Chcesz nauczyć dziecko pakowania walizki na wakacje? A czy sam to potrafisz?!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
26 czerwca 2018
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Znasz to uczucie, kiedy trzeba spakować walizkę? Ja, długie lata nie umiałam się z tym zadaniem należycie uporać, a jeszcze większy kryzys nastąpił po pojawieniu się dzieci. Bo wszystko wydaje się niezbędne, przydatne i godne uwagi… Oczywiście później okażę się, że nawet z połowy rzeczy nie skorzystasz, a tych naprawdę potrzebnych – zapomniałeś… Eh. 

Dlaczego tak trudno było mi nauczyć się „dobrego pakowania”? To proste, gdy sama byłam dzieckiem, nie podróżowaliśmy zbyt wiele, więc brakowało mi  doświadczenia.  Pakowanie walizki, to prawdziwa sztuka i jak się okazuje, tę umiejętność zdobywamy latami. Czy warto nauczyć dziecko pakowania walizki na wakacje? Zdecydowanie tak! A naukę zaczynamy już z maluchami!

Jest  kilka sprytnych trików i zasad, które ułatwią pakowanie i nauczenie tej sztuki najmłodszych.

Co twoje dziecko zyska nabywając tę umiejętność?

Doświadczenie

Bo nie ma innego sposobu, żeby nauczyć się dobrego pakowania. Trzeba zrobić to setki razy i popełnić dziesiątki małych błędów. Jeśli twoje dziecko zacznie tę naukę wcześnie, szybko zyska samodzielność.

Samodzielność

Umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji jest bezcenna i zawsze procentuje. A ty możesz swojemu dziecku bardzo łato pomóc – po prostu mu na nią pozwól. Świadomość samodzielnego podejmowania decyzji i poczucie sprastwa, to bardzo ważny element rozwoju twojego dziecka.

Zaradność

W każdej sytuacji kryzysowej i nieplanowanej, potrafi łatwo i szybko przygotować się do wyjścia, spakować chociażby podręczny bagaż i rzeczy niezbędne „na drogę”. Potrafi zadbać o siebie, więc jest bezpieczne.

Pewność siebie

Móc powiedzieć sobie „umiem”, „potrafię”, „wiem, co zrobić” to prywatne mistrzostwo świata. Twoje dziecko samodzielnie się pakując:

  • wie, co ze sobą ma i czego może użyć,
  • zna przeznaczenie różnych przedmiotów,
  • nie porusza się po omacku kompletując ubranie,
  • potrafi spakować się samodzielnie przed wyjazdem,
  • wie, dlaczego coś zostało spakowane na wyjazd, potrafi zatem samodzielnie rozwiązać małe, wakacyjne problemy.

Kiedy zacząć naukę?

Wbrew pozorom, na rozpoczęcie nauki pakowania nigdy nie jest za wcześnie! To kwestia wprowadzenia dobrego nawyku. Nawet dwulatek może samodzielnie lub korzystając z naszych podpowiedzi, spakować swój mały plecaczek z zabawkami czy przekąskami na drogę – i samodzielnie go ponieść. Uwierzcie, bardzo to docenicie, gdy wybierzecie się na pierwszą dłuższą wycieczkę. Nawet ta jedna, mała woda do noszenia w maminym plecaku, robi ogromną różnicę.

Dla dziecka to przede wszystkim super zabawa. Maluchy bardzo chcą czuć się samodzielne i „duże”. Nie pozostaje nic innego, jak im na to pozwolić, dostosowując zadania do wieku.

Pozwólcie dziecku, samodzielnie przygotować i spakować zabawki, które chce zabrać. Dzięki takiemu doświadczeniu szybko zrozumie, dlaczego nie zabieracie na wyjazd drewnianego wózka czy największego misia. Niech samodzielnie przekona się, że pewne rzeczy nie zmieszczą się do plecaka czy walizki, dokona pierwszych wyborów i oceni sytuację.

Możecie wcześniej przygotować z dzieckiem małą obrazkową listę niezbędnych rzeczy i wspólnie kompletować wasz wakacyjny plecak.

Złote zasady nauki samodzielnego pakowania – dla dziecka i dla rodzica

Magiczna lista – zawsze się sprawdza! Co ciekawe, jeśli przygotujecie taką wakacyjną listę rzeczy z walizki, spakujcie ją potem dziecku na wakacje. Podczas samodzielnego pakowania na powrót do domu, będzie mogło  łatwo sprawdzić, czy coś się nie zapodziało.

Plecak, torba czy walizka?

Wybór wcale nie jest oczywisty! Choć lubimy myśleć, że walizka na kółkach, której nie trzeba nosić jest opcją idealną dla dziecka, w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Zanim zadecydujesz odpowiedz sobie na kilka pytań:

  • Gdzie jedzie dziecko?
  • Jakim środkiem transportu będzie się przemieszczać?
  • Czy będzie musiało samodzielnie (i jak daleko/wysoko) nieść bagaż?

Walizka jest dobrym wyborem, jeśli dziecko zostanie dowiezione pod drzwi ośrodka wypoczynkowego, w przeciwnym razie może sprawić sporo trudności. Po pierwsze, weź pod uwagę wagę bagażu – już sama walizka to dodatkowe 2-3 kilogramy. Po drugie, rozważ czy dziecko na pewno będzie mogło ciągnąć ją na kółeczkach – jeśli musi pokonać leśną drogę, niesienie walizki będzie bardzo uciążliwe. Po trzecie, zastanów się, czy dziecko nie będzie musiało wnosić bagażu np. na czwarte piętro po schodach.

Po rozważeniu sytuacji, zazwyczaj wygrywa plecak turystyczny lub torba.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Co spakować?

Odwieczny problem, ile czego spakować, żeby dziecko poradziło sobie na koloniach czy obozie. Ponieważ pokusa zabezpieczenia dziecka przed wszystkim, co może się zdarzyć jest ogromna, a waga bagażu rośnie niepostrzeżenie, najlepiej trzymać się kilku zasad. Pakujemy:

  • bieliznę na każdy dzień + 2 dodatkowe pary awaryjne
  • t-shirt, koszulki – po jednej sztuce na dwa dni, zakładamy, że dziecko będzie nosiło bluzeczkę przez dwa dni z rzędu lub przepierze ją w umywalce; możecie spakować po 1. sztuce na każdy dzień jeśli bagaż nie będzie zbyt ciężki,

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    t-shirt dziewczynka

    Fot. Materiały prasowe

  • klapki (pod prysznic/na basen), sandały i pełne buty, kapcie, opcjonalnie kalosze –  zajmują sporo miejsca i rzadko się z nich korzysta,
  • po 2-3 pary spodni krótkich i długich,

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

  • 2 bluzy (ciepła i cieńsza),

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

  • kurtka przeciwdeszczowa,
  • piżamka,
  • nakrycie głowy,
  • kostium kąpielowy/kąpielówki

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

  • jeden zestaw „ekstra” – na dyskotekę!
  • ręcznik na plażę + plus ręcznik zwykły (najlepiej 2 mniejsze), jeśli dziecko musi zabrać je ze sobą,
  • kosmetyki: szczotka i pasta do zębów, żel pod prysznic/szampon (najlepiej kupić produkt 2 w 1), krem z filtrem na słońce, środek przeciw owadom, chusteczki higieniczne,
  • mały plecak  na wycieczki, portfelik na szyję.

Szukajcie letnich, modowych inspiracji tutaj.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Apteczka dla dziecka

Jeśli dziecko jedzie na kolonie lub obóz, zapakuj mu bardzo podstawową apteczkę – nie powinno mieć ze sobą lekarstw, jeśli jakieś na stałe przyjmuje, te powinien je wydzielać opiekun! Możesz, ale nie musisz, spakować kilka  plastrów, krem chłodzący po opalaniu czy żel łagodzący ukąszenia owadów. Pamiętaj, że opiekunowie mają apteczki, z nimi ustal ewentualne szczegóły, czy przekaż informację o lekach, jakich twoje dziecko nie może przyjmować. Najlepiej jest sporządzić listę np. środków uczulających,  razie potrzeby wychowawca będzie miał dostęp do informacji.

Wybierając się na wakacje z dziećmi, sami musimy zadbać o odpowiednio przygotowaną apteczkę. Przeczytaj koniecznie artykuł przygotowany z  dr. Łukaszem Durajskim na blogu 5.10.15.  – Apteczka dziecięca w podróży – co jest niezbędne?

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Serdecznie zapraszamy was do odwiedzenia bloga 5.10.15., gdzie znajdziecie mnóstwo praktycznych porad i wypowiedzi ekspertów Akademii 5.10.15. na temat bezpiecznych i udanych wakacji z dzieckiem! Pobierz bezpłatnego e-booka i ciesz się latem!


Artykuł powstał we współpracy z 5.10.15.

 


Choć odeszłam, nadal niosę w sobie tę traumę. Kije i kamienie mogą połamać ci kości, ale to słowa złamią twoją duszę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 czerwca 2018
Fot. iStock/Wavebreakmedia
Fot. iStock/Wavebreakmedia
 

Przeżyłam piekło przemocy w związku. Doświadczyłam najgorszego z ręki ukochanej, najbliższej mi osoby. Nie byłam w stanie poradzić sobie z bólem, który mi zadano. Choć minął rok, odkąd odeszłam od męża, wciąż czuję tę traumę głęboko. Są sytuacje, najprostsze, życiowe, które napawają mnie lękiem. Są chwile, kiedy chciałabym uciec, zniknąć z powierzchni ziemi. Wciąż nie odzyskałam równowagi. To nie jest tak, że nie wierzę w to, że kiedyś będę szczęśliwa. Ale ta podróż, w której teraz jestem to ciężka praca nad sobą, nad emocjami. I świadomość, że wszystko teraz zależy ode mnie.

A jednak wciąż

Mówię „przepraszam”

Za wszystko. Za to, że podaję ci herbatę bez cukru, choć prosiłaś przecież o dwie łyżeczki. Za to, że przechodząc obok ciebie, strąciłam jakąś kartkę, którą zapisałam kilka dni temu dziwnymi myślami. Bo ciągle myślę, że wszystko co robię jest złe, każdy najdrobniejszy błąd jest niewybaczalny. Że jestem beznadziejna.

Kulę się w sobie, by cię nie zdenerwować, mimo, że jesteś najmilszą osobą jaką znam

Wcześniej, przy nim, chodziłam na palcach, by nie wywołać burzy w naszym domu. Więc patrzę na ciebie uważnie i wyczytuję z twojej twarzy emocje. Jesteś spokojna, zmęczona, sfrustrowana? Postaram się cię uspokoić, tylko daj mi szansę. Tak bardzo się obawiam, że powiem coś niewłaściwego.

Boję się miłości

Mam przyjaciela, wiem, że on chciałby czegoś więcej. Ale ja nie umiem się do niego zbliżyć, nie umiem się otworzyć. Nasza relacja się nie rozwija, bo ja na to nie pozwalam. Nie ufam, choć intuicja mówi mi, że to dobry człowiek.

Jestem czujna

Nie umiem żyć inaczej, zapomnieć się, odpuścić. Ciągły niepokój, uprzedzanie tego, co może się wydarzyć, uczucie gniewu jako samoobrona. I to nieustanne wrażenie, że ktoś tobą manipuluje. Że ten, kto chce się do ciebie zbliżyć, musi mieć w tym jakiś cel. To ciągła wojna z samą sobą.

Nie lubię swojego odbicia w lustrze

Wiem, powinnam mieć to dawno za sobą. Ale czasem, gdy patrzę w szklaną taflę naprzeciw mnie widzę tylko tę grubą, nieciekawą dziewczyną, o której nieustannie mówił mi on. To prawda, co mówią ludzie. Kije i kamienie mogą połamać ci kości, ale to słowa złamią twoją duszę.

Boję się tego, co czuję

Boję się okazać jakąkolwiek emocję, niezależnie od tego, czy jest pozytywna, czy negatywna. Boję się nawet przed samą sobą. Moje uczucia zostały zmanipulowane i wykorzystane w przeszłości tak bardzo, że łatwiej mi działać „na zimno” i oderwać się, od wszystkiego, co we mnie drży w środku.

Uciekam

Kiedy ludzie się na mnie denerwują, kiedy się z czymś nie zgadzam, automatycznie się wyłączam. Myślisz sobie, że po prostu nie chcę rozwiązać problemu i umyślnie go ignoruję, kiedy w rzeczywistości całkowicie zamykam umysł. Nie chodzi o to, że nie chcę … Nie panuję nad tym. Defensywność jest teraz moją drugą naturą.

Marzę o dniu, w którym stanę się znów tą samą osobą, kiedy wrócę do tego mojego „ja” sprzed związku z nim. Walczę o dawną siebie. Ale proszę zrozum, kochana przyjaciółko,  że to jeszcze nie ten moment. Nie namawiaj mnie, żebym „wyszła do ludzi”, „przełamała się”. Ja muszę dojść do pewnych decyzji i działań sama. Proszę, daj mi czas i tylko bądz przy mnie.

 


Co się dzieje z dorosłymi, którym rodzice „helikopterowali” w dzieciństwie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 czerwca 2018
Fot. iStock/RyanJLane
Fot. iStock/RyanJLane

Dzieci nadopiekuńczych rodziców mają poważne problemy w dorosłym życiu. Na czym dokładnie polega zjawisko, zwane przez psychologów „helikopterowaniem”? Wyobraź sobie, że twoja matka lub ojciec, czy rodzice razem zachowują się jak twój osobisty stróż, który pomaga ci dosłownie we wszystkim, od kompletowania materiałów do szkolnych projektów po występowanie w twoim imieniu w relacjach z twoimi przyjaciółmi. Ratuje cię z każdej opresji, jest twoim osobistym szoferem i doradcą w każdej kwestii. Żyje twoim życiem.

Dość często dzieci z tym rodzajem „wsparcia” w rodzinnym domu są w stanie uzyskać niewielką przewagę nad rówieśnikami. I to jest dość logiczne: każdy, kto ma pełnoetatowego osobistego asystenta, prawdopodobnie osiągnie doskonałe wyniki, gdy konkuruje z osobami, które muszą wszystkiego dokonać same. Jednak na dłuższą metę, nadopiekuńczość ma na nas bardzo zły wpływ, który ujawnia się dopiero w dorosłym życiu.

Naukowcy badający długoterminowe skutki helikopterowania twierdzą, że pojawia się wówczas pięć istotnych problemów.

Zaczynamy chorować

W badaniu z  2016 roku, przeprowadzonym na Uniwersytecie Stanowym na  Florydzie ustalono, że dzieci rodziców – helikopterów mają większe problemy zdrowotne w wieku dorosłym niż ich rówieśnicy mający „zdrowsze” relacje z domem rodzinnym.  Okazało się, że nie umieją oni o siebie zadbać, zarządzać swoim zdrowiem, ponieważ rodzice zawsze mówili im, kiedy iść spać, kiedy uprawiać sport i co jeść.

Jesteśmy roszczeniowi

Młodzi ludzi wychowani w trybie helikopterowania myślą, że są centrum wszechświata. Dorastają, czując, że wszystko im się należy. Badania konsekwentnie łączą poczucie bycia uprawnionym do wszystkiego, co najlepsze, z chronicznym rozczarowaniem i ciągłym cierpieniem w dorosłym życiu.

Mamy problemy emocjonalne

Dorastamy nie ucząc się, jak regulować swoje emocje, nasi rodzice robili to za nas. Jeśli byłeś smutny, motywowali cię. Jeśli się wściekałeś, uspokajali. Ten brak umiejętności regulacji emocji staje się dużym problemem, gdy opuszczasz rodzinne gniazdo. W rezultacie odczuwasz niższy standard życia i jesteś narażony na depresję.

Mamy skłonność do nadużywania leków

Dzieci nadopiekuńczych rodziców nie są przyzwyczajone do tolerowania dyskomfortu. Byli chronili przed bólem i uniemożliwiano im radzenie sobie z trudnościami w pojedynkę. Ponadto są przyzwyczajeni do natychmiastowej gratyfikacji. To może wyjaśniać, dlaczego szybko sięgają po leki: chcą, aby ich ból ustąpił, zniknął.

Brak nam umiejętności samokontroli

Twój czas w dzieciństwie był zazwyczaj perfekcyjnie zagospodarowany, ściśle regulowany. Bez możliwości nauczenia się samodzielnego zarządzania swoimi zasobami. Jako dorośli nie przejawiamy inicjatywy i motywacji potrzebnych do odniesienia sukcesu.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Fot. iStock / freemixer

5 produktów, które pomogą jesienią i zimą wzmocnić odporność

Fot. iStock/Vizerskaya

Co oznaczają marzenia senne, zdaniem psychologów i naukowców?

Fot. iStock / gradyreese

O czym świadczy rodzaj alkoholu, który zamawiasz przy barze?