Czego boisz się wchodząc w nowy związek? Czy wiesz, że twój lęk zależy od tego, jakim znakiem zodiaku jesteś?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 września 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
Następny

Nowy związek zawsze budzi w nas podniecenie. Wypełnia nasze ciało szczęściem, energią, sprawia, że uśmiechamy się szeroko do każdego spotkanego człowieka. Jednak z czasem w tę naszą euforię wkrada się strach, budzą się nasze lęki, które często niszczą związek, powodują, że sami nieświadomie wywołujemy konflikty – to nasz mechanizm obronny. Bywa, że strach bierze górę doprowadzając do tego, że niszczymy coś, co zapowiadało się świetnie, a nawet już trwało.

To, czego obawiamy się najbardziej wiążąc się z drugą osobą, być może związane jest  z układem gwiazd i planet. Powiedz, jakim znakiem zodiaku jesteś i sprawdź, jakie są twoje lęki. Może świadomość, czego się boisz, pozwoli ci zapanować nad własnym strachem i zbudować szczęśliwy związek. Samoświadomości nigdy za wiele.


źródło: elitedaily.com

 

„Jak można stwierdzić: „nie dziw się, jesteś dobrą dupą” i przejść wobec tego obojętnie”. Mocny apel internautki!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2017
Fot. iStock/Anetlanda
Fot. iStock/Anetlanda
 

Kilka dni temu internet obiegł wpis na Facebooku Zuzanny Zuzu Sekuła. Zwykła dziewczyna, jakich tysiące, jeśli nie setki tysięcy, ale to ona publicznie wyraziła wszystko to, co niemal każdej w nas w duszy gra. Zuza ma rację, nie możemy się godzić na takie traktowanie, nie możemy przymykać oczu, zasłaniać uszu, gdy ktoś nas publicznie upokarza i obraża. 

Jeśli my – kobiety nie przeciwstawimy się takiemu nas traktowaniu, zawsze tak będzie. Na nasze córki będą gwizdać obleśni faceci, a one w biały dzień będą się bały przejść przez park bojąc się spotkać kolegów ze szkoły średniej, bo nigdy nie wiadomo, co im do głowy wpadnie. Nasze córki będą słyszały: „Ej mała, fajne masz cycki, nie chcesz mi obciągnąć?” – bo my nigdy nie przeciwstawiłyśmy się takim słowom. A skoro nie reagowałyśmy, facetom nadal wydaje się to zabawne. Naprawdę musi powstać taki wpis, byśmy przytaknęły, byśmy na chwilę się zjednoczyły wiedząc, że nasze granice każdego dnia są przez mężczyzn przekraczane? Podajcie ten wpis dalej! Niech się niesie, niech dotrze do facetów, może oni zaczną stawać w naszej obronie…

Dlaczego nie mogę wyjść wyglądając jak chcę, żeby jakiś facet nie złapał mnie za tyłek? 10 września, koncert Dezertera. Przyszłam, bawiłam się świetnie. Świetnie, dopóki któremuś oblechowi nie przyszło do głowy podnieść mojej sukienki i złapać mnie za pośladki. To nie jest pierwsza taka sytuacja i nie zamierzam więcej milczeć na ten temat.

Sku*wielu, nie miałeś prawa tego zrobić. Nie miałeś prawa naruszyć mojej cielesności. Bawiło cię to? Teraz niech każda moja łza wkurwienia, wstydu i poczucia zeszmacenia spadnie na ciebie potrójnym cierpieniem. Nie miałeś prawa ośmieszyć mnie w ten sposób. Żaden z was, przez te wszystkie lata odkąd skończyłam 12 rok życia, nie miał do tego prawa. Niezależnie od tekstu „fajne cycki”, molestowania, czy nie pojęcia słowa „nie” w intymnej sytuacji. Wiele lat zajęło mi mówienie o tym głośno.

Ludzie często prześmiewczo komentują moje uczestnictwo w feministycznych akcjach. Ci ludzie nie mają pojęcia przez co przeszłam, przez co nadal przechodzę – ja, czy inne moje koleżanki, gdy decydujemy się wychodzić wieczorami, a często nawet za dnia. Kiedy słyszymy poniżające komentarze, które są „komplementami”. Gdy musimy się zastanawiać, czy wyglądamy, poruszamy się i prezentujemy odpowiednio „bezpiecznie”, aby nie narazić się na atak.

Brzmi jak opresyjna kultura muzułmańska? Nie moi drodzy, to moja codzienność w tym kraju. I mam już tego serdecznie dosyć. W momencie, w którym to piszę, płaczę z bezsilności. Ktoś powie „nic nowego”, dając jednocześnie przyzwolenie na takie zachowania. Sorry, dla mnie jest to niepojęte, jak można stwierdzić „nie dziw się, jesteś dobrą dupą” i przejść wobec tego obojętnie. Wyglądam tak i siak, to moje ciało może być bezczeszczone? To powinno być pytanie retoryczne. Niestety dla niektórych osób nie jest.

Dlaczego piszę to na Facebooku? Ponieważ wiele dziewczyn, kobiet, moich koleżanek, nie wie, że mają prawo o tym mówić. Wiele nie ma odwagi. Internet aktualnie jest najlepszym środkiem przekazu. To mój manifest. Moja siostra ogoliła swoje włosy tylko dlatego, żeby nie być jedynie kawałkiem mięsa, być mniej atrakcyjną dla mężczyzn i móc się w końcu od tego uwolnić. Moja przyjaciółka została zaciągnięta do mieszkania obcego faceta, a kiedy nie spełniła jego chorych wyobrażeń, sam się do niej zaspokoił wbrew jej woli, ale ona nie miała siły i odwagi czegokolwiek z tym zrobić. Wiem kto to, ale człowiek chodzi bezkarny. To są jedynie dwie historie pośród kilkudziesięciu z (jedynie!) mojego najbliższego otoczenia. Oszpecenie siebie czy ucieczka nie jest rozwiązaniem. Pamiętajcie, że nic nie usprawiedliwia naruszania waszego ciała. Nie możecie o tym milczeć. To nie Wy powinnyście się wstydzić. Wystawiam siebie, myślcie co chcecie. Ja wiem, że podejmuję dobre działanie i reszta chorych opinii mnie nie interesuje. Takie zachowania są nienormalne i należy je tępić. Mówcie bliskim, zgłaszajcie gdzie się da, a jak jesteście same – nie bójcie się użyć siły. Dziękuję Zosia, Kasia i Klepaczza pomoc, interwencję oraz stanięcie w mojej obronie dzisiejszego wieczoru.

Oryginalny wpis Zuzanny możecie zobaczyć tutaj:

 


5 pytań, które każdy z nas powinien co jakiś czas sobie zadać, by żyć lepiej

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 września 2017
Fot. iStock/Tamara Dragovic
Fot. iStock/Tamara Dragovic

Wróciłam ze służbowego wyjazdu w miejscu, gdzie czas się zatrzymał. Gdzie mało się dzieje. Złapałam się na tym, że my potrzebujemy więcej, głośniej, bardziej. Że powolne człapanie nogami nas po krótkim czasie frustruje, że brak bodźców nazywamy zwykłą nudą. Ale, gdy nie masz gdzie uciec, nie masz szans, by cokolwiek zmienić, tylko w tym spowolnionym świecie musisz chwilę pobyć, zaczynasz odczuwać spokój. Puszcza stres, odkładasz telefon, i dajesz się ponieść tej leniwej atmosferze. Dlaczego tak bardzo boimy się zwolnić? Bo czas daje nam przestrzeń do myślenia, do natarczywego powracania myśli, których nie chcemy zauważać, których nie chcemy słyszeć. Im bardziej od nich uciekamy, tym bardziej one nas dopadają w takich miejscach i takich chwilach. Więc może nie warto ich odganiać, może warto w końcu usiąść i wsłuchać się w siebie i przeprowadzić ze sobą bardzo szczerą rozmowę. Ona nie musi wywracać naszego życia do góry nogami, nie musi wywoływać od razu rewolucji w naszym życiu, ale może wskazać kierunek, może sprawić, że zaczniemy na nasze życie patrzeć ciut inaczej.

Rzadko kiedy mamy okazję pobyć sami ze sobą, znaleźć czas na to, by zadać sobie kilka pytań, by móc stwierdzić czy jestem we właściwym miejscu, czy idę dobrą drogą, czy mam wpływ na to, co w moim życiu się wydarza.

Naprawdę warto zadać sobie od czasu do czasu kilka pytań, które pozwolą nam dostrzec, czy żyje się nam dobrze.

Czy jestem szczęśliwa/szczęśliwy?

Na pytanie: „Co u ciebie?”, odpowiadamy, że wszystko w porządku lub że dobrze zupełnie nie zastanawiając się nad sensem swojej odpowiedzi. Jak często pytasz siebie, czy jesteś szczęśliwa? Tak naprawdę? Tak, że czujesz gdzieś głęboko w brzuchu ciepło, które się rozlewa, gdy myślisz o swoim szczęściu? Jeśli odpowiesz sobie na to pytanie pozytywnie, poczujesz radość życia, poczujesz wdzięczność za to wszystko, co daje ci szczęście. Za związek, dzieci, pracę przyjaciół – cokolwiek to jest, odpowiedź na pytanie „czy jesteś szczęśliwa” pozwoli ci to wszystko dostrzec na nowo i na nowo docenić.

Gdzie chcę być za pięć lat?

Rzuć przed siebie taką luźną myśl, odpowiedź na pytanie, gdzie chcesz być za pięć lat, co robić. Wyobraź sobie siebie – nie gdzie będziesz, ale gdzie byś chciała być, jak żyć, z kim. A teraz zastanów się, czy to jak żyjesz dzisiaj doprowadzi cię do tego miejsca? Czy to, jak teraz żyjesz jest naturalnym etapem tego, do czego dążysz, czy jest to w zgodzie z tobą? Czy może jesteś na zupełnie innej ścieżce, takiej, która wyklucza to, jak chciałabyś żyć za pięć lat? Pomyśl. Jest szansa jeszcze zrobić krok w bok i wybrać tę drogę, która będzie najlepszą do realizacji własnych zamierzeń.

O czym dzisiaj marzę?

Każdy z nas ma jakieś marzenia, jedne udaje się nam zrealizować, o innych zupełnie zapominamy. Ale tak jak my sami, jak nasze życie – okoliczności i ludzie, się zmieniają, tak samo zmieniają się nasze marzenia. To naturalne, że marzenia ewoluują. Dlatego warto robić sobie ich aktualizację, bo może się okazać, że na czym innym zależy nam dzisiaj bardziej, niż jeszcze dwa czy trzy lata temu. Co innego sprawi, że będziemy szczęśliwi, że realizacja innych marzeń sprawi, że życie nabierze innych barw i stanie się bardziej soczyste.

Czego w swoim życiu nie chcę?

Czasami łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie, czego nie chcę, niż czego potrzebuję, jakie mam potrzeby. Dlatego warto siebie spytać, co w moim życiu mi nie pasuje, co bym odrzuciła, co bym zmieniła, na co się nie zgadzam. Odpowiedź może przynieść nam nieoczekiwane rozwiązania, może być ulgą i dostrzeżeniem tego, co w swoim życiu chcę zmienić, co mnie uwiera. Powiedzieć sobie głośno: „Nie chcę tak żyć, nie chcę tego w moim życiu”. To już może być wstęp do tego, by wziąć własne decyzje i wybory w swoje ręce, by poczuć, że panuję nad swoim życiem, że ja o nim decyduję odrzucając, czy zmieniając to, co zabiera mi szczęście.

A przecież na to szczęście każdy nas zasługuje, prawda?


Zobacz także

Fot. Unsplash /

Bajka o wędrujących jajach… Drogi mężczyzno, nie oddawaj tak łatwo swojej męskości

Fot. iStock/lolostock

Toksyczna pomoc szkodzi. Czasem, żeby naprawdę komuś pomóc, trzeba przestać pomagać

Fot. istocl / Sezeryadigar

6 prostych metod, jak nie przytyć podczas rzucania palenia