Chcę się w moim kraju czuć bezpiecznie, więc żądam, by z policji nie robić błaznów

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
13 stycznia 2017
Fot. iStock/Maravic
 

Chcemy być bezpieczni? Nie róbmy z policjantów idiotów

Choć czasami mówi się o tym, że policjanci to takie anioły, które w dzień i w nocy strzegą naszego bezpieczeństwa, to nie przypuszczałam, że ktoś może wziąć to dosłownie. A jednak. Po raz kolejny okazało się, że moja wyobraźnia jest cieniutka jak naleśnik. Biję się w pierś – faktycznie nie wymyśliłabym takiej historii, którą ostatnio napisało życie.

W Szczecinie, podczas orszaku w święto Trzech Króli policjanci wystąpili w dość niecodziennym stroju. Otóż, na polecenie przełożonych, musieli tego dnia odziać się w białe prześcieradła, do pleców przyczepić anielskie skrzydła i konno wraz z orszakiem ruszyć pilnować porządku.

Oglądając relację ze stolicy Pomorza Zachodniego zastanawiałam się cały czas: po co ktoś zrobił z policjantów takich idiotów? Bo chyba nikt mi nie wmówi, że w tej anielskiej bieli wyglądali na jak szeryf z najlepszych westernów. I by w kimkolwiek mogliby wzbudzać należny respekt.

Szczecińska afera anielska to żałosna sprawa. Może i by mogła nawet wydawać się śmieszna, gdyby nie była tak straszna. Bo to nie pierwszy raz, kiedy z policjantów robi się, powiedzmy szczerze ulicznych głupków. Pokazano, że nadają się nie do pilnowania porządku, ale do cyrku.

Z pewnością idiotów zrobiło się też z tych funkcjonariuszy z Białegostoku, którzy przez kilka dni cięli biało-czerwone kartoniki, by wyprodukować konfetti. Było ono później rozrzucone z helikoptera podczas wizyty w Augustowie wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Zielińskiego.

Nieoficjalnie mówi się o tym, że te kartoniki cięli wszyscy jak leci – i ci młodzi, i ci starzy i doświadczeni. Cięli, zamiast patrolować ulice i łapać bandytów. Cięli za grubą, publiczną kasę z twoich podatków, bo jedno opakowanie konfetti kosztuje poniżej 10 zł, a policjantowi za godzinę płaci się z pewnością  więcej.

Widzimy też, jak setki policjantów okrążają Sejm, by nie daj Boże nie weszli do niego ci, których szumnie nazywa się suwerenem. Odsuwają ich, by zrobić przejazd nie tylko dla szefowej rządu (co byłoby w sumie zrozumiałe), ale także dla szefa jednej z partii, który nie pełni żadnej publicznej funkcji. Stali oko w oko z ludźmi, którzy przecież nie przyszli kraść, mordować i gwałcić, tylko pokazać, że pewne sprawy w państwie im się nie podobają i chcą dać temu wyraz. Wolno im, bo podobno jesteśmy krajem demokratycznym.

Policja nie ma w Polsce najmocniejszej pozycji. Z ubiegłorocznych badań CBOS wynika, że ufa jej zaledwie 65 proc. społeczeństwa. Mniej niż kościołowi, PCK i WOŚP. (źródło)

Fakt, można cieszyć się, że ponad połowa jest za, ale chyba wypadałoby się martwić, że co trzeci mieszkaniec tego kraju uważa, że na nic dobrego ze strony policjantów liczyć nie można.

Sporo jest w tym zaszłości historycznej z okresu przed transformacją, gdy policja i ZOMO stali, wiadomo, po której stronie. Sporo także powtarzanych, niewybrednych dowcipów o tym, że policjanci chodzą parami, bo jeden z nich umie pisać, a drugi czytać. Sporo także winy niektórych mundurowych, którzy nie szanując swojej funkcji w społeczeństwie, dogadują się z kierowcami na małej bańce czy tymi, którzy jadą jak wariaci tam, gdzie można tylko 50 km/h.

Wkurza mnie takie podejście do funkcjonariuszy. Bo niezależnie od krążących stereotypów, od tego, jak bardzo uważamy ich za szkodliwe psy, policja jest potrzebna. Choć niby czujemy się w Polsce bezpiecznie (w sondażach deklaruje tak 80 proc. ankietowanych) to jednak boimy się rozpędzonych ciężarówek wjeżdżających w tłum, naćpanych gówniarzy wałęsających się bez celu w sobotnie noce, boimy się, by naszego dziecka nie przejechał na pasach jakiś wariat. Walczymy o konwencję antyprzemocową, ale by ona działała, musimy mieć też sprawną policję. Żadna bita żona nie zastraszy swojego kata samym ich wydrukiem, musi się zwrócić o pomoc do policji.

Płacę podatki, bo chcę, by państwo sprawnie funkcjonowało. Dlatego żądam, by policjanci byli dobrze opłacani, bo tylko dzięki temu będą w niej pracować najlepsi. Chcę, by zamiast cięcia ton kartoników byli porządnie wyszkoleni. Chcę mieć świadomość, że jeśli się do niej zwrócę, dostanę pomoc.

Ale to wszystko nie wystarczy, jeśli nie zadbamy o wizerunek policji. Dziś funkcjonariusza boją się chyba tylko małe dzieci, straszone przez nieogarniętych rodziców, że jeśli nie zjedzą rosołku, to zabierze je policja.

Jeśli chcemy, by policjanci byli stróżami prawa z prawdziwego zdarzenia, to nie możemy robić z nich idiotów w anielskich skrzydłach. Nie możemy wystawiać ich na pośmiewisko, uwłaczać godności funkcjonariusza na służbie. Czy ktoś sobie wyobraża, że bandyta posłucha policjanta z anielskimi skrzydłami? Bardziej przypuszczam, że umrze ze śmiechu.

Rozumiem, że policyjni aniołowie byli tylko na orszaku. Ale ostatnie europejskie doświadczenia pokazują, że terroryści lubią uderzać właśnie w takie skupiska ludzi. Skąd ta pewność, że na szczecińskiej paradzie nie mogło dojść do ataku. Wyobraźmy sobie, że skrzydlaci funkcjonariusze pędzą za bojownikiem czy próbują zatrzymać rozpędzoną ciężarówkę. A może najpierw mają się wyplątać z tych kiecek?

Chcę się w moim kraju czuć bezpiecznie. I jako obywatel żądam, by przestali z funkcjonariuszy robić zwyczajnych błaznów.


Popieramy postulat wolnego piątku! Naukowcy twierdzą, że powinniśmy pracować tylko cztery dni w tygodniu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 stycznia 2017
Popieramy postulat wolnego piątku! Naukowcy twierdzą, że powinniśmy pracować tylko cztery dni w tygodniu
Fot. iStock/Poike
 

Czy kiedykolwiek pomyśleliście, że im więcej pracujecie, tym więcej… zrobicie? Niestety, to tylko złudzenie, którego ofiarami padamy w pewnym momencie wszyscy.

Dziś coraz więcej osób pracuje 50, 60, a nawet 70 godzin tygodniowo, „przynosząc” pracę do domu i zamieniając go w drugie, wygodne biuro. To pułapka.

Badania przeprowadzone przez K. Andersa Ericssona, jednego z najlepszych ekspertów w dziedzinie psychologii pracy, wykazały, że ludzie mogą wykonywać tylko 4 lub 5 godzin produktywnej pracy dziennie. Po tym czasie wydajność osiąga swój najwyższy punkt, a następnie drastycznie spada. Ludzie dosłownie cierpią w pracy, a obowiązki są wykonywane „byle jak”.

Menedżerowie, którzy skrócili tydzień pracy do 4 dni, prawie natychmiast zauważyli jednoznaczne korzyści wypływające z tej decyzji. Firmy odnotowały zyski w zakresie produkcji i dochodów w skali rocznej, rotacja pracowników znacznie się zmniejszyła, a wzrosło poczucie ich osobistego i zawodowego szczęścia.

W ramach eksperymentu, czterodniowy tydzień nauki został również wprowadzony w jednej ze szkół w amerykańskim Kolorado. Jak się okazało, postępy dzieci (zwłaszcza tych, które mają problemy z koncentracją) w nauce czytania i matematyki wzrosły kolejno o 6% i 12% w porównaniu do postępów dzieci, które uczyły się w „normalnym”, pięciodniowym trybie.

Teraz pora udać się z odpowiednim postulatem do szefa. W końcu szef też człowiek ;).


Źródło: brightside.me

 


9 rzeczy, które nazywamy błędami w związku, a które wcale nimi nie są!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
13 stycznia 2017
fot. iStock/ gpointstudio
Następny

Błędy popełnia każdy z nas i co do tego nie ma wątpliwości. W związku też nie zawsze wszystko udaje nam się idealnie. Wszystkim zdarzają się mniejsze lub większe wpadki i wtopy, od których czerwienią nam się uszy i gryzą nas wyrzuty sumienia, ale nie dajcie sobie wmówić, że pewne zachowania są błędami i w relacji z drugą osoba nie ma na nie miejsca! Więcej wyrozumiałości i dystansu! Oto 9 związkowych zachowań, które nazywamy błędami, a które wcale nimi nie są!

Zobacz także

Pobawił się, pomacał, ale tyle dobrego. A ty głupia myślałaś, że on na serio? No bez przesady

Domowy vintage… Co warto wykraść z szafy babci i mamy

9 sygnałów, które mówią, że twój związek nie jest wart walki