Cukier kokosowy. Naturalna alternatywa dla zwykłego cukru

Redakcja
Redakcja
20 stycznia 2018
Fot. iStock/egal
 

Do tej pory prym na rynku zdrowych produktów wiódł olej kokosowy. Wszechstronność zastosowania tego specyfiku dla zdrowia i urody wpłynęły na jego popularność. Teraz do oleju kokosowego dołącza inny specyfik pozyskiwany z  palmy kokosowej — cukier. Ale czy rzeczywiście jest taki zdrowy?

Cukier kokosowy — alternatywa dla zwykłego cukru

Cukier kokosowy otrzymuje się z soku palmy kokosowej, który po zagotowaniu podawany jest procesowi odparowania. W wyniku tego powstaje gęsty syrop, który po ostudzeniu krzepnie. Cukier kokosowy jest produktem naturalnym, bez sztucznych dodatków ani barwników, składa się głównie z sacharozy, a także glukozy i fruktozy. Ma delikatny karmelowy smak i dobrze sprawdza się jako zamiennik zwykłego cukru. Można nim słodzić, dodawać do wypieków, koktajli oraz innych, np. potraw z kuchni orientalnej. Do sprzedaży w wielu sklepach trafia w postaci brązowego proszku, granulek lub płynu. W stosunku do rafinowanego cukru nie jest najtańszy, bo za opakowanie 250 g można zapłacić ok 10 zł.

Czy warto sięgać po cukier kokosowy?

Mimo tego, że cukier pozyskuje się podczas obróbki termicznej, mikroelementy zawarte w soku palmy nie ulegają zniszczeniu. Znajdziemy w nim witaminy z grupy B oraz witaminę C,  minerały takie jak potas, magnez, cynk, żelazo. Zawiera również przeciwutleniacze, które skutecznie chronią organizm przed wolnymi rodnikami.

Jeśli chodzi o kaloryczność, w porównaniu do zwykłego cukru dużej różnicy nie ma nie ma dużej różnicy — biały cukier to 405 kcal, a kokosowy 380 kcal w 100 g. Mimo to i tak jest lepszym rozwiązaniem podczas diety i dla osób cierpiących na cukrzycę, ponieważ posiada niski  indeks  glikemiczny (IG 35-54). Dzięki temu po jego spożyciu poziom glukozy we krwi będzie niższy, niż po spożyciu rafinowanego białego cukru. To zapobiega napadom głodu i niekontrolowanemu podjadaniu, co również bywa zgubne dla sylwetki.


 

źródło: kobieta.wp.pl


Być wystarczająco dobrym – tylko tyle musimy. Nie warto gonić za perfekcjonizmem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 stycznia 2018
Fot. iStock/oneinchpunch
 

W sieci krąży prosty animowany filmik. Niby nic wielkiego. Ale warto poświęcić dwie minuty, by zrozumieć jego przekaz… I zrozumieć, że wystarczy być wystarczająco dobrym. Nic więcej.

Duże ambicje są wartościowe i ważne, ale mogą również osiągnąć punkt, w którym stają się źródłem poważnych kłopotów i niepotrzebnej paniki. Jeden ze sposobów hamowania perfekcjonistycznych impulsów został wprowadzonych przez brytyjskiego psychoanalityka Donalda Winnicotta. W latach 50-tych ubiegłego wieku Winnicott specjalizował się badaniu relacji między rodzicami a dziećmi. W swojej praktyce często spotykał się z rodzicami, którzy myśleli, że odnieśli porażkę, bo ich dzieci nie dostały się do najlepszej szkoły, między nimi zdarzały się kłótnie przy kolacji, a dom nie zawsze był wysprzątany.

Winnicott stwierdził, że główne źródło cierpienia rodziców pochodziło z konkretnego miejsca: nadmiernej nadziei. Ich rozpacz była konsekwencją okrutnego i destrukcyjnego perfekcjonizmu. Aby móc ograniczyć jego działanie Winnicott rozwinął uroczą frazę: rodzice musieli poczuć, że są „wystarczająco dobrymi rodzicami”. Żadne dziecko – tłumaczył – nie potrzebuje idealnego rodzica. Dzieci potrzebują dobrego, całkiem przyzwoitego, o dobrych intencjach, czasami marudnego, ale rozsądnego ojca lub matki. Winnicott twierdził, że aby zostać przy zdrowych zmysłach (co też jest trudne) musimy nauczyć się nie nienawidzić samych siebie za niepowodzenie w byciu tymi, kim w zasadzie zwykli ludzie nigdy nie są. Koncepcja „wystarczająco dobry” powstała jako ucieczka od niebezpiecznych ideałów. Początkowo dotyczyła tylko rodzicielstwa, ale może być zastosowana w życiu szerzej zwłaszcza, gdy chodzi o miłość i pracę

Związek może być wystarczająco dobry, nawet gdy ma trudniejsze chwile. Czasami brakuje w nim seksu, a jest dużo poważnych kłótni. Być może pojawia się samotność i brak komunikacji, ale nie powinniśmy mieć poczucia wyobcowania czy wyjątkowego pecha. Może być wystarczająco dobrze.

Podobnie praca, może nie być dla nas idealna, ale mieć wiele pozytywów. Możemy na przykład nawiązywać w niej przyjaźnie, doświadczać ekscytacji i satysfakcji pomimo zmęczenia.

Aby wieść dobre życie, musimy mieć sporo odwagi i umiejętności. Zmierzenie się z wyzwaniami miłości, pracy i dzieci wymaga cichego heroizmu. Może powinniśmy się częściej zatrzymywać, aby uznać w bardzo świadomy sposób, że nasze życie jest wystarczająco dobre. Już samo to będzie bardzo dużym osiągnięciem.

Obejrzycie – napisy są także w języku polskim.


Czy wieczorne jedzenie naprawdę szkodzi naszej diecie? Naukowcy przeprowadzili badania

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 stycznia 2018
Fot. iStock/Pekic

Jak często zdarza się wam wrócić z pracy, ogarnąć dom, dzieci, zwierzęta i co tam jeszcze trzeba, a kiedy siadacie w końcu spokojnie, to macie ochotę zjeść coś porządnego? Cóż, coraz częściej jadamy wieczorami, bo w ciągu dnia brakuje nam czasu na solidny posiłek. 

Najnowsze badania sugerują, że to o jakiej porze dnia jemy, jest równie ważne, jak to, co jemy. Cóż, nie są to dobre wieści dla wieczornych podjadaczy, bo okazuje się, że późne posiłki utrudniają utratę wagi i mogą być powodem niestrawności, a przecież dla wielu z nas, właśnie ten wieczorny posiłek staje się coraz bardziej istotny. Na podstawie przeprowadzonych badań okazało się, że ci, którzy spożywali duży posiłek po godzinie 16-tej niewiele tracili na wadze, choć byli na diecie.

Dlaczego głód dopada nas wieczorem? Przyczyna tkwi w naszym organizmie, który wieczorem wydziela więcej hormonu głodu – greliny, a także zwiększa się poziom stresu. To wszystko powoduje, że wieczorem chętniej zaglądamy do lodówki i trudniej zapanować nam nad pokusami.

Ponadto, jeśli zjemy obfity posiłek na trzy godziny przed snem, możemy narazić się na niestrawność, a także ryzyko wystąpienia objawów refluksowych – stanu, który powoduje zgagę

Wyniki badań opublikowane między innymi „The New York Times” sugerują, że powinniśmy unikać objadania się wieczorem, zwłaszcza, gdy nie podejmujemy żadnej aktywności. Jak sobie pomóc? Warto zadbać o to, co jemy, przez cały dzień, żeby wieczorem nie być zbytnio głodnym, a także zwrócić uwagę na to, co pomaga nam radzić sobie ze stresem. W ten sposób unikniemy przykrych skutków wieczornego przejedzenia.


źródło: businessinsider.com

 


Zobacz także

Dziś Dzień Niespodziewanego Całusa. Wymyślcie najlepsze, najbardziej zaskakujące święto. Będziemy je obchodzić w Oh!Me

8 najgorszych porad dietetycznych. Jak najszybciej zapomnij o nich!

Naturalne środki na stres