„Chcę tylko, by moje dzieci miały godne warunki do życia”. Pani Renata łamiącym się głosem prosi o pomoc dla swoich dzieci. Proszę – nie zostańmy obojętni

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 grudnia 2016
Screen z programu Interwencje
Screen z programu Interwencje
 

Wyobraź sobie, choć pewnie w sumie nie musisz, że masz tak zwane normalne życie. Mieszkasz blisko większego miasta, masz trójkę cudownych dzieci i niedługo skończysz 40 lat. Dom, w którym mieszkacie budował jeszcze twój tata i dopóki on żyje pomaga wam go remontować, gdy umiera, mąż naprawia to, co jest do zrobienia. Najstarsza córka chodzi do szkoły, najmłodszą tak niedawno karmiłaś jeszcze piersią.

Jasne, że mogłoby być lepiej, że pieniędzy więcej, bo remont ci się marzy, bo wyjazd z dziećmi na wakacje. Ale jakoś jest, nigdy od życia nie wymagałaś zbyt dużo. Za to życie postanowiło wymagać od ciebie i to często ponad twoje siły.

Kilka lat temu źle się poczułaś. Lekarz, badania i diagnoza – rak trzustki. To się leczy, to nie wyrok – myślałaś. Ale rak okazał się złośliwy, a mąż za słaby, żeby to unieść. Uciekł szybko układając sobie życie z inną kobietą, a ciebie zostawił samą – chorą, z trójką dzieci – Julka, najmłodsza miała wtedy jakieś półtora roku. I jeszcze twoja mama – rak płuc, nią też musiałaś się zająć.

Byłaś załamana, ale kiedy dzisiaj spoglądasz wstecz – to „wtedy” jawi ci się jako spokojny i stabilny czas. Oddałabyś wszystko, by mieć na swoich barkach tylko to, co wtedy. Bo twoje dziś wygląda zupełnie inaczej.

Dziś masz przerzuty na wątrobę, chore nerki, prawdopodobnie rak dorwał się do węzłów chłonnych. Puchnie w tobie, rośnie, a ty masz coraz mniej siły. Zostałaś babcią 10 miesięcy temu, ale twoja 25-letnia córka zamiast cieszyć się szczęśliwym macierzyństwem jest samotną matką, która zajmuje się tobą, bo ty już nie masz siły nawet sama się wykąpać. 15 operacji, które przeszłaś odbierały ci resztki energii i chęci do życia. Ale nie możesz tego mówić głośno. Ty musisz być twarda, dla swojej dziś już 8-letniej córki, i 12-letniego syna. Wiesz, że dla nich musisz się uśmiechać, musisz mówić, że dacie radę, choć sama coraz mniej w to wierzysz. Ty po prostu już nie masz siły tego dźwigać.

Dwa lata temu podczas wakacyjnych wichur twój dom oberwał straszliwie. Kiedy pada, modlisz się, żeby nie leciało wam na głowę, a i tak leci. Odchodzi tynk, w domu rozgościł się grzyb. Wy w piątkę mieszkacie w jednym pomieszczeniu, w którym stoją dwa łóżka. Dwa łóżka na pięć osób. Tu dzieci odrabiają lekcje, tu twoja najstarsza córka bawi się ze swoim dzieckiem, tu ty leżysz i myślisz, co z wami będzie, co będzie z twoimi dziećmi.

Screen z programu Interwencje

Screen z programu Interwencje

Twoja córka słyszy, że przytyłaś, bo siedzisz na tyłku i za żadną pracę się nie bierzesz… Ktoś inny, że wyrzucą was z domu, a jej odbiorą malutkiego i ukochanego synka, bo to nie są warunki do życia. Tak bardzo byś chciała, aby życie twoich dzieci wyglądało inaczej. Twój 12-letni syn kompletnie nie radzi sobie z tą sytuacją. Jest wrażliwy, zamknął się w sobie, nie wiesz, jak do niego dotrzeć, nie masz jak mu pomóc. Na wszystko brakuje siły, pieniędzy i brakuje też czasu, bo inspektor budowlany postawił ultimatum – albo do końca tego roku (31.12) wyremontujecie dom i doprowadzicie go do użyteczności, albo was eksmitują, wyrzucą na bruk – odbiorą dzieci, rozdzielą rodzeństwo, które tak bardzo jest za sobą.

Ale ty – pamiętasz, jesteś chora. Nie masz siły podjąć się jakiejkolwiek pracy. Twoja córka pomaga ci się wycierać po kąpieli, bo nawet z najprostszymi czynnościami sobie nie radzisz. Masz 44 lata, a twoje ciało umiera, nie potrafisz nad nim zapanować.

Jedyne o czym marzysz to remont domu. Wiesz, że jest to konieczność. Tylko jak? Dostajesz 870 zł renty, alimenty od państwa, bo były mąż nie płaci, a twoja najstarsza córka zasiłek opiekuńczo-wychowawczy, za to, że się tobą zajmuje – niewiele ponad 500 zł. Te skromne dochody jednak nie dają wam prawa zasiłku z ośrodka pomocy społecznej, bo próg dochodowy przekraczacie. Płacisz rachunki, potrzebujesz na leki… reszta na żywność, ale tu bywa, że brakuje. Powinnaś jeździć do lekarzy, położyć się do szpitala, ale jak? Jak masz iść do szpitala, jak boisz się, że odbiorą ci dzieci? Że możesz nic nie zastać po wyjściu ze szpitala? Ten strach ściska cię za gardło. Nie ma już w tobie wstydu, prosisz o pomoc wszystkich i wszędzie nie dla siebie, ale dla swoich dzieci, by one mogły mieć godne życie, by mogły być razem, by w końcu ich los się odmienił, bo one nie zasługują na to wszystko, co was spotkało. One powinny mieć beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo…

Święta? Nie masz nawet miejsca na postawienie choinki. A cała reszta? Potrafisz sobie wyobrazić, że nie masz środków na drobne upominki, nie masz za co kupić ryby na Wigilię… A przecież Święta to powinien być czas radości, uśmiechu i ciepła w sercach. Święta twoich dzieci nie będą tak wyglądać… Nie wiesz, jak będzie wyglądać najbliższy miesiąc.

Kiedy nie widzą, płaczesz, bo opuszcza cię nadzieja, że jeszcze ktoś wam pomoże, że jeszcze coś da się zrobić, zmienić. Chcesz tylko dobra swoich dzieci, nie chcesz dużo. Już i tak tyle się dało zrobić, ale nadal nie widać końca… Tak bardzo się boisz, że zawiedziesz, że nie dasz rady zadbać o ich dobre życie, a przecież dla nich oddałabyś wszystko…

I tkwisz w takim zawieszeniu nie wiedząc gdzie prosić, kogo pytać…

Jest kobieta, która nie musi sobie tego wszystkiego wyobrażać. Która ze swoimi dziećmi żyje na skraju ubóstwa obawiając się eksmisji. Wiele osób dobrej woli już pani Renacie i jej dzieciom pomogło. Na siepomaga.pl organizowana jest zbiórka na remont domu, ale nadal brakuje środków. Brakuje wszystkiego – ubrań dla 8-letniej Julki, 12-letniego Sebastiana, dla 10-miesięcznego wnuka. Nie ma łóżek do spania, szafy do przechowywania ubrań, pościeli, ręczników. Choinki na Święta i prezentów… I tej słabnącej wiary, że są ludzie, którzy pomogą, którzy nie zostawią. Dlatego proszę – pomóżmy. Podajcie dalej. Pani Renata mieszka 3 km od Konina, piszcie ewa.raczynska@ohme.pl  – zmieńmy życie tych dzieci… Proszę w imieniu pani Renaty, której strach i bezislność podczas rozmowy dziś dławiły głos…

siepomaga.pl – zbiórka dla p. Renaty i jej dzieci


Kamila Szczawińska: Własnym szczęściem warto dzielić się z innymi

Redakcja
Redakcja
14 grudnia 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Modelka, psycholog, studentka, autorka niedawno wydanej książki kucharskiej i bloga, zapalona amazonka. A do tego mama na pełnym etacie. Kamila Szczawińska opowiada nam o tym, w jaki sposób udaje jej się zachować równowagę między życiem rodzinnym i zawodowym. I nie tylko nie czuć się zmęczoną nadmiarem aktywności, ale na dodatek być szczęśliwą.

Pracujesz, rozpoczęłaś kolejne studia związane z psychologią, prowadzisz bloga, zajmujesz się dziećmi, piszesz książki, uprawiasz sporty, a do tego jeszcze gotujesz? Niczego nie pominęłam? Jak znajdujesz czas na to wszystko? 

Kamila Szczawińska: To kwestia dobrej organizacji. Zjazdy w szkole mam 2 razy w miesiącu, blog piszę wieczorami, robię to, co dwa-trzy dni, ale ponieważ bardzo lubię pisać, jest to rodzaj relaksu, a nie przykry obowiązek. Generalnie mamy z mężem taki zwyczaj, że w każdą niedzielę ustalamy grafik, planujemy, kto, co i kiedy będzie robił i  dzięki temu udaje nam się to wszystko jakoś spiąć. Co kilka weekendów zdarza nam się rodzinne „nicnierobienie”- leniuchujemy wtedy, oglądamy fajne bajki i zajadamy pyszności .

Jesteś zajęta, ale znajdujesz czas na to, by pomagać innym. Z czego to wynika?

Z przekonania, że jeśli się ma samemu szczęśliwe życie, fajną rodzinę i oddanych przyjaciół to warto to doceniać, a swoim szczęściem dzielić się z innymi. Poza tym moja mama odkąd byłam dzieckiem pracuje w Monarze, więc potrzeba pomagania innym była w naszej rodzinie czymś naturalnym.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pomagasz także zwierzętom? Masz konia, którego uratowałaś przed pójściem na rzeź.

Konie są moją wielką miłością. Zaczęło się, gdy miałam 14 lat. W Monarze, gdzie pracowała mama, pojawiły się konie, właśnie tam uczyłam się jazdy konnej, a także opieki nad zwierzętami, pomagałam nawet w budowie stajni. Mój pierwszy koń Nirvana, rzeczywiście został uratowany przed pójściem do rzeźni, wcześniej pracowała w szkółce hipoterapii, ale kiedy była już na to za stara, właściciel postanowił się jej pozbyć. Wybudowałam więc malutką stajenkę koło domu rodziców i moje konie przez jakiś czas tam mieszkały. Teraz są u moich przyjaciół na zasłużonej emeryturze. Nirvana jest już babcią, nie mogę na niej jeździć, a Debiut jest młodszy, ale nie miałam serca ich rozdzielać.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Ale nie przestałaś jeździć konno?

Moja miłość do koni rośnie z każdym dniem. Od kilku miesięcy mam konia sportowego i trenuję pięć razy w tygodniu. Wydaje mi się, że bez tego nie mogłabym żyć. Myślę, że dzięki jeździe konnej mam energię, aby robić inne rzeczy. Oczywiście skłamałabym, mówiąc, że zawsze mi się chce zrywać na trening i nigdy nie miewam chwil zwątpienia… Mam je – jak każdy człowiek.

Kochasz konie, ale lubisz też chyba samochody?

Przesiadłam się niedawno do elektrycznego Nissana Leaf i poza tym, że jest bardzo cichy i ekologiczny to jeszcze mogę nim przejechać 200 kilometrów za 10 zł. Niesamowita oszczędność, a ja jestem oszczędna jak prawdziwa Poznanianka! Kiedy marka Nissan zaproponowała mi współpracę , bez zastanowienia zgodziłam się zostać Ambasadorką Nissana Leaf, czyli miejskiego liścia. :)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Jak to robisz, że mimo tylu zajęć, nie tylko dobrze wyglądasz, ale jeszcze sprawiasz wrażenie jakbyś zawsze świetnie się czuła?

Myślę, że to w dużej mierze zasługa mojego podejścia do życia. Wyglądam, jakbym czuła się dobrze, bo mam cały czas świadomość tego, że moje życie dobrze się układa. Rzadko narzekam, nawet jeśli obiektywnie dzieje się coś, co mogłoby to narzekanie usprawiedliwić. Ktoś mógłby się spodziewać, że jako modelka opowiem o tym, jak bardzo starannie pielęgnuję skórę, robię makijaż. Ale ja poświęcam na to bardzo niewiele czasu. Zdarza mi się zrobić makijaż w 10 minut. Nie przesadzam też z pielęgnacją, ale staram się uważnie dobierać kosmetyki.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Na rynku jest niesamowita ilość marek kosmetycznych. Na pewno masz swoje ulubione, powiedz jakie – warto polecać sobie nawzajem sprawdzone marki. 

– Nie jestem przywiązana do jednej marki, uwielbiam testować i próbować rożne produkty.  Jeśli mam coś rekomendować to na pewno doceniam zalety naturalnych kosmetyków. Lubię olejek do twarzy Santaverde, peeling Mark Scrub, otulający balsam Naturativ, czy suflet do ciała Sanctuary Spa. Nowym odkryciem jest marka John Masters Organic, właśnie ją testuję i już wiem że kosmetyki są świetne. Twarz pielęgnuję polskimi organicznymi olejkami do twarzy Iossi i żelami pielęgnacyjne Nuskin. Moja skóra ma tendencje do przesuszania się, dlatego wybieram te produkty, które skutecznie ją nawilżają. Pamiętajmy, że samo wklepywanie kremów z pewnością nie wystarczy. Dlatego zdrowa zbilansowana dieta jest dla mnie priorytetem.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Czy dieta naprawdę może wpływać na samopoczucie i wygląd?

– Zdecydowanie tak, wielokrotnie tego doświadczyłam bo jak każdemu zdarza mi się popełnić żywieniowe grzechy np. kiedy wyjeżdżam na wakacje. Wiem, że mój organizm buntuje się już po trzech dniach takich ekscesów. Widzę jak się wtedy zachowuje moja skóra. Na co dzień jem zdrowo, ale nie stosuję diety bezglutenowej czy bezlaktozowej. Uważam, że jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych to nasza dieta powinna być jak najbardziej urozmaicona.

Fot. Materiały prasowe

Dbasz o dobre odżywianie, więc pewnie bierzesz mnóstwo witamin?

Jestem zwolenniczką witamin naturalnych pochodzących z warzyw i owoców, jem sałatki i wyciskam soki. Regularnie od października do kwietnia biorę jedynie witaminę D, której organizm ludzki nie potrafi wytworzyć, kiedy nie ma słońca. Tę witaminę podaję także moim dzieciom.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nic więcej?

Gdy jestem bardzo zajęta i nie mam czasu na posiłki to uzupełniam dietę zdrowymi batonami. Lubię smak Chlorella Sport Bar for Woman, batonika który prócz alg zawiera takie pyszności jak migdały i daktyle oraz L-karnitynę. Robię sobie szejka z Goldfish Kiss. W zimę przegryzamy z dzieciakami masę suszonych lub liofilizowanych owoców Lio Fiber.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Napisałaś książkę kucharską… Skąd wzięłaś pomysły na tyle przepisów?

Zawsze lubiłam gotować. Mama zaszczepiła we mnie miłość do kuchni, a swoją kulinarną pasję rozwinęłam podróżując i przyglądając się temu, co i w jaki sposób jedzą ludzie w innych krajach. Pomysły na przepisy po prostu przychodzę mi do głowy – pomyślałam , że warto się nimi podzielić z innymi. A przy okazji zachęcić do zdrowego życia – np. kupowania  ekologicznych i lokalnych produktów. I pokazać, że ich przygotowywanie nie musi być nudne ani trudne. Gotowanie może być świetną rozwijającą zabawą dla całej rodziny. I ta zabawa sprawia, że zdrowe odżywianie jest proste.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Twoje ulubione potrawy?

To zależy od pory roku. Jesienią i zimą nie wyobrażam sobie dnia bez zupy. Np pysznego kapuśniaku albo kremu soczewicowo-pieczarkowego. A kiedy muszę przygotować coś szybko – zawsze sprawdza się tarta. Np. moja ulubiona cukiniowa.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dużo czasu spędzasz w kuchni? Masz jakieś kulinarne sekrety? 

Może nie dużo, ale na pewno efektywnie. Bardzo dbam o to, by moja rodzina jadła zdrowo, a to wymaga nieco wysiłku. Przede wszystkim używam dobrej jakości naczyń i garnków. Nie mam ich wiele, ale garnki które posiadam zrobione są ze stali nierdzewnej, a potrawy w nich przygotowywane zachowują składniki odżywcze. A w dodatku w każdym z nich można zarówno gotować na parze, jak i dusić albo smażyć bez tłuszczu. Gotuję w garnkach Philipiak Milano – przekonali mnie swoja jakością a przy okazji działalnością charytatywną. Więc od tego roku wspólnie pracujemy w moich dwóch ulubionych tematach.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Widzę, że chyba jesteś pedantką? Wszystko jest równo poukładane w pojemnikach, każdy produkt ma swoje miejsce.

Aż tak to widać ? (śmiech) Tak, jestem bardzo poukładana i lubię mieć porządek, zresztą nie tylko w kuchni. Dzięki temu oszczędzam czas i zawsze wiem, których składników mi brakuje. Wybieram praktyczne rozwiązania – w moim domu jest cała masa pojemników Curver – mają wszystko do kuchni, ale też świetne koszyki do porządkowania drobiazgów czy zabawek dzieci. Produkty dobre jakościowo, a do tego piękny design.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w gotowaniu?

Moją podstawową kuchenną zasadą jest nie kupowanie rzeczy przetworzonych. Jeśli barszcz to nie z torebki tylko ze świeżych buraków, jeśli pierogi to nie z supermarketu. Wychodzę z założenia, że zdrowie moje i mojej rodzimy jest najważniejsze.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Barszcz i pierogi… zapachniało świętami? Twoje popisowe wigilijne danie?

Wszystkie są popisowe, bo przygotowujemy wigilię razem z mamą i nie uznajemy gotowców. Uszka na pewno będziemy lepić własnoręcznie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Wymarzony prezent na Gwiazdkę?

Marzy mi się siodło ale teraz wiem że najbardziej przyda mi się nowy odkurzacz, bo mój stary odmówił posłuszeństwa, a przy 2 dzieci i 3 psach jest co sprzątać. Wybrałam sobie  odkurzacz piorący Thomas – mam nadzieję, że Mikołaj mnie wysłucha :)

A co kupisz dzieciom, mężowi, rodzicom i przyjaciołom? Prezenty są ważne?

Staram się, żeby nasze święta miały wymiar bardziej duchowy niż materialny, nie robię więc jakichś wielkich prezentów, ale oczywiście w wigilię miejsce pod choinką nie pozostanie  puste. Moje dzieci cieszą się z drobiazgów, więc na pewno wybiorę im jakieś klocki i książki. Dzieci kochają  sport, więc sprzęt sportowy też zawsze je cieszy. Uwielbiam robić zakupy w TK Maxx, bo to sklep, w którym za niewielkie pieniądze można trafić prawdziwe cuda – a jak już wiesz jestem oszczędna. Niewykluczone, że część osób dostanie po prostu kartę upominkową do tego sklepu, żeby mogła sobie sama prezent wybrać.  Bo najgorszy prezent to ten nietrafiony.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Podrzuć kilka inspiracji prezentowych , co będzie ładne , modne i niebanalne na prezent pod choinkę dla kobiety?

Lubię polskie marki modowe – gdybym miała wybierać niebanalny prezent dla kobiety to na pewno torebka marki Milate byłaby świetnym pomysłem. Każdą dziewczynę zachwyci też zestaw do paznokci marki Semilac. Ale tak jak powiedziałam wcześniej, podczas świąt to nie prezenty są najważniejsze, tylko bycie z rodziną. To jest największe szczęście i w Boże Narodzenie warto się skupić właśnie na nim.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Czy masz marzenia ? 

W zasadzie jestem wdzięczna losowi za to co mam i jedyne czego czasem mi brakuje to godzinka na ulubioną książkę z kubkiem herbaty. Mam nowy piękny miętowy fotel z Wajnert meble –  to będzie miejsce w którym będę czytać i odpoczywać.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł sponsorowany

 


Widziałam jak ją gnało, jak ciągnęło w stronę mroku, bólu i złudnego, naćpanego szczęścia. Moja córka, narkomanka

Anika Zadylak
Anika Zadylak
13 grudnia 2016
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

– Jechałam po nią za każdym razem, gdy ktoś zadzwonił. Zabierałam z różnych miejsc, z klatek schodowych, parków, melin i dworców. Z pełnymi majtkami i smrodem ciągnącym się za nami, aż ludzie  się odwracali z obrzydzeniem. Zawoziłam do domu, myłam z fekaliów, przebierałam i usiłowałam karmić. Potem nocami słuchałam, jak krzyczy, sprzątałam wymiociny, szukałam i zawoziłam do ośrodków odwykowych. Zawsze ten sam schemat – albo od razu mówiła, że nie chce tam zostać, bo nie widzi problemu, albo uciekała po kilku dniach. I znowu nie spałam, znowu myślałam o tym, kiedy zadzwonią ten ostatni raz. I będę mogła ją pochować, i przestać się bać. I wysłuchiwać, że jestem jej matką, że coś powinnam z tym zrobić, jakoś pomóc. A ja przecież nic innego nie robię, odkąd Iza  skończyła 15 lat i pierwszy raz, coś wzięła. A potem przez kolejne lata płynęła, a raczej tonęła, wciągając mnie w to bagno ze sobą. Bo choć nigdy nie tknęłam żadnego narkotyku, czuję się jak wrak człowieka. Jestem matką narkomanki, kobietą, która myślała, że zwykła matczyna miłość wystarczy. Nie wystarczyła.

Pani Milena wygląda jak zmęczona kobieta po 60-tce, choć w rzeczywistości ma niewiele ponad 40 lat. Opowiada, że gdy żył jej mąż, było lżej. – Iza nie jest naszą jedyną córką, jedynym dzieckiem. Jeszcze syna mamy, mieszka w Londynie, ma dziecko i dobrą żonę. Nie raz usiłował swojej uzależnionej siostrze pomóc, nawet raz tam ją zabrali. Załatwili jej pracę i szkołę, otoczyli ciepłem i opieką. Choć sami lekko nie mieli, bo małe dziecko w domu to wiadomo, jak jest. Chwilę był spokój, zachłysnęła się tym, przyrzekała na wszystkie świętości, że już nie weźmie. Nawet sama taką grupę wsparcia znalazła, chętnie tam uczęszczała. Odetchnęliśmy z mężem, uwierzyliśmy, że wszystko się jakoś ułoży. I wtedy stał się dramat, u męża zdiagnozowano nowotwór płuc, niestety zbyt późno, żeby liczyć na większą pomoc. W tym samym czasie syn zaczął alarmować, że z Izą coś jest nie tak. Że niby chodzi do pracy, ale zostawiła szkołę, że znika, że ma jakiegoś chłopaka podobno z tej grupy wsparcia. I tak było, zaprzyjaźnili się i oboje zaczęli się wciągać w znajomy syf. Ja to tak nazywam, to kłucie się po żyłach, to gotowanie śmierdzących specyfików, które dają złudne poczucie wolności. Odloty, jak oni to nazywają.  I przepadła bez wieści, na ponad pół roku. Nawet nie miałam jak jej poinformować o śmierci ojca. Powiem to głośno, choć pewnie mnie za to zlinczują, ale myślę sobie, że nasza córka się do tej jego śmierci bardzo przyłożyła. Mąż znikał w oczach, nie przejmował się swoją chorobą i leczeniem, tylko o nią ciągle pytał. I w oknie wypatrywał. I tak zresztą odszedł, w fotelu wypatrując czy Izunia wraca.

Był środek nocy, jak zadzwonili z odległego dla mnie Poznania, i wymienili jej imię i nazwisko. Byłam w szoku, nawet zastanawiałam się czy to nie pomyłka, bo byliśmy przekonani, że baluje nadal w Anglii. Na miejscu okazało się, że miała zapaść, za dużo wzięła, znaleźli ją obok ciała jakiegoś chłopaka. Tego samego, z którym poszła ćpać, gdy była u brata w Londynie.  Dopiero potem mi opowiedziała, że już od trzech miesięcy tu byli, u jego matki, ale ich wyrzuciła. I, że wstydziła się dzwonić do domu, bo ojciec chory, o tym wiedziała, nie chciała pogarszać sytuacji. A potem jak zwykle zapytała, czy mam jakieś pieniądze, bo niedługo stąd wyjdzie, a jest bez grosza. Patrzyłam na nią i łzy mi leciały, nie  zapytała jak się tata miewa. Pokręciłam tylko głową i wyszłam, nie byłam w stanie z nią rozmawiać. Pierwszy raz taką złość, niechęć do własnego dziecka poczułam. Taką ogromną niesprawiedliwość, że tyle zrobiłam, że walczyłam nawet, gdy ona nie chciała się o siebie starać, kochałam choć wszyscy się od niej odwrócili.

I dziś dostaję w zamian ignorancję i pytanie, czy dam jej na narkotyki. Bo przecież nie na chleb czy czyste, nowe spodnie wołała. Wróciłam na jej salę po chwili, powiedziałam wprost, że ojciec już dawno umarł i że mnie za chwilę też do grobu wpędzi. Wpadła w histerię, że jestem niesprawiedliwa, bo ona jest chora, potrzebuje wsparcia, miłości. „Ty nie masz pojęcia, co to jest miłość!  Może gdybyś miała swoje dzieci, coś by do ciebie dotarło. A tak, potrafisz miłować tylko brunatny płyn w brudnej strzykawce”. Wykrzyczałam to i wtedy ją pierwszy raz zostawiłam samą, bez pomocy, bez wsparcia. I mało nie umarłam ze strachu po drodze do domu. A wyrzuty sumienia nie pozwoliły mi patrzeć na siebie w lustrze. Bo matką jestem przecież, a ona, moja córka, ma tylko mnie.

Sama przyjechała, długo wtedy rozmawiałyśmy, znowu obiecała i przepraszała. Na terapiĘ poszła, pomagała mi w domu. Nosiło ją, widziałam to, kilka razy nawet zaczynała mi opowiadać o tym, co się z nią działo tam u brata, po tym jak zniknęła. Ale zawsze przestawała w którymś momencie, jakby obrazy z jej głowy zbyt straszne były do przełożenia na słowa. Na cmentarz do mojego męża chodziła często, ale zawsze sama. Potem zamykała się w swoim pokoju i milczała patrząc w ścianę. Może i mojej winy w tym wszystkim było dużo, bo nie przytulałam jej wtedy zbyt często, taka wypalona się czułam. Sąsiadki mówiły mi, że dobra jestem matka, że pod dach ją znowu przyjęłam, że przecież to nie jej wina, że nałóg to straszne piekło. A mnie wtedy najbardziej bolało, bo to tak, jakby tylko Iza cierpiała, jakby tylko ona chorowała. A co z nami? Rodzicami dzieci uzależnionych, czy ktoś wie, co my przeżywamy? Gdy mamy związane ręce, bo nasze dorosłe już dzieci toną na naszych oczach, a my nic nie możemy robić. Albo robimy właśnie, ponad własne siły, zapominając o swoim zdrowiu i życiu, a w zamian nie dostajemy nic. Nawet cienia nadziei, że pokryją się składane przez lata obietnice. I boisz się odebrać kolejny telefon, bo nie wiesz czy to znowu z kolejnej śmierdzącej piwnicy czy już może z prosektorium na rozpoznanie zwłok. Kiedyś mi sąsiad powiedział, że po co jeżdżę, jak dzwonią, przecież dorosła jest, takie sobie życie wybrała, to niech się w nim paprze. Spytałam, czy mówiłby tak, gdyby to się tyczyło jego syna? Burknął tylko, że on ma normalne dziecko. Ja też, tylko pogrążone w uzależnieniu.

Dziś znowu nie wiem, gdzie jest moja córka. Była przez jakiś czas i zniknęła nagle. Widziałam, jak ją gnało, jak ciągnęło w stronę mroku, bólu i złudnego, naćpanego szczęścia. Zabrała kilka swoich rzeczy i kilka nieswoich. Przywykłam do tego, już nawet nie mam jej za złe. Jakbym zobojętniała, jakby mi serce odrętwiało. Tylko nocami, gdy budzi mnie koszmar, gdzie widzę ją siną w brudnej melinie, zesztywniałą z martwym sercem, wstaję i siadam w tym samym fotelu. W tym, w którym przez okno wypatrywał jej kiedyś mój mąż. Może uda mi się doczekać powrotu naszej Izy.


Wysłuchała: Anika Zadylak

 


Zobacz także

Słownik Zofii. Wydawnictwo Gaduła.

Fot. iStock/agsandrew

Czego chcesz tu i teraz? Stwórz swoją mapę marzeń, niech wyznaczy twoją drogę do szczęścia

4 cechy, które świadczą o silnej osobowości, ale mogą odstraszać niektórych ludzi

4 cechy, które świadczą o silnej osobowości, ale mogą odstraszać niektórych ludzi