„Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się”. To, czego szukasz, w końcu nadejdzie

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 listopada 2016
„Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się”. To, czego szukasz, w końcu nadejdzie
Fot. iStock / 1BSG

„Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się”.
Aldous Huxley

Łatwo mówić, gorzej zrobić. Każda z nas doświadcza wielokrotnie w życiu uczucia upadku, porażki, nietrafionych pomysłów, zdrady czy niewykorzystanych szans. Miałaś wrażenie, że nic ci ni idzie i nie miałaś siły iść dalej….

Na około pseudo doradcy zalewają cię racjonalnymi radami jak poradzić sobie w tej sytuacji… a ty czujesz coraz większe wkurzenie.

I siedzisz tak zawinięta w kłębek połykając łzy zadajesz sobie pytanie, dlaczego właśnie ty? Dlaczego właśnie ciebie to spotyka? Dlaczego mimo włożonego wysiłku i czasu nie wychodzi ci. Wyje ci w głowie słowo PORAŻKA.  Za chwilę przyjdzie pytanie jak sobie z ta porażką poradzić?

Zanim zaczniesz gwałtownie działać, przeczytaj poniższy tekst. To moje przemyślenia i wnioski wyciągnięte ze wszystkich moich porażek, a uwierz było ich dużo. I w wielu obszarach życia.

A więc zaczynajmy:

  1. Spróbuj skoncentrować się na chwili obecnej. Wiem, że to trudne. Jeśli potrzebujesz przeboleć to trudne doświadczenie to pozwól sobie na to. Płacz, krzyk, wyrzucenie z sobie złości i rozczarowania bardzo pomaga i oczyszcza organizm. Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz. Podejdź do siebie ze zrozumieniem i miłością. Zasługujesz na to. Jestem pewna, że sytuacji, gdy twoi bliscy przeżywają podobne sytuacje to dajesz im wsparcie miłość i troskę. Tak samo daj sobie sama. We gorąca kąpiel, zrób pyszną herbatkę, jeśli chcesz to spędź dzień w łóżku, płacz, jeśli masz potrzebę, nie mej wyrzutów sumienia. Idź do lasu i pokrzycz tyle ile potrzebujesz. Wymaluj swoje emocje, jeśli masz na to ochotę.

To jest czas odczuwania. Nie zapracowuj emocji które masz w sobie, nie zakopuj ich. One i tak w końcu się odezwą, ale z większą siłą.  W sytuacji, kiedy nie będziesz na to gotowa. I mogą ci zrobić większą krzywdę.

  1. Kiedy minie czas rozpaczy skup się na sobie i zastanów nad kilkoma ważnymi aspektami:
  • Jaka jesteś? To, co dobrego myślisz o sobie, czyli twój własny obraz, ma ogromny wpływ na życie oraz na to, jak się zachowujesz. Dla wielu kobiet może to być trudne, ponieważ nawyk negatywnego myślenia sprawia, że o wiele łatwiej jest im zidentyfikować się z tym, co złe.

Stwórz listę 10 pozytywnych, rzeczowych i znaczących stwierdzeń na swój temat. Np. „Jestem uważną słuchaczką”, „” Jestem lojalną przyjaciółką”. Jeżeli wymieniasz rolę, w której jesteś szczególnie dobra, dodaj szczególną cechę osobowości, która wyjaśnia, dlaczego jesteś dobra w tej roli. Powtarzaj to ćwiczenie codziennie przez dziesięć następnych dni. Każdego dnia do listy dodawaj jedno nowe stwierdzenie. Obserwuj każdego dnia, jak się czujesz po ćwiczeniu. Zapisuj swoje obserwacje.

Ja osobiście bardzo lubię to ćwiczenie. Wielokrotnie pomogło mi podnieść się, kiedy „uwierzyłam” w raniące słowa innych — bliskich osób, mówiące, że „jestem do niczego”.

Wdzięczność

Każdego dnia dociera do nas mnóstwo negatywnych informacji. Współpracownicy, rodzina i przyjaciele ciągle oskarżają wszystko i wszystkich za ich własne niepowodzenia w życiu. Niestety nie rozumieją, że to oni sami są odpowiedzialni za 100% tego, co im się przytrafia. Oni sami kreują swoje życie, nikt inny.

W naszym życiu jest wiele rzeczy i zdarzeń, które bierzemy za coś oczywistego i niezmiennego. Zacznij rozpoznawać rzeczy, za które możesz być wdzięczna. Codziennie rano napisz listę minimum takich 5 spraw. Wypisz wszystko, za co możesz być wdzięczna w swoim życiu. Będziesz zadziwiona. Przyrzekam ci, że gdy będziesz rozwijać uczucie wdzięczności, twoje życie ulegnie radykalnej zmianie. Możesz założyć swój Dziennik Wdzięczności.

Przebaczenie

Przebaczyć to znaczy przeprosić, uwolnić drugiego człowieka od poczucia winy. Przebaczyć drugiemu znaczy nawiązać z nim relację.

Można przebaczyć innym, uwalniając ich od poczucia winy i od odpowiedzialności, które zostały im przypisane; ale możemy też przebaczyć sobie, uwalniając się od poczucia winy za popełnione błędy i za braki, które są w nas.

Aby dojść do etapu wybaczenia, musisz przejść przez etap gniewu i urazy. To naturalne. Ale nie zatrzymuj się w nich zbyt długo. Bo wyrządzisz sobie krzywdę, tak jak samochód utrzymywany długo na wysokich obrotach, psuje się. Według badań, długotrwałe przeżywanie złości i urazy powodują obciążenia fizyczne i psychiczne, które osłabiają układ odpornościowy i narządy wewnętrzne.

Przebaczenie to postawa, którą warto praktykować w swoim codziennym życiu. Jeśli pielęgnujesz w sobie zgorzknienie i gniew, jeśli ciągle użalasz się nad sobą — co z tego wyniknie? Czy życie z takim nastawieniem jest dla Ciebie satysfakcjonujące? Na początek warto uświadomić sobie, że im dłużej pielęgnujesz urazę, tym jest ona większa i głębiej zakorzenia się w Twoim umyśle i sercu, dlatego też najlepiej jest w ogóle nie zakładać plantacji wyrzutów, którą zwie się rozpamiętywaniem. Jak to zrobić? Po pierwsze wpisz osoby, którym chcesz przebaczyć. Zastanów się, może powinnaś wpisać tam także siebie samą? Myślę, że każdy człowiek   potrzebuje czasem coś sobie wybaczyć. Oczywiście, jeśli popełniło się błąd, trzeba wyciągnąć wnioski. Niekiedy za niego należy zapłacić. W końcu jednak przychodzi czas na wybaczenie. Ono uwalnia. Pozwala na nowo posmakować szczęścia.

Po drugie opisz, dlaczego należy przebaczyć, to znaczy, w jaki sposób pomoże ci to w życiu, np. bez stresu będziesz teraz chodzić do pracy itd.

Po trzecie twój rachunek sumienia. Wypisz, w jaki sposób mściłaś się na tych osobach, np. obgadywanie, plotkowanie itd.

Po czwarte: jakie lekcje/wnioski wyciągasz na przyszłość z tego doświadczenia?

Kolejnym krokiem jest decyzja, że te sprawy pozostawiasz już za sobą. Jako początek wystarczy, jeśli przestaniesz myśleć negatywnie o tych osobach, ugryziesz się w język, gdy będziesz chciała o nich plotkować itd. Mówiąc krótko, będziesz obojętna wobec tych osób. Chłodna obojętność to przyjemny odpoczynek po gorącej nienawiści. Uwierz, że warto włożyć cały wysiłek, aby uzyskać stan lekkości i swobody.

Wizja Twojego Mistrzowskiego Życia. Jak to będzie?

Podejmij decyzję, w jaki sposób chcesz żyć, co chcesz robić, gdzie chcesz być, jak chcesz spędzać swój czas wolny. Ten wybór poprowadzi Cię do wyboru Twoich celów. Nie na odwrót. Większość ludzi najpierw podejmuje decyzje co do swoich celów, a później stara się na siłę dopasować i podporządkować temu styl życia. Z mojego doświadczenia wynika, że jest to błędne rozumowanie, gdyż styl życia jest związany z osobowością, czyli tym, kim TY jesteś, jaka TY jesteś i jak chcesz żyć na co dzień. Dlatego w pierwszej kolejności powinnaś zdecydować, jakiego rodzaju chcesz mieć życie, a potem wybrać cele, które pozwolą Ci zrealizować styl życia, który jest dla Ciebie wymarzony. Jeżeli robisz na odwrót, możesz trafić w ślepy zaułek i wybrać cele, które nie pozwolą ci zrealizować stylu życia, który pasuje do twojej osobowości.

Pokochaj siebie

Codziennie przynajmniej przez 21 dni stając przed lustrem mów do siebie: Kocham Cię, szanuje, akceptuję wszystkie Twoje decyzje… To nie jest łatwe zadanie. Na początku głos będzie nikł, w gardle będzie gula, nie będziesz mogła spojrzeć sobie w oczy, wymówki będą przylatywały z prędkością błyskawicy. Nie poddawaj się , próbuj, doświadczaj i obserwuj. Zaczną dziać się cuda.

Ćwicz wytrwałość

Większość ludzi ma słomiany zapał, łatwo się zniechęca i szybko poddaje, zwłaszcza gdy jakieś działania, czynności robią się trudniejsze, wymagają większego wysiłku. Z wytrwałością jest jak z samodyscypliną, im bardziej „używana”, tym staje się silniejsza. Bądź cierpliwa, żyj w przekonaniu, że to, czego szukasz, w końcu nadejdzie, gdyż dobrze się na to przygotowałaś. Czytaj książki biograficzne o ludziach sukcesu z twojej dziedziny, możliwe że będziesz mile zaskoczona rolą, jaką wytrwałość odegrała w ich życiu.

Jeśli miałabyś wszystko, co potrzebne, pieniądze, poczucie wartości, pewność siebie i osobistą siłę, żeby osiągnąć cokolwiek, to co byś robiła?


shesession_kbog-20

Kinga Bogdańska

Women Coach, Żonglująca Mama, Mistrzyni Swojego Życia, Pasjonatka Życia, Autorka programu „ Zaprojektuj Swoje Życie” (500 osób), Pisarka. Jest kobietą, mamą dwóch cudownych synów, siostrą, przyjaciółką, kumpelą, nieznajomą, wsparciem w trudnych chwilach, inspiratorką, trenerem terrorystą, kobietą przedsiębiorczą… można wymieniać bez końca. Jej ciekawość świata pozwala poznawać wielu niesamowitych ludzi.


Pomyślałam że los nam siebie dał, żeby było sierotom takim jak my, łatwiej żyć

Anika Zadylak
Anika Zadylak
21 listopada 2016
Fot. iStock / lolostock
Fot. iStock / lolostock

Iwona: – Wiesz, ja zawsze marzyłam o tym, żeby móc się nimi opiekować. Oni tacy już starusieńcy, przygarbieni, siwe jak mróz włosy. I wtedy ja mogłabym im podać herbatę, zawieźć do lekarza, pomóc się ubrać. Tak jak oni mi pomagali, gdy byłam dzieckiem. Tylko nie zdążyłam wiesz, nie zdążyłam im podziękować, powiedzieć, że są dla mnie najważniejsi, że jedyni. Że tak bardzo ich kocham, tak cholernie jestem im wdzięczna za wszystko. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowych, gdy miałam 20 lat. Zostałam ze starszą siostrą i dziurą w sercu. Taka wyrwą, której niczym nie załatasz, niczym nie skleisz. Dlatego, gdy poznałam Wojtka i usłyszałam, że też nie ma rodziców, pomyślałam, że los nam siebie dał. Żeby było sierotom takim jak my, łatwiej żyć.

Czy ty wiesz, jak ja się wtedy czułam? Wtedy, gdy odkryłam, że mój własny mąż uśmiercił przede mną matkę i ojca, bo mu do mebli nie pasowali? Wyszłam za potwora. Nie potrafię inaczej nazwać człowieka, który wstydzi się własnych rodziców. A jedynym przejawem pamięci z jego strony, jest comiesięczny przelew. I to dzięki temu przelewowi właśnie trafiłam do domu spokojnej starości. Do miejsca, w którym tak wielu  zapomina, komu zawdzięcza to, że żyje. 

Iwona ma 32 lata. Właśnie wróciła z drugiej i ostatniej sprawy rozwodowej. Była szczęśliwą żoną przez 3 lata, wcześniej przez kilkanaście miesięcy noszoną na rękach narzeczoną. Historia jak z bajki. Poznali się na wakacjach, gdzie ona zarabiała na utrzymanie a on, odpoczywał po ciężkiej pracy. Zwróciła na niego uwagę i wcale tego nie ukrywa. Wzdychała nawet do koleżanki kelnerki, że taki facet to marzenie. Przystojny, młody a już ustawiony. W  hotelu, w którym oboje byli wszyscy wiedzieli, że to znany biznesmen. I, że jest singlem. Iwona też była sama, ciężkie życie za nią. Rodzice odeszli, gdy była młodą dziewczyną. Zostały same z niepełnosprawna siostrą. Trzeba było zakasać rękawy, schować do kieszeni ambicje i marzenia o studiach i zapieprzać. Gdy pojawił się Wojtek, myślała, że wygrała życie. Niestety, ta bajka nie ma dobrego zakończenia.

Iwona: – To się tak jakoś podziało. Pierwszy mnie zaczepił, zapytał czy nie orientuję się, jak dojechać w pewne miejsce. Pracowałam we Włoszech już któryś sezon, zawsze w tym samym hotelu. Odpowiedziałam i jakoś tak rozmawialiśmy chyba z pół godziny, aż dziewczyny do mnie zza baru mrugały. Byłam jak ta nastolatka, która, gdy pierwszy raz się zakocha, podskakuje na dźwięk telefonu, myśląc, że to jej ukochany.

To takie ciepłe uczucie, miłe, tym bardziej, że wcześniej mi się układało. Nie bardzo było kiedy myśleć o romansach, bo najpierw siostrze pomagałam. Potem gdy wyszła za mąż, dom po rodzicach trzeba było remontować. Życie, każdy wie jak jest. A z nim się jakoś tak lekko rozmawiało, tak zwyczajnie. Choć on przecież taki niezwykły, z dobrego domu, wykształcony. Miał pieniądze ale czy to coś złego, jak sobie człowiek sam na nie zapracuje? Ja do dziś nie wiem ile on tych fabryk i sklepów ma, nigdy mnie to jakoś nie interesowało. Wtedy też mnie zatrzymało coś innego. Ten jego spokój, dystans, ale bez wyniosłości. Wieczorem przyszedł znowu na drinka, widziałam, że czeka, aż skończę. Zapytał wprost, czy może mnie odprowadzić lub zabrać na spacer. Już po drodze przyznał się, że wcale nie szukał miejsca, o które mnie zapytał rano. Po prostu chciał zaczepić, zacząć rozmowę, ale nie bardzo wiedział jak. Bał się, że odbiorę go jako natrętnego turystę, który przyjeżdża tylko po to, żeby podrywać barmanki.

Przegadaliśmy całą noc, nawet się przy nim rozpłakałam, gdy opowiadałam o swojej mamie. On mnie wtedy tak lekko dotknął i powiedział, że tak bardzo mnie rozumie. Jego urlop dobiegł końca, poprosił mnie o numer telefonu. Oczywiście, że od razu dałam sobie spokój. Do niczego między nami nie doszło, kilka razy niechcący dotknął mojej dłoni, to wszystko. Mimo to, jakoś tak żal mi było, że to już koniec. Bo czułam, że to fajny facet. Taki, z którym chce się po prostu żyć.

Wróciłam do Polski tydzień po nim i zanim zdążyłam rozpakować walizkę, już pytał czy wszystko u mnie dobrze. I zaproponował kolację. Oczywiście udawałam obojętną, ale niedługo… No i zaczęła się nasza idylla. I ta miłość taka wyczekana, intensywna, taka jedyna i prawdziwa.

Szybko poznałam jego znajomych, bo nie miał rodziny. Widziałam kilka zdjęć jego mamy, tatę gdzieś,  jak Wojtek był jeszcze mały. Na strychu kiedyś przypadkiem znalazłam. I  zapytałam, kim są ludzie na zdjęciach. Bardzo się zdenerwował, wyrwał mi je, zabronił grzebać w swoich rzeczach. Zaraz potem przeprosił, tłumaczył, że po śmierci jego rodziców poszło o pieniądze, że o to poróżnił się z rodziną. Był jedynakiem, na zdjęciach to tylko dalsze ciotki i wujkowie, że większość z nich już nie żyje. Jak się potem dowiedziałam, było to częściową prawdą. Pokłócili się i odwrócili od niego, ale nie przez kasę.  Teraz to widzę i rozumiem, dlaczego tak bez ładu i składu o tym mówił. Zdawkowo i z nerwami. Wtedy myślałam, że ta śmierć rodziców tak go boli. Do końca nie wiedziałam, kiedy tak naprawdę odeszli i dlaczego są pochowani w tak odległym miejscu. I, że on sam do nich jeździ na grób raz do roku. Ale szanowałam to, przecież każdy tak różnie przechodzi stratę najbliższych osób. Nie dopytywałam, nie rozgrzebywałam, może i mój błąd. Życie nam się układało, było coraz piękniej, coraz bardziej pewni siebie nawzajem byliśmy. I poprosił mnie o rękę. Bez żadnych brylantów, drogich restauracji. Siedzieliśmy wieczorem w ogrodzie i on nagle zapytał, czy nie chciałabym nosić jego nazwiska. Głośno przez łzy palnęłam, że przecież mógłby mieć każdą kobietę. Odparł tylko, że nie chcę każdej, tylko mnie.

To nie było wesele tylko przyjęcie. Kilkoro jego najbliższych znajomych z pracy, moja koleżanka i siostra z mężem. Pamiętam, że podczas toastu, jedna ze znajomych męża z dziwnym wyrazem twarzy powiedziała – Dziwna impreza, gdzie nie ma najważniejszych osób. Co, twoi też nie  żyją?  – zakończyła patrząc na mnie i głupio się uśmiechając. Wyprowadzili ją a Wojtek tłumaczył coś, że bywa specyficzna, zwłaszcza gdy za dużo wypije. Nie wracałam już do tamtego zdarzenia, choć wzbudziło mój niepokój. Mijał dzień za dniem. On od rana do wieczora w firmie, ja wróciłam na uczelnię, zajmowałam się domem i trochę pomagałam, przy rozliczaniu faktur. Wiesz jak człowiek musi, to się wszystkiego w życiu nauczy.

Byliśmy po prostu szczęśliwi. A gdy urodził się Staś, Wojtek wprost oszalał. Mniej pracował, był świetnym ojcem. Wszystko robił podwójnie, jakby na zapas, nawet kochał go mocniej, ciągle przytulał. Jakby się czegoś bał, a Stasiu urodził się i był zdrowy. Na jego pierwsze urodziny przyszło parę osób. W kuchni zaczepiła mnie ta sama kobieta, która tak dziwnie na przyjęciu weselnym zapytała o moich rodziców. Czułam od niej jakąś niechęć, złość, może zazdrość. Chciałam wyjść, ale złapała mnie za rękę. Popatrzyła mi w oczy i wysyczała, czy nie boję się, że mój syn też mnie kiedyś gdzieś odda. Jak spod ziemi wyłonił się Wojtek i ją wyrzucił.

Wieczorem zapytałam jednak Wojciecha, co się dzieje. Zaczęłam naciskać, pytać o daty śmierci jego matki i ojca. Krzyczał, że to nie moja sprawa, że on mnie o moich nie pyta. Że jeśli ktoś umarł, to po co to wyciągać. Że się na mnie zawiódł, bo wierzę pijaczkom, które pletą  bzdury. Pogodziliśmy się rano, ale coś we mnie mówiło, coś kazało mi się temu przyjrzeć.

Minęły dobre dwa tygodnie od tego zajścia, mały się rozchorował a Wojtek był za granicą.  Potrzebowałam większej gotówki. Mąż kazał mi się zalogować na konto i zrobić przelew, bo sam nie miał czasu.  Wiem, nie powinnam tego robić, ale pobieżnie przejrzałam przelewy. Ten na okrągła sporą sumę, powtarzający się cyklicznie co miesiąc od dawna, zauważyłam od razu. Nie wiem, czy tak bardzo chciałam coś w końcu znaleźć, czy może to samo mnie znalazło…Nie było nazwy firmy. Tylko imię i nazwisko. I adres. Wszystko mi wirowało przed oczami, chciałam od razu do niego zadzwonić. Wyjaśnić dlaczego, na przelewach jest imię i nazwisko jego nieżyjącej matki. Ale zadzwoniłam po znajomą, żeby zaopiekowała się moim synkiem. Wsiadłam w auto. Boże, czy ty wiesz, że jechałam może godzinę z kawałkiem? I wcale nie na cmentarz? Godzinę od naszego pięknego, ogromnego domu. Pod adresem, który znalazłam na stronie banku, był Dom Spokojnej Starości. Nie mogłam oddychać, zastanawiałam się co zrobić. Weszłam tam w końcu i powiedziałam, że szukam pracy, że nawet jako sprzątaczka, bo mi zależy. Pielęgniarka kazała mi usiąść i poczekać, ale druga zaproponowała, że pokaże mi ośrodek. Śmiała się nawet, że może skutecznie mnie zniechęci, bo to ciężki kawałek chleba. I mnóstwo smutnych losów, w tych czterech ścianach każdego z pokoi.

Od razu ją poznałam. Widziałam na zdjęciu dwa, czy trzy razy, ale wiedziałam, że to ona. Siedziała zgarbiona przy oknie, w fotelu. Spadł jej koc, więc podeszłam i jej go podałam. Usiadłam na przeciwko i wyłam. Trzymałam za rękę moją teściową, tę samą, która podobno już dawno nie żyła. Pielęgniarka stała w drzwiach, nie pytała o nic, powiedziała tylko, żebym nie mówiła, że to ona mi pozwoliła. A ta starsza pani, matka mojego męża głaskała mnie po twarzy i mówiła, że ludzie źle mówią o jej synu, bo ją tu oddał. Że z mężem razem sobie tu byli, ale zmarł bardzo szybko. I, że ci sami źli ludzie mówią, że to ze zgryzoty. Ze wstydu, że ukochany Wojtuś się dorobił i starzy rodzice ze wsi, do wnętrz pałacu nie pasowali.  Ale ona wie, że to nie tak. Że na pogrzebie taty też nie był, bo taką ma pracę, ale na pewno było mu przykro. Przecież jak był mały, to ojciec go ciągle na rękach nosił, dbał żeby mu się krzywda nie stała.  Że jej synek to dobry człowiek i jak sobie tam wszystko poukłada, to na pewno ją zabierze. Bo ona, już tak długo na to czeka.

Wróciłam do domu, spakowałam rzeczy swoje i synka, i wyniosłam się, zanim Wojtek wrócił. Od razu poszłam do adwokata. Zadzwonił, gdy tylko się zorientował, że mnie nie ma. Przyjechałam, usiedliśmy przy stole w jadalni. Patrzyłam na niego i mówiłam, że jest bardzo podobny do swojej matki. Że ma takie same przyzwyczajenia, bo ona też często poprawia włosy. I dołeczki, gdy się uśmiecha, też ma po mamie. Patrzył w stół, skubał palce. Jego mama też tak robiła, gdy ze mną rozmawiała. Zapytał tylko, czy ograniczę mu prawa do Stasia. Żadnego przepraszam, żadnego wyjaśnienia czy propozycji, żeby ją stamtąd w końcu zabrać. Wstałam i podeszłam do drzwi. Odwróciłam się tylko jeszcze na moment. „Nie ograniczę mu praw, bo jest dobrym ojcem. Za to nigdy, nie powinien nazywać się czyimś  synem” – powiedziałam.

Pani Maria zmarła pół roku później. Bardzo chorowała, nie do końca była świadoma pewnych spraw. Ale widziała Stasia, mówiła, że wygląda jak jej syn, niemalże identyczny. I, że dzieci to skarb dla rodzica. Często o niej myślę, Stasiek wie, że to była jego babcia, choć jeszcze za mały jest na zadawanie pytań. Zresztą, to już sprawa jego ojca, żeby mu wytłumaczył, dlaczego była w tamtym miejscu. W tym samym, w którym ja pracuje od tamtego czasu. I wiesz, zawsze tak bardzo brakowało mi moich rodziców, bo za szybko odeszli, zbyt prędko zniknęli. Ale teraz mam ich tak wielu. Tych niechcianych, oddanych, tych, o których nie chce się pamiętać. Tych, których się przywozi i zostawia. Tych którzy stoją potem w oknie i wyglądają. Patrzą w niebo i modlą się o to, żeby córka zabrała je choć na Wigilię. Żeby syn przyjechał, chociaż na urodziny. Tych, którzy zasypiają późną nocą patrząc, na coraz bardziej wyblakłe zdjęcia swoich dzieci. Dzieci, które dla własnej wygody, wolą ich pochować za życia.

Wysłuchała: Anika Zadylak


22 rzeczy, które każda kobieta powinna zrobić sama choć raz w życiu

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
21 listopada 2016
Fot. iStock / SanneBerg
Fot. iStock / SanneBerg

Najczęściej decydujemy się na samotną aktywność, gdy w naszym życiu zdarza się kryzys, chcemy coś przemyśleć, potrzebujemy zmiany, a przecież nie ma nic złego w spędzaniu wolnego czasu wyłącznie w swoim towarzystwie nawet wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwe. Na pewno nie raz słyszałyście też, że zanim pokochamy kogoś innego i stworzymy z nim związek, musimy najpierw poznać i pokochać same siebie. A najlepiej tego dokonać robiąc pewne rzeczy w pojedynkę.

Badania opublikowane w British Journal of Psychology  mówią jednoznacznie – ludzie z wyższym ilorazem inteligencji są tym szczęśliwsi i bardziej zadowoleni, im mniej czasu spędzają z innymi ludźmi i swoimi przyjaciółmi. Bzdura? Niekoniecznie, bo choć przyjaciele są bardzo ważni w naszym życiu, to spędzanie czasu w pojedynkę może być naprawdę satysfakcjonujące – daje możliwość pracy we własnym tempie, samodecydowania o swojej aktywności, rozwijania indywidualnych zainteresowań, a nawet robienia tego, co w obecności innych nie przystoi. Bez względu na wiek, urodę, wykonywany zawód, status materialny, stan cywilny i liczebność rodziny, każda z nas powinna choć raz w swoim życiu zrobić pewne rzeczy solo. W końcu zaliczamy się do tych inteligentnych 😉

Podróż solo

Nie musi to być od razu podróż dookoła świata albo wyprawa niczym z „Jedz, módl się, kochaj”, ale samotna podróż to bardzo dobry pomysł i danie sobie czasu i przestrzeni na przemyślenie pewnych spraw. Warto pokonać swoje lęki i strachy, zaufać sobie i niczego specjalnie nie planować – słuchaj samej siebie, rozmawiaj z poznanymi ludźmi, bądź otwarta na myśli, które przyjdą ci do głowy.

Lista życiowych celów

Bez presji, bez tworzenia skomplikowanych planów i wyśrubowanych wymagań, bez pytania innych o zdanie – zastanów się, czego chcesz w życiu, jakie są twoje priorytety, dokąd zmierzasz?

Nowa pasja

Zawsze marzyłaś o kursie tańca, nauce francuskiego albo warsztatach z gotowania? Nie czekaj z realizacją tego marzenia, nie szukaj towarzystwa, zrób to, o czym od dawna myślałaś! Nie tylko wzbogacisz swoje umiejętności i nauczysz się nowych rzeczy, ale też dowiesz czegoś o samej sobie, zmierzysz z nową sytuacją.

Samotna kolacja

Nie chodzi o kanapki z żółtym serem w domu, ale o kolację w miłym miejscu, klimatycznej restauracji z dobrym jedzeniem. Jadanie samotnie bywa onieśmielające, głowę masz pewnie pełną potencjalnych opinii i komentarzy innych, ale zmierz się z tym i przekrocz swoje granice.

Seans solo w kinie

Odstresuj się, wyłącz telefon, zapomnij na chwilę o kłótni z mężem, zadaniu domowym dziecka, poleceniach służbowych – jesteś tylko ty, świetna historia na ekranie i ewentualnie przystojny aktor na pierwszym planie.

Dzień SPA

Możesz wyjechać gdzieś i oddać się w ręce specjalistów, albo urządzić sobie SPA we własnych czterech ścianach. Zapal świece, zrób sobie aromatyczną kąpiel, nałóż maseczkę – należy ci się chwila luksusu.

Mały remont

Albo przemeblowanie – zrób coś sam,  przemaluj szafę, przestaw meble, zmień kolor ścian w sypialni. Nie tylko zmienisz przestrzeń, w której mieszkasz na lepsze, ale też zagwarantujesz sobie ogrom satysfakcji i dumy za każdym razem, gdy spojrzysz na swoje dzieło.

Zgubienie się

Czasami żeby się odnaleźć, trzeba się trochę zgubić. Najważniejsze, że znajdziesz właściwą drogę, a tedy poczujesz się silniejsza, mądrzejsza i bardziej pewna siebie.

Własna mantra

Mantra to taka formuła, wers, zdanie, którego powtarzanie ma pomóc w praktyce duchowej, uspokojeniu myśli, zaktywizowaniu naszej energii, opanowaniu umysłu. Co jest twoją mantrą? Może to być fragment wiersza lub tekstu piosenki, możesz też wymyślić ją sama.

Religijne przemyślenia

Jaki jest twój stosunek do religii? Praktykujesz, bo masz taką potrzebę, czy ze względu na rodzinę i bliskich? Nie wierzysz, bo większość twoich znajomych tak mówi, czy naprawdę to czujesz? Zagłęb się w swoją duszę i umysł, zastanów, jaka jest TWOJA opinia na ten temat.

Samotna przejażdżka

Wsiądź do pociągu byle jakiego albo do własnego samochodu i jedź przed siebie! Puść swoja ulubioną muzykę i oddaj się myślom – ciekawe, dokąd cię poprowadzą. Nie myśl o mecie i nie planuj – po prostu jedź.

Relaks w czterech kątach

Zaszyj się w domu z książką albo dobrym filmem, ignoruj telefony i pukanie, wyślij gdzieś rodzinę, połóż się wygodnie na kanapie i po prostu odpoczywaj. To wcale nie takie proste, jak się wydaje – potrafisz leniuchować bez wyrzutów sumienia?

Samorozpieszczanie

Zafunduj sobie bilet na koncert, torebkę, o której marzyłaś, książkę ulubionego autora – nie pytaj o pozwolenie, po prostu spraw sama sobie przyjemność! Jeśli marzysz o czymś od bardzo dawna, to realizacja tego z pewnością nie robi z ciebie egoistki – wszak marzenia są po to, by je spełniać.

Pisanie pamiętnika

Wywal z siebie, co cię dręczy, co smuci, a co cieszy. Zapisz swoje myśli, to pozwoli ci na ich zobaczenie, przeczytanie i powtórne przemyślenie.

Bezwstydne zachowanie

Chcesz tańczyć jak szalona do piosenki Biebera, wyjadać dżem placami ze słoika albo fałszować tak, że uszy puchną i psy z sąsiedztwa się zlatują? Proszę bardzo, nic nie stoi na przeszkodzie!

Chodzenie nago

Jak tam z samoakceptacją własnego ciała? Ściągaj ciuchy i przejdź się po domu nago, poczuj jak to jest być sobą bez okrycia i przykrywania boczków, fałdek i cellulitu. Świetna lekcja pewności siebie.

Wolontariat

Daj coś z siebie światu – nie tylko pomożesz innym, ale też i samej sobie. Pomaganie daje mnóstwo satysfakcji i radości, uczy pokory i wdzięczności za to, co mamy w swoim życiu.

Trening

Odpal Chodakowską albo filmik innego trenera, wsiądź na rower, idź pobiegać i daj sobie wycisk! Trenując ciało trenujesz też umysł i zapewniasz sobie sporą dawkę powysiłkowych endorfin.

List

Taki normalnym staromodny, ze znaczkami i kopertą. Napisz go do kogoś, kto jest ci bliski, komu sporo zawdzięczasz, komu chcesz powiedzieć kilka miłych słów.

Spontaniczny akt życzliwości

Pomóż – tak po prostu i bez planu. Możesz wpłacić kilka złoty na czyjeś leczenie, wnieść sąsiadce zakupy do domu, kupić bezdomnemu obiad albo zorganizować zimowe buty dla potrzebującego dziecka.

Płacz do smutnych piosenek

Wyrycz się, wypłacz, wyrzuć z siebie emocje. Kto powiedział, że silne kobiety nie mogą płakać? Nawet chłopakom się przecież zdarza.

Maraton z ulubionym serialem

Włącz swój ulubiony serial i płaszcz na kanapie tyłek aż miło. Czasami właśnie tego nam potrzeba.


Na podstawie: www.womansday.com


Zobacz także

Bacówka Radawa SPA

Ściema? Nie ! Bajka. A w bajce Bacówka Radawa SPA…

Po pierwsze, nie obwiniaj. 10 rzeczy, które powinieneś wypróbować, zanim zrezygnujesz ze swojego małżeństwa

Po pierwsze, nie obwiniaj. 10 rzeczy, które powinieneś wypróbować, zanim zrezygnujesz ze swojego małżeństwa

Fot. Pixabay/ wilkernet  /

Akcja „Bądź dobra dla… siebie. Kto dołącza? Tydzień pierwszy, dzień #4