Chcesz, żeby twoje dziecko sprzątało z przyjemnością? Ha! Znamy kilka sposobów

Pani Mądrala
Pani Mądrala
24 kwietnia 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Następny

Wiecie, co mnie najbardziej wkurzało na początku macierzyństwa? Ten wszechobecny bałagan. I nie mówię tylko tym, że sama miałam problem z ogarnięciem chałupy, bo przyznam, że godzenie pracy i obowiązków domowo-rodzicielskich czasem mnie przerastało i wolałam olać sprzątanie, odkurzanie, mycie garów czy prasowanie. Najbardziej wkurzał mnie bałagan w pokoju dziecięcym. No i w salonie też, bo przecież dzieci wolą się bawić tam, gdzie akurat są rodzice, prawda?

Spokojnie, nie będę teraz wciskać wam kitu, że moje dzieci były czyściochami, że resoraki były poustawiane na regale jak w muzeum, a lalki posegregowane względem koloru włosów. Nie, nic z tych rzeczy. Często brakowało tylko, żeby do pokoju wrzucić granat. Byłoby z głowy.

Wiem natomiast, że wszyscy rodzice mają z tym problem – jak nauczyć dzieci sprzątać. Osobiście nie znam żadnego, które by za tym przepadało. Mam znajomą, która wprowadza w domu rywalizację. Normalnie powiesiła na ścianie coś w rodzaju tabelki (tak, sama ją rysowała na brystolu) i urządza dzieciom zawody – kto szybciej sprzątnie, kto dokładniej itd. Osobiście nie jestem fankom rywalizacji między rodzeństwem, ale u niej ten sposób się sprawdza.

Z własnego doświadczenia wiem natomiast, że do dzieci trzeba mówić jasno. Oznacza to, że najlepiej wydawać proste, zrozumiałe komendy. No bo co dla dziecka oznacza „posprzątaj pokój”? Schować zabawki? Pościelić łóżko? Wytrzepać dywan? Umyć okna? A może posegregować ubrania w szafie i odłożyć te, które są za małe? Oczywiście mówię o dzieciach w wieku przedszkolnym. I na tych się skupmy, bo „czym skorupka za młodu nasiąknie…”.

U mnie sprawdziły się proste komendy, typu: odłóż książeczki na regał z książkami, zabierz zabawki z podłogi, wrzuć te ubrania do pralki, przetrzyj kurze tą ściereczką, wrzuć wszystkie ścinki do kosza. Generalnie chodzi o proste polecenia, które dziecięcy rozum ogarnie i potrafi sobie wyobrazić. Im dziecko  starsze, tym trudniejsze zadania powinno otrzymywać.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

7 rzeczy, których nie wolno spuszczać w toalecie. Obyś któregoś dnia nie pożałowała!

Pani Mądrala
Pani Mądrala
26 kwietnia 2018
Fot. iStock/htomas
Następny

W wielu domach sedes stanowi coś w rodzaju drugiego kosza na śmieci. Wydaje nam się, że można wrzucić tam dosłownie wszystko i po prostu spuścić wodę, żeby pozbyć się problemu. Szczególnie chętnie robią to ci, którzy mają podłączenie do kanalizacji i nie muszą wywozić szamba. Ale… czy aby na pewno wszystko można wrzucać do toalety?

Dobra, moje miłe, czas na szybki rachunek sumienia. Kiedy ostatni raz spuściłyście w toalecie resztki obiadu, starą zupę, waciki kosmetyczne, koci żwirek czy zużyty tampon? No proszę, nie ma co się oszukiwać – wszyscy to robimy. Ja też nie dalej jak dwa dni temu spuściłam w kiblu zepsutą sałatkę, a wczoraj płatki kosmetyczne zaraz po tym, jak zmyłam makijaż.

Nam się wydaje, że te wszystkie produkty w magiczny sposób znikają. No dobra, wiemy, że „gdzieś tam” sobie płyną, a potem w „jakiś tam” sposób są wyławiane i utylizowane, ścieki trafiają do oczyszczalni i wszystko jest super. Mam dla was dwie złe wiadomości. Po pierwsze, w ten sposób zanieczyszczamy planetę. Wiem, brzmi jak jakiś frazes, ale kurcze, naprawdę tak jest. Po drugie (i może to bardziej wpłynie na waszą wyobraźnię), możecie uszkodzić sobie sedes, zatkać go, a nawet zniszczyć całą instalację wodną. Kto musiał chodzić robić kupę do sąsiada, bo u siebie miał zatkaną toaletę i pilnie wzywał hydraulika, ten doskonale wie, z czym to się je. Szczególnie, gdy mieszka się w bloku i jest wstyd na pół osiedla. Dziecko mojej znajomej wrzuciło do toalety zawieszkę do muszli klozetowej (tę podłużną z detergentem), dorzuciło papieru i spuściło wodę. MASAKRA.

No więc słuchajcie – jest kilka rzeczy, których nie wolno spuszczać w toalecie.

Chusteczki i ręczniki papierowe

Choć mogą wydawać się trochę jak papier toaletowy, ale nie są nim. Materiały używane do produkcji chusteczek higienicznych, ręczników papierowych i podobnych produktów nie rozpuszczają się tak łatwo i mogą zapchać toaletę.

Koci żwirek

Nawet jeśli na opakowaniu napisano, że można, nie rób tego. Pozostaje w rurach, nie daje się łatwo rozpuścić i źle współpracuje z systemem kanalizacyjnym.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Czego na temat macierzyństwa może nauczyć nas Kate Middleton?

Pani Mądrala
Pani Mądrala
19 kwietnia 2018
Fot. iStock/GraceHenley
Następny

Was też denerwują te wszystkie wywiady z gwiazdami i celebrytkami, w których to opowiadają o cieniach i blaskach macierzyństwa? Jak to mają ciężko w życiu i jak ciężką pracą jest wychowywanie dzieci, dbanie o dom i zarabianie pieniędzy. Tak, mi też się nóż w kieszeni otwiera, bo co jedna z dugą może wiedzieć o cieniach i blaskach macierzyństwa? Jak kogoś stać na wszystko, to z pewnością jest mu łatwiej. Nie martwi się o dach nad głową, opiekę nad dziećmi, służbę zdrowia, wykształcenie. 

Weźmy na przykład taką Kate Middleton. Wszyscy ją kochają i podziwiają – jest piękna i dobrze wyszła za mąż. Niektórzy też jej współczują, bo przecież codzienne życie na królewskim dworze ma swoje minusy. Ten cały protokół dyplomatyczny, paparazzi… No przerąbane. Widzisz ją na zdjęciach, obok niej jej urocze dzieci i myślisz sobie: „Co ona może wiedzieć o macierzyństwie? Pewnie te swoje dzieci widzi raz w tygodniu, a do pomocy ma tłum nianiek. Zawsze starcza jej do pierwszego, ktoś ją rano umaluje i ubierze, kucharz ugotuje, służba posprząta”. Generalnie to nie ma ani kiedy się wkurzyć, ani zmęczyć, czyż nie? Właściwie to jest chyba ostatnią osobą (matką), która mogłaby mieć z czymkolwiek problemy.

Ale jak tak się człowiek głębiej zastanowi, to jednak czegoś się można od księżnej Kate nauczyć. To, co my uważamy za komfort i wygodę, od środka pewnie jest koszmarem. Trzeba robić, co każą i jeszcze się uśmiechać. No i wychowywać dzieci. Kiedy na portalu Huffington Post zobaczyłam artykuł o tym, czego każda z nas powinna nauczyć się od księżnej Kate w kwestii macierzyństwa, początkowo parsknęłam śmiechem i wymamrotałam coś w stylu: „Taaaa….. zapraszam do mnie na tydzień. Ciekawe czego wtedy księżna Kate dowie się o byciu mamą”. A potem przeczytałam tekst. I wiecie co? Trochę jednak można się od niej nauczyć.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie