Co słychać ? Co u ciebie? Wszystko ok?

J.Piekarska /OKrelacje
J.Piekarska /OKrelacje
23 października 2015
question-738810_1920
 

Ile razy w tygodniu, miesiącu, życiu słyszysz pytanie – co słychać? Ile razy odpowiadasz, że wszystko ok, a ile razy jest to prawda? Jak bardzo amerykańskie – How are you? / I’m fine… weszło do języka polskiego?

Słyszysz szablonowe pytanie i udzielasz wygodnej i bezpiecznej dla dwóch stron odpowiedzi. Nie zanurzając się w tłumaczeniach, dociekliwych kolejnych pytaniach można czuć się komfortowo.

Bo płytkie rozmowy podobnie jak pływanie w płytkiej wodzie bywa bezpieczne.

Co stoi za pytaniem – co słychać? Czy jest to faktycznie ciekawość, zainteresowanie czy raczej wymuszona sytuacją rozmowa, a może jedynie chęć pozyskania informacji. Pytając i zdobywając nowe informacje, nasza ciekawość została zaspokojona, czujemy się usatysfakcjonowani i mamy poczucie, że podtrzymujemy relacje z drugą osobą.

Ale jakie to są relacje?

Czy pobieżnie udzielane odpowiedzi wspierają relacje, które tworzymy? Zależy jakie to są relacje i na czym nam naprawdę zależy.

Jeżeli zależy nam naprawdę na drugiej osobie i na głębszych relacjach z nią nie zadawajmy pytań, które raczej zamykają i wycofują zamiast poznawać i otwierać.

Zdarza Ci się, że nie wiesz co odpowiedzieć na pytanie – co słychać?
Tak dużo myśli, emocji, wydarzeń, a czasem zmęczenie lub niechęć mówienia o czymś negatywnym powoduje, że odpowiadamy i często słyszymy zdawkowe odpowiedzi, z których tak naprawdę nic nie wynika.

To po co to pytanie?

A może warto zmienić na mniej ogólne? Na takie, które otworzy dzięki temu, że będzie umiejscowione w konkretnym miejscu/czasie/działaniu…

Propozycje:

  1. Jak oceniasz swój dzień w skali 1-6? – pytanie to zadaję czasem mojej córce w drodze ze szkoły.

  2. Co zrobiłaś dla siebie dzisiaj/w ostatnim tygodniu – tak czasem zaczynam babską rozmowę.

  3. Który etap realizacji projektu przyniósł ci najwięcej satysfakcji?, zamiast… jak tam projekt?

  4. Które zagadnienie na konferencji było dla ciebie najciekawsze?, w miejsce…jak było na konferencji?

  5. Zimą trudniej jest mi utrzymać dietę, a ty masz jakieś sposoby na nie objadanie się w zimowe wieczory?, zamiast … jak tam twoja dieta?

Z pozoru proste, nawet banalne pytanie potrafi otworzyć historię odpowiedzi.

Na pierwsze pytanie słyszę 5 i mówię, że to chyba dobrze. Szybko dowiaduję się, że bardzo dobrze, bo 6 prawie nie istnieje, chyba że w weekend. Następnie słyszę o wynikach testu z angielskiego, popołudniowych planach wyjścia na dwór/podwórko (jak kto woli) i jeszcze kilka szybko przelatujących informacji. Wiem więcej niż wiedziałabym po pytaniu – co słychać? Bo skoro często dużo słychać to nie wiadomo od czego zacząć i odpowiada się skrótem – OK.
A jak wiem, że OK, to niewiele wiem, często też nie wiadomo jak ten skrót rozwinąć.

Pytając, otwierając się z zainteresowaniem na drugiego człowieka powinniśmy liczyć się z tym, że odpowiedź może nie być z gatunku…fine, ok, very well. To kolejny element budowania relacji z drugim człowiekiem.
Otwartość na każdą odpowiedź.

Od jutra, albo od dzisiaj spróbuj zamienić kilka dotychczasowych zdawkowych pytań na inne, ciekawsze, otwierające, zachęcające do rozmowy, budujące relacje, w której chce się być.


Może warto czasem wyjść z siebie i stanąć obok?

J.Piekarska /OKrelacje
J.Piekarska /OKrelacje
8 listopada 2015
exit-335818_1920
 

Myślisz sobie czasem… „zaraz wyjdę z siebie”? Kończy się cierpliwość, poziom dystansu osiąga punkt krytyczny, siadasz i wymownie rzucasz spojrzenie lub nie robisz nic, tylko myślisz… jak z tego wyjść?

Najprostsze rozwiązania, często podawane przez intuicję na tacy bywają najlepszymi.

Wyjść z sytuacji, popatrzeć na proces oczami obserwatora nie uczestnicząc w nim czynnie. To jak wysiąść z pociągu
i dostrzec inne wagony, niewidoczne dotąd z pozycji siedzącej.  Zobaczyć przyjazd szybkiego pendolino, innych spieszących się podróżnych, mijający czas.

Gdy szukamy rozwiązań siedząc i nie zmieniając nic, tak naprawdę widzimy ograniczone możliwości, których zapewne jest o wiele więcej.

Czasem warto  stanąć obok swoich emocji i popatrzeć spokojniej i  szerzej. Być bardziej wyrozumiałym dla siebie, bliskiego otoczenia, otworzyć się na poszukanie i znalezienie rozwiązań, innych niż te widoczne na pierwszy rzut oka.

Zmiana miejsca położenia, poziomu, czasu zmienia myślenie o procesie, w którym jesteśmy. Im więcej zmiennych tym  większy dystans i więcej rozwiązań.

Czasem warto zapytać siebie używając osoby trzeciej. Co powinna/może zrobić Jola?

Nie zdąży na pociąg, to może pojedzie samochodem. Jest już za późno, to może przełoży spotkanie. Nie – to zbyt ważny temat, nie może przełożyć, to może wystarczy jednak mail z zestawieniem i telefoniczna rozmowa, a spotkanie odbędzie się w innym terminie. Realne?

Znalezienie innego, niż zakładałaś realnego rozwiązania daje satysfakcję, korzyść, nowe możliwości. Jest jednak możliwe, gdy pierwotne założenie nie określało jednej słusznej drogi realizacji naszych planów. Zamiast irytować się ograniczeniami, na które często nie mamy wpływu warto szukać czegoś nowego.

Kiedy następnym razem będzie ci się wydawało, że jesteś w sytuacji bez wyjścia popatrz na siebie oczami widza.
Z boku zwykle jest mniej emocji, jest chłodniej i przede wszystkim widzi się więcej.

Taki paradoks – gdy czuje się mniej widzi się więcej. Co o tym myślisz?


Porozumienie nie zależy tylko od ciebie

J.Piekarska /OKrelacje
J.Piekarska /OKrelacje
12 października 2015
giraffes-627031_1280
 

Słyszę na szkoleniach, czytam w poradnikach i nie tylko, jeszcze do niedawna sama zresztą mówiłam, że jeżeli się chce to można….wszystko. Tak uważałam również w temacie porozumienia się.

Wydawało mi się, że używając szerokiego wachlarza dostępnych środków zawsze można się dogadać.

A teraz wiem, że jednak nie zawsze.

Czy macie czasem tak, że przedstawiając wszelkie możliwe argumenty, po długiej, burzliwej wymianie słów, dyskusji a czasem nawet kłótni nie dochodzi do porozumienia? Nie znajdujecie wspólnego rozwiązania, albo przyjęte rozwiązanie jest na chwilę, na siłę, bo trzeba coś ustalić.

Gdy tak było, zawsze szukałam odpowiedzi w sobie. Zadawałam sobie pytanie – dlaczego nie udało mi się dojść do porozumienia? Być może za mało argumentów, za dużo emocji, za mała pewność danych…odpowiedzi i tak często nie znalazłam.

A teraz jest inaczej.

Jeżeli w ogóle się nad tym zastanawiam, szukam odpowiedzi w sytuacji, w kontekście, w mikro i makro otoczeniu,       a na ewentualny deser zostawiam analizę zarówno siebie, jak i drugiej strony.

Ewentualne pytanie brzmi – dlaczego nie doszło do porozumienia? Skoro dwie strony brały udział
w dyskusji to zapewne jest więcej zmiennych i zależnych, niż tylko moje refleksje, więc odpowiedzi
w sobie mogę nie znaleźć. Szkoda więc czasu.

Nie dogadałaś się i co dalej?:

  1. Nic, czasem tak bywa i czasem warto nie szukać drugiego dna, czasem też warto nie dogadać się w małej sprawie, po to by nie doszło do dużej.
  2. Nie znasz powodu, spróbuj poznać przyczynę. Jeżeli nie znajdujesz jej w sobie, możesz zapytać wprost – dlaczego druga strona nie chce wyjaśnić spornej kwestii.
  3. Być może samo się rozwiąże, bez dodatkowych kroków twoich czy innych.

Wybierz któryś z punków lub dopisz swój i przetestuj go. Nie obarczaj siebie koniecznością dojścia do kompromisu.

Brałam udział w szkoleniu, w którym padło stwierdzenie, że komunikujemy się po to, by tworzyć poprawne relacje. Poznane zasady mają ułatwiać nam relacje, w które wchodzimy a stają się często obciążeniem.

Nie ze wszystkimi się zgadzamy i nie musimy, nie wszystkich darzymy sympatią i to chyba dobrze, więc idąc tą myślą, nie ze wszystkimi jesteśmy w stanie się porozumieć, czasem po prostu jedna ze stron może nie chcieć.                           A wygłaszane teorie dotyczące komunikacji mają tyle samo wyjątków co argumentów i od nas zależy, w jaki sposób będziemy z nich korzystać.

Szanując siebie i innych, szanujmy swoje prawo do zachowania odmiennego zdania.