Codziennie zrób dla siebie jedną dobrą rzecz. Poradnik hedonistki

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
10 listopada 2015
Fot. iStock / Petar Chernaev
Fot. iStock / Petar Chernaev

„Jestem taaaaka zapracowana” A. zaczyna monolog kobiety umęczonej życiem i codziennością. „Dlaczego?” pytam, ale odpowiedź już znam. A. ma dwoje dzieci, to nieważne, że jedno na studiach, a drugie w liceum. A. codziennie wstaje zrobić im śniadanko, kanapeczki, ukochane kakao, potem musi ich porozwozić (bo biedactwa nie mają nóżek), przygotować obiadek. W nocy przywozi ich z imprez ( miasto takie straszne, coś się na pewno stanie, jeśli pofatygują się sami). A. ma również męża, któremu usługuje, i wymagającą mamę wokół której biega jak grzeczna dziewczynka. A mama liczne fochy ma.

Nie byłabym teraz tak złośliwa wobec A., gdyby nie to, że kilka lat temu wzbudzała we mnie ogromne poczucie winy. „A gdzie ty idziesz?”, pytała groźnie, gdy po pracy umówiłam się na kawę z koleżanką. „Dziecko same?!”,  kontynuowała niczym prokurator na rozprawie pt. „Oskarżona chu….owa matka wstać!”.

„No nie, z tatą”, tłumaczyłam się.  „Gdy moje dzieci były małe…”, zaczynała monolog Matki Poświęcającej się.

Na szczęście jakiś czas temu zostałam hedonistką: cieszę się życiem, przestałam wszystko komplikować, a A. nie chce niczego w swoim zmienić. Woli narzekać. Ona jest umęczona, ja nie.

To jest nasz wybór

No po prostu nie mogę schudnąć”, jęczy grubaska. Przyjaciółki podsuwają rozwiązania: zapisz się na fitness (jaki ft? taka gruba?! Wstydzę się), przestań jeść tyle (O Boże, nie mogę, tyle siedzenia w domu i pisania), zacznij biegać ( biegać? zimno się robi, lepiej wiosną zacznę), to może idź na terapię, masz opór, by schudnąć, dowiesz się o co chodzi ( hahahhaaha, po co mi psycholog?!). Przyjaciółki ledwo żywe, z energii wyssane  i wszystko na nic, gówno. No niestety, nic się samo nie zrobi. Szczupły tyłek w większości wypadków sam się nie zrobić, spokój ducha, szacunek do siebie, umiejętność relaksu też. Trzeba chcieć coś zmienić. Uporczywe niedbanie o siebie to – w języku psychologii– autodestrukcja.Tak, autodestrukcja to nie tylko rzeczy skrajne: nałogi, samookoleczanie, tkwienie w złych związkach. To również niedbanie o siebie w codzienności, stawianie innych zawsze ponad siebie, nadmierne poświęcanie się.

Dlaczego to robimy? Według psychologów to niska samoocena czy brak poczucia własnej wartości sprawia, że o siebie nie dbamy. I choć męczy mnie już szukanie przyczyn wszystkiego w dzieciństwie– to niestety tam znajdziemy swoje niskie poczucie własnej wartości. Ktoś nas nie szanował– jak więc mamy szanować siebie, ktoś nie zauważał– jak my mamy siebie zauważać, ktoś bagatelizował nasze potrzeby– my też je bagatelizujemy.

Dorosłość to jednak samoświadomość. Nie dostałam poczucia bezpieczeństwa, radości, umiejętności dbania o siebie w spadku? Sama muszę w sobie wyrobić tę cechę. Inaczej oszaleję, zamęczę siebie i innych. Bo tu też chodzi o innych. Człowiek, który nie robi nic dla siebie jest nieznośny dla otoczenia. Jest wredny, zły, sarkastyczny ( podkreślić właściwe). A nawet jeśli nie – jest po prostu zmęczony. Coraz bardziej. Prędzej czy później zaczyna chorować.

Nie oceniaj się

Odpuszczenie wiąże się z poczuciem winy. Od kiedy zostałam hedonistką zauważyłam, że…. to nie jest modne. Modne jest dawanie sobie rady ze wszystkim, od szóstej rano do nocy na pełnych obrotach. Pani wspaniała zrobi śniadanie, zajedzie się przez cały dzień, w nocy będzie szyła strój na przedstawienie. Dopiero wtedy padnie na łóżko z poczuciem, że wykonała wszystko (czyt. jest wspaniała).

Terapeutka spytała kiedyś moją przyjaciółkę ( Panią Wspaniałą): Ale co, mam teraz pochwalić panią, że jest pani wzorową uczennicą? Bo przyjaciółka  działa, ogarnia, sprawdza się. Nawet zadania na terapię wykonywała perfekcyjnie. Dlaczego to robi? Bo to jej daje moc, siłę, czuje, że dała radę. Sprawia jej przyjemność, że inni mówią: „Na tobie zawsze można polegać”. W jakimś sensie zaspokaja swoją potrzebę kontroli (ogarniam wszystko) i władzy (jestem lepsza od innych, beze mnie wszystko się zawali).

Dopóki to działa– w porządku. Gorzej, gdy zaczynamy czuć się przytłoczone, nieszczęśliwe, zmęczone. Bo życie mija, nam mija, a my…. jak ten chomik w kołowrotku.

Jestem jedną z tych kobiet,która nie chce, żeby mijało ją życie. Nie będę nigdy wolna, bo jestem żoną, matką, córką, przyjaciółką, pracownikiem. Ale mogę być bardziej wolna niż kiedyś. Mogę szanować siebie, mogę mówić „nie”. Być tam gdzie chcę, a nie w jakimś „nigdzie”.

W nigdzie jest smutno

Nigdzie jesteśmy, gdy mamy związek w którym nie jesteśmy szczęśliwe (ale poświęcamy się dla niego), gdy mamy pracę, która nas męczy (ale mówimy, że inni mają gorzej i jest kryzys). Nigdzie jest wszędzie tam, gdzie nie chcemy być, a jesteśmy. Często z powodu siebie. Bo nie potrafimy odmówić koleżance (chcemy sprawić jej przyjemność i dlatego umawiamy się nocą, choć ledwo same żyjemy), teściowej, szefowej.  Robimy przyjemność wszystkim, nie robimy przyjemności sobie. Bo to, Boższ, to taki egoizm. Dodajmy do tego to, że w naszą cholerną tradycję wpisane jest cierpienie. Wyszłaś źle za mąż? Cierp. Masz kiepską pracę? To etat. Ilu z nas słyszało od rodziców (szczególnie matek) magiczne słowo: fruń, działaj, bądź odważna, jeśli będziesz szczęśliwa inni też będą? Raczej niewiele. No to nauczyłyśmy się, że kobiecość to jest uciemiężenie, poświęcenie, wysiłek. Masakra.

Nie mogę tego już słuchać. Nie dlatego, że jestem wredną suką. Ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego moja wspaniała koleżanka chodzi jak trusia wokół męża despoty i tylko myśli jak mu uszczęśliwić życie. A dlaczego on nie myśli o jej życiu? Nie rozumiem, dlaczego M. nadskakuje dzieciom, a one potem szklanki wody nie chcą jej przynieść? Gdzie jest szacunek do siebie, poszanowanie własnych granic?

I naprawdę można się zmienić. I można nie mieć poczucia winy. To jest samoświadomość, która– owszem– na początku bywa bolesna. O wow, nie jestem kombajnem. Ale za nią przychodzi spokój– no nie jestem. I co z tego? Mam mnóstwo innych zalet.

Nie szalej

Moja mama mawia, że egoistą trzeba się urodzić. I ja się do tego urodziłam wspaniale (to właśnie jest to wsparcie, gdy uczymy się, że dobrze myśleć o sobie;-))). Jeśli ty się nie urodziłaś egoistką– nie rób rewolucji. To będzie nieznośne dla ciebie i otoczenia. I to w ogóle nie będzie zgodne z twoją naturą. Trudno, żebym namawiała Kobiety Wspaniałe, żeby zostały Zołzami Roku. „To nie w mojej naturze”-  już to słyszę…I rozumiem. Ale każda z nas może coś zmienić. Jest cała lista rzeczy, którą można robić dla siebie codziennie. Na początku choć jedną. W szoku byłam, gdy jedna moja znajoma wyznała, że nie ma czasu na poranną kawę w spokoju. Jak to nie ma czasu na poranną kawę???? Aaaaaa. Ale potem przestałam się dziwić. Skoro ona wszystkich szykuje do pracy (mężusia też, bo chyba ręce stracił) rozwozi, przywozi– to jak ona ma mieć czas na kawę? Szczególnie, że rodzina kocha pieczony przez nią chleb i naleśniki o 6.30 (świeże). A gdyby ona tak raz powiedziała, że nie zrobi tych naleśników? I wypiła kawę w spokoju? Już zrobiłaby coś dla siebie.

Więc może wspólnie to zrobimy? Listopad to niby taki straszny miesiąc. A kysz z tym strasznym miesiącem. Odmieńmy to. Codziennie (CODZIENNIE) każda z nas będzie robiła coś dla siebie. Na początku jedną małą rzecz (to zadanie dla najbardziej Wspaniałych). Niech to będzie kawa w spokoju, z koleżanką, joga. Niech to będą też rzeczy większe (dla mających więcej czasu, odważniejszych) – wymarzony weekend z przyjaciółkami (O, my z Ewą Raczyńską właśnie będziemy taki miały), wagary w pracy, samotne kino. Coś na co macie ogromną ochotę. I jeszcze – jedno małe „nie” (o tym już nie musicie nam pisać, jeśli nie chcecie). Odmówcie komuś czegoś…. jeśli tylko nie macie na to ochoty. Chociaż raz.

Ten listopad ma być wasz –  uszczęśliwiajcie się. I bądźcie dla siebie dobre. Po prostu. A my będziemy w tym z wami.


Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Pierwszy tydzień: 10-16.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień pierwszy:
    2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki Profemed
    4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę francuskich kosmetyków VALCENA

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień pierwszy – zobacz wszystkie zadania


Bądź dobra dla siebie. Co proponujemy? Sprawdź – Tydzień pierwszy, dzień #2

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 listopada 2015
Fot.  iStock /  killerb10
Fot. iStock / killerb10

To zaczynamy akcję #Bądźdobradlasiebie. Tak jak obiecałyśmy wczoraj. Chcemy przełamać listopadowy stereotyp i właśnie w tym miesiącu dokonać zmian. Chciałybyśmy zadbać o siebie i was też do tego zachęcić. Wzrusza nas, że niektóre z was już zaczęły. Zróbmy to wspólnie. Małymi kroczkami. Codziennie rano będziemy proponować, co możecie w tym dniu dla siebie zrobić.

Spróbujecie?

Dzień drugi. Tak się składa, że wolny od pracy. Być może masz dużo zaplanowanych rzeczy na dziś. Chcesz nadrobić zaległości w domowych obowiązkach. W tym dniu możesz dla siebie zrobić jedną prostą rzecz. Weź telefon i zadzwoń do przyjaciółki lub napisz sms-a. Umów się z nią na kawę. Dzisiaj. Po południu. Spędźcie ten czas tylko we dwie. Dzieci zostaw z ich tatą, z babcią, teściową, sąsiadką, albo mężem przyjaciółki. To ma być czas tylko dla was. Chociaż godzina. I nie myśl, dlaczego nie możesz się z nią umówić. Pomyśl, dlaczego tego spotkania potrzebujesz i jak jest dla ciebie ważne. Po prostu to zrób. Złap energię. Naładuj akumulatory.

Pamiętaj: zadbasz nie tylko o siebie, ale też o przyjaciółkę.

Ja już się umówiłam. W końcu od czegoś trzeba zacząć. Powodzenia. I podaj dalej, innym kobietom, które znasz, a które zasługują na to, by być dobrą dla siebie.

A jeśli ci się uda danie sobie dzisiaj przyjemności, napisz o tym w komentarzu. Te najlepsze zostaną nagrodzone.

Zapraszamy do #Bądźdobradlasiebie

Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Pierwszy tydzień: 10-16.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień pierwszy:
    2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki Profemed
    4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę francuskich kosmetyków VALCENA

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień pierwszy – zobacz wszystkie zadania


Niezależność w związku? Akurat! Czy w ogóle jest możliwa? Czy da się ją osiągnąć?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 listopada 2015
Fot. iStock / BraunS
Fot. iStock / BraunS

„Wiesz, taka jestem szczęśliwa. Nie, mój mąż mnie nie ogranicza. Jestem pomimo małżeństwa niezależna. Oczywiście, że mogę umówić się z koleżankami (byle nie za często), wyskoczyć na basen (jak dzieci położę spać) i pracować w domu (jak jest wyprane i posprzątane)”.

Ktoś powie: „Chcesz być niezależna, decydować o sobie, to bądź sama. Nie ciągnij za sobą kogoś, kto tylko będzie ci przeszkadzał w realizacji twoich celów”. I wiecie co, miałby rację. Bo jak pogodzić związek i niezależność. Wolność wyboru. Przecież związek z założenia tworzy dwoje ludzi od siebie zależnych w mniejszym, bądź większym stopniu. Wydaje ci się, że jesteście świetnie dobraną parą? On w weekendy spotyka się z kolegami. Ty po pracy biegasz od siłowni na basen, a przynajmniej raz w miesiącu z koleżankami wyjeżdżasz do SPA. Wspólnie spędzacie późne wieczory. Ale, kiedy nagle jedno z was w trudnej sytuacji musi liczyć na drugie, to okazuje się, że partner jest zajęty swoimi sprawami. Oczywiście będzie obok ciebie, ale za chwilę, za dzień, za kilka godzin Bo przecież nie może odwołać umówionych spotkań, zrezygnować z treningu: „Kotku, wiesz jakie to dla mnie ważne. Będę, przyjadę”. Tak, jasne, jak już zaspokoisz swoją potrzebę wolności i na chwilę przestraszysz się samotności.

Bywa jednak tak, że związki kipiące niezależnością nie zdążą przejść próby. Pojawia się dziecko. I nagle ona, ta ceniąca sobie wolność, w naturalny sposób bierze odpowiedzialność za swoje dziecko. Zatrzymuje się. Zmieniają się jej priorytety. Oczywiście chodzi na gimnastykę dla ciężarnych, do kina z przyjaciółkami. Ale to z nim chciałaby wybrać wózek, łóżeczko. No tak, ale musi poczekać, kiedy on znajdzie czas. I nagle ta dawana wolność zaczyna przeszkadzać. Chcemy ją ograniczyć. Dla nas, dla dzieci, dla rodziny.

Fot. Pixabay/Unsplash / CCO

Fot. Pixabay/Unsplash / CCO

Lądujemy w punkcie, kiedy mamy jedno lub więcej dzieci. On realizuje się zawodowo. Jest rozumiejącym ojcem i partnerem. Owszem, wynosi śmieci, wyjdzie z córkami na spacer w sobotę, kiedy ty chcesz w spokoju posprzątać. Macie czas wieczorem raz może dwa w tygodniu obejrzeć wspólnie film. Czasami on zadzwoni, że zaprosił przyjaciół na weekend. Bywa, że cieszysz się, kiedy mówi, że z kumplami umówił się na mecz. Bo wtedy masz czas dla siebie.

Tak twoja wolność i niezależność nagle ma miejsce tylko wtedy, kiedy dzieci śpią, a ich ojciec wyszedł z domu na siłownię, basen, czy kolację służbową. Wtedy możesz usiąść z książką w ręce. Włączyć ulubioną komedię. Oczywiście, jeśli pamiętasz w ogóle o sobie i nie robisz w tym czasie obiadu na kolejny dzień, nie prasujesz, nie myjesz podłogi.

Frustracja w końcu wybucha. Rozstanie. Rozwód. Wszystko w tobie krzyczy, że twój związek cię ogranicza. Że pochłonął twoją niezależność. Że będąc sama, nawet z dziećmi, więcej dasz sobie samej niż z mężczyzną u boku.

Czy naprawdę nie da się zachować swojej niezależności w związku? Czy może to my przestajemy o nią dbać? W prosty sposób stajemy się zależne od mężczyzny. Tak długo na niego czekałyśmy, tak bardzo chciałyśmy przecież, żeby się nami zaopiekował, żebyśmy przy nim mogły poczuć się kruche i wrażliwe, a teraz wyskakujemy z jakąś niezależnością? I pretensjami, że dusimy się w związku.

W ten weekend mam babskie spotkanie. Wyjeżdżam z domu, zostawiam męża z dziećmi. I wiecie co, czuję, jak lekko trzepoczą mi już skrzydła. Jak cieszę się, że pojadę, złapie dystans, spędzę świetny czas. Oczywiście skrzydła podcina mi poczucie winy, że zostawiam dom, rodzinę. Ale przestałam już słuchać tych wyrzutów. Zaakceptowałam je. I myślę, że jeśli chcesz być niezależna w związku to:

Po pierwsze: Pogódź się z wyrzutami sumienia

Z poczuciem winy, że robisz coś dla siebie. To co ogranicza naszą niezależność, to wieczny strach o to, że jak zadbam o siebie, to stanie się to kosztem moich bliskich. Czy twój partner ma wyrzuty sumienia, kiedy wychodzi na mecz z kolegami? Nie chodzi mi o to, że jeśli ich nie ma, to jest złym mężem. Nie, spójrz na jego punkt widzenia. Prosty. Umówił się, ty mówisz oczywiście, że nie masz nic przeciwko temu, więc wychodzi. Zrób dokładnie tak samo. Spytaj, czy wyjście trzy razy na fitness to będzie dla niego problem i BŁAGAM nie doszukuj się drugiego dna, gdy powie, że nie.

Po drugie: Nie daj sobie wmówić, że w czymś jesteś gorsza

Chcesz czuć się niezależna w związku? Więc nie wmawiaj sobie, że czegoś nie umiesz. Nie mów, że on lepiej prowadzi samochód. Że ma lepszą orientację w terenie – pewnie i ma ale od czego jest nawigacja. Nie doprowadzaj do sytuacji, kiedy bez niego nie dasz sobie zupełnie rady. On jest duszą towarzystwa, więc jak wyjeżdża w delegację, to ty już nikogo nie zaprosisz. Świetnie gotuje, to lepiej jak go nie ma, żeby teściowa nie przychodziła na obiad. Halooo. Same wpędzamy się w zależność, która ciągnie nasze poczucie wartości w dół. Oczywiście, nasz partner może być w czymś zdecydowanie lepszy od nas, ale to nie znaczy, że gdy go zabraknie, to my sobie nie poradzimy. Bzdura.

Po trzecie: Pamiętaj, że w związku jest was dwoje

Ty nie jesteś multitaskiem, który musi ogarnąć dom, zakupy, pranie i sprzątanie, i dzieci jeśli są. Trzeba zachować równowagę. Podzielić obowiązki, tak by starczyło przestrzeni na twoją wolność, niezależność. Nie bój się, że jeśli ograniczysz go domowymi obowiązkami, on się zbuntuje, zaprotestuje. Powie: „Ograniczasz mnie”. A co jeśli ty powiesz: „Ty też mnie ograniczasz…”? Usiądźcie i rozpiszcie sobie, co jest dla kogo ważne i jak podzielić się codziennością, by potrzeby każdego z was zostały zaspokojone.

Po czwarte: Mów o swoich potrzebach

Bo jeśli o nich nie mówisz, nie nazywasz ich, to nikt się nie domyśli, że uwiera cię związek i brak niezależności w nim. Jeśli powiesz: „Potrzebuję, żebyś bardziej zajął się dziećmi, bo mam ciężki czas w pracy. Pracuję na awans”, to jest szansa, że powiedziane wprost trafi tam, gdzie powinno. Nie wystarczy mówić, jaka jestem zmęczona rzucać garnkami wieczorem. „Muszę wyjechać na weekend, bo czuję, że zwariuję. Odpocząć”. Tak, ty też masz do tego prawo. Wyrzuty sumienia? Wróć do kroku pierwszego.

Po piąte: Zadbaj o finansową niezależność

I nie mówię tu od razu o osobnych kontach i ukrywaniu, kto ile na którym ma środków. Pieniądze dają nam bardzo duże poczucie niezależności. Jeśli o wszystko musimy prosić, tłumaczyć dlaczego wydajemy na to czy tamto, to nigdy nie poczujemy się niezależne. Nawet, gdy jedziemy na świetne wakacje, za które zawsze on płaci z waszego konta, gdy nie kupujemy sobie kremu, bo będzie widać na koncie, albo oszukujemy że buty były tańsze niż w rzeczywistości. Chcesz być niezależna, miej swoje pieniądze. Tylko dla siebie. Na kosmetyczkę, fryzjera, ciuchy, książki. Cokolwiek. Bez poczucia winy, że wydajesz WASZE pieniądze na twoje potrzeby.

Pięć rzeczy. Może tyle właśnie potrzebujemy na zachowania niezależności w związku. Poczucia, że jesteśmy też dla siebie. Ta niezależność nie spycha najbliższych na dalszy plan, nie jest ignorancją uczuć dzieci, partnera i innych bliskich nam osób. Ta niezależność pozwala budować pewność siebie. Pozwala być szczęśliwym w miejscu, w którym jesteśmy.


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Duński design na wakacjach. Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #3 [18.05.]

Fot. iStock / ArtMarie

Prezent z głębi serca czy portfela?

Fot. iStock /  lechatnoir

Uwolnić emocje, czyli złapać wiatr w żagle!