Chaos do ogarnięcia, czyli przedświąteczne porządki

Redakcja
Redakcja
14 grudnia 2018
Fot. Materiały prasowe
 

Mycie, szorowanie, układanie, pieczenie  i gotowanie. W natłoku przedświątecznych porządków przychodzi moment w którym zaczynamy tracić kontrolę nad ilością zaplanowanych czynności i bezradnie rozkładamy ręce bądź co gorsza, zaczynamy reagować agresją. W jaki sposób podejść do tematu bożonarodzeniowych przygotowań, aby Święta były okresem spokoju i wyciszenia dla wszystkich domowników – podpowiada ekspert – psycholog.

„Za rok zrobię o połowę mniej!” – chyba nie ma polskiego domu, w którym nie padłoby to sformułowanie. Polski stół musi bowiem uginać się pod ciężarem półmisków, a rodowe szkła i srebra błyszczeć na odległość. Wszystko to sprawia, że już na kilka dni, a nawet tygodni przed świętami uwijamy się jak mróweczki, sprzątając, pichcąc i szykując nasz dom na te magiczne chwile, które trwają przecież tylko 2 dni. Nawet jeśli uważasz, że ze wszystkim doskonale sobie radzisz i nie potrzebujesz pomocy, warto zastanowić się, czy wsparcie ze strony współdomowników nie wyszłoby Ci na dobre: zyskasz więcej czasu dla siebie, dzieci nauczą się odpowiedzialności, zaś parter/partnerka doceni to ile energii wkładasz w troskę o wspólne gniazdko. Wszelkie zmiany najlepiej zacząć wprowadzać od siebie, dlatego najpierw trzeba przyswoić sobie kilka zasad.

Zasada nr 1 – nie odkładaj na później

To naprawdę kluczowa sprawa, która dotyczy nie tylko przedświątecznych porządków – odkładanie sprzątania do momentu, gdy nie ma gdzie nogi postawić, mści się co najmniej w dwójnasób: po pierwsze musisz poświęcić na porządki nawet cały dzień, po drugie – puszczają ci nerwy. Wbrew pozorom, łatwiej jest nie dopuścić do totalnego bałaganu. Na bieżąco odkładanie butów do szafy, brudnych ubrań do pralki, naczyń do zmywarki, książek na półkę itd. Ważne jest, by ta zasada obowiązywała wszystkich domowników, także małe dzieci. Nie będzie dobranocki, zanim maluch nie wrzuci klocków do wiaderka, co zresztą może stać się świetną zabawą w rzucanie do celu.

Fot. Materiały prasowe

Świetnie sprawdza się koszyk na „różności”; klucze do samochodu, mieszkania, ważne drobiazgi, które czasem rozrzucamy po całym domu. Zamiast po domu- wrzucajmy do koszyka przy drzwiach wejściowych- rzeczy będą w jednym miejscu, zaoszczędzimy czas na szukanie i… sprzątanie.

Zasada nr 2 – włącz domowników w codzienne obowiązki

Jeśli masz małe dzieci, trzymaj się kilku ważnych postanowień – nigdy przy maluchach nie okazuj, że porządki cię męczą czy irytują.

„Nigdy też nie traktuj sprzątania jako kary dla dziecka. Domowe obowiązki to idealna okazja, aby wykorzystać naturalne pragnienie dziecka, które chce uczestniczyć w czynnościach dorosłych. Maluch poczuje się wyróżniony, że może robić to samo to rodzic i będzie miał okazję do wykazania się. Nawet, jeśli czynność nie została wykonana idealnie – nie krzycz i nie wyręczaj dziecka. W ten sposób zrazisz je na przyszłość, przez co mniej chętnie będzie angażować się w domowe obowiązki” – komentuje Marta Rolnik-Warmbier, psycholog współpracujący z marką Delecta.

Dzieci można angażować nie tylko do sprzątania, ale też do innych domowych czynności. Wielką frajdę sprawi im zwłaszcza wspólne gotowanie i pieczenie. Przed świętami warto zaprosić je zwłaszcza do przygotowywania, uwielbianych przez dużych i małych, pierniczków. Marka Delecta ułatwia do zadanie, oferując gotową mieszankę do wypieku, a także pisaki do samodzielnego ozdabiania gotowych wypieków. Wszystko naturalne, bez konserwantów i sztucznych barwników. Kto wie, czy podczas wspólnego pichcenia nie rozbudzimy w naszych pociechach kulinarnej pasji.

Zasada nr 3 – nie działaj chaotycznie

Przy generalnych porządkach warto działać według określonego planu, przechodząc z jednego pomieszczenia do drugiego. Najgorszym wariantem jest nieprzemyślane rzucanie się na wszystko, co akurat znajdzie się w zasięgu wzroku. Zaczynasz robić porządki w szufladzie z papierami, bo przestała się domykać. Przeglądanie rachunków, wyciągów z banku itp. zabiera sporo czasu i sterta papierów do wyrzucenia na podłodze rośnie. Przerywasz, bo musisz iść do toalety. Tam, przy okazji, chwytasz za mleczko do czyszczenia i szorujesz wannę. Jedyne, co wynika z takiego chaotycznego rzucania się z kąta w kąt, to pewność, że po wielu godzinach pracy nic nie będzie skończone i zamiast porządku w domu zapanuje rozgardiasz.

Fot. Materiały prasowe

Często sprawdza się zasada Pięciominutowego Sprzątania. Gdy już naprawdę nie wiesz od czego zacząć, nastaw sobie alarm na 5 minut, zacznij sprzątać w najbardziej nielubianym miejscu. Jeśli jest naprawdę ciężko – zrób coś innego i po godzinie wróć na kolejne pięć minut do tego miejsca. Często potrzebujemy zobaczyć efekt nawet krótkiej pracy, aby czuć mobilizację, by kontynuować.

Zasada nr 4 – wiedz, kiedy odpuścić

Mycie i pastowanie podłóg, wieczerza składająca się koniecznie z 12 dań, czyszczenie rodowych sreber i kryształów… na ilość rzeczy jakie mamy do zrobienia przed Świętami, nie zawsze wystarcza nam czasu. Może czasem warto odpuścić? Czy jeśli pierniczki nie będą idealne (a przez to nie będą nadawać się na social media), oznacza to, że będą gorsze w smaku? Czy jeśli partner wybierze ciut krzywą choinkę, sprawi to, że nie będzie pachnieć lasem?

„ Święta to czas pokoju, jedności, czas refleksji i spotkań rodzinnych. Niestety, bywa, że atmosfera przed tym doniosłym okresem, sprawia, że ciężko przejść nam do celebracji wspólnych chwil. Boże Narodzenie to nie tylko atmosfera wokół tego dnia, ale przede wszystkim pomiędzy ludźmi. Nasze działania powinny być proporcjonalne do możliwości, a także wypływać prosto z serca” – dodaje Marta Rolnik-Warmbier, psycholog współpracujący z marką Delecta.

Pamiętajmy, że podczas Świąt ważniejszy jest dobry nastrój, niż perfekcja okupiona zmęczeniem i zdenerwowaniem. Sernik, który zjemy podczas oglądania (po raz 35) „Kevina samego w domu”, będzie smakował lepiej w rodzinnym gronie, , niż jeśli skonsumujemy go w samotności, gdy każdy poobrażany ucieknie do swojego pokoju. Zatem – wspólnie zadbajmy o świąteczną atmosferę – zarówno przed, jak i w trakcie świąt!


Artykuł powstał we współpracy z Delecta


4 szlachetne prawdy buddyzmu. Musisz je poznać, jeśli chcesz osiągnąć spokój

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 grudnia 2018
Fot. iStock / den-belitsky
 

Cztery szlachetne prawdy buddyzmu reprezentują ścieżkę, którą musimy koniecznie przejść, aby osiągnąć Nirwanę. Zrozumienie czterech szlachetnych prawd może być punktem zwrotnym w naszym życiu, przejściem do etapu zrozumienia, który zakończy cierpienie i pozwoli żyć w stanie całkowitego wyzwolenia.

Prawidłowe przejście przez cztery szlachetne prawdy buddyzmu oznacza osiągnięcie całkowitego spokoju. Niemniej jednak sama świadomość ich istnienia, z definicji wyzwala.

Dukkah

Nawiązuje do faktu, że całe istnienie samo w sobie jest niezadowalające. Każdy z nas żyje z pewnego rodzaju cierpieniem. To tak, jakby ten ból był konieczny, gdy bije nasze serce.

Szczęście nigdy nie jest kompletne, ponieważ cierpienie jest zawsze w jakimś stopniu obecne. Nie wolno nam przeoczyć faktu, że inicjacja nowego życia jest w pewnym sensie początkiem jego końca.

Samudaya

Druga prawda mówi o tym, że wszystkie cierpienia pochodzą z przywiązania, ignorancji i pożądania. Wszystko, co jest pożądane, ostatecznie przyniesie nieszczęście lub niezadowolenie. Istota pragnie i przywiązuje się do dóbr materialnych i do ludzi, których kocha. Jednak z powodu ograniczonej natury istoty ludzkiej prędzej czy później to spowoduje ból. Zgodnie z tą zasadą ludzkie namiętności i samozrealizowane działania są źródłem wszelkiego cierpienia.

Nirodha

Ta prawda głosi, że chociaż cierpienie jest nieodłączne w ludzkiej egzystencji, może zostać przezwyciężone. W ten sposób można pokonać ból, całkowicie eliminując pożądanie i przywiązanie właściwe wszelkiemu istnieniu.

Ideałem byłoby zatem zajrzeć głęboko wewnątrz siebie, aby znaleźć źródło wszystkich cierpień. Ponadto ważne jest całkowite usunięcie pięciu toksycznych zjawisk: przywiązania, nienawiść, ignorancja, ego i zazdrość. W ten sposób tworzymy dobrą karmę.

Marga

Marga jest czwartą i ostatnią szlachetną prawdą buddyzmu. To ona pomaga nam się uwolnić od namiętności i przywiązania. Składa się na nią 8 elementów:

właściwe zrozumienie

właściwy pogląd

właściwa mowa (np brak kłamstw)

właściwe działanie (np uczciwe postępowanie)

właściwie zarobkowanie (sposób zarabiania na życie)

właściwy wysiłek

właściwa koncentracja

właściwa medytacja

Wszystkie wymienione działania powinny być wykonane we właściwy sposób, jeśli chcemy osiągnąć Nirwanę.

Naszym celem powinno być pozbycie się tego, co odbiera nam wolność.


Na podstawie: nospensees.fr


5 kroków do powiedzenia „przepraszam”

Redakcja
Redakcja
14 grudnia 2018
Fot. Materiały prasowe

Podobno, jak mówią słowa piosenki: „Miłość ci wszystko wybaczy”. Niestety, jak się okazuje, w życiu codziennym często mamy problem z wybaczeniem, a już na pewno z wypowiedzeniem słowa „przepraszam”. Zdarza się też, że przepraszamy w niewłaściwy sposób, sprawiając, że nasza skrucha jest źle odebrana. Jak zatem przepraszać, żeby przeprosić prawdziwie?

W języku polskim nie ma rozróżnienia na „przepraszam”, które wyraża skruchę oraz to, w którym chcemy zwrócić na siebie uwagę, tak, jak dzieje się to np. w języku angielskim (sorry/excuse me). W tej sytuacji Polacy często mają poczucie, że nadużywają tego zwrotu, przez co on się dewaluuje. Niesłusznie. Niestety, kiedy już decydujemy się na przeprosiny, nie zawsze przynoszą one oczekiwany efekt. Jak zatem skutecznie używać tego zwrotu?

Nic na siłę

Przeprosiny to nic innego, jak wyrażenie skruchy za to, że sprawiło się komuś przykrość. Jest to też wyraz empatii za nieumyślne wywołanie bólu. Jeżeli raniąc kogoś, działamy pod wpływem impulsu i koniec końców zdajemy sobie sprawę, że postąpiliśmy źle, z przeprosinami poczekajmy do momentu, aż emocje opadną. Pozwoli nam to na chłodną ocenę sytuacji. A dzięki temu nie dopuścimy, żeby powtórzyła się ona w przyszłości. Co jeśli jednak nie poczuwamy się do winy?

„W sytuacji, kiedy uznajemy, że nie zrobiliśmy niczego złego i nie mamy zamiaru przepraszać, warto wytłumaczyć, dlaczego tak uważamy. Inna kwestia to użycie zwrotu „przepraszam” na odczepne, tylko po to, aby zażegnać konflikt. Dzieje się tak często, kiedy np. rodzeństwo kłóci się, a w sytuację angażują się rodzice. Jeśli naprawdę nie potrafimy wypowiedzieć słowa przepraszam, warto pamiętać, że gesty mówią czasem same za siebie. Postarajmy się więc rozładować atmosferę poprzez działanie, gest – np. wręczając osobie, którą chcemy przeprosić coś wykonanego osobiście, na przykład kawałek własnoręcznie przygotowanego ciasta” – komentuje Marta Rolnik-Warmbier, psycholog współpracujący z marką Delecta.

Wiedz, za co przepraszasz

Chociaż można odnieść wrażenie, że samo sformułowanie „przepraszam” jest bardziej wymowne, warto je uzupełnić o informację za co przepraszamy. Może okazać się, że druga strona poczuła się urażona z zupełnie innego powodu niż początkowo zakładaliśmy i w przyszłości sytuacja się powtórzy.

W skutecznych przeprosinach staramy się nie dopuścić, aby tego typu sytuacje miały miejsce.

Fot. Materiały prasowe

Naprawienie szkody

Jeśli krzywda, którą wyrządziliśmy drugiej osobie ma charakter materialny, naprawienie szkody jest niezwykle proste. Jeśli zniszczony przedmiot nie jest białym krukiem, jego naprawa lub odkupienie powinno w zupełności wystarczyć. Gorzej jeśli sytuacja ma charakter bardziej emocjonalny – w tym przypadku najczęściej nie ma mowy o naprawieniu krzywdy, a co najwyżej zadośćuczynieniu.

Zadośćuczynienie

Poza naprawą szkody jest to nieodzowny element skutecznych przeprosin. Zadośćuczynienie może mieć charakter drobnego gestu. W przypadku małżonków będzie to chociażby wykonanie nielubianej przez partnera czynności domowej, podarowanie kwiatów czy własnoręczne przygotowanie ulubionego ciasta, które możemy udekorować specjalnym pikiem (kartonik na wykałaczce) ze słowem „przepraszam”. Gest, który wymaga naszej inicjatywy z pewnością zostanie bardziej doceniony niż kupno gotowego prezentu. Dodatkowo unikniemy sytuacji w której zostanie nam zarzucone, że przekupujemy drugą osobę.

Powtórka

W momencie, kiedy nasze przeprosiny zostaną przyjęte, pamiętajmy, aby nie dopuścić w przyszłości, aby podobna sytuacja się powtórzyła. Z każdym kolejnym incydentem tego typu, nasza skrucha coraz mniej będzie postrzegana za szczerą, a nam będzie trudniej otrzymać wybaczenie – nawet jeśli upieczemy przepraszanej osobie całą blachę ciasta.


Artykuł powstał we współpracy z Delecta


Zobacz także

Zostań ile chcesz. Kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością, prawie jak w piosence Osieckiej…

Nadejdzie dzień, kiedy wyjdziesz i zamkniesz za sobą drzwi. Bo dotrze do ciebie z całą tą cholerną mocą, że nie musisz tak żyć

Życie jednak nie kończy się na jednej walizce, a i tę zawsze można przepakować. Co w głowie, to w życiu!