Chociaż porzucone, nie tracą nadziei na lepsze i piękniejsze życie. Nie tracą wiary w dobroć człowieka

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 lutego 2017
Fot. iStock/Chalabala
Fot. iStock/Chalabala
 

Zastanawiałaś się kiedyś jak by to było, gdybyś była zupełnie sama na świecie? Gdybyś wokół nie miała ani jednej osoby, która cię kocha, wspiera, na którą możesz liczyć, choćby w najmniejszym stopniu? Nie ma nikogo, do kogo mogłabyś zadzwonić?

Wszyscy, którzy byli ci bliscy, opuścili cię. A ty tak ufałaś, tak byłaś ich pewna, a teraz musisz sobie radzić z poczuciem straty, żalu, a przede wszystkim ogromnej tęsknoty.

Bo jak to – porzucić? Zostawić bez słowa? Opuścić? Przecież nie robi się tak komuś, kto kocha, kto świata nie widzi poza waszym związkiem relacją.

Smutna perspektywa, prawda? Chociaż słowo „smutna” kompletnie nie oddaje emocji, które by tobie towarzyszyły.

Trudno wejść w sytuację, w której nigdy nie chcielibyśmy się znaleźć, wizję którą od siebie odsuwamy.

Odwiedzacie czasem schroniska dla zwierząt? Byliście choć raz w takim miejscu? Ja byłam i tę pierwszą wizytę zapamiętam do końca życia.  Bo zaraz po przekroczeniu bramy Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie nie byłam w stanie powstrzymać łez. Tyle smutku, tyle tragedii i nieszczęścia w jednym miejscu, że nie sposób przejść obok tego obojętnie.

Jest ten, którego ktoś, kogo kochał przywiązał przy drodze do drzewa i zostawił.

Jest ten, który w końcu zerwał się z łańcucha, uciekł z miejsca, gdzie nikt już o nim nie pamiętał, nikt nie karmił.

Jest ten, którego w końcu odebrano spod budy skatowanego, z połamanymi łapami.

Jest też ten, którego potrącił samochód i nikt się po niego nie zgłosił, nikt go nie szukał.

I ten, któremu zmarł pan i nie miał kto się nim zająć.

Wiesz, co jest najbardziej przejmującego? Ta tęsknota, którą czujesz każdą komórką swojego ciała. One wszystkie czekają. One wszystkie choć tak bardzo boją się człowieka, nadal mu ufają, nadal chcą, by ktoś na nowo je pokochał. Bo one na tę miłość są gotowe.

 Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie

Tyle razy rani i krzywdzi nas drugi człowiek, a my nadal go potrzebujemy, nadal chcemy być blisko.

Te psiaki czują dokładnie tak, jak my. Chociaż miłość kojarzy im się z bólem, z porzuceniem, z tęsknotą i smutkiem, to one nadal wierzą, że gdzieś tam czeka na nich ktoś, kto pozwoli im być  swoim przyjacielem.

I kiedy przełknęłam te pierwsze schroniskowe łzy, zobaczyłam radośnie merdające ogony, bo te psiaki na widok każdego człowieka odzyskują wiarę w to, że ich życie się zmieni. Dla nich każdy człowiek to nadzieja na lepsze życie niż to oglądane zza schroniskowego ogrodzenia.

Każdy człowiek jest dla nich źródłem radości i niepohamowanego szczęścia, bo może to właśnie on odmieni ich los.

To ty sprawiasz, że one są szczęśliwe, że nie umiera w nich nadzieja na to, że ktoś może je pokochać i być dla nich dobry. A one się odwdzięczą – najpiękniej jak potrafią.

Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce w swoich schroniskach organizują wiele akcji, by dać choć odrobinę radości swoich podopiecznym. W Celestynowie z psiakami można wyjść na spacer, można je obdarować prezentami. Wiadomo, że adopcja, to bardzo ważna i odpowiedzialna decyzja, którą często trudno nam podjąć. I jeśli nie mamy warunków, albo targają nami wątpliwości – warto odwiedzić schroniska Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce. Odwiedzić zwierzaki, pobyć trochę z nimi, poznać je. Moje dzieci choć psa w domu już mamy, chętnie zabierają te bezdomne psy na spacer, są częstymi gośćmi schroniska. To budzi w nich odpowiedzialność, wrażliwość na krzywdę i empatię.

 Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie

Chcecie zrobić coś dobrego?

Pomyślcie nad tym, by wesprzeć schroniska. Co możesz podarować psiakom ?
– szczotki, furminatory, grzebienie !
– smycze i obroże (nie zatrzaskowe) !
– szelki (wszystkie rozmiary) !
– karmę zwykłą oraz weterynaryjną np. ( np. dla chorych na nerki, wątrobę, bezglutenowców, dla rekonwalescentów, na jelita i żołądek…)

Albo przekazać 1% swojego podatku na rzecz Celestyniaków : KRS 0000154454 , Cel szczegółowy 1% : Schronisko w Celestynowie, PKO BP VIII O/W-wa 43 1020 1156 0000 7102 0061 5146

Na stronie internetowej schroniska w Celestynowie  znajduje się zakładka „przekaż darowiznę” z łączem do PayPal – możesz pomóc od razu.

Już nie raz pokazaliście, że macie moc – moc czynienia dobra. Zróbmy to tym razem dla tych, którzy o swoim smutku i marzeniach  nie potrafią nam sami opowiedzieć.

 Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie


Jutro powiem wszystkim… wiem – zawsze tak mówię. Nie odchodzę, paraliżuje mnie wstyd

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 lutego 2017
Fot. iStock/piskunov
Fot. iStock/piskunov
 

Jutro. Zrobię to jutro. Wiem, wiem – zawsze tak mówię, rzucam te słowa na wiatr, by na krótką chwilę poczuć się silna, mądra, lepsza. Wyobrażam sobie, że jestem jedną z tych kobiet, których historie czytam czasem w nocy, po kryjomu, na ekranie telefonu. Przez ułamek sekundy wydaje mi się, że też mogę być jak one – Ocaloną. Ale i tak, gdzieś w głębi, czuję, że znów nie dam rady. Nie odchodzę, paraliżuje mnie wstyd. Nawet nie strach, strach nie jest najgorszy. Najgorszy jest wstyd.

Wstyd, że ON nie jest tak idealny, jak maluję go wam słowami każdego dnia. Wstyd, że straciłam godność, że nie potrafię obronić własnego dziecka przed złem. Wstyd, że to już trwa 7 lat. Wstyd, że GO kocham. Wstyd, że kłamię, by chronić mężczyznę, który niszczy mnie i moją córkę. Bo w kłamstwie, to ja jestem mistrzynią.

Pamiętasz, mamo, jak nie zjawiliśmy się na Wigilię? Zadzwoniłam zakatarzona, tłumacząc, że złapaliśmy grypę. Nie, nie, nic nam nie trzeba, nie przyjeżdżaj, jeszcze się zarazisz. Paweł o nas zadba, nie martw się, już się krząta, leki też mam. Skype? Jakieś zakłócenia na linii, nie mogę się połączyć. Trudno, w tym roku bez opłatka, ale najważniejsze jest zdrowie, prawda? Chyba się już położę, wiesz?…

To nie był katar, mamo. Ja płakałam. Leżałam na podłodze w kuchni, przytulając Maję do piersi i marząc o tym, żeby ktoś nas z tego piekła zabrał. Nie byliśmy chorzy, nie spędziliśmy razem świąt przez NIEGO. Paweł przyszedł z pracy, a ja popełniłam błąd. „Pospiesz się” – poprosiłam i znów zobaczyłam TO w jego oczach. Ten dziwny, obcy błysk, złość. „Nigdzie nie pójdę, wy też nie”. Błagałam, choć wiedziałam, że decyzja już zapadła. Kolejny błąd. Popchnął mnie na ścianę, krzyczał, że to ja doprowadzam go do takiego stanu, że nie może na mnie patrzeć, że mną rzyga. Maja stała tuż obok, przerażona. Powiedział jej, że już nie jest jej ojcem, że jest taka sama, jak ja. To nie był pierwszy raz, mamo.

Zrobiłyśmy sobie Wigilię, we dwie. Z kanapkami z żółtym serem i prezentami, które zapakowałam już wcześniej. Z nadzieją, że „tata się zmieni”. Musi go tylko ktoś wyleczyć.

Chyba podejrzewałaś, mamo, że coś nie jest tak. Spytałaś, czy Paweł nie jest zbyt nerwowy, w domu. Czy jest dobry, dla nas. Śmiałam się wtedy tak lekko, bo to potrafię to doskonale: odgrywać rolę szczęśliwej żony. Odpowiedziałam coś tym uspokajającym, prześmiewczym tonem. Przecież nasze życie jest bajką, tak nam razem wspaniale.

A moje siniaki na rękach, pamiętasz? Powiedziałam, z tym samym, beztroskim śmiechem, że zahaczyłam o półki, bo odświeżaliśmy trochę salon. Taka niezdara ze mnie, zagadałam się i spadłam. Ale Paweł się mną tak cudownie zajął. Jest przecież czuły, opiekuńczy. Tak bardzo się przejął, że coś mi się stało.

To nieprawda, mamo. To on ciągnął mnie za ręce przez mieszkanie, a potem rzucił na podłogę. Ściskał tak mocno, tak bardzo bolało. Przez tydzień nosiłam wtedy bluzki z długim rękawem, choć było gorąco. To nic, mam w tym wprawę.

Spojrzałaś na mnie wczoraj uważniej, kiedy powiedziałam, że oczy mam spuchnięte, bo wdało się jakieś zakażenie. Poczułam, że może jednak mi się uda.

Myślałam, że tak dobrze zbudowałam ten świat, mamo. Szczelnie go domknęłam, by nikt nie zajrzał do środka. Nikt, nawet tak bliski, jak ty. Dostosowałam się do niego, uważnie dobierałam słowa, by nie wyprowadzić go z równowagi. Ja nigdy nie podnoszę głosu. Ja mówię cicho, choć w środku krzyczę. Stworzyłam obraz idealnego związku, cudownego męża, wspaniałego taty. Ale nic tu się nie zgadza, nic nie jest naprawdę.

Tyle obcych, potwornych słów zastąpiły mi słowa miłości. „Idiotka, kretynka, darmozjad…”. A ja nie mówię nic.

Zapytasz mnie dlaczego nie odeszłam wcześniej i każda odpowiedź wyda ci się absurdalna. Będziesz miała rację, mamo. Bo jak zrozumieć takie tłumaczenie: „Nie odeszłam, bo nie umiałam”? Bo kochałam?… Przychodził potem ze łzami w oczach. Mówił, że kocha, że musimy być razem, bo bez nas, on nie ma dla kogo żyć. I że ja go uratuję. Przez moment znowu mu wierzyłam.

Zaplanowałam to starannie. W myślach – tysiące razy. Zadzwonię, jak gdyby nigdy nic, zapytam, czy jesteś w domu. Przyjdę, zrobisz mi herbaty z cytryną, obejmiesz mnie tak, jak dawniej, kiedy prowadził mnie do ciebie smutek. Tato, ty nie powiesz nic. Zamkniesz się w swoim pokoju, zaboli cię serce. Zapalisz papierosa. Zobaczę łzy w twoich oczach. Mamo, ty też będziesz płakać.

Jutro wam powiem. Tym razem, na pewno. Wiem, zawsze tak mówię. Ale tym razem, będzie inaczej. Kiedy otworzysz mi drzwi, mamo, rozpłaczę się, rozpadnę tymi łzami na kawałki. Nie oceniaj mnie, proszę.

Mamo, przepraszam, zawiodłam cię.


Potrzebujemy was dziś bardziej niż kiedykolwiek. Popieramy apel Marii Woźniak, kierowany do współczesnych mężczyzn

Karolina Krause
Karolina Krause
3 lutego 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Z doniesień psychologów wynika, że młodzi mężczyźni są dziś mniej dojrzali niż kiedykolwiek. Podczas gdy kobiety mają poczucie, że ich partnerzy za nimi nie nadążają. Co więc sprawia, że różnica w dojrzałości między płciami stale się powiększa, stwarzając między nami rozwojową dziurę ozonową. Siejąc tym samym spustoszenie w naszych relacjach? Dlaczego, potrzebujemy dziś mężczyzn bardziej niż kiedykolwiek?

Odpowiedzi na te pytania, podczas konferencji „Doceńmy każde życie”, starała się udzielić psycholog Maria Woźniak, absolwentka Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego, wiceprezes Fundacji Życie. Powołując się na wyniki różnych badań wyjaśnia, na czym polega zjawisko „dziury rozwojowej” i apeluje do współczesnych mężczyzn, by znaleźli w sobie odwagę i stanęli do walki w obronie wizerunku kobiety.

Upadek męskości

W 2012 roku profesor Zimbardo, jeden z największych autorytetów w dziedzinie psychologii, wydał książkę „The Demise of Guys”, której polskie wydanie ukazało się pod sentymentalnym tytułem „Gdzie ci mężczyźni?”. Choć w dosłownym tłumaczeniu oznacza to tyle, co „Śmierć facetów”, czy „Upadek mężczyzn”. Co nadaje całej sprawie nieco bardziej poważny, czy wręcz katastrofalny wymiar. Kojarzy się nam bowiem bardziej z „Upadkiem Imperium”, niż kokieteryjnym utworem Danuty Rinn.

Ogólny problem z dojrzałością

Dlaczego więc Zimbardo, sugeruje nam, że mężczyźni umarli dzisiaj na świecie?

Przede wszystkim jest to kwestia pewnej dojrzałości, która z psychologicznego punktu widzenia, wyraża się w sześciu powiązanych ze sobą sferach: niezależności, współzależności, aspektu biologicznego, zmianie ról, wypełnianiu norm i kwestii związanych z utrzymaniem rodziny.

W gruncie rzeczy sprawa sprowadza się więc do tego, czy jesteśmy:

  • niezależni od naszych rodziców (finansowo i emocjonalnie) – Niezależność
  • szczególnie związani z jednym, wybranym przez nas partnerem (i jesteśmy mu wierni) – Współzależność
  • biologicznie dojrzali do posiadania dzieci – Aspekt biologiczny
  • przygotowani do roli rodzicielskiej (np. mamy stałą pracę, w której chcemy się rozwijać) – Zmiana ról
  • nie łamiemy prawa i nie uciekamy od obowiązków – Wypełnianie norm
  • emocjonalnie gotowi do założenia rodziny – Rodzina

Na garnuszku mamusi

Z badań przeprowadzonych w tym obszarze wynika, że kobiety szybciej wkraczają w każdą z tych sfer i odnoszą w nich większe sukcesy. A „spóźnieni” mężczyźni doganiają je dopiero około 30. roku życia. Dlaczego kobiety są szybsze? Głównie dlatego, że wcześniej wyprowadzają się z domu rodzinnego i wkraczają w dorosłe życie zaczynając od swoich relacji z najbliższymi. Mężczyźni z kolei robią to dziś zdecydowanie później niż kiedyś, inwestując cały swój kapitał w obszary dotyczące nauki i pracy.

Woźniak podkreśla przy tym, że kwestia wyprowadzki jest tutaj kluczowa, bo znacząco wpływa na wszystkie pozostałe sfery.

Kto tu wygrywa?

Kiedy przyjrzymy się temu, w co bawią się nasze dzieci, zauważymy, że 65 proc. zabaw chłopców polega na współzawodnictwie. Innymi słowy, chłopcy zawsze chcą wiedzieć, jakie są reguły danej gry i „kto tu wygrywa”. Prawdopodobnie właśnie dlatego, łatwiej jest im potem zacząć realizować się w pracy. Wiedzą, bowiem, co muszą zrobić, aby dostać awans.

Problem polega na tym, że w życiu rodzinnym takich jasnych zasad nie ma. Nikt nie powie ci, co musisz zrobić, by stać się dobrym ojcem, czy mężem. Za ile „punktów” dostaniesz nagrodę. Dlatego tak trudno jest im potem odnaleźć się w tym obszarze.

Rozwojowa dziura

Przeglądając podręczniki do psychologii natrafimy na informację, że tożsamość, czyli odpowiedź na pytanie, kim jesteśmy, na czym nam zależy i w co chcemy w życiu grać, powinniśmy być w stanie wypracować mniej więcej do około 22 roku życia. W dzisiejszym świecie granica ta wydaje się być przesunięta o przynajmniej kilka lat.

Jeśli więc weźmiemy teraz dwoje ludzi, którzy nie znaleźli jeszcze odpowiedzi na te pytania, to będą się oni ze sobą nieustannie ścierać i ciężko im będzie liczyć na wypracowanie, tak ważnego w związku, kompromisu.

Każde z nich zostawia sobie, więc, gdzieś z tyłu głowy, „otwarte drzwi”, przez które będzie mogło uciec, w razie gdyby coś się nie powiodło.

A gdzie wtedy uciekają? Z powrotem na garnuszek mamusi. Ta wyprowadzka staje się, więc „wyprowadzką na niby”, nie pozwalając im jednocześnie dorosnąć i przyczyniając się do powstania rozwojowej dziury.

Woźniak każe nam, więc dziś zadać sobie pytanie „czy samorealizacja, która nas dzisiaj pożera nie jest przypadkiem przedłużaniem życia w przymierzalni ról?”.

Chłopiec zamknięty w pokoju

Co więc trzyma dziś chłopców w zamkniętym pokoju? Po pierwsze brak motywacji, który ich zdaniem bierze się ze sprzecznych wiadomości na temat tego, „co to znaczy być mężczyzną”, przekazywanych im przez media, przyjaciół i rodzinę.

Przeciętny nastolatek spędza dziś na graniu 44 godziny tygodniowo (to więcej niż przeciętny etat!), a tylko 30 minut na rozmowie z ojcem. W Polsce około 1/5 ojców jest nieobecna. Gdy dołączymy jeszcze do tego ojców, żyjących poza granicami naszego kraju i tych, którzy pozostają „emocjonalnie niedostępni”, okaże się, że jest ich znacznie więcej. Powstaje, więc pytanie: kto to dziecko wychowa?

Drugą kwestią trzymającą chłopców w ich przysłowiowych „czterech ścianach” jest pornografia, której skala wymyka się nam dziś spod kontroli. Okazuje się, że co drugi młody mężczyzna jest uzależniony od pornografii. A ta, nie zachęca raczej do poszukiwania odpowiedzi na pytanie „kim jestem” i poszerzania emocjonalnego elementarza…

Świat, w którym żyjemy

Sęk w tym, że świat, w którym, żyjemy jest na wskroś przesiąknięty pornografią. 60 proc. reklam, które oglądamy w telewizji kryje sobie aspekt seksualny. Prowadzi to do zniekształcenia i uprzedmiotowienia wizerunku kobiety i przyspieszonej seksualizacji zarówno chłopców jak i dziewcząt, które dzisiaj stają się coraz bardziej wulgarne. Dostają bowiem od świata prosty komunikat: „Nie wyglądasz. Nie jesteś obiektem seksualnym. Nie istniejesz”.

Naciśnij klawisz „escape”

Dlatego, w imieniu wszystkich kobiet, Maria Woźniak apeluje dziś do młodych mężczyzn, by odważnie wchodzili w nowe role odpowiedzialnych, obecnych ojców i partnerów. By byli trenerami, mistrzami i autorytetami, dla swoich dzieci. By stali się aktywistami w życiu społecznym i stanęli do walki w obronie wizerunku kobiety.

„Bo dzisiaj potrzebujemy was bardziej, niż kiedykolwiek”.


Na postawie filmu na youtube.com

 


Zobacz także

Fot. iStock

Toksyczni przyjaciele, toksyczni partnerzy – skąd mam wiedzieć, jak ich rozpoznać?

Ojciec Grzegorz Kramer: " Czasem się zbuntujemy i powiemy, że Kościół czy Bóg jest głupi. Ale nic z tym nie robimy"

Ojciec Grzegorz Kramer: ” Czasem się zbuntujemy i powiemy, że Kościół czy Bóg jest głupi. Ale nic z tym nie robimy”

Fot. Materiały prasowe filmu Old Fashioned

6 rzeczy, które może dać ci tylko miłość w rytmie retro