Cierpisz z powodu migreny? Poznaj 13 czynników wyzwalających ataki

Redakcja
Redakcja
28 października 2017
Fot. iStock/MaximFesenko
Fot. iStock/MaximFesenko
 

Każdy z nas miał choć raz w życiu nieprzyjemność z silnym bólem głowy. O ile takie dolegliwości pojawiają się od czasu do czasu, spowodowane np. brakiem odpowiedniej ilości snu czy stresem, nie są one niepokojące. Poza zwykłym bólem głowy, który nie trwa długo i nie uniemożliwia zwyczajnego funkcjonowania, mogą pojawiać się również o wiele bardziej bolesne i trudne do uspokojenia migreny. 

Migrenowy ból głowy

Na migreny cierpią ludzie w różnym wieku, nie omija ona nawet dzieci, a predyspozycje do niej są dziedziczne. Ból jest specyficzny, bardzo dokuczliwy, najczęściej występujący w okolicy skroniowej. Sam jej przebieg jest rzeczą bardzo indywidualną, najczęściej towarzyszą temu nudności, nadwrażliwość na światło i połowiczy ból twarzy. Zazwyczaj ataki trwają od 4 do 72 godzin, po czym następuje przerwa trwająca od kilku dni do kilku miesięcy. Napady mogą pojawiać się z tzw. aurą (mroczki przed oczami, szum w uszach, drętwienie twarzy, ciała, uczucie przechodzenia przez ciało prądu, problemy z wysłowieniem się i in.) lub bez niej, czyli po prostu pojawia się nagły i silny ból.

13 czynników wyzwalających atak migreny

Nie poznano do końca przyczyn czynników wyzwalających napady, wiadomo, ze związane są one z nadmiernym wydzielaniem serotoniny regulującej napięcie naczyń krwionośnych w mózgu. Mechanizm powoduje gwałtowny skurcz, a następnie rozkurczenie tych naczyń, co odbierane jest jako silny ból głowy. Wiadomo natomiast, że są czynniki, które u wielu osób powodują uciążliwe napady migreny.

1. Stres

Stres, którego nie brakuje nam na co dzień, w dużym stopniu wpływa na pojawienie się ataku migreny. W ten sam sposób działa zachwianie stanu emocjonalnego, odczuwanie silnego gniewu lub smutku.

2. Zbyt długi sen

Wylegiwanie się w łóżku i sen dłuższy, niż zazwyczaj może powodować pojawienie się tzw. migreny weekendowej. Zaburzenia snu prowadzą do zaburzeń rytmu dobowego organizmu i mogą zwiększyć ilość białka związanego z pojawieniem się bólu migrenowego.

3. Odwodnienie

Zbyt niskie spożycie wody zwiększa częstotliwość i natężenie ataków migreny. Odwodnienie powoduje zmniejszenie przepływu krwi do mózgu i utratę elektrolitów, które mogą powodować skurcz naczyń krwionośnych w mózgu i atak. Zaleca się wypijanie małymi porcjami przez cały dzień 1,5-2 litry wody.

4. Wino i czekolada

Wino i czekolada smakują wyśmienicie, ale zawierają  azotany, które u osób cierpiących na migrenę łatwiej rozkładają się na azotyny i przekształcają się w tlenek azotu, który ma związek z migrenami. Co więcej, tyramina obecna w czerwonym winie i innych napojach wysokoprocentowych, zwiększa dopływ krwi do mózgu, co może nasilić objawy.

5. Sery i wędliny

Podobnie jak wino i czekolada, zarówno sery (szczególnie dojrzewające, np. pleśniowe, feta, mozzarella, parmezan i in.) oraz wędliny zawierają tyraminę, która nasila objawy. W dodatku wędliny zawierają konserwanty, które mogą zwiększać dopływ krwi do mózgu i wywoływać ataki.

6. Nadmiar wysiłku fizycznego

Umiarkowana aktywność fizyczna w przypadku osób cierpiących na migreny bywa zbawienna. Jednak przesadzenie z ilością oraz intensywnością ćwiczeń może zadziałać jako wyzwalacz ataku, ponieważ rozszerzają się naczynia krwionośne głowy, szyi i czaszki, co skutkuje podwyższeniem ciśnienia.

7. Palenie papierosów

Dym papierosowy zawiera nikotynę, która powoduje zwężenie naczyń krwionośnych w mózgu, co jest główną przyczyną pojawiania się migren.

8. Zbyt wysoka temperatura

Wysoka temperatura otoczenia zwiększa ryzyko ataku migreny. Badania pokazują, że wzrost temperatury o każde 5°C zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia bólu głowy o 7,5%. Natomiast spadek ciśnienia częściej wyzwala zwykły ból głowy, nie związany z migrenami.

9. Silne zapachy

Zapachy pobudzają układ nerwowy i wcale nie musza być drażniące (kurz, zapach farby), bo nawet te przyjemne (zapach perfum i pewnych gatunków kwiatów) mogą być czynnikiem wyzwalającym atak.

10. Głód

Pomijanie najważniejszych posiłków dnia z powodu braku czasu, to nie tylko zbrodnia dla zdrowia organizmu, ale bilet do ataku migrenowego. Brak dobrej energii i spadek cukru we krwi mogą przyczyniać się do pojawienia się ataku.

11. Zmiany hormonalne

Z tego powodu najczęściej cierpią kobiety. Spadek poziomu estrogenów, który występuje w okresie przed miesiączką, może wywołać atak migrenowy.

12. Zła postawa ciała

Zgarbiona sylwetka i przekrzywiona postawa ciała np. podczas pracy przy biurku czy niesienia siatek z zakupami może zwiększyć napięcie mięśni szyi i ramion, co z kolei powoduje atak.

13. Nadmiar kofeiny

Wpływ kofeiny na pojawienie się migreny to kwestia wybitnie indywidualna, ale wielu migreników potwierdza tę zależność. U jednej osoby nawet filiżanka spowoduje problemy, a drugiej pomoże w ich zwalczeniu, tym bardziej, że wiele środków uśmierzających bóle migrenowe zawiera kofeinę.


 

źródło: www.womenshealthmag.co.ukmigrenicy.plwww.abcmigrena.pl


Rodzice opamiętajcie się. Wychowujecie kolejne pokolenie, które niebawem będzie potrzebowało pomocy psychologa

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 października 2017
Fot. iStock /  Kangah
Fot. iStock / Kangah
 

Nie lubimy, kiedy ktoś ocenia to, jakimi jesteśmy rodzicami. Nie lubimy, kiedy komentuje się nasze wychowawcze decyzje, kiedy patrzy się nam na ręce, gdy lepiej lub gorzej radzimy sobie z naszymi dziećmi. Ale chętnie komentujemy zachowania innych, radzimy, oburzamy się, wyśmiewamy. Pouczamy. Gdybyśmy byli tacy idealni… Gdybyśmy przestali wychowywać maminsynków i egoistów, przekonanych, że wszystko im się należy.

Późnym wieczorem otwieram komputer, sprawdzam prywatne konto mailowe. 47 nieprzeczytanych wiadomości. Wszystkie od rodziców dzieci z klasy mojej córki. Bo „znowu” jest problem. Pan od matematyki nie tłumaczy zadań jak trzeba. Dzieci się gubią, nie potrafią samodzielnie wykonać prac domowych (trzeba im w tym pomagać), w klasie nie ma komunikacji – to znaczy, nauczyciel nie zadaje sobie trudu, by uczniom było łatwiej ów temat „ogarnąć”. Czytam tę wymianę maili i powoli odkrywam to, co podejrzewałam od samego początku. Problem z matematyką ma kilkoro uczniów, a nie cała klasa. Żeby doprecyzować – tych uczniów, którzy dosłownie kilka dni temu mówili mojej córce, że pana od matmy trzeba ze szkoły „usunąć”, bo jest do kitu. Rodzice się tym zajmą, rodzice wszystko załatwią. W zeszłym roku doprowadzili przecież do zmiany nauczyciela plastyki, bo wymagał od dzieci, by oddawały co miesiąc rysunki nawiązującej do danego stylu w malarstwie. W czwartej klasie! Czy on naprawdę nie wiedział, ile te dzieci mają pracy? Z panem od matematyki też damy radę. Wystarczy napisać kilka pism do dyrekcji szkoły, podpisać się, zrobić kilka zebrań, szum, krzyk i po sprawie.  Porozmawiać z nauczycielem? Po co? Nie podoba nam się, a przecież on jest dla nas, ma uczyć nasze dzieci. W każdej chwili powinniśmy móc zmienić go na kogoś lepszego. Tu chodzi o DOBRO DZIECI.

Jedna z mam koleżanki mojej córki dosłownie „celuje” w rozwiązywaniu wszelkich klasowych konfliktów. W szkole, na rozmowie u wychowawczyni jest właściwie codziennie. Nauczyciele już ją znają i omijają „szerokim łukiem.” Wiadomo, że kiedy zbliża się P., rozmowa będzie długa, nieprzyjemna i właściwie… bezsensowna. A ona uważa, że jej obowiązkiem jest zasygnalizować wychowawcy dosłownie każdy problem, który jej zdaniem, pojawił się wśród dzieci.

Że K. brzydko odezwała się do J. i trzeba „coś z tym zrobić” natychmiast, bo K. jest w ogóle jest dziwna i jakaś taka „pyskata”. Że jej córka nie chce siedzieć w jednej ławce z M., bo M. bezczelnie ściąga i ona (mama) sobie tego nie życzy. Jak M. chce mieć dobra ocenę, to niech się sama nauczy, a nie żeruje na wiedzy jej córki. Że pani od historii nie powinna sprawdzać zeszytów na początku lekcji, bo się robi chaos na zajęciach i niektórzy wtedy przepisują od innych pracę domową. Ona wie, kto. Może nawet powiedzieć, bo to są zawsze te same osoby i trzeba to w końcu ukrócić. Że u W chyba dzieje się złe w domu, bo już drugi raz zjadła kanapkę B., a nie przyniosła z domu swojej, trzeba tę rodzinę dokładnie zbadać, czy tam na pewno nie ma patologii. Przecież w zeszłym tygodniu W. siedziała na drzewie. Tragedia. A czy pani wie, że pani od WF-u powiedziała do mojej córki „zamknij się”?! No widzi pani. Bo chodzi o to, że ja mogę mówić do córki jak chcę, ale nauczyciel nie ma prawa. Bo dziecko jest moje, nie jego.

Inna sytuacja. Szpital dziecięcy, pierwsza (i na szczęście tym razem jedyna) noc na oddziale. Chcesz zostać z dzieckiem, proszę bardzo. Tylko uważaj, gdzie się kładziesz, pielęgniarka musi mieć miejsce, żeby podejść do każdego łóżka. W naszej sali dwoje innych rodziców. Jedno z dzieci poważanie „rozrabia”. W pewnym momencie podobiega do łóżka drugiego dziecka, kilka razy uderza go w rękę, trzęsie łóżkiem. Razem z mamą „zaatakowanego” malucha zwracam uwagę ojcu rześkiego pięciolatka. Ojciec wzrusza ramionami. W końcu interweniuje pielęgniarka. Poucza malucha, kieruje kilka słów do jego taty. Jest spokojna, ale rzeczowa: nie wolno stwarzać sytuacji zagrażających zdrowiu innych. I rodzice powinni również o to zadbać.

„Widzisz – mówi ojciec do syna patrząc na pielęgniarkę dobitnie. – Mało im płacą, to wyżywają się na dzieciach. Jutro pójdziemy do innego szpitala, tata zapłaci, to sobie poskaczesz”.  Chce mi się płakać.

Obserwuję to już od pewnego czasu. Narastającą roszczeniowość rodziców. Brak autorefleksji, chęci spojrzenia na pewne sprawy z dystansem, ale i realizmem. Ślepa wiara w to, że oni wiedzą lepiej, a może nawet najlepiej.  W to, że ich dzieci są bez wad, a jeśli dostają gorsze stopnie, to jedynie wina nauczyciela. I że, gdy tylko pojawi się jakiś problem, oni, rodzice,  powinni go natychmiast usunąć. Wychowujemy dzieci niezdolne do rozwiązywania konfliktów, czy trudnych sytuacji, bo problemy rozwiązujemy „w ich imieniu”, za nie.  Wychodzimy „przed szereg”, kierując się złymi pobudkami, a niekoniecznie dobrem dzieci. Walczymy o nie na śmierć i życie, ale w złym tego słowa znaczeniu. Najwyższa pora się opamiętać, bo wypuścimy w świat kolejne pokolenie, które już na życiowym starcie w dorosłość będzie potrzebowało pomocy psychologa…


„Ona jest moim aniołem – mówiła mama. Słowa nie mogą wyrazić mojej wdzięczności dla siostry Olivii”. Pielęgniarka przez kilka godzin czuwała przy umierającej pacjentce

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 października 2017
Fot. Screen z Facebook / Megan Smith
Fot. Screen z Facebook / Megan Smith
 

W środę po wyczerpującej walce z nowotworem wątroby, zmarła 63. letnia Margaret Smith. Przez kilka godzin siedziała obok niej i trzymała ją za rękę pielęgniarka, Olivia Neufelder. Jednak jej obecność dała umierającej Margaret znacznie więcej. Otuchę.

Żeby choć odrobinę ulżyć pacjentce w cierpieniu, gdy leki przeciwbólowe nie miały już największego znaczenia, pielęgniarka trzymała ją za rękę i śpiewała jej wyjątkową, specjalną piosenkę. To był niezwykły gest. Margaret nazywała siostrę Olivię swoim aniołem. Wiedziała doskonale, co mówi.

Film jest niezwykle wzruszający. Olivia śpiewa swoją piosenkę przez łzy.

Po śmierci Margaret jej córka Megan umieściła film na Facebooku, z niezwykłym podziękowaniem. Do tej pory film obejrzano 4 miliony razy.

„Słowa nie potrafią opisać uznania i miłości, którą czujemy do pielęgniarki Olivii, którą mama nazywała swoim aniołem! Twoje poświęcenie dla pacjentów jest ponad wszystkim, co widziałam, naprawdę jesteś promieniem światła i nie mogę Ci wystarczająco podziękować za współczucie, troskę i miłość, które okazałaś mojej matce”. 

Źródło: dailymail.co.uk


Zobacz także

Fot.  Screen z Youtube  /

Prosty trening dla pośladków i nóg

10 rzeczy, które robisz w życiu dobrze, nawet jeśli tak nie uważasz

10 rzeczy, które robisz w życiu dobrze, nawet jeśli tak nie uważasz

Fot. Pixabay / MihaiParaschiv / CC0 Public Domain

Gdzie moja moc?! Ratunku… Jak szybko odzyskać życiową energię