Czasami warto zaufać

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
26 sierpnia 2016
fot. iStock/ swissmediavision
fot. iStock/ swissmediavision

Tak, przyznaję. Mam problem z zaufaniem do rodzaju męskiego. No tak się porobiło. I chociaż wszystkich pod jedną kreską nie stawiam,  to problem istnieje. Cóż zrobić. Chociaż… w tym braku zaufania pojawiło się światełko… :)  Ha! W moim życiu pojawił się Heniek… I chociaż podeszłam do niego dosyć sceptycznie , przynajmniej na początku, to przyznaję…zaczęłam małymi kroczkami rozbudzać w sobie ufność…;)

Heniek jest fajny. „Prawie” trzymając mnie za rękę prowadzi przez życie, czasami wręcz ratuje z opresji… No nie….. byłoby zbyt uroczo i słodko…więc tak, czasami Heńkowi stawiam kontrę. Już nie raz się z nim pokłóciłam…a On…z cierpliwością i bez gniewu Jest…wtedy kiedy go potrzebuję…

No i miły jest, głos ma męski , całkiem fajny…

Do rzeczy…!

Lubię Warszawę, naprawdę. Z Warszawy nie pochodzę, w Wawie nie mieszkam, ale…bywam. Czasami towarzysko :)…a ostatnio częściej…bo tak muszę, tak wyszło…(ale to już mniej przyjemna strona życia więc pozwólcie że ją pominę…)

Warszawa to szybkie miasto… i zmienia się z dnia na dzień. Wy, którzy tam mieszkacie pewnie tego nie widzicie…. ja, kiedy do stolicy „wpadam”… widzę i odczuwam na własnej skórze..:)

Mobilna jestem, to fakt. No i topograficznie w miarę ogarnięta …. wiem gdzie jaka dzielnica, Pałac Kultury.. haha …. i takie tam , gdzie Wisła , gdzie mosty …i co po lewej i prawej stronie leży… Ale wierzcie mi …jak wjeżdżam autem w to miasto to dostaję małpiego rozumu.  No nie…nie żeby stres totalny…ale ścisk na kierownicy jest :)   Dlatego jak już przyszło mi się zmierzyć z tym wyzwaniem i pognać autem przez stolice, to poprosiłam Heńka…o pomoc.

I tak oto Heniuś z chęcią prowadzi mnie po miejskim buszu. Jeździmy sobie razem …w zasadzie w jedno , dwa miejsca… No cóż Heniek jest na tyle ogarnięty i bystry, że prowadzi mnie różnymi trasami, więc za każdym razem staram się ją zapamiętać…. Bo zakumać w końcu wypada, prawda? A jak już poczuje się pewniej to ……Heniek mówi w lewo, a Ja…o nie Heniu pojadę w prawo! Czasami jest tak, że mam rację , to i dzielny Henio przystaje na moja propozycję… Jest super.. No ale nie byłabym sobą, gdybym nie poczuła się jeszcze pewniej… heh  …

I tak oto właśnie ostatnio pokłóciłam się z Heniem. No co mi rodzaj męski będzie rządził!!! Heniek mówi – jedź w lewo- a ja nie, w prawo ….mówi Źle!! Zawróć do cholery…a Ja …NIE!!! I dalej swoje…..!!! ..i tak pogrążyłam się totalnie. Zatrzymałam samochód. Skapitulowałam… Płakać mi się już chciało na moja bezmyślność  ….i nie wiadomo skąd przywleczoną pewność siebie….

Dobra Heniu, powiedziałam . Koniec kłótni! Przyznaje Ci rację…a prowadź mnie do cholery, bo czuję się jak w kosmosie…Poddaje się!….ok…ufam ( no nie bezgranicznie..) Ok ..jestem blondynką (bez urazy dla blondynek!) – potrzebuję wsparcia…(….no przynajmniej do następnego razu, kiedy moja pewność siebie znowu się odezwie..)

I tak Heniek znowu wybawił mnie z opresji. Heniu –I love You ! Rodzaju męski oddaje Ci się w Twoje ręce. Bądź moim wsparciem, a ręce na kierownicy nie dostaną skurczu… 😉

Gdybyście mieli jakieś wątpliwości kim jest Heniek…. wyjaśniam …. nawigacją w moim telefonie… :)

….bo czasami warto zaufać… chociażby nawigacji :)


Hello September. Surprise me…

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
4 września 2016
Fot. iStock / Believe_In_Me
Fot. iStock / Believe_In_Me

Wrzesień. Przyszedł, przyszedł po letnich miesiącach, które minęły zbyt szybko. Jeszcze ciepło, a już masz wrażenie ze za chwile dzień będzie coraz krótszy, poranki i wieczory już chłodniejsze. Ale nie jest to moja meteorologiczna analiza miesiąca, nie…

Dziewiąty miesiąc roku… jak ciąża… nadchodzi coś. Może w tym porodzie wykluje się coś dobrego.

Może. Chciałabym.

Chciałabym cofnąć czas do września tamtego roku. Wrzesień, tamten wrzesień był tak różny, tak inny dla mnie, tak szczęśliwy. Niestety czas biegnie, wiec ani czasu nie cofnę, ani nie wywrócę biegu zdarzeń, jakie nastąpiły po sobie.. Pozostaje akceptacja tego jak jest..

Po wrześniu cały rok zaczął wirować. Następowały zmiany niechciane i zmiany w miarę przyzwoite. W miarę przyzwoite, bo stawiały mnie na nogi o kolejnych porażkach.  Prostowania na nowo swojego życia, próba pogodzenia się z tym, że nie potrafię już zbudować sobie szczęścia osobistego, bo kiedy po raz kolejny czujesz żal i rozczarowanie to optymizm tez w tej dziedzinie ma cię w d..

Ale chwile trzeba łapać, poszukiwać, realizować się w różnych dziedzinach, zrozumieć siebie i nazwać emocje… Polubić siebie. Nauczyć się na nowo spędzać czas. Inaczej niż do tej pory. Nauczyć się znowu… na nowo…, że liczyć trzeba na siebie, na sobie polegać, sobie zaufać..

Rok jak na karuzeli… dobrze-źle-dobrze… itd.. No nie, jak na huśtawce, tylko, dlaczego huśtawka z dzieciństwa przynosiła tyle radości… ta w dorosłym już męczy..

Czasami marze o stabilizacji, o tym żeby pozytywna nuda zagościła w życiu… I kiedy już prawie tak się czułam, trach…. choroba w rodzinie… Czołówka z życiem? Próba , kolejna… znowu bycia silnym, znowu bycia wsparciem, znowu przezwyciężenia stresu i lęku… czy dam rade… Dam. Wiem o tym.

Nie ma co się użalać. Jest jak jest. Trzeba łapać zdarzenia jak byka za rogi ..i ..walczyć.. Śmiać się w twarz ironii losu.

Ale tęsknię… czasami… tęsknię za poczuciem bezpieczeństwa jaki miałam . Doceniam czas. Tamten czas. Bo wszystko było łatwiejsze.

Jestem, żyję, uśmiecham się… trwam w wyznaczonych celach.

Wrześniu… zaskocz mnie proszę. Przynieś co chcesz, zmiany?… a co tam… byleby były na dobre… Niespodzianki?.. tak, niech będą ..ale miłe. Zmień mnie jeśli chcesz… chociaż nie wiem czy jeszcze bardziej można mnie zmienić..

Albo nie…

Oddaj mi tylko tę radość która miałam w sobie , którą miałam w oczach… Bo siłę mam.

 


Nic strasznego… Ktoś niósł Twoje życie w dłoniach i… upuścił

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
6 sierpnia 2016
Fot. iStock /  m-gucci
Fot. iStock / m-gucci

Jest strasznie, tak czujesz. Świat rozpadł się na kawałki…a teraz ciało całe boli. I krzyczy. Ktoś niósł Twoje życie w dłoniach i… upuścił.

Wstań, nie proś o pomoc… wstań sama … poskładaj cząstki siebie.  Ale najpierw krzycz, krzycz głośno, sama do siebie w środku albo głośno … To nic że słyszą… niech słyszą. Myśl o sobie. Poczujesz ulgę. Nie wierzysz… sama to sprawdź.

Pamiętaj, na początku zawsze jest pięknie. Nagle nie wiadomo skąd zjawia się Książę na białym koniu. Daje ci światło, radość i iskierki w oczach. Pierwszy seks i ten dreszcz. Jest cudnie. Rozpieszcza Cię, dba, troszczy… myślisz… matko… nawet słucha. Niesamowite. I myślisz, że tak już będzie zawsze. Może i tak.  Przecież tak dobrze się rozumiecie… to samo poczucie humoru…riposty… Nudy nie ma.

Częste spotkania, każda wolna chwila dla siebie. Bajka. Niech trwa.

Potem przychodzi czas, że coraz trudniej jest się spotkać… przemierzyć kilometry, rozmawiać, podejmować decyzje.  Oj tam… przecież miarą dobrego związku nie jest odległość. Przecież można to pogodzić… wystarczy dbać.

Dbasz? Tak Ci się wydaje. On też dba… tyle że z każda chwilą coraz mniej. Zaczynasz walczyć. Kobiety zawsze walczą. Może za dużo starają się zrozumieć. Może postrzegają niektóre fakty przewrotnie. O zgubo. No tak, zgubo, bo nagle czujesz ze coś Ci ginie, ucieka… zwyczajnie się rozłazi.

No i niby jest dobrze, ale coś nie tak. Nie wiesz co, nie rozumiesz. Halo! Rozumiesz już dobrze ..czuje to Twoja intuicja i podświadomość. Ale… myślisz… wystarczy włączyć Enter… i program naprawczy w toku. Ale do tego potrzebne są dwa komputery… dwa mózgi.  Oj i niefart… komuś wysiadła bateria…

I myślisz. Myśl, to akurat nie boli.

A jak już wyłączysz myślenie… co widzisz..?…. że odległość zabiła. Że ktoś upuszcza Cię bo Jego ręce są zajęte. Mówi ze pracą, ale tak naprawdę niosą już Inną.

No to krzycz, wyrzuć złość, wypłacz  upokorzenie i ignorancję. Ale miej godność. Podnieś dumnie głowę. Wstań

Nie jesteś sama. Wbrew pozorom nie jesteś… Nie pierwsza, nie ostatnia… Widzisz ile nas jest? Popatrz, przyjrzyj się, zobacz jak dały radę…

I teraz już wiesz, i rozumiesz… że zanim zobaczysz Księcia na białym koniu z uroczym uśmiechem to założysz gogle i przyjrzysz się uważnie. Bo może to nie koń a Osioł, który niesie na swoim garbie Barana…

….I uśmiechniesz się :)

…I znowu… spróbujesz…