu codziennym, to jednak partnerstwo w łóżku nie jest czymś, co je najbardziej kręci. Problem polega na tym, że taki mężczyzna jest niezastąpiony jako partner – wspiera je, pociesza, dba o dom, dzieci, aż w końcu nie widzą w nim faceta tylko przyjaciela. A one w łóżku chciałyby poczuć, że oboje mogą czasem wyjść ze swojej roli. Pokazać drugie oblicze, być nieco bardziej nieprzewidywalnym. W końcu seks powinien być dla nas swego rodzaju zabawą. Tylko w tym, nieco głębszym sensie. Ale jak w każdej udanej zabawie potrzebna jest tu współpraca, porozumienie a przede wszystkim klimat. Zamykanie się w swojej roli niezwykle usztywnia i ogranicza naszą seksualność. Autentyczne partnerstwo wbrew pozorom tego nie oznacza, przeciwnie – daje nam znacznie większą swobodę w tym zakresie.

Co mówią mężczyźni?

Zazwyczaj wygląda tak, że kiedy kobiety uważają, że zanik więzi psychicznej sprawia, że seks zanika. Jej wydaje się, że on jej nie rozumie, ani nie docenia i dopóki tego nie zmieni, seksu nie będzie miała ochoty na to, by się do niego jakkolwiek zbliżyć. Z kolei mężczyźni uważają, że to właśnie spadek aktywności seksualnej w związku, doprowadza do tego, że psychicznie się od siebie oddalamy. Długołęcka uważa, że te dwa różne spojrzenia na sprawy seksu, wbrew pozorom nie mają w tym wszystkim większego znaczenia, że demonizujemy seks . Przypisujemy mu jakieś nadzwyczajne moce. Liczymy na to, że dzięki niemu oda nam się coś lepiej załatwić albo, że może nam coś popsuć. A przecież seks jest przede wszystkim przyjemnością i to ona jest jego jednym celem. Jest wspomnianą wcześniej zabawą i tak powinniśmy go traktować.

Faceci często narzekają też, że ich partnerki ich nie uwodzą. Nie spoglądają na nich z podziwem, a inne kobiety i owszem. To bardzo ważne, żeby od czasu do czasu popodziwiać trochę swojego faceta. Powiedzieć, że na jego widok wilgotnieje nam to i owo, albo, że inni przy nim wymiękają. Wiąże się to z wyrazem szacunku i zwyczajną życzliwością w stosunku do naszego partnera. A te cechy z perspektywy czasu, wydają się mieć najważniejsze znaczenie zarówno dla dobrego życia razem, jak i udanego seksu.

Jak moglibyśmy się więc tego nauczyć?

Traktowania seksu, jako zabawy, czegoś, co ma sprawiać nam przyjemność, a nie być powodem do zmartwień? Zarówno Pani Alicja, jak i osoby mające spore doświadczenie w tych sprawach zalecają nam przede wszystkim cierpliwość. Bardzo możliwe, że nasz partner potrzebuje w tym momencie życia innego rodzaju bliskości, co nie oznacza, że przestał nas kochać. Niewykluczone, że pod wpływem wielu różnych czynników wkrótce się to zmieni. Mówi też byśmy starali się dawać, nie oczekując niczego w zamian. Co w dzisiejszych czasach jest dość trudne. Bo wszyscy chcielibyśmy mieć gwarancje, że jak coś z siebie damy to się nam to zwróci. Ale tej gwarancji nikt tak naprawdę nam nie da. A tak mamy przynajmniej szansę na to, że coś z tego wyjdzie. Szansę. Nie gwarancję.


Opracowano na podstawie książki: Kochaj wystarczająco dobrze. A. Juckiewicz, G. Sroczyński


Lubię siebie w całości. Nie ma we mnie jednej rzeczy, która nie jest taką, jaką powinna. Jestem całkowicie doskonała

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
22 grudnia 2016
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
Fot. iStock / CoffeeAndMilk

Lubię siebie. Lubię siebie taką jaką jestem. Lubię siebie w całości, w zasadzie bez wyjątków. Kiedyś było inaczej. Wcale się nie lubiłam, wymyślałam  sobie przeszkody, o które się potykałam, utrudniałam sobie życie jakbym ja to nie była ja tylko ktoś obcy, niegodny, ktoś kto zasłużył sobie na kopniaka czy dwa. Doszłam w tym w pewnym sensie do super wprawy. Jeden ruch, jedno drgnięcie, a powalałam jednym ciosem.

Siebie, moje poczucie wartości i każdą najmniejszą myśl o tym, że może jednak jestem całkiem fajna. Miałam cały zestaw narzędzi do takiego wykańczania siebie… perfekcjonizm, obsesyjną kontrolę ludzi i świata, wystrzelone w kosmos, nieswoje ambicje, przekonanie, że ciągle jak brzydkie kaczątko wyglądam i na miłość nie zasługuję. A jeśli już mi się zdarzała, jakiś wypadek przy pracy, to musiała być owa miłość toksyczna i całkowicie nieodwzajemniona, potwierdzająca niejako tę prawdę, że takiej jak ja, kochać się nie da. No miłość do bani to była i już, skazana na kaprys dochodzącego ciała i smutną rzeczywistość schadzek pod osłoną nocnego nieba. Masakra po prostu nie żadna tam miłość. Ale wtedy nie wiedziałam. Wtedy myślałam, że to miłość i że miłość to cytrynowy smutek.

Dzisiaj jednak siebie lubię. Czasami nawet bardzo, choć to może głupio tak się na papierze przyznać. I patrząc na tamtą siebie, trochę serce mam pokrojone i czułość jakaś taka we mnie wzbiera.

Przerabiałam to nie raz. To spotkanie tamtej siebie, te próby oswajania, przytulania, pocałunków. Dzika ona była i płochliwa nadmiernie, jak jakaś zbłąkana suka wyrzucona z samochodu w szczerym polu. Ileż to razy wyciągałam do niej rękę, wabiłam, zachęcałam… chodź kochana, chodź do mnie. Daj się przytulić, pozwól pogłaskać się czule po głowie, podaj mi rękę i pozwól mi poczuć jej zapach, pozwól mi dotknąć twojej twarzy, poczuć ten dołeczek uśmiechu, który dodaje ci tyle uroku. Mówiłam tak do niej, gadałam, plotłam w nieskończoność, aż pewnego dnia mi uległa. I to był ten MOMENT, moment w którym pękło niebo. Długo potem wciskała się w te moje ramiona, wdychała mnie głęboko, bo byłam dla niej niczym rześkie powietrze letniego poranka. Pozwalała się głaskać, po włosach, po twarzy i śmiała się tak radośnie!  Chichotała jak dziewczynka. Piękna to była chwila. Wyjścia z nocy w dzień, ze smutku w radość, ze strachu w miłość.

Dzisiaj tamta ja jest już tylko wspomnieniem. Siedzącym na tyłach głowy obrazem, który każdorazowo kroi mi to serce i rozczula mnie jakoś tak na smutno. Jest przypomnieniem, listem z przeszłości starannie złożonym i przewiązanym aksamitną wstążką. Tak bardzo cytrynowym.

Kochać siebie musiałam się nauczyć. Ta miłość łatwo bowiem nie przychodzi, w świecie w którym ludzie nie kochają siebie wcale. Epidemia braku miłości własnej to koszmar naszych mądrych, przeintelektualizowanych czasów. Niby wszystko wiemy, wszystko rozumiemy, a jednak większość z nas nie wychodzi poza krawędź nocy. Żyjemy w wiecznym strachu, poddawani niekończącym się ocenom, wystawiani na coraz to okrutniejsze, emocjonalne wyzwania. Stworzyliśmy świat, w którym ludzie skazani są na samotność, od pierwszego odrzucenia w początkach życia przez setki kolejnych, aż po grób. Poranione dorosłe dzieci, to taki ludzki gatunek przewodni. Z pokolenia na pokolenie przekazujemy mu geny strachu, tak by wzór mógł się utrwalić. Taki to właśnie absurd praktykuje człowiek podczas gdy wszystko, co powinien zrobić to przytulić siebie, mocno, najmocniej na świecie, tak by to smutne dziecko tak bardzo cierpiące, zahukane, niepewne niczego, uwierzyło w siebie.

Moja miłość przyszła do mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Tak by się przynajmniej wydawało. Byłam chora, ważyłam tyle co piórko, na klatce piersiowej miałam wielkie dwie blizny, na całym ciele ani jednego włosa. Byłam zewnętrznie brzydka, byłam sama dla siebie odrażająca. Spoglądałam na to obce mi ciało i tonęłam we własnych łzach żalu, smutku i straty.

I wtedy ktoś mi powiedział, nie patrz na ciało, patrz w te oczy i mów do siebie wiele czułych słów, mów do siebie o miłości, mów że się kochasz, tak długo aż poczujesz.

I przytulaj się dużo, sama siebie przytulaj, głaskaj, czule gładź i nie przestawaj mówić o miłości. Rób tak dzień w dzień, poświęć sobie czas, aż zobaczysz światło, ten niesamowity błysk w oku. Cała twoja aura roziskrzy się wtedy złotem, a ty zobaczysz jaka jesteś piękna, jaka niezwykła, jaka warta miłości. Zobaczysz prawdziwą siebie, nieskażoną, odkodowaną ze wszystkich raniących przekonań, dziewiczą, czystą, boską. Wtedy przyjdzie miłość, ulga, akceptacja. I wtedy to właśnie spójrz na ciało, na blizny, na głowę gładką jak jedwab.

Zwariujesz, a to ci obiecuję, od zalewu miłości, od czułości, jaką wzbudzisz sama w sobie.

Więc tak zrobiłam. Dzień w dzień, konsekwentnie, mówiłam do siebie o miłości. Patrzyłam w te oczy, głęboko, mocno i z każdym takim seansem, otwierałam bardziej własną duszę. Tę biedną, skundloną, porzuconą duszę. Taką skarłowaciałą, niedożywioną, szarą, wychudzoną, poranioną, prawie jak to ciało, w którym wegetowała. Robiłam tak tydzień, dwa, może trzy czy cztery, aż pewnego dnia zobaczyłam światło. I przysięgam, że było tak jak powiedział mi ten ktoś…. Oszalałam z miłości dla siebie. Oszalałam z zachwytu nad tym, jaką piękną jestem istotą. Pełną światła, magii i marzeń. Wolną, nieskrępowaną, cudownie uskrzydloną, całkowicie doskonałą.

Więc nic dziwnego, że teraz lubię siebie. Lubię siebie taką jaką jestem. Lubię siebie w całości, w zasadzie bez wyjątków. Lubię siebie tak bardzo, bo wiem, że nie ma we mnie jednej rzeczy, która nie jest tak, jaką powinna. Jestem całkowicie doskonała ze wszystkimi talentami i uszczerbkami. Jestem jak Yin and Yang. Jestem stuprocentowa. Tak jak każda inna ludzka istota. Choć nie każda ludzka istota, póki co o tym wie.


Sen o wspaniałej sypialni gotów jest do spełnienia. W prosty sposób!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
22 grudnia 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Sypialnia, to wymarzone miejsce, do którego z przyjemnością wchodzimy każdego wieczoru. Zanim zamkniemy oczy po długim i wyczerpującym dniu, najczęściej poświęcamy jeszcze kilka chwil na własne przyjemności. Sięgamy po ciekawą książkę, rozmawiamy z partnerem czy relaksujemy się przy ulubionym filmie. 

Ile osób, tyle ulubionych możliwości dla wyciszenia się w porze wieczorowej. Ale jedno jest tu pewne — chcemy, by sypialnia była miejscem sprzyjającym wygodzie, wyciszeniu i niezmąconego wypoczynku. To, jak się w niej czujemy, ma ogromny wpływ na jakość snu i naszą dyspozycję od samego rana.

Marzenia o sypialni doskonałej 

To pomieszczenie powinno zostać pomyślane tak, by dało nam jak najwięcej komfortu. Kłopot może z wydzieleniem odpowiedniego miejsca na sen może się pojawić w maleńkim, dwupokojowym mieszkanku, ale większy metraż i liczba pomieszczeń pozwalają spełnić marzenia.

Przemyśleć powinniśmy zarówno dobór kolorystyki w pomieszczeniu, jak i stylu umeblowania, by wszystko tworzyło harmonijną całość. Dobrze jest zwrócić uwagę na trendy, które obecnie cieszą się największą popularnością i z nich wybrać styl najbardziej pasujący do naszych wyobrażeń.

Poza dbałością o funkcjonalność wnętrza pomyślmy o przytulnej atmosferze

Spójny koncept, kojące barwy ścian, wyważone, zmienne oświetlenie, a w szczególności dopasowane do sypialni dodatki i meble, ułatwią zbudowanie strefy komfortu i wyciszenia. Pojemne meble powinny pomieścić ubrania i inne akcesoria, ograniczając nadmierną ilość ozdób, zdjęć i gadżetów, tak, by nie powstawał rozpraszający uwagę bałagan.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Wystrój powinien łączyć w sobie elementy, które działają uspokajająco na właściciela — wyjątkowo istotne jest tu wygodne łóżko, bez którego nie ma mowy o dobrze przespanej nocy.

Jeśli nie ma takiej konieczności, wystrzegajmy się umieszczenia w sypialni laptopa czy szafki nocnej wypełnionej dokumentami z pracy. Sypialnia powinna kojarzyć się z odpoczynkiem, a nie codziennymi obowiązkami. Wykorzystując w przemyślany sposób wszystkie elementy, łatwiej jest stworzyć klimat intymności, sprzyjający wypoczynkowi.

Dobrze poukładana SOLLE

Choć większości z nas trudno ocenić skąd tyle rzeczy znajduje się w naszym posiadaniu – kolekcja szaf SOLLE jest gotowa, aby pomieścić je wszystkie. Została stworzona przez projektantów WAJNERT MEBLE z myślą o możliwości samodzielnej, zindywidualizowanej stylizacji i doborze elementów wyposażenia. I to tylko w trzech prostych krokach. Wystarczy wybrać korpus, następnie fronty i po trzecie — elementy wyposażenia. Szafa gotowa! 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Duże możliwości aranżacyjne, modułowy charakter oraz wiele opcji dekorowania – to cechy, które wyróżniają kolekcję szaf SOLLE. Meble znakomicie się prezentują i pozwalają na doskonałą organizację przedmiotów, a szeroki wybór frontów i akcesoriów – umożliwia ich dopasowanie do wnętrza i indywidualnego gustu. Ci, którzy chcą podkreślić niepowtarzalny charakter swojej sypialni, chętnie skorzystają z możliwości ozdobienia frontów kolorowymi płytami laminowanymi lub tapicerowanymi tkaninami.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Urokliwy AMBER

O tym, że dobrze dobrane oświetlenie odpowiada za nastrój wnętrza, doskonale wiadomo. Dlatego właśnie w kolekcji mebli AMBER, dedykowanych głównie sypialni, zastosowano punktowe oświetlenie LED z możliwością wyboru białego lub kolorowego światła. W pełne uroku, listwy oświetleniowe wyposażono łóżka, szafy i komody, które razem dają wyjątkowy efekt bardzo przytulnej, intymnej przestrzeni. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Miłośnicy dobrego, nowoczesnego designu mają do wyboru dwie wersje kolorystyczne korpusu i frontów: dębową z białym połyskiem lub ciemniejszą orzechową również z białym połyskiem. Kolekcja AMBER, to kompletna propozycja mebli o prostych, geometrycznych kształtach: szafy i łóżka o dwóch szerokościach, komody i stoliki nocne, które nadają sypialni niepowtarzalnego charakteru. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Meble do sypialni WAJNERT są doskonałą odpowiedzią na najwyższe wymagania klientów

Szczególny nacisk został położony na dobry design, komfort, funkcjonalność, które urzekają osoby poszukujące inspiracji. To ważne, nie tylko w przypadku urządzania sypialni, ale każdego innego pomieszczenia w domu. Liczy się jakość oraz optymalna wartość – czyli właściwa relacja jakości do ceny. Ważna jest również świadomość, że mebel został dobrze przemyślany i zaprojektowany z myślą o komforcie codziennego użytkowania. Wreszcie, wyposażenie domu musi nam się podobać, przecież każdy z nas lubi otaczać się przedmiotami dla niego wyjątkowymi.


Wpis powstał przy współpracy WAJNERT MEBLE

 


Zobacz także

hijab

Hijab? Nie, dziękuję! Irańczycy chcą wolności ubioru dla kobiet – #meninhijab

MOHITO Gold Label

MOHITO Gold Label Jesień Zima 2016/2017

Fot. iStock/PeopleImages

Czyje życie jest cenniejsze: dziecka czy osoby starszej? Dlaczego jednym dajemy prawo do życia, a innym już nie?