Chcesz schudnąć? Pij wino! To naprawdę działa i dowodzą tego naukowcy!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2017
Fot. iStock/microgen
 

Kto z nas nie lubi zasiąść przy lampce dobrego wina wieczorem, do kolacji albo do rozmowy z przyjaciółką. Niestety zawsze nas straszą tymi pustymi kaloriami w alkoholu, które z całą pewnością nie pójdą nam w cycki. 

Okazuje się jednak, że te kalorie, to nie jest cała prawda o winie, a ono samo posiada szereg właściwości, które – uwaga – sprzyjają naszemu zdrowiu, a ponadto pomagają nam schudnąć! W ostatnich latach w Wielkiej Brytanii romans z butelką wina staje się coraz bardziej powszechny, ponieważ w coraz większym stopniu pomaga w walce z otyłością. Jedna z kobiet wypowiadająca się dla Dalimail podkreślała, że codzienne picie lampki wina zdecydowanie zmniejsza jej ochotę na słodycze.

13-letnie badanie Uniwersytetu Harvarda przeprowadzone na 20 000 kobiet wykazało, że ci, którzy piją pół butelki wina dziennie, mieli o 70 procent zmniejszone ryzyko otyłości w porównaniu do osób niepijących wina. A oficjalny urząd zajmujący się kwestią spożywania alkoholu i jego nadużyć w Stanach Zjednoczonych stwierdził, że gdy zamiast węglowodanów spożywamy alkohol, to pomimo kalorii w nim zwartych, osoby pijące mają tendencję do utraty wagi zyskując ponadto więcej energii niż te, które zajadają się słodyczami.

Inne badania, przedstawione na jednej Europejskich Konferencji o Otyłości, dowodzą, że kieliszek czerwonego wina każdego wieczoru zwiększa poziom dobrego cholesterolu. Tym samym wino może pomóc w zmniejszeniu ryzyka zachorowań na cukrzycę, gdyż korzystanie wpływa na nasz organizm, a przede wszystkim na metabolizm glukozy.

Oczywiście, że wszystko jest dla ludzi, jeśli korzystamy z głową z wszelkich dobrodziejstw. Tak też jest i z winem, czy alkoholem w ogóle. Jednak mały kieliszek wina do posiłku może sprawić, że nasza waga nie będzie rosnąć. Zobaczcie na Francuzki – one są szczupłe, a wino zawsze gości na ich stole. Tak się składa, że szczególnie czerwone wino zawiera wysokie stężenie resweratrolu, które znajduje się w skórze winogron, a ten związek według jednego z badań pomaga  nam zmniejszyć całkowitą ilość tłuszczu w organizmie.

Innym dowodem na to,  że wino może przyczynić się do naszej zdrowej wagi jest fakt, że proces trawienia wina pozwala spalić kalorie, zwłaszcza u kobiet, które wytwarzają mniejszą ilość enzymu metabolizującego alkohol niż mężczyźni. Oznacza to, że aby strawić alkohol, musimy przez dłuższy czas kontynuować produkcję enzymu, który wymaga od ciała spalania energii. To co wypijemy, to spalimy, a może nawet i ciut więcej.

Innymi słowy, nie zawsze chodzi tylko o kalorie, ale o to, jak dany produkt oddziałuje na nasz organizm i do czego zmusza nasze ciało. Zauważcie, że w zestawieniu czekolada – wino – to wino wypada zdecydowanie korzystniej, bo choć zawiera kalorie, to jednak sprawia, że dość sporo po lampce wina ich spalamy i to wcale nie wymaga biegania na siłownię. Więc może zamiast przekąsek o podobnej zawartości kalorii, lepiej sięgnąć po lampkę wina. 😉 Hmm… kusząca propozycja.


 

źródło: dailymail.com


Życie jednak nie kończy się na jednej walizce, a i tę zawsze można przepakować. Co w głowie, to w życiu!

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
17 września 2017
Fot. iStock / South_agency
 

Człowiek to taki twór trochę skomplikowany. Ma ciało, które funkcjonuje w niezwykły sposób, umysł, pełen obrazów, który ma moc kształtowania rzeczywistości i duszę, która zna człowieka na wylot i jak nic na świecie nadaje kierunek ludzkim żywotom. Wszystkie trzy elementy składają się na perfekcyjną całość jeżeli są zbalansowane, zadbane, otoczone uwagą i miłością. Gorzej, jak na skutek samego życia, podejmowanych decyzji, czynionych wyborów, a także okoliczności zewnętrznych, takich od człowieka niezależnych, cała ta harmonia chwieje się niebezpiecznie, a bywa też, że niczym domek z kart, rozpada się w drobny mak.

Ludzkie ciało, jak się tak dobrze zastanowić, samo z siebie nie choruje. Jeżeli człowiek rodzi się zdrowy, bez wad jawnych czy ukrytych, to jego ciało stanowi zdrowy punkt wyjścia. Ma też ciało potencjał na utrzymanie dobrego zdrowia przez lata całe, aż starość stanie się zbyt oczywista i w naturalny sposób w proch człowieka na powrót obróci. Zadbane, dobrze odżywione ciało, regularnie wyprowadzane na spacery i sprawnie usuwane z sytuacji stresowych czy toksycznych, to ciało do polegania. Ciało na bank. Nawet w sytuacji lekkiego zagrożenia takie ciało już dobrze wie, jak naprawiać urazy i szkody.

Żeby jednak ciało mogło z powodzeniem swoją rolę spełniać, centrum ludzkiego dowodzenia, z którego zarządzają człowiekiem myśli i emocje, nie może sabotować wysiłków ciała. Tymczasem zapraszam wszystkich do własnej głowy, na taką, nazwijmy ją: małą inspekcję. Śmiało człowieku… weź i przyjrzyj się swoim myślom. Przejedź po nich dłonią i poczuj ich fakturę, weź je w rękę i poczuj ich wagę, spójrz na nie i powiedz jaki maja kolor.

Nosimy myśli w głowie przez cały boży dzień. Jesteśmy jak fabryka myślowych obrazów, która nieustannie pracuje. Sama myśl przy tym to jeszcze nic. Bo człowiek ma taką tendencję, że aby myśl przywieść do życia na pełnych obrotach, odziewa ją w emocje. Ubiera myśl w coś, co nadaje jej potencjał zamanifestowania się w fizycznym świecie. Miłość dla przykładu.. gdy kochamy, myśli mamy najpiękniejsze i tworzymy świat pełen niezwykłości. Kiedy jednak myśli mamy czarne, świat nasz też kolorów raczej nie nosi. A w ślad za światem, ciało jak na komendę zaczyna nas boleć, uwierać, snuć się bez energii, chorować na różnorakie przypadłości. Tak właśnie ciało komunikuje, że coś się psuje, coś burzy harmonię. To coś najczęściej w naszej siedzi głowie i postać ma myśli powleczonej emocją. Bo co w głowie to i poza głową. Na to nie ma bata.

Oczywiście, że czasem niezwykle jest trudno przywołać myśli do zdrowego porządku. Myśli bowiem mamy takie jakie doświadczenia, a te nierzadko bywają bolesne. Także nasz system wartości, który wzrastał w nas przez całe lata, jest niczym innym jak interpretacyjnym filtrem, przez który przeciska się myśl za myślą, stając się w rezultacie emocją i zyskując konkretne znaczenie. Wszystko ma dla nas taki sens, jaki sami mu nadajemy, korzystając z takich narzędzi w jakie zostaliśmy wyposażeni. Innymi słowy to, jak interpretujemy świat i zachodzące w nim zdarzenia, bierze się właśnie z naszych przekonań. Wszystko poniekąd wsparte jest obserwacją, doświadczeniem i tym systemem zasad, które podarowali nam rodzina i społeczeństwo. Bywa, że pakiet ten jest tak skomplikowany że, kumuluje się w toksyczną bombę, która w naszych słabszych momentach pęka jak purchawa powodując powszechne skażenie.

Ciało nasze niestety jest czułe na takie wewnętrzne zawirowania i niemalże natychmiast zaczyna nas boleć i uwierać. My jednak często nie traktujemy takiego ciała poważnie. Chodzimy z bólem pleców, głowy, zasmarkani, przeziębieni, przemęczeni. Pozwalamy by stres nas dręczył, toksyczni ludzie zatruwali, telewizor wciągał w kolejny głupi serial. Nie kochamy i nie szanujemy siebie, często dlatego, że nie wiemy nawet co takiego taka miłość oznacza. Jesteśmy dla siebie surowi, nieczuli, nierzadko po prostu okrutni. A kiedy powala nas rak jesteśmy w szoku.

Naprawdę? Czy my naprawdę mamy podstawy by czuć się tak bardzo zaskoczeni? Czy nasze życie przed rakiem to taki był cud, że słowem złym nie można go potraktować? Czy nasze myśli były piękne i wzmacniające, a nasze pragnienia realizowane? Tak szczerze. Tak prawdziwie… odpowiedzmy sobie na te pytania. Bez naciągania i oszukiwania. Spójrzmy w najgłębszy głąb siebie i zapytajmy o stan naszego życia przed rakiem…

Nie twierdzę, że rak to tylko wina złego myślenia. Choroba ta aż nadto jest skomplikowana, a do tego rozwija się latami, podstępnie, zanim uwypukli się w rakowego guza. Skażone środowisko czy zmutowane geny to dorzutki do pieca, których co gorsza za bardzo kontrolować nie możemy. Wiele jednak rakotwórczych czynników, zależy bezpośrednio od nas. W tym stres, który narzuca nam niezdrowy styl życia powiązany z beznadziejnym z reguły myśleniem.

Tymczasem, nad jakością naszych myśli możemy przecież pracować. Nad systemem naszych przekonań również. Ktoś nam może i wmówił kiedyś, że niewiele jesteśmy warci, że na szczęście nie zasługujemy, że nie jesteśmy perfekcyjni (choć przecież powinniśmy być) i że naszym zadaniem jest spełnianie oczekiwań innych ludzi. Ktoś nam kiedyś może nawet i krzywdę jeszcze większą zrobił. Każdy z nas ma jakiś bagaż przecież. Życie jednak nie kończy się na jednej walizce, a i tę zawsze można przepakować. Identyfikacja i eliminacja tych przekonań, które zaczerniają nasze myślenie powinna stać się nasza misją. Tym bardziej, że przekonanie, choć wydaje nam się być czymś nieziemsko trwałym, jest niczym innym jak nomen omen, nieustannie powtarzaną myślą. To powtórka tak ją utrwaliła i powtórka może ją zmienić. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie tego by zacząć powtarzać sobie nową myśl. Zdrową, pozytywną, budującą, wspierającą myśl, która zastąpi starą śpiewkę, dając nam nowy, silny fundament i dziką chęć do życia.

amazonka w dzubki agata

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź Amazonkę w Dżungli na blogu oraz na Facebooku.

 


„Jak można stwierdzić: „nie dziw się, jesteś dobrą dupą” i przejść wobec tego obojętnie”. Mocny apel internautki!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2017
Fot. iStock/Anetlanda

Kilka dni temu internet obiegł wpis na Facebooku Zuzanny Zuzu Sekuła. Zwykła dziewczyna, jakich tysiące, jeśli nie setki tysięcy, ale to ona publicznie wyraziła wszystko to, co niemal każdej w nas w duszy gra. Zuza ma rację, nie możemy się godzić na takie traktowanie, nie możemy przymykać oczu, zasłaniać uszu, gdy ktoś nas publicznie upokarza i obraża. 

Jeśli my – kobiety nie przeciwstawimy się takiemu nas traktowaniu, zawsze tak będzie. Na nasze córki będą gwizdać obleśni faceci, a one w biały dzień będą się bały przejść przez park bojąc się spotkać kolegów ze szkoły średniej, bo nigdy nie wiadomo, co im do głowy wpadnie. Nasze córki będą słyszały: „Ej mała, fajne masz cycki, nie chcesz mi obciągnąć?” – bo my nigdy nie przeciwstawiłyśmy się takim słowom. A skoro nie reagowałyśmy, facetom nadal wydaje się to zabawne. Naprawdę musi powstać taki wpis, byśmy przytaknęły, byśmy na chwilę się zjednoczyły wiedząc, że nasze granice każdego dnia są przez mężczyzn przekraczane? Podajcie ten wpis dalej! Niech się niesie, niech dotrze do facetów, może oni zaczną stawać w naszej obronie…

Dlaczego nie mogę wyjść wyglądając jak chcę, żeby jakiś facet nie złapał mnie za tyłek? 10 września, koncert Dezertera. Przyszłam, bawiłam się świetnie. Świetnie, dopóki któremuś oblechowi nie przyszło do głowy podnieść mojej sukienki i złapać mnie za pośladki. To nie jest pierwsza taka sytuacja i nie zamierzam więcej milczeć na ten temat.

Sku*wielu, nie miałeś prawa tego zrobić. Nie miałeś prawa naruszyć mojej cielesności. Bawiło cię to? Teraz niech każda moja łza wkurwienia, wstydu i poczucia zeszmacenia spadnie na ciebie potrójnym cierpieniem. Nie miałeś prawa ośmieszyć mnie w ten sposób. Żaden z was, przez te wszystkie lata odkąd skończyłam 12 rok życia, nie miał do tego prawa. Niezależnie od tekstu „fajne cycki”, molestowania, czy nie pojęcia słowa „nie” w intymnej sytuacji. Wiele lat zajęło mi mówienie o tym głośno.

Ludzie często prześmiewczo komentują moje uczestnictwo w feministycznych akcjach. Ci ludzie nie mają pojęcia przez co przeszłam, przez co nadal przechodzę – ja, czy inne moje koleżanki, gdy decydujemy się wychodzić wieczorami, a często nawet za dnia. Kiedy słyszymy poniżające komentarze, które są „komplementami”. Gdy musimy się zastanawiać, czy wyglądamy, poruszamy się i prezentujemy odpowiednio „bezpiecznie”, aby nie narazić się na atak.

Brzmi jak opresyjna kultura muzułmańska? Nie moi drodzy, to moja codzienność w tym kraju. I mam już tego serdecznie dosyć. W momencie, w którym to piszę, płaczę z bezsilności. Ktoś powie „nic nowego”, dając jednocześnie przyzwolenie na takie zachowania. Sorry, dla mnie jest to niepojęte, jak można stwierdzić „nie dziw się, jesteś dobrą dupą” i przejść wobec tego obojętnie. Wyglądam tak i siak, to moje ciało może być bezczeszczone? To powinno być pytanie retoryczne. Niestety dla niektórych osób nie jest.

Dlaczego piszę to na Facebooku? Ponieważ wiele dziewczyn, kobiet, moich koleżanek, nie wie, że mają prawo o tym mówić. Wiele nie ma odwagi. Internet aktualnie jest najlepszym środkiem przekazu. To mój manifest. Moja siostra ogoliła swoje włosy tylko dlatego, żeby nie być jedynie kawałkiem mięsa, być mniej atrakcyjną dla mężczyzn i móc się w końcu od tego uwolnić. Moja przyjaciółka została zaciągnięta do mieszkania obcego faceta, a kiedy nie spełniła jego chorych wyobrażeń, sam się do niej zaspokoił wbrew jej woli, ale ona nie miała siły i odwagi czegokolwiek z tym zrobić. Wiem kto to, ale człowiek chodzi bezkarny. To są jedynie dwie historie pośród kilkudziesięciu z (jedynie!) mojego najbliższego otoczenia. Oszpecenie siebie czy ucieczka nie jest rozwiązaniem. Pamiętajcie, że nic nie usprawiedliwia naruszania waszego ciała. Nie możecie o tym milczeć. To nie Wy powinnyście się wstydzić. Wystawiam siebie, myślcie co chcecie. Ja wiem, że podejmuję dobre działanie i reszta chorych opinii mnie nie interesuje. Takie zachowania są nienormalne i należy je tępić. Mówcie bliskim, zgłaszajcie gdzie się da, a jak jesteście same – nie bójcie się użyć siły. Dziękuję Zosia, Kasia i Klepaczza pomoc, interwencję oraz stanięcie w mojej obronie dzisiejszego wieczoru.

Oryginalny wpis Zuzanny możecie zobaczyć tutaj:

 


Zobacz także

„Patrzę na ciało i twarz kobiety i wiem o niej wszystko”. Jak mądrze o siebie zadbać

Kiedy mężczyźni parodiują kobiety, efekt musi być oszałamiający. Genialne!

Stress off Festiwal już w ten weekend!