Chciałabym żeby moja córka została wojowniczką. Ale to nie jest wcale takie proste…

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
24 października 2017
Fot. iStock / nemke
Fot. iStock / nemke
 

Chciałabym żeby się nie bała. Była silna. Też fizycznie. Nauczyła się być sprawczą i ufała sobie.

Sama należę do pokolenia wzorowych uczennic  i „Siedź w kącie, na pewno cię znajdą”. Moje dojrzewanie  to lata osiemdziesiąte. Dziewczynki bywały wtedy raczej grzeczne a pani z wuefu  na wysokich obcasach z ulgą przyjmowała usprawiedliwienia od swoich niedysponowanych uczennic.

Dziś moje rówieśniczki w ramach FB akcji #metoo opowiadają szczerze o molestowaniu, które je spotkało, również w dzieciństwie. Skala przeraża i tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto o tym mówić, ale też wzmacniać siebie na wielu poziomach. Być razem i działać.

Jak byłam dzieckiem, to straszono nas najpierw czarną wołgą, starym dziadem, co to przyjdzie i zabierze, a potem po prostu samotnym wyjściem z domu. Postawienie na swoim, tupnięcie nogą czy danie na odlew – nie wchodziło w grę. Ach, to nie wypada, trzymaj kolanka razem, a ręce na kołdrze. Bądź grzeczna!

Chcemy całego życia! – szumiała mi w głowie od pewnego momentu Zofia Nałkowska .

Od kilku dni czytam książkę, którą dostałam od mojego trenera Dominika, który niezłomnie (z różnym rezultatem) mobilizuje mnie do stawiania czoła swoim fizycznym słabościom.

Ronda Rousey. Moja walka/Twoja walka.

Ronda  – amerykańska judoczka, brązowa medalistka olimpijska oraz wicemistrzyni świata w kategorii 70 kg . Od 2011 roku profesjonalna zawodniczka mieszanych sztuk walki (MMA). Pierwsza mistrzyni UFC (od 2012 do 2015 roku). Pierwsza kobieta sklasyfikowana w rankingu UFC.

Zdecydowanie wojowniczka.

Ronda w swojej autobiografii pięknie pisze  o walce, o poświęceniu, bólu i o nieprzespanych nocach, o śmierci taty, o porażkach ale też o marzeniach i o tym ze przecież w dzieciństwie często słyszymy, że powinnyśmy marzyć o wielkich rzeczach.

Zostanę znaną pisarką. Cenioną naukowczynią.  Będę kimś!

A potem dorastamy.

„Jeśli nie można marzyć o wielkich, wręcz niedorzecznych rzeczach, to po co marzyć w ogóle?” – pyta Ronda.

Ronda jest w ciągłym ruchu, w locie, silna i taka…zwierzęca. Od dłuższego czasu szukam w literaturze, kulturze i w ogóle w życiu postaci kobiecych – pełnokrwistych i bardzo intensywnych. Bo wszystko jest w naszych głowach przecież.

Wzruszyła mnie bardzo historia, którą Rondzie opowiedział jeden z jej niewielu byłych chłopaków i którą zacytowała w swojej biografii.

„Wyobraź sobie, ze siedzisz w małej kabinie w korporacji i nienawidzisz swojej pracy. To straszne. Wszyscy wokół to gnojki. Twój szef to kutas. Cała twoja praca to tak naprawdę otępiające umysł wysysanie duszy. Ale za pięć minut zaczynasz swój pierwszy od pięciu lat urlop. Całe dwa tygodnie spędzisz w ślicznym domku na plaży Bora-Bora. Nigdy w życiu nie byłeś bardziej rozrzutny.

Jak byś się czuł? Wspaniale.

A teraz wyobraź sobie, że jesteś na Bora-Bora. Siedzisz na pięknej plaży ze wspaniałymi ludźmi, z którymi cudownie spędziłeś czas. Za pięć minut będziesz musiał odłożyć swoją pinacoladę z małą parasolką w środku. Pożegnasz się z towarzyszami. Wrócisz do swojej okropnej pracy i nie pojedziesz na urlop przez następne pięć lat.

Jak byś się czuł? Fatalnie.

A teraz się nad tym zastanów. Siedzisz w kabinie w pracy, której nienawidzisz, i czujesz  się wspaniale. Potem siedzisz na plaży z drinkiem w dłoni i czujesz się fatalnie. To jak się czujesz zależy w stu procentach od twojego umysłu. A on nie ma nic wspólnego z twoim otoczeniem. Nie ma nic wspólnego z ludźmi wokół ciebie. To tylko i wyłącznie twoja decyzja. „

Sama chciałabym być wojowniczką. Staram się zatem stać pewnie na macie. W życiu. I marzyć.

I jak pisze moja ulubiona Paulina Młynarska w jednym z felietonów w Rebel.

„To nie  znaczy, że przestała się bać. To znaczy, że warto ruszyć w podróż mimo lęku”.

Niezwykle optymistyczne przesłanie dla nas wszystkich!


 

Polecam książki Ronda Rousey, Moja walka/Twoja walka

Paulina Młynarska Rebellinia 2px

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska.


Znacie serię „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn”? To książki, które mówią językiem dzieci o tym, co jest im bliskie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 października 2017
Fot. istock/Imgorthand
Fot. istock/Imgorthand
 

Kiedy pojawiła się seria powieści o Harrym Potterze, rynek wydawniczy przeżył wstrząs. Już od dawna nie było na nim książki, która by w tak mocno zachęcała dzieci do czytania. Pottermania ogarnęła cały świat, a wielu autorów, zachęconych tym sukcesem zaczęło naśladować styl J.K. Rowling oraz przenosić bohaterów swoich opowieści w świat magii. Mówiono o prawdziwej rewolucji w czytelnictwie dziecięcym, która pozytywnie wpłynęła na jakość współczesnej literatury dziecięcej. Ale, co najważniejsze, dzieciaki oderwały się od telewizorów i gier komputerowych i znów zaczęły czytać.

Wychowałam się na seriach powieści o Marry Poppins , na „Jeżycjadzie”, „Małej księżniczce”, „Panu Samochodziku” i „Ani z Zielonego Wzgórza”, więc można powiedzieć, że klasyka ukształtowała mój czytelniczy gust. Dziś razem z moją dziewięcioletnią córką, przemierzam świat literatury dziecięcej, w poszukiwaniu wartościowych książek. Oczywiście, podsuwam jej mnóstwo moich dawniej ulubionych pozycji, z ciekawością i zaskoczeniem obserwując, że mimo upływu lat, wiele z nich się „nie starzeje”.

Ale o jednym zapominać nie mogę: czasy się zmieniły. Zmienił się język, którym się posługujemy, realia, w których wychowujemy nasze dzieci, świat, w którym dorastają. Kontekst powieści, które czytaliśmy w dzieciństwie jest dziś dla nich o wiele trudniejszy do zrozumienia niż dla nas, gdy czytaliśmy książki z dzieciństwa naszych rodziców. Trzeba więc szukać tego, co będzie naszym dzieciom nieco bliższe, po co będą sięgały ze świadomością, że mogą zidentyfikować się z bohaterami opowiadania, że ich dylematy, problemy, wyzwania, które przed nimi stoją, nie są „abstrakcyjne”.

Jeśli znacie już bohaterów książek Agnieszki Mielech z serii „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn”, wiecie, że to opowieść o przygodach dziewczynki, Stanisławy Emilii Gacek oraz grupki jej przyjaciół. Właśnie doczekaliśmy się kolejnej części z tej serii, zatytułowanej „Psy czy koty. Komiks i opowiadania”.

emi okl cz 3 285x135+5mm spad

Peryperie Emi są mojej córce i jej koleżance dobrze znane, lubiane przez nie, nie tylko dzięki szacie graficznej książek (urocze, bardzo charakterystyczne rysunki Magdaleny Babińskiej), ale również dzięki dużym literom, ułatwiającym lekturę nawet tym dzieciom, które mają jeszcze pewne problemy ze sprawnym czytaniem (to ważne, bo przygody Emi zaczynają się, gdy kończy ona sześć lat i idzie do zerówki). Autorka serii świetnie posługuje się współczesnym dziecięcym językiem i porusza w swoich  opowiadaniach problemy nieobce dzisiejszym siedmio, ośmio, a nawet dziewięciolatkom (szkolne perypetie, pierwsze poważne konflikty, „problemy” z rodzicami). Wiem o tym, bo mając córkę w wieku wczesnoszkolnym, śledzę na bieżąco życie wchodzących w szkolny świat maluchów. I szczerze wierzę w to, że autorce udało się stworzyć postaci takie, jak one – współczesne dzieci.

Książka ma dość zaskakującą formę. W połowie jest komiksem, w połowie ‘tradycyjnym” opowiadaniem, w którego treść wpleciono fragmenty dziennika głównej bohaterki. I chyba to właśnie sprawia, że „Psy czy koty” są strzałem w dziesiątkę.Emi.-Powieść-graficzna---SRODEK---druk-72

Jakie przygody czekają na Emi, i jej przyjaciółki oraz Franka? Tym razem Tajny Klub Superdziewczyn zmierzy się,  między innymi, z tematem odpowiedzialności za własne zwierzę. Bo Emi od dawna marzy o psie, najlepiej ulubionej rasy cavalier king charles spaniel. Ale sprawa nie jest prosta, a do tego w Klubie trwa spór o to, które zwierzęta są lepsze – psy czy koty. Tymczasem, na skutek niespodziewanego zbiegu okoliczności pod opiekę Klubu trafia psia przybłęda. I choć szczęśliwa Emi robi wszystko, by pieskowi było jak najlepiej, zwierzę tęskni za swoimi właścicielami. Podjęta więc zostaje akcja ratunkowa mająca na celu ich odnalezienie.

W miedzyczasie Tajny Klub próbuje zaistnieć w sieci (dziewczyny zakładają bloga). To ważny wątek, bo mówi również o zagrożeniach związanych z korzystaniem z Internetu i telefonów z dostępem do niego (chyba każdy z nas, rodziców, odczuwa obawy przed kupnem dziecku „prawdziwego” telefonu służącego nie tylko do kontaktu w sytuacjach awaryjnych).

Najnowsza część przygód Emi to zabawna i lekka lektura, zaskakująca nietypową formą.  Czytałam ją razem z moją córką i zajęło nam to… jeden wieczór. A to chyba jedna z najlepszych recenzji, jaką można wystawić książce dla dzieci. Od siebie dodam jeszcze, że nie szufladkowałabym tej pozycji jako ”książka dla dziewczyn”, bo niesie ona dość uniwersalne treści (przyjaźń, lojalność, odpowiedzialność, empatia) i mówi o  tym, co bliskie wszystkim dzieciom. Żadna magia tu niepotrzebna.


Z okazji premiery książki zapraszamy na warsztaty kreatywne
z Agnieszką Mielech oraz Magdaleną Babińską

SĄ KOMIKSY TYLKO DLA DZIEWCZYN!

Gdzie?  
Krakowskie Targi Książki, sala Praga A

Kiedy?
28 października (sobota)

O której?
Start o 13:00

emi_wydarzenie

W programie:

– prezentacja serii
– warsztaty: Jak powstaje komiks?
– zabawy interaktywne z udziałem dzieci (konkurs: praca nad własnym komiksem)
– rozstrzygniecie konkursu.

Mnóstwo fantów, nagród i upominków oraz świetna zabawa i uśmiechy gwarantowane! 

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Wilga

 


Przesądy i zabobony dotyczące ciąży, porodu i laktacji

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
24 października 2017
Fot. iStock / Pekic
Fot. iStock / Pekic
 

– radzi położna Arleta Kwiatkowska-Król, Ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na Medal”

Przesądy i zabobony towarzyszą nam od bardzo dawna. Istnieją też takie, które dotyczą laktacji, ciąży, czy porodu. Jak je interpretować i czy mają swoje odzwierciedlenie w czasach, w których żyjemy obecnie? O dawnych przesądach opowiada Arleta Kwiatkowska-Król, położna i Ambasadorka kampanii „Położna na medal” oraz radzi jak do zabobonów podchodzić z głową.  

Przesądów związanych z ciążą jest mnóstwo, a jeszcze około czterdzieści lat temu powtarzano je powszechnie. Z ust naszych babć można jeszcze dziś usłyszeć niejedną „zabobonną” ciekawostkę. Z lekkim przymrużeniem oka spójrzmy na nie, a może znajdziemy takie, z którymi każda z nas chociaż raz się spotkała.

Trudne porodu początki

Trudnego, bolesnego porodu w czasach, gdy nie znano znieczulenia, bało się wiele kobiet. Powszechnym zwyczajem stosowano masę zabiegów mających ułatwić przyjście dziecka na świat. Rozwiązywanie rzeczy splątanych, zasupłanych i otwieranie zamkniętych np. okien, czy drzwi. Uważano to za sposób na szybszy poród. Aby przyspieszyć poród kładziono siekierę pod łóżko lub nóż pod prześcieradło. Metal miał posiadać właściwości ochronne. W zamożniejszych domach kładziono pierścionek lub złoty pieniądz. Jako dobre znieczulenie stosowano placek z pszennej mąki, rozcieńczonej w zimnej wodzie, rosół ugotowany z całego koguta lub alkohol zmieszany z tłuszczem.

Łożysko do dziś postrzegane jest jako coś wyjątkowego. Istnieje zwyczaj wykopywania dołka w ziemi, do którego wkłada się łożysko, a w momencie pierwszych urodzin dziecka, sadzi się w nim drzewo. Są społeczności, w których istnieje ceremonia zjadania łożyska przez rodzinę dziecka. Dziś ojciec towarzyszy przy narodzinach, to codzienność. Kiedyś ojcowie, jak i inni mężczyźni, nie mogli przebywać w miejscu porodu.

Rozpoznawanie płci dziecka również miało swoje zabobonne podejście. Mówiono, że urodzi się dziewczynka, gdy mama podczas ciąży zbrzydła ( sądzono, że córka zabiera urodę matce) lub dużo przytyła, zwłaszcza w biodrach. Mówiono również, że na świat przyjdzie dziewczynka, gdy mama miewała poranne mdłości albo wyskoczyły jej piegi, jak również gdy miewała ochotę na słodkie i miała okrągły brzuch albo był on umiejscowiony nisko, a pierwsze ruchy płodu czuła po prawej stronie brzucha.

Mówiono, że urodzi się chłopiec, gdy mama w ciąży wypiękniała i prawie nie przytyła. Gdy miewała mdłości wieczorami i przeważała u niej ochota na pikantne lub kwaśne potrawy. Gdy miała szpiczasty brzuch lub był on umiejscowiony wysoko, a pierwsze ruchy płodu odczuwane były po lewej stronie brzucha.

Najczęściej powtarzane przesądy związane z ciążą i porodem

Do niedawna sądzono, że jeśli ciężarna się przestraszy i złapie za jakąś część ciała np. twarz, głowę, rękę, oznaczało to, że u noworodka powstanie w tym miejscu „myszka” – rodzaj znamienia powstałego na skórze. Uważano, że trzeba unikać oblizywania noża, ponieważ grozi to wykształceniem się tzw. zajęczej wargi u dziecka. Ciężarnej kobiecie się nie odmawia, ponieważ mówiło się, że tego kto odmówi, zjedzą myszy. Nie wolno także patrzeć na zwierzęta, bo dziecko będzie pozbawione mądrości. Jeśli przyswajasz wiedzę w ciąży np. studiujesz, uczęszczasz na kurs prawa jazdy, twoje maleństwo będzie bardzo mądre. Mówiono, że farbowanie włosów w ciąży jest zakazane, ponieważ dziecko urodzi się rude, a jeśli przyszła mama pragnie by jej potomek miał kręcone włosy powinna pogłaskać barana. W czasie ciąży nie wolno było przechodzić pod rozstawioną drabiną, rozwieszonymi sznurami i chodzić na skróty, ponieważ mówiło się, że dziecko owinie się pępowiną. Sądzono, że owinięcie pępowiną grozi także dzieciom, których matki szydełkowały, robiły na drutach, haftowały, szyły albo krzyżowały nogi.

Z tego samego powodu ciężarna nie powinna była nosić na szyi wisiorków, łańcuszków, czy korali. Sądzono również, że nie wolno spoglądać przez wizjer w drzwiach, ponieważ dziecko urodzi się z wadą wzroku. Jeśli kobieta cierpiała na zgagę, oznaczało to, że dziecku rosną włosy. Wierzono również, że nie wolno kobiecie spoglądać w ogień, ponieważ maluszek będzie miał znamiona – „myszki”, a jeśli kobieta chciała by zajść w ciąże, musi szybko usiąść na miejscu, w którym siedziała inna kobieta w ciężarna. Kobieta nie powinna dzielić się jedzeniem, ponieważ po porodzie będzie miała zbyt mało pokarmu w piersiach. Sądzono też, że w ciąży nie powinno się malować, bo dziecko zejdzie na złą drogę. Krawcowa natomiast nie powinna nic przypinać szpilkami na ubraniu ciężarnej, bo mogą się pojawić problemy z urodzeniem łożyska. Sądzono, że jedzenie truskawek, powoduje powstanie „znamion truskawkowych”, które obecnie określa się jako naczyniaki.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Niegdyś uważano, że w ciąży nie powinno się robić wielu rzeczy m.in: golić nóg, ponieważ dziecko urodzi się łyse; przytulać się do włochatego psa, bo dziecko urodzi się nadmiernie owłosione; płakać, ponieważ dziecko będzie płaczliwe; czy jechać tyłem do kierunku jazdy, bo dziecko ułoży się pośladkowo. Uważano jednak za pozytywne, krzyczeć przy porodzie, bo to oznaczało, że ciężarna będzie miała w życiu jeszcze kolejne dzieci, ponieważ je w ten sposób przywołuje.

Uważano, że głaskanie i klepanie ciężarnej po brzuchu przynosi innym szczęście, a starającym się o dziecko, szybsze zajście w ciąże. Wiele zabobonów dotyczy sakramentu chrztu. Dziecko może wyjść na pierwszy spacer dopiero bo chrzcie. To ma być argument świadczący o tym, by jak najszybciej ochrzcić maleństwo.

Do becika dziecka ojciec chrzestny powinien włożyć pieniądz, by zapewnić maluchowi dobrobyt w życiu. Natomiast cukierek w beciku wróży słodkie życie. Niekiedy w rożek, którym okryte jest dziecko rodzice wsuwali kartkę i długopis, by zapewnić chęć do nauki i dobre wykształcenie. W prezencie należy podarować srebrną łyżeczkę, kiedy wyrośnie pierwszy ząb, puka się nią w niego na szczęście. Uważano, że do wózka należy przywiązać czerwoną kokardkę, która ma chronić przed złymi spojrzeniami i rzucaniem na nie uroku.

Przesądy towarzyszyły naszym babciom przez całe życie, bardzo ich przestrzegały, obawiały się konsekwencji z ich nierespektowania. Z perspektywy naszych czasów miały fantazję nasze babki, a biedne chłopy w te wszystkie zabobony wierzyły.


Trzecia edycja kampanii Położna na medal_Partnerzy merytoryczni

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej

w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, czwartej edycji konkursu przyjmowane były od 1 kwietnia do 31 lipca 2017 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2017 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2017.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

 


Zobacz także

Karma z siekierą

Konkurs "Kocham swoje zdrowe stópki"

Regulamin konkursu „Kocham swoje zdrowe stópki”

Fot. iStock / m-gucci

”No to kryzys Ci służy! Oby tak dalej, zazdroszczę!”