Chciałam uspokoić dłużników alimentacyjnych – znajdziecie sposób na uniknięcie nowego prawa… Ale moi drodzy – kobiet już nie zatrzymacie! Bójcie się

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 grudnia 2016
Fot.  Screen z FacebookaDzielny Tata
Fot. Screen z FacebookaDzielny Tata
 

Nagle na alimenciarzy padł blady strach. Bo okazuje się, że rząd dotrzymał obietnicy o wziął się za prawo alimentacyjne, bo ukrócić zabawę w kotka i myszkę między tymi, którzy alimentów nie płacą a tymi, którzy próbują je ściągnąć.

Oto ci, którzy dotąd byli wręcz bezkarni, poczuli się wręcz urażeni. Co więcej w dość dosadny sposób pokazali, jacy to są pokrzywdzeni porównując się do tych ludzi, którzy w czasie wojny trafili do obozu w Oświęcimiu. Bo nagle ktoś o niewybrednym, jak się okazuje, poczuciu humoru umieścił w sieci grafikę – bramę wjazdową do obozu a nad nią napis: „Praca na alimenty czyni wolnym”… Zrobiło mi się niedobrze.

Fot. Screen Facebook/Dzielny Tata

Fot. Screen Facebook/Dzielny Tata

Ale od początku. Wczoraj rząd przyklepał zmianę w artykule 209 kodeksu karnego, która znosi znamię „uporczywości”. Otóż dotychczas kara pozbawienia wolności lub grzywny dotyczyła tylko tych dłużników alimentacyjnych, którzy uporczywie unikali płacenia zasądzonych pieniędzy na swoje dzieci. Sądy różnie ową „uporczywość” interpretowały pozostawiając otwartą bramę (nie, jak się niektórym panom wydaje do obozu pracy) dla dłużników, którzy kpiąc sobie z prawa i ze swoich dzieci wpłacali raz na pół roku po 100 złotych alimentów, gdzie tym samym nikt nie mógł im zarzucić, że nie płacą, bo przecież płacą i chcą na „miarę swoich możliwości”, a raczej potrzeby tak, by kary uniknąć.

I nagle ZONK. Zmiana uderza w urocze drugie małżeństwa, kolejne związki, nowe dzieci. Nagle oburzeni ojcowie budzą się,  że jak to? Na nowe bluzki, kosmetyki i sukienki swoich byłych zołz-żon płacić nie będą. Tyle tylko, że ci sami panowie zapominają, że ich byłe żony pracują, zarabiają i dzięki ich sku*wysyńskiemu nierzadko zachowaniu stanęły na nogi, odbudowały pewność siebie, odzyskały poczucie własnej wartości. Jednego się nie pozbyły, wyrzutów sumienia, że dzieci, które zostały pod ich opieką nie mogą mieć wszystkiego, bo pomimo pracy na dwa, czy czasami trzy etaty zwyczajnie na owo wszystko nie starcza.

W Polsce ponad milion dzieci nie otrzymuje alimentów, zadłużenie alimentacyjne sięga obecnie niemal 11 miliardów złotych. I tak, ja wiem, że dochodzi do niesprawiedliwych sytuacji, że są matki, które mszczą się na byłych mężach ograniczając im kontakty z dziećmi. Że są takie, które biorą alimenty, a dzieci chodzą w podartych butach. Ale nie o tym dzisiaj piszę.

Dzisiaj piszę o tych, którzy zbladli ze strachu i już nie udają ze spokojem, że piją jedynie kawę przez osiem godzin w swoim byłym miejscy pracy, gdzie pracodawca zatrudnia ich na czarno, a bo niech „głupia c*pa tak ma”. Tyle, że to nie o tę głupią c*pę chodzi, ale o dzieci. I o odpowiedzialności tych, którzy gdzie włożyć wiedzieli, ale jakby z tym jednym uciekającym plemnikiem część mózgu im odjęło, o poczuciu odpowiedzialności nie wspomnę.

Znajoma pisze mi: „Napisałam wczoraj mojemu dłużnikowi o zmianie prawa, odpisał: „grozisz mi?”. Odpowiedziałam, że gdyby płacił, nie byłoby rozmowy”. A on nie płaci od wielu lat, jak wielu innych. I obojętnie, czy to polityk, poseł, czy samorządowiec, czy budowlaniec – wszyscy w tym zadłużeniu powinni być równi. Równi wobec prawa i równo ponosić konsekwencje swojej kompletnej ignorancji. Każdy z nich powinien obowiązkowo spojrzeć w oczy swojemu dziecku. Stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, którego sprowadził na świat, a o którym nie chce pamiętać. Powinien powiedzieć „przepraszam”, bo na pieniądze te dzieci już dawno przestały liczyć porzucone przez ojców i przez rząd, który dotąd uważał problem zadłużenia alimentacyjnego za marginalny.

Jednak przyszedł czas na zmiany. Na zmiany w kodeksie karnym. Okazuje się, że w nowym roku, jeśli dłużnik będzie zalegał z alimentami w wysokości braku ich wpłaty za co najmniej trzy miesiące, zostanie wezwany na przesłuchanie i poinformowany, iż grozi mu kara pozbawienia wolności lub zapłata grzywny. Ale spokojnie, nasze prawo nie jest dla dłużników alimentacyjnych aż tak okrutne, mogą oni wykazać się dobrą wolą i uniknąć kratek, jeśli w ciągu 30 dni uregulują zaległość względem swoich dzieci.

I panowie prawo prawdopodobnie nie będzie działać wstecz… To znaczy, że dług się nie zmniejszy, a czy nie będzie się powiększał?

Chciałam uspokoić dłużników alimentacyjnych, którzy swoją sytuację po zmianie prawa porównują do ludzkich tragedii tych, którzy trafili do obozów koncentracyjnych. Panowie – głowa do góry nie będzie tak źle. Zmiana prawa nie daje dzieciom żadnej gwarancji, że one pieniądze otrzymają. Wy pewnie już dyskutujecie, jak znaleźć lukę w nowym prawie, jak uspokoić pracodawców, którzy zatrudniają was na czarno, jak powiedzieć swoim matkom, partnerkom, nowym żonom, żeby o nic się nie martwiły, bo skoro kombinowaliście przez tyle lat, to teraz na pewno też coś wymyślicie.

I pewnie tak się stanie. Żadna z kobiet, z którymi rozmawiałam, nie wierzy, że odzyska pieniądze, które jej dzieciom należą się zgodnie z WYROKIEM SĄDU, a nie na podstawie jej czy dzieci widzimisię.

Ale wy i tak macie to w d*pie prawda? Trochę się przestraszyliście, znowu oczernicie wszystkie kobiety wsadzając je do jednego worka „dziwek i wyzyskiwaczek, które tylko czyhają na waszą kasę”.

Chciałabym, żebyście wiedzieli jedno: to się już zaczęło, kobiety wyszły z ukrycia, zaczynają domagać się praw dla siebie, dla swoich dzieci, przestają być ofiarami wiecznie was usprawiedliwiającymi. Odważyły się mówić o tym, co nie jest dla nich łatwe. Wiedzą, jak działać, gdzie uderzyć, by kolejne drzwi się otworzyły. Dwa lata temu mówiono im, że nic nie wskórają. A jednak. Jeden maciupki kroczek został zrobiony w tej wielomilowej trasie.

Bójcie się. One się już nie boją. Nie odpuszczą. A społeczeństwo zaczyna was widzieć takimi, jakimi jesteście – złodziejami okradającymi własne dzieci, państwo i każdego z nas, bo to my spłacamy wasz dług. Nie czujcie się już zbytnio bezpieczni.


„Miłość spłaca się na raty. Kłopot w tym, że zwykle miłość się kończy, a pozostają jeszcze raty do spłacenia”. 15 złotych myśli od Coco Chanel

Karolina Krause
Karolina Krause
30 grudnia 2016
Następny

Gabrielle „Coco” Chanel zrewolucjonizowała nie tylko spojrzenie na damską modę, ale wizerunek kobiet w ogóle. Była ikoną swoich czasów, buntowniczką z wyboru, kobietą twardo stąpającą po ziemi. A dla wybranych osób także skrytą romantyczką. To niezwykła osoba o wyjątkowym spojrzeniu na świat.


 

Źródło: kobieta.pl

I po co tak głupio marzymy, by być tam, gdzie nas nie ma?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
30 grudnia 2016
Fot. iStock / Kosamtu
Fot. iStock / Kosamtu
 

Dawno, dawno temu dobry znajomy opowiedział mi pewną historię o rodzinie swojego przyjaciela. Ojciec tej rodziny we wczesnej młodości przeżył wielką i nie do końca skonsumowaną miłość.

To była zdecydowanie miłość jego życia! Miłość do Marysi – dziewczyny z długimi i jasnymi warkoczami.  Życie tak się jednak potoczyło, że ożenił się z inną kobietą.

Urodziły się dzieci.

Minęły lata.

Dzieci urosły.

Wyprowadziły się z domu, a zaraz potem umarła żona.

Po pogrzebie, w rodzinnym domu przy stole zgromadziły się dzieci ze swoimi rodzinami. Ojciec rozejrzał się i popatrzył na nich wszystkich (Ha! Na pewno znacie to uczucie. Wzruszenie połączone z niedowierzaniem zaczyna się  gdzieś tam w okolicy wątroby i unosi się wyżej aż do gardła.  To już? Tak szybko? Nie tak dawno pchałem przed sobą czerwony wózek mojego najstarszego syna a teraz..?)

Zazwyczaj milczący, stojący z boku i taki trochę nieobecny ojciec odezwał się nagle głośno i zdecydowanie.

– A teraz idę szukać mojej Marysi.

Cała rodzina wstrzymała oddech, a najmłodszej córce łyżka z rosołem wypadła gwałtownie z ręki.

…..

(Halo, halo! Czy ktoś z was rzucił teraz wszystko i pobiegł szukać swojej Marysi?)
Ojciec co prawda odnalazł starą (sic!) miłość, ale okazało się, że jest zupełnie inna niż myślał. No niestety kompletnie go rozczarowała.

Aż chciało by się zapytać – i po co tak głupio marzymy, by być tam, gdzie nas nie ma?

…..

A jednak większość z nas wciąż marzy.  Niezależnie od wieku, płci czy sytuacji życiowej.

Patrzymy na świat przez różowe okulary. Bujamy w obłokach. Myślimy o niebieskich migdałach.

Są i tacy, którzy wierzą, że wszystko zaczyna się od marzeń. Na przekór życiowym kłopotom, brzydkiej pogodzie, krzywej minie szefa  i smutkom zimowym. Bo przecież za generowanie marzeń odpowiada prawa półkula kontrolująca myślenie artystyczne i twórcze. Fantazje są wiec zdecydowanym przejawem naszej kreatywności.

Kiedy byłam dorastającą dziewczynką marzyłam o dżinsowej spódnicy. Spódnicy z wycieranego dżinsu i z rozcięciem z tyłu. Późne lata osiemdziesiąte, czas Dirty Dancing. Wymarzoną spódnicę miała jedna-taka dziewczyna w równoległej klasie, która dodatkowo miała już swojego (pierwszego!) chłopaka.  Nie wiem jak mój tato to zrobił, ale spełnił moje Wielkie Marzenie. Byłam doskonale szczęśliwa – wieczorem układałam moją cudowną spódnicę obok łóżka gładząc ją czule.

Spełnianie marzeń miało wtedy całkiem osiągalny smak.

Czy dziś marzę?

Tak! Czasem zakładam różowe okulary i odlatuję na ten słynny słoneczny drugi koniec świata. Wymykam się  z mojego życia. Na chwilę albo na dłuższy czas. Po drodze do sklepu, na jogę, do warzywniaka. Zostawiam kubek z niedopitą kawą i śladem różowej szminki. Jak Sandra Valentine – bohaterka książki. I znikam bez śladu

A tutaj  znowu deszcz w grudniu. Na wierzch wychodzi to co bure i zgniłe – nasila się nerwowe oczekiwanie. Na święta, na wiosnę, na słońce, na nowy i lepszy rok. Wyże i niże baryczne. Topnieją niedoszłe tej zimy śniegi.

Dokądkolwiek idę, jestem tam, gdzie jestem.

A jednak lubię swoją małą ojczyznę i panią na stacji benzynowej, która tak zawsze zabawnie zdrabnia:

– Fakturkę wystawić, będzie gotóweczką albo inaczej sobie Pani życzy.

Na rajskiej plaży czy też patrząc w bure niebo pod szkołą moich dzieci  jestem wciąż tą samą osobą. Tym samym umysłem, oddechem, ciałem.

Czasem jednak smażąc naleśniki intensywnie myślę o odległych wyspach. Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o poznaniu sobowtóra mieszkającego dokładnie po drugiej stronie Ziemi. Wiszącego głową w dół i zwróconego stopami ku moim stopom. Wyobrażałam sobie tą moją odwrotność jako zawadiacką dziewczynkę, rezolutną, o innym kolorze skóry ale z wielkimi piegami. Ha! Czy jest to w ogóle możliwe, te piegi na ciemnej jak ziarno kakaowca skórze?  I nagle okazało się, że w moich marzeniach nie jestem odosobniona. Atlas Wysp Odległych Judith Schalansky i historia Kapitana Henry Waterhouse, który odkrył w 1800 roku Wyspy Antypodów i obliczył, że leżą one dokładnie na południku zerowym, po drugiej stronie Greenwich. Uznał je więc za małego sobowtóra Wysp Brytyjskich. Nic się jednak nie zgadza. Wyspy Antypodów to kraj niezamieszkały, klimat surowy i chłodny, morze groźnie obija się o górzysty ląd. Nieprzyjazny ląd. Biedny Kapitan Waterhouse.

Wyglądam przez okno, właśnie pada deszcz ze śniegiem a u mojej Sobowtórki bezbrzeżny błękit i rajska plaża. Na pewno tak jest! Dobrze jest wrócić na taką wyspę smażąc dwudziestego piątego naleśnika.

Marzysz? Ale zawsze z wielką radością wracaj.  I gdziekolwiek jesteś – bądź!


 

szoster-awatarKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana i współtworzy projekt Sunday is Monday, nawołujący do dbania o siebie. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! I do… spełniania marzeń! Dziewczyna ze Śląska :)

 

 

 

 


Zobacz także

Fot. iStock / shironosov

Powodzenie potrzebne od zaraz? Ależ proszę – kup sobie feromony!

seriale jedn

Seriale jednosezonowe, które zachwycą cię od pierwszego odcinka. Uważaj, bo dasz się wciągnąć

Fot. iStock /  g-stockstudio

Rozwiązanie konkursu „Jakim typem słodyczy jesteś”