Czarnuszka chroni przed nowotworem i dba o nasze serce

Redakcja
Redakcja
20 kwietnia 2017
Czarnuszka chroni przed nowotworem i dba o nasze serce
Fot. iStock/bdspn

Leczy wszystko oprócz śmierci – tak twierdzili starożytni, którzy doceniali cenne właściwości czarnuszki. Kiedyś ktoś się zaśmiał, że jest to mocno przesadzone, bo raczej nie sprawi, że odrośnie odcięta noga. Jednak mimo tego nie można odmówić jej właściwości leczniczych, które w naturalny sposób pomagają pozbyć się wielu schorzeń. Dlaczego warto ją stosować i jakie choroby leczy? Zobaczcie same.

Czarnuszka siewna (Nigella sativa) to niepozorna roślinka o charakterystycznych białych lub niebieskich kwiatach z błękitnym unerwieniem. Zwana także czarnym kminkiem posiada ziarenka o olbrzymiej mocy zdrowotnej. Pochodzi z terenów Europy Południowo-Wschodniej i Azji Zachodniej i jest dostępna w dwóch formach – nasion oraz oleju.

Nasiona posiadają ponad 100 aktywnych substancji. Są to m.in. różnorodne kwasy tłuszczowe: linolowy, rzadki w przyrodzie eikozadienowy, fosfolipidy, fitosterole, białka (osiem z dziewięciu niezbędnych aminokwasów), węglowodany, witaminy A, E, F, B1, B3, B6, biotynę, związki mineralne m.in. cynku, selenu, magnezu, wapnia, żelaza, sodu i potasu oraz olejek eteryczny zawierający m.in. tymochinon, limonen, karwakrol, karwon i inne.

Czarnuszka chroni przed nowotworem i dba o nasze serce

Fot. iStock/zi3000

Można ją kupić w sklepach zielarskich, aptekach i sklepach internetowych. Opakowanie ziaren kosztuje kilka złotych. Cena oleju jest trochę wyższa. Butelkę o pojemności 30 ml można dostać za ok. 16 zł. Nie ma przeciwwskazań do jej stosowania. Jedynie kobiety w ciąży i karmiące powinny skonsultować się z lekarzem przed jej użyciem.

Dlaczego warto ją stosować?

Wpływa pozytywnie na układ rozrodczy i pobudza laktację. Reguluje miesiączkowanie oraz pomaga w walce z bólem podczas okresu za sprawą zawartego w niej nigellonu, który działa przeciwskurczowo. Naukowcy mówią także o jej właściwościach antykoncepcyjnych, ale raczej nie warto odrzucać innych metod.

Jej spożywanie pomaga w walce z anemią. U chorych na anemię spożywających czarnuszkę stwierdzono wzrost poziomu hemoglobiny i erytrocytów, dlatego śmiało można nią zastąpić mięso, które zaleca się jeść podczas kuracji.

Pomaga alergikom, ponieważ tak jak witamina C jest świetnym antyhistaminikiem. Poprawę zaobserwowano po 6-8 tygodniach jej przyjmowania.

Naukowcy ze Szwajcarii dostrzegli, że już 2 g czarnuszki spożywane codziennie pomagają obniżyć stężenie cukru we krwi.

Wyniki opublikowane w Medical Science Monitor dowodzą, że czarne nasiona mają właściwości anty-drgawkowe i skutecznie zmniejszają częstotliwość napadów padaczkowych u dzieci.

W badaniach komórkowych stwierdzono, że czarnuszka ma właściwości przeciwrakowe, które hamują wzrost komórek nowotworowych jelita grubego.

Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Nauk o Zdrowiu w Lahore w Pakistanie dowiodły, że spożywanie nasion czarnuszki pomaga leczyć śmiertelne i oporne na antybiotyki zakażenie bakteryjne, znane powszechnie jako MRSA.

Wykazano, że właściwości nasion pomagają chronić serce przed atakiem i zwiększają ogólną kondycję układu krwionośnego.

Badanie opublikowane w patologii eksperymentalnej i toksykologicznej wskazuje, że czarne nasiona mogą osłabiać i odwracać uszkodzenia mózgu wywołane toksycznością ołowiu.

Ponadto czarnuszka pomaga leczyć stany zapalne oraz jest skuteczna w walce z uciążliwym trądzikiem.

 
Czarnuszka chroni przed nowotworem i dba o nasze serce

Fot. iStock/julpho

Czarnuszka jest naturalnym środkiem, który powinny spożywać osoby dbające o swoje zdrowie. Zmielone ziarna można dodawać do potraw np. do zup, kanapek.

To małe ziarenko jest naprawdę niezwykłe!

Źródło:naturalsociety.com


„Alicja w Krainie Pożądania”. Akcja „Kwiecień-plecień, upleć nam ciekawą historię” [18+]

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 kwietnia 2017
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
Fot. iStock / CoffeeAndMilk

Alicja była dziennikarką w lokalnej gazecie. Pomimo, że miała zawód ciekawy, w jej życiu nie działo się nic interesującego. Po pracy gotowała, jadła, dzwoniła do przyjaciółki, a potem siadała przy pianinie, by komponować utwory, których świat miał nigdy nie usłyszeć. W weekendy wolne od pracy wyjeżdżała na wieś do rodziny i słuchała o tym, że powinna więcej jeść, bo grozi jej anoreksja. I że może dlatego nie ma jeszcze mężczyzny. Alicja nie chciała w tym swoim zwykłym szarym życiu nic zmieniać. Być może żyła relacjonowanymi przez siebie sensacjami, napadami na bank, gwałtami i sukcesami innych osób. Ona była narratorem. A narrator nie przeżywa przygód. Nawet miłosnych.

Oprócz gry na pianinie, była jeszcze rzecz, którą Alicja trzymała w tajemnicy przed światem, nawet swoją najbliższą przyjaciółką. Mianowicie korzystała z pomocy psychiatry, brała leki które jeszcze trzymały ją przy życiu. To już ciągnęło się od paru dobrych lat od skończenia studiów. Alicja była niezwykła. Pomimo, że w dawnym życiu (to jest zanim jeszcze poznała swojego psychiatrę) próbowała się zabić, to nigdy na nic nie narzekała. Podążała posłusznie za scenariuszem życia. Nie kłóciła się z redaktorem naczelnym, kiedy kazał zostawać je po godzinach, by odwalać robotę, która do niej nie należała. Nie wypominała przyjaciółce, gdy dziwnym trafem zaczynała chodzić z facetem, którego poznała Alicja… o dziwo nadal się z nią przyjaźniła. Nie złościła się też na docinki rodziców o tym, że wiecznie jest sama i się głodzi. Ale nie narzekała. Poza pracą, Alicja nienawidziła pisać. Dawniej, jeszcze na studiach, gdy wracała do domu późnym wieczorem, potrafiła siedzieć do połowy nocy, by opisywać rozgrywki swoich bohaterów. Ale od kiedy poznała smak prawdziwego dziennikarstwa, poza pracą nie pisała nic. Nawet kartek na zakupy. SMS-y w jej telefonie nie istniały, potrafiła tylko dzwonić. Na forach internetowych była tylko obserwatorem. Na portale społecznościowe wchodziła tylko po to, by wiedzieć, co się dzieje u innych.

Czy była zamknięta w sobie? Była raczej trudna do rozgryzienia. W pracy mówiła sporo, potrafiła przekazać prawie sto procent ze swoich obserwacji. Z przyjaciółką potrafiła rozmawiać codziennie po kilka godzin. Ale w jej mówieniu było coś melancholijnego: nigdy nie krzyczała, a o nawet najbardziej ekscytujących rzeczach opowiadała zawsze jak o prozaicznych czynnościach. Oprócz tego dziennikarka miała jeszcze jedną dziwną cechę – nigdy nie płakała. W dodatku nie potrafiła sobie przypomnieć, czy zanim zaczęła brać leki było tak samo, czy też wcześniejszy płacz nieświadomie wymazała z pamięci. I tak upływało szare życie Alicji. Po co opisywać codzienne wieczory przy pianinie, kiedy wszystkie były takie same, albo spotkania rodzinne, kiedy nie miały żadnego głębszego wymiaru.

Wydawać by się mogło, że życie Alicji będzie już takie do końca. Że nie zmieni się już ani jedna rzecz. Nie znajdzie mężczyzny swojego życia, nie uśmiechnie się, ani nie podniesie głosu w żadnej sytuacji. A nawet, że nigdy nie wyrzucą jej z pracy, aby mogła się pierwszy raz rozpłakać. Z pracy nie mieli zamiaru jej wyrzucać, była solidna, obowiązkowa, umiała zaobserwować wiele rzeczy, które umykały uwadze innych, umiała też dobrze pisać. A jednak.

A jednak po ośmiu latach mordęgi w redakcji została wezwana do redaktora, który oznajmił jej: -Alicjo bardzo mi przykro. Byłaś bardzo dobrą dziennikarką, zawdzięczamy ci wiele, ale pojawiła się w naszej redakcji pewna młoda, bardzo zdolna dziennikarka i muszę zatrudnić ją, a wiesz, że nie potrzebujemy aż tylu ludzi…

Alicja nie pozwoliła mu skończyć. Zebrała się, by spakować wszystkie swoje rzeczy i wyszła totalnie bez pożegnania. Znała „młodą dziennikarkę”. Był to nie ktokolwiek inny jak jej przyjaciółka! Alicja wiedziała, że studiuje teraz dziennikarstwo, bo była to ich podobna pasja i nawet namawiała przyjaciółkę, by rozwijała się w tym kierunku, ale w życiu nie przypuszczała, że zrobi jej takie świństwo. Nie musiała długo czekać na wyjaśnienia. Gdy tylko wróciła do domu zadzwonił telefon. To była ona. Alicja odebrała, by oznajmić jej koniec znajomości.

– Cześć Aluś… -trajkotało w słuchawce. – Wybacz mi słoneczko, ja nie wiedziałam że on cię zwolni… Chciałam żebyśmy pracowały razem…

– Nie powiedziałaś.

– To miała być niespodzianka. Ale opowiem ci najlepsze. Jak przyszłam na rozmowę, to wiesz, on wcale nie kazał mi nic pisać. Zapytał, co potrafię, to wiesz, co odpowiedziałam… no weź Aluś przecież znasz mnie. I zajebisty gość, oczywiście się zgodził! Nie będzie łatwo w tej pracy, mam w każdy poniedziałek dawać mu dupy. Jak zobaczyłam zdjęcie jego obleśnej żony, to się nie dziwię… Ale powiedział, że jakbym miała ochotę w środku tygodnia mu possać to będzie premia! Ciekawe, czy będę musiała coś w ogóle pisać…

Alicja odłożyła słuchawkę. Z błogim spokojem jak zwykle. Pomyślała, że jej „przyjaciółka” nie jest warta wyjaśnień zerwania kontaktu. Zadzwoniła do sieci, by zablokować kartę i zmienić numer. I tak nie miała innych znajomych. Następnie, nie wiedząc po co, zaczęła pakować ubrania i rzeczy z mieszkania, jakby szykowała się do przeprowadzki. Nie odzywała się, nie płakała, nie krzyczała. Wykonywała to w ten sposób, jakby rozlała coś na podłogę i wiedziała, że konsekwencją tego jest pościerać. Wystawiła mieszkanie na sprzedaż, dała też ogłoszenie że czegoś szuka, a w międzyczasie postanowiła wyjechać na kilka dni. Czy do rodziny? Nie, tego mogłaby nie znieść. „No Aluś, nie dosyć że męża nie masz, to jeszcze z pracy cię wywalili! Pewnie szef widział, że głodna chodzisz! A mówiłam żebyś więcej jadła…!”.

Nie musiała tam jechać, by słyszeć podobne komentarze w swojej głowie. Po prostu wyszła z domu, zabierając ze sobą jedynie mały podręczny plecak. Doszła na nogach do wylotówki z miasta. Mogłaby iść dalej, ale po co, kiedy wtedy nie przeżyłaby prawdziwej przygody. Zatrzymała się przy drodze i zaczęła machać, by zatrzymać pierwszy lepszy samochód. Przejechało już chyba z 30, nikt się nie zatrzymał. „Może faktycznie coś ze mną nie tak…”, zaczęła myśleć, a wtedy jakby nigdy nic zatrzymał się ktoś w srebrnym audi. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i otworzył drzwi. Alicja bez zastanowienia wsiadła.

– Mariusz – przedstawił się. – Dokąd tak późną porą chcesz dojechać?

– Alicja – odparła. – Może Londyn lub Berlin…wszystko jedno, tam, gdzie coś się dzieje.

Nieznajomy roześmiał się. Był to dobrze zbudowany brunet, na oko może tylko kilka lat starszy od Alicji. W jego samochodzie dało się wyczuć ładny zapach lawendy. Sam pachniał zaś ekskluzywnymi perfumami, których zapach w połączeniu z tą lawendą przyprawiał Alicję o dziwny dreszcz. Okazało się, że jest fotografem, który porzucił swoją pasję, gdy zdradziła go dziewczyna modelka, od tamtej pory zaczął pracować jako realizator dźwięku w podwarszawskim studiu, a do fotografii wraca tylko hobbistycznie, gdy chodzi po górach.

Alicja najpierw nieco skrępowana, ale nie mogła oprzeć się urokowi kierowcy i wkrótce zorientowała się, że rozmawia z nim już dobre trzy godziny, a dalej nie wie, dokąd jadą. Gdy spytała, nie powiedział jej. Jakoś nie czuła lęku. Po tym co się wydarzyło, było jej już raczej wszystko jedno. Zdziwiła się jednak, gdy dwie godziny później zatrzymali się w lesie.

– Muszę się zdrzemnąć żeby móc jechać dalej – powiedział kierowca. – Ale może wcześniej coś zjemy?

Mariusz otworzył bagażnik i wyciągnął plecak z jedzeniem i duży koc.

– Ja nie jestem głodna. Dziękuję. Może ze stresu, że spędzę tu noc z tobą, ale nie mogę jeść –odparła Alicja.

– Serio się boisz? To dobra, może zjemy później, a najpierw trochę cię zrelaksuję.

Mariusz włączył nastrojową muzykę i zadał jeszcze dziesięć innych pytań o potrzeby Alicji. Okrył ja kocem i głaskał po głowie, opowiadając o swoich przygodach, które już przeżył tak podróżując. Chciał polać też jej kieliszek wina, ale Alicja uznała, że nie wolno pić z nieznajomymi jeszcze w dziwnym miejscu pośrodku lasu. Mariusz bardzo ją polubił i rozgadał się przy niej na dobre… zwłaszcza jak na zamkniętego w sobie faceta, jakim był. Alicja słuchała go, co umiała robić doskonale, jednak po jakimś czasie Mariusz niemało się zdziwił, gdy dziewczyna wkładając rękę pod koc, rozpięła mu spodnie. Nie musiała długo szukać. Wyczuła w dotyku, że ma do czynienia z nie byle jakim penisem. Alicja tak dawno tego nie robiła. W porywie namiętności zapomniała o wszystkich zasadach swojego szarego życia i jak dzika lwica zrzuciła z siebie ciuchy i rozkazała dziesięć razy silniejszemu od niej facetowi, w jego samochodzie, by ssał jej sutki. Później ugryzła go w szyje i krzyknęła : –Zabiję cię! Mariusz ogromnie podniecony wziął ją w swoje silne ramiona i przewrócił na plecy na tylnym siedzeniu. Zaczął ssać jej całe ciało, gdy poczuł, że między jej udami nastaje powódź, wsadził coś, co rosło mu od dłuższego czasu, tak że nie mógł już sobie z tym poradzić. Alicja zawyła:

– K*rwa, jaki wielki!

– Cicho bądź księżniczko, atak nadchodzi – pocałował ją w usta i zaczął wywoływać w niej uczucie, którego już nie pamiętała.

Alicja wyła jak nigdy. Z rozkoszy. Czy to utracona praca, wredna przyjaciółka dały jej to poczucie?

Mariusz był również niewyżyty. Po zerwaniu z modelką, pogrążony w pracy, zapomniał o tym że istnieją kobiety i że można się z nimi kochać z dziką rozkoszą. Teraz przypomniał to sobie ze wzmożoną siłą. Alicja w życiu nie czuła w sobie tak ogromnego członka. W dodatku nieznany kierowca dotykał ją dokładnie tam, gdzie chciała. Sapała, wyła, krzyczała, całowała go w usta. Mariusz pieścił ją, obezwładniał jej ciało, traktował je z taką mistycznością, że choć czuła, że już nie daje rady, jego spojrzenie, dotyk i głos podniecały ją na nowo. Gdy dochodziła do siebie po kolejnym orgazmie, zauważyła:

– Chyba już świta…

– Faktycznie – potwierdził Mariusz. – A miałem się przespać… -Było doskonale – wzdychała Alicja.

– Dla mnie też. Jak dobrze, że cię zabrałem. Z reguły nie robię tego z pierwszą lepszą, ale czekaj…to ty zaczęłaś…

Roześmiali się oboje. Alicja tej nocy krzyczała. Pierwszy raz użyła ekspresji. Był to dla niej jakiś przełom. Dziewczyna postanowiła wrócić do mieszkania. Przygoda tej nocy była dla niej wystarczająca. Poprosiła Mariusza, by podwiózł ją tylko na przystanek, skąd złapie do siebie autobus, ale ten upierając się, że interesy mogą poczekać, postanowił zawieść ją pod sam dom. Droga powrotna przebiegała bardzo błogo. Muzyka Boba Dylana wypełniała cały samochód. Alicja siedziała rozmarzona, trochę przysypiając, a Mariusz, któremu bardzo waliło serce…czy to od nowej nieznajomej, czy trzech napojów energetycznych… nie musiał się denerwować że zaśnie za kierownicą. Gdy w końcu Alicja wysiadła z audi, podziękowała Mariuszowi za wszystko i uśmiechnęła się! Kolejny przełom. Między pierwszą częścią szarego życia, a drugą musi być jakiś przełom.

Gdy Alicja przyszła do mieszkania, wydawało jej się ono nawet piękniejsze, niż gdy z niego wychodziła, ale przypomniała sobie, że przecież dała je na sprzedaż… Otworzyła pocztę by sprawdzić czy są jakieś odpowiedzi w tej sprawie. Była jedna. Postanowiła, że skoro już podjęła decyzje o sprzedaży nie będzie teraz się wycofywać z powodu jakieś głupiej erotycznej przygody. Podała w odpowiedzi możliwe terminy oglądania mieszkania.

Dwa dni później potencjalny współlokator zadzwonił do drzwi. Jakieś było zdziwienie Alicji, gdy był to Mariusz!

– Cześć… – powiedziała zdziwiona. – Wejdź obejrzeć mieszkanie.

– Nie trzeba – odrzekł Mariusz. – Ja i tak chcę je kupić. Ale pod jednym warunkiem.

– Jakim?? – spytała zdumiona Alicja.

– Że zamieszkasz w nim ze mną.

autorka: Kinga Czerwińska


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logoWAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Post dr Dąbrowskiej, czyli warzywno-owocowe sześć tygodni. Podjęłam wyzwanie, wytrwałam – czy polecam?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
20 kwietnia 2017
Fot. iStock / yulkapopkova
Fot. iStock / yulkapopkova

O poście warzywno-owocowym autorstwa dr Dąbrowskiej w ostatnim czasie zrobiło się głośno za sprawą dziennikarki, Karoliny Szostak. Stałą się ona niejako ambasadorką tej metody, najlepiej widzialnym skutkiem stosowania się do zaleceń tej głodówki leczniczej – schudła 20 kilogramów, odmłodniała i niejeden widząc ją „po” nie mógł wyjść z podziwu. Pakt z diabłem, nowa dieta cud czy szarlataństwo? A może nauka, wiedza i prawda? Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze.

Skąd ta metoda?

Ewa Dąbrowska jest doktorem nauk medycznych, przez lata pracowała na Akademii Medycznej w Gdańsku. Podczas pisania swojej pracy doktorskiej zainteresowała się rolą odżywiania w leczeniu chorób cywilizacyjnych i rozpoczęła badania, na podstawie których opracowała nowatorską metodę żywienia. Zanim jednak zagłębimy się w nią, trzeba wyraźnie zaznaczyć, że post i dieta to dwie różne sprawy – ten pierwszy może trwać maksymalnie sześć tygodni (42 dni) i ma na celu oczyszczenie organizmu, usunięcie z niego toksyn i zbędnych sytuacji oraz doprowadzenie do samoleczenia i przywrócenia równowagi, a z racji na bardzo duże ograniczenie kalorii (do 800 dziennie) nazywany jest głodówką leczniczą. Dieta natomiast, to sposób żywienia, który według pani doktor powinniśmy stosować na co dzień dożywotnio.

Dla kogo post?

Post nie jest metodą na zrzucenie zbędnych kilogramów, choć przy niskiej podaży kalorii jest to niemal nieuniknione. To przede wszystkim kuracja mająca prowadzić do wyzdrowienia i pozbycia się chorób. Autorka metody zaleca przeprowadzenie postu osobom, które zmagają się z problemami metabolicznymi, nadciśnieniem, chorobami skóry, zaćmą, zwyrodnieniami stawów, nawracającymi infekcjami, Hashimoto, PCOS, niepłodnością, cukrzycą, alergiami, zaparciami, zespołem jelita wrażliwego czy zgagą. Przeciwwskazaniem do podjęcia postu są choroby psychiczne i ciężkie depresje, gruźlica, cukrzyca na insulinie, nadczynność tarczycy, niedoczynność nadnerczy, nowotwór, ciąża i okres karmienia piersią. Post wskazany jest również dla osób zdrowych w celach profilaktycznych.

Dr Dąbrowska zaleca by post odbywał się najlepiej przy konsultacji z lekarzem, a wszelkie zmiany w dawkowaniu przyjmowanych leków nie były podejmowane samodzielnie. Pani doktor uważa, że post to czasami jedyna metoda na wyzdrowienie – gdy zawodzi medycyna trzeba odwołać się do natury, oczyścić i powrócić do naturalnej równowagi organizmu.

Głodówka bez głodu

Zasady postu są bardzo proste – przez 42 dni (maksymalnie) jemy tylko wybrane warzywa i owoce. Żadnych zbóż, nasion, mięsa, cukrów, tłuszczy, kawy, alkoholu i papierosów, produktów przetworzonych. Odpadają warzywa wysokoskrobiowe (np. ziemniaki) i strączkowe, a z owoców można jeść tylko jabłka, grapefruity oraz cytryny. No i kiszonki – tego nie można na poście pominąć dla dobra flory jelitowej. Warzywa i owoce można jeść na surowo, w postaci surówek, zup warzywnych przyprawianych ziołami, warzyw duszonych, pieczonych. Po kilku dniach postu organizm ma przestawić się na tzw. odżywianie wewnętrzne (zjada wszelkie złogi, guzki, cysty, blizny np. w płucach), a ośrodek głodu wyłącza się. I tak jest w rzeczywistości, sama się o tym przekonałam! Mniej więcej w trzecim dniu przestałam odczuwać potrzebę jedzenia i tylko uczucie mniejszej energii w pewnych momentach przypominały mi, że czas coś skonsumować.

Moje sześć tygodni

Nie rzuciłam się na post „z marszu”, nie była to spontaniczna decyzja. Zanim podjęłam to wyzwanie przeczytałam wiele artykułów, obejrzałam wykłady pani doktor, zapisałam się do grupy poszczących na Facebooku (ogromne wsparcie i inspiracje, polecam!). Rozważyłam wszelkie za i przeciw, przemyślałam stronę techniczną i ewentualne problemy, a potem zaczęłam się przygotowywać do startu. Od kilku lat odżywiam się raczej zdrowo i rozsądnie, więc było mi łatwiej niż osobom, dla których słodycze i fast foody to codzienność. Dwa tygodnie przed postem odstawiłam mięso, a nabiał ograniczyłam. Tydzień przed powiedziałam kawie „do widzenia” – bolało psychicznie i… fizycznie! Trzy dni męki i błagania o to, by ktoś uciął mi głowę – nawet nie zdawałam sobie sprawy, że kofeina ma na mnie taki wpływ. Ale wytrwałam i nie zmieniłam zdania.

Post powinien trwać minimum dwa tygodnie, ja zakładałam trzy, może cztery – na pierwszy raz to i tak sporo.  Bałam się możliwych kryzysów ozdrowieńczych (nawrót dawnych schorzeń, bóle starych złamań, oczyszczanie się zatok itp.), utraty sił, braku energii. Każdy przeżywa post zupełnie inaczej i trudno powiedzieć, jak go odczuje.  Cóż, u mnie przebiegło to dość gładko – poza bólem głowy po odstawieniu kawy nie mogłam narzekać na inne dolegliwości.  Nie chodziłam głodna, sił miałam wystarczająco, by pracować osiem godzin dziennie w przedszkolu, jeździć na rowerze, ćwiczyć czasami z Chodakowską i funkcjonować tak, jak zawsze.  Schudłam ok. osiem kilogramów i straciłam kilka dobrych centymetrów w obwodach, ale do trzeciego tygodnia nie działo się nic. Teraz w talii mam mniej o osiem, w biodrach sześć centymetrów, ubrania leżą luźniej, inni widzą i chwalą – to chyba najlepszy dowód. Niektórzy na poście zauważają poprawę stanu skóry i włosów, dostają zastrzyk mega energii i witalności, śpią o wiele lepiej – u mnie w tym zakresie niewiele się zmieniło, choć akurat na zniknięcie alergii skórnej liczyłam najbardziej.

Post leczy umysł

To, co najlepszego wynikło z tych sześciu tygodni, to zmiany w myśleniu. Jeśli komuś wydaje się, że je czekoladę, bo organizm się domaga, że bez ciastka do kawy to się po prostu nie da, że warzywa to nuda, a głód jest wrogiem, to jest w wielkim błędzie. Podjadanie też nie jest wynikiem naszej słabej woli, ale nawykiem, z którego można się wyleczyć. Przekonałam się, że z samych warzyw i owoców można wyczarować cuda i odkryć na nowo ich smak – jarski bigos, pieczone jabłko z cynamonem, wege leczo czy warzywne zupy kremy to coś, co na stałe zagości w moim menu. Przeżyłam wypad do restauracji (znajomi – pizza i makarony, ja – jabłko i sok pomidorowy), urodziny i uroczystości w pracy (z ciastem lub tortem w roli głównej); każdego dnia podawałam dzieciakom posiłki – nie popełniłam przy tym ani jednego grzechu i trzymałam się zaleceń. Nie było łatwo, ale pocieszało mnie to, że to tylko 42 dni, a potem, od czasu do czasu, i tort można zjeść.

Post sprawił, że czuję się silniejsza psychicznie, nie myślę o tym co, jak i ile zjeść, nie policzyłam przez ten czas ani pół kalorii – jem z przyjemnością, ale i rozsądkiem, nie zamierzam opychać się i zapychać.  Wychodzenie z postu, czyli stopniowe rozszerzanie diety i dbanie o to, by stracone kilogramy nie wróciły niczym bumerang, to prawdziwe wyzwanie. U mnie kawa wróciła najszybciej – z miłością nie wygrasz! Za słodkościami nie tęsknię – od czekolady wolę  ciasto z czerwonej fasoli lub kaszy jaglanej – nie jestem w stanie zjeść wielkich ilości, bo szybciej czuje się syta. Jeśli chodzi o mięso… nie wiem, czy mam na nie ochotę, na pewno długo jeszcze go nie ruszę.  Zamierzam także powtórzyć post na jesieni, gdy pomidory i papryka będą smakować najlepiej, a po okresie wyjścia wprowadzić jeden postny dzień w tygodniu.

Czy polecam? Oczywiście! Polecam, ale tylko tym, którzy są gotowi na codzienne gotowanie, nie boją się wyzwań, zdrowe odżywianie to dla nich nie moda, a świadomy wybór i tym, którzy chcą przede wszystkim poprawić swoje zdrowie i poukładać sobie w głowie. Jeśli ktoś traktuje post jako cudowną kurację odchudzającą i tylko odlicza dni, gdy znowu sięgnie po batona albo chipsy, to niech sobie daruje – cuda zdarzyć się mogą tylko wtedy, gdy będziemy wewnętrznie gotowi i sami się o nie postaramy.

Więcej informacji nt postu i diety znajdziecie m.in. na stronie dr Ewy Dąbrowskiej – www.ewadabrowska.pl


Zobacz także

Nie chce ci się iść na siłownię? To nie lenistwo, to ewolucja!

Nie chce ci się iść na siłownię? To nie lenistwo, to ewolucja!

2016-03-26 11.25.38

Nie przegap okazji! SENS życia

Fot. iStock/UberImages

7 wzorców zachowań, od których zależy przyszłość twojego związku