„Cudowny chłopak” to wspaniała opowieść o tym, że każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 stycznia 2018
 

Są filmy, które zostają w nas na długo po wyjściu z kina. Nie dlatego, że szokują efektami specjalnymi, ale dlatego, że przypominają nam, czym jest dobro płynące z pewności, że ma się przy sobie najbliższych. Czym jest szczęście oparte na poczuciu bezpieczeństwa i przekonaniu, że mamy ich wsparcie. Czym jest świadomość, że cokolwiek się wydarzy, są na świecie ludzie, dla których jesteśmy najważniejsi.

„Cudowny chłopak” to wspaniała opowieść o tym, że każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy. Opowiada historię chłopca, który na skutek defektu genetycznego urodził się ze zdeformowaną twarzą. W pewnym momencie, trochę z powodu decyzji swojej mamy, która nie możesz już dłużej uczyć go w domu, a trochę dlatego, że do tego sam dojrzewa, decyduje się wyjść „na zewnątrz” i pójść do szkoły, do swoich rówieśników.W_D20_03546_3661_R

To film dla rodziców, którzy starają się chronić swoje dzieci przed całym złem świata, a powinni przede wszystkim nauczyć je odnajdywać wartość w przyjaźni i siłę w sobie samym.

To film dla Ciebie i dla Niego, bo pokazuje relację, w której oboje partnerzy traktują się z szacunkiem i wspierają wzajemnie w osiąganiu swoich osobistych małych sukcesów. Miłość Isabel i Nata jest spokojna i pewna, ale nadal niezwykła mimo codziennej rutyny, jaką jest wspólne wychowywanie dwójki dzieci. Owen Wilson w roli męża i ojca jest wzruszający, ciepły i mądry, a chwilami (gdy obawia się reakcji żony) naprawdę zabawny. A Julia Roberts stworzyła postać mądrą, charyzmatyczną, fascynującą swoją siłą, kiedy walczy o szczęście syna i kruchością, gdy się o niego boi.

W_D28_04928_lola_v001_R

To film dla Waszych dzieci, bo uświadamia im, jak ważne jest wnętrze człowieka, to, kim jesteśmy, a nie jak wyglądamy. Augie (w tej roli bardzo zdolny Jacob Tremblay) doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej odmienności, ale wie też, jak wiele jest wart, jak wiele potrafi. Dzięki temu znajduje w sobie siłę, by zdobyć sympatię i podziw swoich kolegów i koleżanek.

To film, dla tych, którzy są samotni, albo czują, że sobie nie radzą, bo opowiada o zwykłych ludziach, którzy każdego dnia zmagają się z różnymi problemami – od choroby swojego młodszego dziecka, po nieporozumienia z dorastającą córką.

To film dla tych, którzy czują się „inni” lub odrzuceni, tak jak żyjąca trochę w cieniu swojego brata, starsza siostra Augie’go – Via, cicha bohaterka całej opowieści.

W_D04_00590_R2

Mądre dialogi, proste słowa mówiące o tym, co trudne, ale i codzienne, gdy wychowuje się w jakiś sposób „inne” niż jego rówieśnicy dziecko (czy to przez swoją niepełnosprawność, czy nietypowy wygląd, czy wyjątkowe zdolności) i historia opowiedziana z kilku perspektyw, a także cudowna gra aktorka przesądziły o sukcesie „Cudownego chłopca”.

Są filmy, które zadziwiają pięknem przekazu, leżącym w jego prostocie. Ten obraz jest z pewnością dobry, ciepły, pozytywny i przywracający nadzieję w ludzi, w przyjaźń.

A moja dziewięcioletnia córka powiedziała mi o nim po prostu tak: „to był bardzo ważny film, bo przypomina nam o tym, że nie ważny jest wygląd, ale to kim jesteś w środku”. I ja też tak myślę.

WSG1


Makijaż pochwy? O rany, ja chyba urodziłam się nie w tej epoce

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 stycznia 2018
Fot. Screen z YouTube/ VeraCamilla
 

OK, może was już to nie dziwi, może wy już wiecie. Produkty upiększające pochwę pojawiły się na rynku już jakiś czas temu. O makijażu waginy ja jednak – przyznaję się bez bicia – słyszę pierwszy raz. I chyba niewiele dotychczas straciłam…

W Internecie mignęły mi już w zeszłym roku artykuły sponsorujące markę produkującą krem (podkład?) do pochwy „o świetlistej, opalizującej barwie, która dodaje wyjątkowej urody”. W ofercie firmy były również kremy przeciwzmarszczkowe (tak, również do smarowania TAM) i nawilżające oraz specjalne serum.

Ale nie wiedziałam, że makijażysta Kim Kardashian zajmuje się także stylizacją jej waginy, co ogłosił ostatnio wszem i wobec na Instagramie, zamieszczając zdjęcie ilustrujące jego pracę W TYM MOMENCIE. Makijaż waginy? Jak to działa?

Moja wyobraźnia podpowiada różne rozwiązania.  Nałóż podkład, wytuszuj, użyj zalotki?!… STOP. Dokąd zmierza ten świat?! Generalnie róbcie, co chcecie, to wasze ciało. Idźcie i rozświetlajcie. Ale jak tylko wypróbujecie konturówkę do pochwy, koniecznie dajcie znać. A najlepiej zróbcie  video-poradnik w serwisie YouTube ;). P.S. Kto ciekawy, a jeszcze nie próbował, warto zajrzeć na Instagram pewnej skandywnawskiej firmy kosmetycznej 🙂  


Na podstawie: marieclaire.com


„Kobiety nie odchodzą od swoich mężów”. List pożegnalny do kochanka

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 stycznia 2018
Fot. iStock/lechatnoir

Nie znoszę słowa „kochanek”. Jest tak bardzo pretensjonalne, staroświeckie. Ani razu nie pomyślałam tak o nas, o tobie. Nigdy nie nazwałabym cię moim kochankiem, bo nasza relacja, wszystko co jest między nami, to o wiele, wiele więcej niż seks i ukradkowe, wyrwane naszym życiom spotkania, o których nie wie nikt. Przez półtora roku byliśmy swoimi światami. Wiedzieliśmy o sobie wszystko. Wspieraliśmy się, byliśmy i partnerami, i przyjaciółmi, Uwierzyłam, że tak będzie już zawsze. Dziś muszę odejść, choć wcale tego nie chcę. Wybacz mi, proszę. Przepraszam.

Pamiętam, co powiedziałeś mi na samym początku. Że bałbyś się mnie stracić. Że kobiety nie odchodzą od swoich mężów. Zaprzeczałam, pozwoliłam Ci uwierzyć, że jestem inna. I cały ten czas myślałeś, że jestem inna, bo bardzo tego chciałam i robiłam wszystko, żebyś mi zaufał. To ja obiecywałam ci wspólne życie, tworzyłam wizję wspólnego domu, tego jak nam razem będzie wspaniale, gdy przestaniemy się w końcu ukrywać. Rozmawialiśmy o ślubie, o zaręczynach, zaraz po moim rozwodzie. Oświadczysz mi się przecież, to oczywiste. To cud, że na siebie trafiliśmy.

To była moja bajka, to ja dążyłam do tego związku, ty trzymałeś dystans. Mąż, dzieci. Kto normalny tak ryzykuje. To ja mówiłam „nic się nie bój”, gdy zapewniałeś mi, że nie chcesz rozbijać mojego związku. „Żadnego związku już nie ma” – to moje słowa.

Poznaliśmy się w pracy. Zwykłe spotkanie, wiele takich w moim kalendarzu każdego dnia. Ale z tobą było inaczej. Podałeś mi rękę, uścisnąłeś moją dłoń mocno, pewnie. Twój dotyk sprawił, że poczułam się silna.

Tak bardzo tego potrzebowałam. Byłam wtedy załamana, pewna, że już nigdy nie spotka mnie nic dobrego, pięknego. Że już nigdy dla nikogo nie będę wyjątkowa. Że już zawsze będę w moim małżeństwie przezroczysta. Dobra opiekunka dla dzieci, niezła kucharka, ale kiepska żona. Ktoś nieciekawy, niewarty uwagi. Ktoś, kogo się już nie pragnie.

Zakochałam się w Tobie. Pewnie to szaleństwo zakochać się w kimś w pierwszej minucie znajomości. Nie myślałam wtedy o tym. Byłeś moim wybawieniem. Sama zadzwoniłam proponując spotkanie. Zdziwiłeś się, myślałeś, że chodzi o pracę. Nie, kochanie, chodziło o nas. Ja już wiedziałam, że będziemy razem, ale na początek zostaliśmy jedynie dobrymi znajomymi. Kawa, spacer z psem, telefony, maile. Stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Kiedy okazało się, że odwzajemniasz moje uczucie, poprosiłeś, żebyśmy przestali się spotykać, ze względu na niego.

Nie mówiłam ci o nim wiele. Wiedziałeś tylko, że dla niego właściwie nie istnieje, że już milion razy chciałam złożyć pozew o rozwód. „Ale nie złożyłaś” – powtarzałeś. Obiecałam, że to zrobię. Wtedy mnie pocałowałeś. Tego samego dnia poszliśmy do łóżka. Nigdy w życiu nie byłam szczęśliwsza.

Opowiadałam ci znacznie więcej o dzieciach, a ty powoli stawałeś się ich coraz bardziej ciekawszy. Obserwowałam cię, dozowałam historie przedszkolnej miłości Kasi, bójki w klasie Tomka. W końcu sam zacząłeś pytać. Wyobrażałam sobie, że to nasze dzieci. Żyłam iluzją, że tak mogłoby być.

Zmieniłam się, fizycznie, bo dla ciebie chciałam być piękna. Ścięłam włosy, zmieniłam ich kolor. Kupuję nowe ciuchy, prawie obsesyjnie, zastanawiając się, czy ci się spodobają.

A on? Nie, nie podejrzewa nawet, że mogę kogoś mieć, kochać, jest na to zbyt próżny. Ale widzę ten niepokój w jego oczach, kiedy mówi mi: „ładnie wyglądasz”. Widzę zainteresowanie mną, kobietą, w której zakochał się kilkanaście lat temu. A już zapomniałam, jak to jest. Tak, zaczął o mnie walczyć. I tak, przestraszyłam się, że się domyśli. Tydzień temu opanował mnie paniczny lęk przed tym, co się stanie, gdy mój mąż zażąda rozwodu z mojej winy. I nie mogę już przestać się bać.

Boję się, że stracę dzieci. Nie potrafiłam żyć bez nich u boku. Nie potrafiłabym nie całować ich na dobranoc, nie odprowadzać codziennie do szkoły, zasypiać bez świadomości, że są tuż obok. Paraliżuje mnie lęk przed tym, że on może mi je zabrać.

Wiem już, że miałeś rację. Kobiety nie odchodzą od mężów. Ja też nie odejdę. Jestem na to zbyt dużym tchórzem.

Jest mi tak strasznie wstyd, że cię zawiodłam. Że stchórzyłam. Że nie jestem w stanie odejść od niego, zawalczyć o nas. Ale tak wiele mnie trzyma w tym związku. Tak wiele, prócz miłości. Ty masz moją miłość, moją duszę, serce. Moje ciało. Masz wszystko to, czego on nie ma i nie będzie miał.

Nie proszę cię o wybaczenie, nie wymagam od ciebie, żebyś zrozumiał. Wiem, że nie zrozumiesz, że być może już zawsze będziesz miał do mnie ogromny żal. Pewnie poczujesz się oszukany, wykorzystany. Będziesz myślał „zabawiła się moim kosztem”. Ale ty jesteś wolny, a ja żyję w klatce zależności.

Przepraszam za wszystkie obietnice bez pokrycia.


Zobacz także

Kto się boi szczęśliwych, rozwiedzionych kobiet? Szczęśliwe, zadowolone z życia mężatki

Kto się boi szczęśliwych, rozwiedzionych kobiet? Szczęśliwe, zadowolone z życia mężatki

„Mam poczucie, że po raz kolejny biorą nas za debili, których zadowoli dodatkowe 300 złotych na dziecko”. Wokół programu Mama+

Ciesz się tym, co masz. Akcja: Szybki kurs czerpania przyjemności z życia #7