Cierpisz na wzdęcia i zaparcia? Wypij koktajl od Ani Lewandowskiej i dalej ciesz się świętami

Redakcja
Redakcja
16 kwietnia 2017
Fot. iStock/elenaleonova
 

Święta to czas, kiedy ciężko jest sobie odmówić jedzenia. Znajdujące się na stole potrawy zjadamy w dużych ilościach i ciężko nam powstrzymać się przed wzięciem kolejnej porcji. Jest to czas, kiedy możemy troszkę przymknąć oko na dietę. Jednak taka ilość jedzenia, mieszanie różnych smaków i krótki czas przyjmowania pokarmów mogą spowodować, że pojawią się wzdęcia i zaparcia. Jak sobie pomóc? Naprzeciw wychodzi Anna Lewandowska, która na swoim blogu umieściła przepis na koktajl „na trudne sprawy”.

Napój zaproponowany przez Lewandowską bazuje na kaszy jaglanej, która jest doskonałym produktem na zaparcia. Powinna się ona znaleźć w diecie osób, które cierpią na problemy trawienne, wzdęcia i zaparcia.

Spokojnie możesz ją teraz spożyć, ponieważ jest lekkostrawna, dlatego nie obciąża dodatkowo układu pokarmowego. Dzięki zawartości krzemu wpływa na poprawę przemiany materii. Ponadto w swoim składzie zawiera cynk, żelazo, wapń, sód, selen, potas i miedź, fosfor oraz witaminę E i te z grupy B.

Za sprawą swoich właściwości, Anna Lewandowska wykorzystała ją do przygotowania koktajlu, który pomoże i ulży przy świątecznym przejedzeniu.

Aby przygotować napój dla jednej osoby, potrzebujesz: 1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej, 1 łyżki siemienia lnianego, 1 jabłka bądź gruszki, ok. 5 cm startego imbiru, 1 szklanki mleka roślinnego bądź wody mineralnej, 2 łyżek oleju lnianego, szczypty cynamonu.

Najpierw ugotuj kaszę z wodą, dodaj siemię i odczekaj, aż wystygnie. Dorzuć obrany i pokrojony wybrany owoc oczyszczony z pestek. Składniki zblenduj do uzyskania jednolitej masy. Na wierzch dodaj olej.

Dzięki takiemu koktajlowi powinnaś poczuć się lepiej i bardziej komfortowo.


Złamane serce, to nie tylko metafora. Zespół Takotsubo, czyli syndrom złamanego serca może doprowadzić nawet do śmierci

Redakcja
Redakcja
16 kwietnia 2017
Fot. iStock
 

Każda z nas choć raz w życiu czuła, że zaraz pęknie jej serce. Mogło być to spowodowane przykrym rozstaniem, bądź tęsknotą za kimś bliskim. To, co wtedy czujemy, czyli ogromny smutek i żal, mogą wpłynąć negatywnie na nasze zdrowie. Znane są także przypadki śmierci, kiedy matka po stracie córki, nie potrafiła sobie z tym poradzić i zmarła. Zobacz, na czym polega stan złamanego serca i jak sobie z nim poradzić, aby ochronić swoje zdrowie i życie.

„Syndrom złamanego serca” został nazwany zespołem Takotsubo. Występuje u osób, które doświadczyły mocnego przeżycia emocjonalnego np. śmierci bliskiej osoby, rozstały się z partnerem lub cierpią z powodu tęsknoty. Jednak może pojawić się także po wystąpieniu pozytywnych zdarzeń np. po wygraniu w grze pieniężnej. Najczęściej dotyka kobiety (90 proc.).

Jego objawy imitują zawał serca, jednak nie mają one nic wspólnego ze zmianami miażdżycowymi. Jak rozpoznać, że mamy złamane serce? Jednym z podstawowych objawów jest ból w klatce piersiowej i zakłócenie rytmu serca. Mogą pojawić się także duszności. Wzrasta także poziom hormonu stresu we krwi. Możemy także odczuwać spadek temperatury ciała i zauważyć obniżenie nastroju, który może doprowadzić do apatii lub nawet depresji.

Poza tym może pojawić się obrzęk płuc oraz powiększenie lewej komory serca.

Objawy te mogą zniknąć samoistnie. Przewidywany czas ich występowania to tydzień. Jeśli jednak nie widzimy poprawy naszego stanu, powinniśmy udać się do lekarza.

Możemy zostać skierowani do szpitala, gdzie specjaliści będą kontrolować i leczyć pojawiające się zaburzenia rytmu serca, jego niewydolność i inne mechaniczne powikłania.

Prawdopodobnie zostaniemy także poddani leczeniu terapeutycznemu, które polega na podawanie beta-adrenolityków, inhibitorów konwertazy angiotensyny, aspiryny i leków moczopędnych.

Nie powinniśmy lekceważyć objawów zespołu Takotsubo, ponieważ możemy doznać wstrząsu kardiogennego lub doprowadzić do zablokowania odpływu lewej komory serca,. Poza tym może wystąpić udar.


Źródło: poradnikzdrowie.plems12lead.com


Czy mamy dziś czas na DUCHOWOŚĆ? Czy wolimy uciec niż zastanowić się, co takiego dzieje się w naszym życiu

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
15 kwietnia 2017
Fot. iStock/Grandfailure

Bardzo trudno dziś o duchowość. Właściwie czym ona jest? Myślą? Uważnością? Wrażliwością? Wiarą? Przeciętny człowiek nie potrafi nawet tego sobie zdefiniować. To gdzieś głęboko w nas, kilka warstw wyżej niż myślenie, spostrzeganie, analiza? Może. Wartościujemy, więc lepiej o tę duchowość zadbać, ale jak, skoro nie mamy z nią kontaktu?

Duchowość jest problemem przede wszystkim z powodu braku czasu. Ktoś dziś ma jeszcze wolną przestrzeń na głębsze przemyślenia? Trudne to też z powodu niskiej efektywności. I co ja będę miał z tej tajemniczej duchowości? Jak podszkolę swoje umiejętności mówcze albo kooperacyjne, to przynajmniej będę lepszy w swojej pracy, zarobię więcej i tak dalej. Mogę się też skupić na aktywności fizycznej, bo dzięki niej będę zdrowszy i będę lepiej wyglądać. Albo zrobię coś ze swoim wyglądem zewnętrznym: schudnę, poprawię co nieco i efekt murowany. Albo jakaś konkretna pasja? Zawsze marzyłam o grze na pianinie, może wspinaczka? To konkrety. A duchowość? To tylko hamulcowy życia, bo siedzisz i myślisz i niewiele z tego wynika.

Piszę o tym, bo duchowość i święta to synonimy. Tak się utarło już, że to czas refleksji, a że i moment zatrzymania, to więcej przestrzeni na to. I co? Z moich obserwacji wynika, że znajdujemy różne rozwiązania (ucieczkowe): kompulsywne porządki, kompulsywne jedzenie, kompulsywne wizyty albo ostatnio modne wyjazdy. „Pojadę sobie do zamku nad Loarą i będę miała spokój z tymi świętami” albo „W przyszłym roku kupujemy last minute i lecimy na Kretę, dosyć tego siedzenia”. Ludzie narzekają na własne obżarstwo, zmęczenie i bezczynność. Wolą uciec niż zastanowić się, co takiego dzieje się w ich życiu, że święta, które mają tak piękną tradycję, przesłanie, mówią przecież o zmartwychwstaniu, o nadziei, nowej szansie, nowym życiu – dlaczego te święta męczą, straszą.

Ojciec Grzegorz Kramer w wywiadzie dla nas (przeczytajcie koniecznie jutro) mówi, że nie chodzi o to, by szukać wielkich emocji w przeżywaniu Świąt Wielkiej Nocy, że powinniśmy być po prostu obecni… I że to trudne dla współczesnego człowieka, który żyje w czasach szaleństwa natłoku informacji, relacji, produktów. Nie mamy czasu tego skonsumować, a przede wszystkim nie mamy czasu konsumować życia, prawdziwego życia. Takiego, w którym nic nie zastąpi drugiego człowieka, rozmowy, miłości. Gdy nie przegapiamy ważnych momentów, gdy kolekcjonujemy wspomnienia naszym dzieciom. Wiecie o czym mówię. Chodzi o zapachy, smaki, kolory. Aby nie być ślepym i głuchym.

I chodzi o duchowość. Jesteśmy obdarowani nią. Dzięki niej możemy zobaczyć sens gdzie indziej, niż inne stworzenia. Mamy potrzebę i możliwości dostrzegania sensu w tym, co robimy. Dzięki temu możemy przeżywać świat głębiej, dostrzegać więcej, rozumieć poezję, sztukę, muzykę klasyczną. Ale także łączyć się z innymi ludźmi na innych poziomach. Jak niezwykłe jest przecież wzruszenie z przeczytanej książki, obejrzanego filmu czy wysłuchanego koncertu, szczególne, gdy można dzielić je z drugim człowiekiem? Gdy razem rozumiecie, co się właśnie wydarzyło, gdy macie świadomość, że wystarczy moment, by zmieniło się wasze myślenie, postrzeganie świata tylko dlatego, że przeczytaliście wspaniałą książkę. Jak ogromna jest różnica, gdy drugi człowiek tego nie rozumie? Nie widział, nie usłyszał, myślami był gdzie indziej? Jak wiele to zabiera z naszych relacji. Duchowość to istota spotkania z drugim człowiekiem.

Życzę więc Wszystkim i Sobie Samej z okazji Świąt OBECNOŚCI.


Zobacz także

Jeśli z góry założysz, że dzień będzie dla ciebie stresujący, to choć nic się nie wydarzy – taki właśnie będzie – dowodzą naukowcy

Somatyczny typ sylwetki. Sprawdź, który jest twój

Somatyczny typ sylwetki. Sprawdź, jaki jest twój

Co ty mówisz, a co ja rozumiem. Są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy ani usłyszeć, ani mówić

Co ty mówisz, a co ja rozumiem. Są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy ani usłyszeć, ani mówić