Byle czego nie weźmiesz, znasz swoją wartość. List do męża, którego utrzymuję od kilku lat

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 listopada 2017
Fot. istock/cindygoff
Fot. istock/cindygoff
 

Drogi Mężu,

To już koniec. Nie umiem walczyć z Tobą, ani z tym kim jesteś. Przyznaję – miłość przegrała. Moja miłość do ciebie, moje nadzieje na to, że się zmienisz. Już dawno przestało mi się podobać utrzymywanie ciebie. Już dawno przestałam rozumieć, że można ze swoim życiem nie chcieć zrobić zupełnie nic. Że można spędzić je leżąc na kanapie, bez chęci zmian, składając odpowiedzialność za wspólny dom na barki jednej osoby.

Znam pary, w których to ona zarabia więcej i nikt nie ma z tym większego problemu. Znam nawet jedno takie małżeństwo, gdzie to on opiekuje się dzieckiem na urlopie tacierzyńskim, bo ona nie mogła sobie na to pozwolić, ze względu na swoje zobowiązania zawodowe. I dobrze jest, wszyscy są szczęśliwi, zadowoleni. Ale nie znam ani jednego związku, w których jedna ze stron „żerowałaby” na drugiej przez lata, udając jedynie, że podejmuje próby pracy, że „coś robi”. Uwierz mi, nie chodzi o pieniądze, chodzi o szacunek. O to, jak się czuję, sama przed sobą, wracając codziennie do domu, do męża, który przez cały dzień leżał na kanapie, grał na komputerze, a na pytanie o to, czy szukał pracy, wpada w szał, obraża się i zamyka w sypialni.

Prosiłam cię wiele razy. Pożyczałam od znajomych pieniądze na twoje pierwsze, „pewne” biznesy. Nigdy ich nie oddaliśmy, bo nie było z czego. Żaden z nich się nie zwrócił, żaden nie przynosił większych dochodów. Żaden chyba nie był dobrze zaplanowany, rozliczony. Ale ty żyłeś jak lekkoduch, jak Piotruś Pan. Nieustannie wierzyłeś, że w końcu coś się przecież musi udać. Nie chciałam odbierać ci marzeń, chciałam, żebyś był szczęśliwy. Zrobiłabym dla ciebie wszystko, przetrwałabym wszystko. Przecież nie głodowaliśmy – mam dobrą pracę, tę samą od kilku lat. Awansowałam, pieniądze są satysfakcjonujące. Mam stabilną sytuację. Przepraszam MAMY stabilną sytuację. Moja pensja utrzymuje nas oboje i pozwala spłacać kredyt. Tylko, że ja już mam tego dość.

Nadszedł ten moment, w którym wszystko się zatrzymało. Przyszedłeś do domu, powiedziałeś, że zamykasz (kolejną) firmę, że wpadasz w depresję, że boisz się, że się wypaliłeś. Przestraszyłam się. Kochałam cię przecież, nie chciałam, żebyś cierpiał. „Nie martw się, razem damy radę, najważniejsze jest zdrowie” – mówiłam. Wziąłeś mnie w ramiona, wzruszyłam się. To było siedem lat temu. Co się stało od tego czasu? NIC.

Przez pierwszy rok to rozumiałam. Tłumaczyłam rodzicom, znajomym, że masz takie trudny okres. Że to nasza wspólna decyzja. Po dwóch latach zaczęłam się niepokoić. Podsuwalam propozycje, wyszukiwałam ogłoszenia w Internecie. Po trzech byłam zdezorientowana, zmęczona i sfrustrowana. W tym roku minęło siedem lat. Nie czuję już nic.

Zawsze byłeś duszą towarzystwa. Modne kawiarnie, wyjazdy na narty, markowe ciuchy. Żadne „no namesy” nie wchodziły w grę. Musiałeś mieć to, co najlepsze, a to kosztuje. Tak właściwie zostało do dziś. Na wakacje nie pojedziesz byle gdzie, to nie może być cichy pensjonat gdzieś w Bieszczadach. Planujesz wyjazdy marzeń. Ale nie planujesz, jak za nie zapłacisz, zakładasz, że zrobi to twoja żona. To ona zapłaci za najmodniejsze dżinsy, ona zafunduje bilet do teatru. Jesteś do tego przyzwyczajony.

Ale przepraszam, nie wolno o tym mówić na głos. To dla ciebie drażliwy temat. Jesteśmy przecież małżeństwem, to są przecież NASZE pieniądze.

Nie mamy dziećmi, którymi mógłbyś się zajmować, nie mamy nawet kota. Czytasz książki, które zamawiasz na mój koszt, wypożyczasz nowości filmowe, gotujesz. Czasem posprzątasz, ale nie mogę powiedzieć, żebyś „zajmował się domem”. Właściwie prowadzisz życie bogatego emeryta.

Mówisz, że szukasz. Wiem, że nasi znajomi wiele razy proponowali ci pracę. Śmiałeś mi się w twarz. Ty? Do takiej pracy? Za takie pieniądze? To śmieszne. Poniżej „siódemki” nie zejdziesz, znasz swoją wartość. Teraz właściwie jedynie żyjesz „z dnia na dzień”, obrażony, że telefon z fantastyczną propozycją nie zadzwonił.

Spakowałam twoje walizki. To zabawne, składając twoje markowe koszule i bluzy liczyłam, za ile z tych rzeczy zapłaciłeś z własnej kieszeni. Jest ich chyba pięć, może sześć. Wyjeżdżam na weekend. Proszę zostaw klucze od mieszkania u mojej mamy.

 


30 pierdół, o które kłóci się niemal każda para. Wy też?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
13 listopada 2017
Fot. iStock/Marco_Piunti
Fot. iStock/Marco_Piunti
 

Jeżeli uważasz, że możesz spać spokojnie, ponieważ zgadzacie się w tak kluczowych sprawach, jak oszczędzanie pieniędzy czy rodzicielstwo, uważaj. Denerwujące nawyki i przyzwyczajenia mogą być wierzchołkiem góry lodowej. Kto choć raz rozpętał awanturę z powodu brudnych skarpetek na podłodze lub okruchów chipsów w łóżku, ten wie, o czym mowa. Oto lista 30 pierdółek, które mogą rozpętać między wami wojnę.

Pasta do zębów

Jedni wolą, gdy się zatrzaskuje, inni lubią, gdy się zakręca. Jedni w ogóle nie widzą sensu, żeby zakręcać tubkę, innych otwarte opakowanie doprowadza do szału. Najgorzej, gdy ten, kto wyciska pastę byle jak, trafi na tego, kto wyciska ją od końca. Niby nic, a a irytuje niemiłosiernie. Kupcie sobie dwie pasty i będzie święty spokój.

Czytanie przepisów

Jeżeli próbujecie gotować razem, a jedno z was trzyma się przepisu, podczas gdy drugie dosypuje wszystkiego na oko lub co gorsza, wprowadza pewne innowacje, dobra atmosfera wisi na włosku. Może lepiej gotować na zmianę?

Temperatura

Dlaczego nosisz sweter latem? Pewnie dlatego, że twój partner lubi chłód. Jeśli macie zamontowaną w domu klimatyzację, współczuję.

Nos w telefonie

Jedno z was nie potrafi rozstać się z telefonem i non stop musi być online, nawet w trakcie posiłku? Z pewnością stoczycie niejeden bój z tego powodu. Postarajcie się chociaż w trakcie jedzenia odkładać telefony.

Gąbki w zlewie

Och, doskonale to znam! Nienawidzę, gdy w zlewie leży namoczona gąbka, która staje się siedliskiem bakterii. Nie dziwię się nikomu, kto się o to wścieka.

Brudne buty

Nie bez powodu przed drzwiami jest wycieraczka. Jeśli jedno z was (najczęściej to, które nie sprząta) notorycznie wchodzi do domu w ubłoconych butach, druga osoba może się wkurzać. Coś w tym dziwnego?

Ryczący telewizor

Jedni lubią, gdy gra cicho. Inni podkręcają głos tak, że trudno zebrać myśli. Jak to pogodzić? Nie wiem.

Usilne doradzanie

Panie chcą czasem po prostu się wygadać. Tak po ludzku ponarzekać. Nie trzeba natychmiast szukać rozwiązania problemu. Wystarczy, gdy się nas wysłucha. Serio.

Oglądanie seriali za plecami

Brzmi zabawnie, ale może wywołać burzę. Jeżeli oboje wciągnęliście się w jakiś serial, pod żadnym pozorem nie wolno w tajemnicy oglądać kolejnego odcinka! Nigdy przenigdy!

Tempo chodzenia

Tak, jedni ludzie po prostu chodzą szybko i dynamicznie, a drudzy powoli, tzw. „krokiem spacerowym”. Wiem, trudno się zgrać. Szczególnie, gdy chcecie iść za rękę lub pod rękę. Nie wiem jak, ale jakoś musicie się dogadać.

Szmatki kontra ręczniki papierowe

Ci, którzy chcą żyć ekologicznie, z pewnością używają szmatek wielorazowego użytku (tudzież starych, zniszczonych ubrań). Zgroza, gdy mieszkają z kimś, kto do sprzątania używa wyłącznie ręczników papierowych w ilości hurtowej.

Kibicowanie

Ten problem występuje akurat rzadko. Nie oznacza to, że nie może wywołać potężnej awantury. Jeżeli kibicujecie innym drużynom np. piłkarskim, w domu na pewno będzie wesoło…

Resztki z obiadu

Co z nimi zrobić? Wyrzucić? A może dojeść następnego dnia? Zwolennicy tej pierwszej metody muszą liczyć się z krytyką.

Rozrzucona bielizna

Czyli klasyk! Naprawdę tak trudno wrzucić brudne bokserki i skarpetki do kosza na brudy? A może w nocy zrobią to krasnoludki?

Zdjęcia w sieci

Jeżeli jedno z was wrzuca do sieci wszystko jak leci, nie ma się co dziwić, że jest dym. Ok, może i wasze dzieci wyszły na tej fotce jak aniołki, ale w tle widać kawałek ich matki, która nie dość, że ma przymknięte powieki to jeszcze właśnie w tym momencie coś chyba mówiła…

Święta

Gdzie w tym roku? U twojej matki, gdzie trzeba sztywno siedzieć przy stole przez 6 godzin czy może u jego matki, która jest fatalną kucharką i zawsze kupuje ci krem na zmarszczki w prezencie? Najbezpieczniej będzie raz tu, raz tu.

Włosy w umywalce

Tak, drogie panie, czas uderzyć się w pierś. To my zostawiamy ten syf w łazience. Ale, ale! Panowie też niech pamiętają, by przetrzeć umywalkę po goleniu zarostu!

Jedzenie lodów

Jedni przekładają je do miseczki, inni jedzą prosto z pudełka. Tym drugim nie przeszkadza sposób tych pierwszych. W drugą stronę to jednak tak nie działa.

Niezrozumiałe hobby

Czyjąś pasję trzeba po prostu zaakceptować. Jeżeli wkurza cię, że on w każdą sobotę spędza 8 godzin na rybach, spróbujcie dojść do porozumienia, znajdźcie kompromis.

Spanie na kanapie

To niestety domena mężczyzn. Oni po prostu uwielbiają zasypiać przed telewizorem. Jedni przebudzają się w środku nocy i idą do sypialni, inni w pozycji „chińskie osiem” mogą spać do rana. Czy ten nawyk da się jakoś zwalczyć? Miejmy nadzieję, że amerykańscy naukowcy kiedyś przeprowadzą stosowne badania.

Praca późną nocą

W ciągu dnia jest naprawdę sporo czasu, żeby pracować i odpisywać na maile. Jeżeli sytuacja pojawia się notorycznie, trzeba liczyć się z pretensjami. Czas wolny jest czasem dla was dwojga.

Wczesne pobudki

Ok, to zrozumiałe, że jedno z was musi wstawać wcześniej do pracy i nastawia budzik. Pytanie tylko, ile potem wciska drzemek i jak szybko na nie reaguje?

Zapomniane szklanki

Czy aby na pewno chwycisz później za tę szklankę i dopijesz te dwa łyki soku, które zostały na dnie? A może sięgniesz po nową szklankę, a o tamtej zapomnisz? Raczej to drugie. Lepiej więc wstaw brudne naczynia do zlewu od razu.

Niespłukiwanie toalety

Serio, to twój sposób na oszczędzanie wody? Jeszcze można to jakoś zrozumieć, jeśli ktoś mieszka sam.  Naprawdę nikt nie ma ochoty korzystać z toalety, gdzie woda jest żółta (zakładając oczywiście ten „delikatniejszy” wariant…).

Mokre ręczniki

Na podłodze w łazience, na łóżku… Rzucone byle jak i byle gdzie. Tak, można się poirytować, gdy się je zbiera i odkłada na swoje miejsce do wyschnięcia.

Prowadzenie auta

To mężczyźni wiodą prym w pouczaniu kobiet, jednak panie powoli ich dościgają. To strasznie wkurzające, gdy ktoś komentuje sposób, w jaki prowadzi się auto.

Otwarte szafy

Tego widoku nie zniesie żaden pedant. Dotyczy to nie tylko szaf z ubraniami, ale także szafek w kuchni. Te drzwiczki są po to, żeby ukryć cały ten bajzel. Choć bałagan nie znika, chaos zdaje się być nieco okiełznany.

Ładowanie zmywarki

Każdy ma swój system i kurczowo się go trzyma. Jeżeli to ty ładowałaś zmywarkę, lepiej byś samodzielnie ją rozładowała. I na odwrót. Zaoszczędzicie sobie kąśliwych komentarzy.

Chodzenie spać

Ranny ptaszek będzie miał ciężko z sową. Szczególnie, gdy zależy wam na wspólnym kładzeniu się do łóżka. Nadejdzie czas, w którym zaczniecie się o to kłócić.

Zapalone światło w nocy

Jedni nie widzą potrzeby, żeby w nocy paliło się w domu jakiekolwiek światło. Inni natomiast dzięki temu czują się bezpieczniej. Jeśli żadne z was nie potrafi odpuścić, musicie wypracować kompromis. Może uda się znaleźć w sklepie z oświetleniem jakąś subtelną lampkę do kontaktu w korytarzu?

Resztki jedzenia w zlewie

Partner mojej przyjaciółki obiera warzywa i owoce bezpośrednio do zlewu. Wrzuca tam też skorupki po jajkach. Po kilku latach ciągłych awantur, postanowili zamontować w zlewie młynek. Bingo!

Papier toaletowy

Niektórzy zwracają uwagę na to, jak jest powieszony. Tak, można teraz spojrzeć na to z przymrużeniem oka, ale… lepiej żeby jedno z was nie wkurzało się, korzystając z toalety.


 

Źródło: Woman’s Day


Zakuci w łańcuch zbudowany ze słów, przez całe życie nie potrafią się uwolnić. 7 myśli ofiary przemocy psychicznej

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 listopada 2017
Fot. iStock / stock_colors
Fot. iStock / stock_colors
 

Spotkałam się ostatnio ze znajomą ze studiów, widujemy się od czasu do czasu, na kawie. Między pierwszą małą czarną a wyborem ciastka nasza rozmowa zeszła na temat lekcji angielskiego. – Nie znasz kogoś niedrogiego? – zapytała ciut onieśmielona. – Wiesz, mam ostatnio taki problem, niby języka uczyłam się od szkoły, może i nie jestem językowym geniuszem, ale maturę zdałam na 4 i 5 z ustnej, ale coś mnie zblokowało. Kiedy mam się odezwać, nie umiem się przełamać. Nie umiem, po prostu mnie zatyka.

I tak od słowa do słowa doszłyśmy do wstydu. Wstydu, że gdy będzie czytać dziecku polecenie z podręcznika, za ścianą rozlegnie się rechot z jej akcentu i zabawne docinki.

– Nie, to pewnie nie to. My zawsze sobie ciut dogryzaliśmy z Krzyśkiem… – szybko skorygowała swoje dochodzenia źródła problemu A. poprawiając apaszkę na szyi… – Dawno nie używałam języka pewnie, to dlatego mam kompleks. Podpytaj proszę znajomą, o której mówiłaś i daj znać…

Być może to, co dziesięć lat temu, w związku A., była partnerskim droczeniem, dziś w zupełnie innej sytuacji, służy pokazaniu jej niższości? Pewnie tego się nie dowiem, ale to, co w każdej formie przemocy psychicznej jest najgorsze i najtrudniejsze do jej rozpoznania – to bardzo cienka granica.

Często balansuje na tej niteczce pomiędzy: „dzieje mi się krzywda” a „taka krzywda nie zabija”. Okazuje się jednak, że czasem o wiele łatwiej odnaleźć w kimś cechy ofiary takiej subtelnej, emocjonalnej przemocy, niż samą przemoc zidentyfikować i pokazać palcem.

Najgorszą bronią przemocy psychicznej jest bliskość. Bo ta forma dotyczy zazwyczaj grona bliskich sobie osób, członków rodziny, związku – przez co jest niezwykle osaczająca. Zawsze jednak zostawia głębokie blizny i wpływa na osoby, które jej doświadczają.

Każda forma przemocy wyzwala w nas bardzo podobne mechanizmy, których nie raz sami doświadczyliśmy, chociażby spotykając się z jednorazową próbą manipulacji.

7  myśli ofiary przemocy psychicznej

1. To moja wina

Nieustanne usprawiedliwianie sprawcy przemocy:

  • przecież, to nic takiego…
  • zasłużyłem/am na to…
  • przesadzam…
  • on/a nie miał nic złego na myśli / tak wyszło / to nie jego/jej wina…

Ponieważ nie ma racjonalnego powodu dla przemocy, która ją dosięgnęła, niejako automatycznie upatruje winy i powodów w sobie. Bo przecież „skoro on/a nie może być zły, to znaczy, że ja…”.

2. Wstyd mi

Uczucie bycia kimś gorszym – od osoby stosującej przemoc psychiczną oraz gorszym od całej reszty świata:

  • wstydzę się, że na to pozwalam,
  • wstyd mi, że tak żyję,
  • wstydzę się tego, kim jestem – bo jestem przecież nikim / nie potrafię / nie mogę.

Przez wstyd bardzo trudno skonfrontować się z faktami. Wstydzić się nawet przed samym sobą, to bardzo bolesne doświadczenie.

3. Nie pamiętam chyba…

Wypieranie z pamięci negatywnych sytuacji i zdarzeń, to pierwsza linia obrony przed złym

  • nie mogę sobie przypomnieć takiej sytuacji
  • było coś takiego, ale jednak to zupełnie inna sytuacja…

Ofiara przemocy psychicznej miewa problemy z pamięcią i koncentracją. Często podświadomie wypiera to, co boli. Może mieć również problemy z podejmowaniem decyzji i racjonalnym argumentowaniem swoich działań.

4. To  nie może być prawda

Bo przecież on/a taki/a nie jest. Świat zewnętrzny źle i niekompletnie odbiera całą sytuację, nie to co ja, przecież znam to od podszewki…

Świat ofiary przemocy psychicznej jest w pewnym sensie mocno surrealistyczny i zmienny, nie ma stałych, pewnych rzeczy.

5. Niczego nie jestem pewien

I właśnie przez ten surrealizm niczego nie można być pewnym. Teraz jest dobrze, ale co stanie się za pięć minut?  Życie w przemocowym układzie, to wieczna huśtawka, z której wcale nie da się tak łatwo zeskoczyć. A niepewności nikt nie lubi… dopóki siedzi się na huśtawce, przynajmniej można się spodziewać, że będzie nadal „bujać”.

6. Nie ma dla mnie nadziei

Tak już musi być, nie mam na to wpływu. Ich życie jest pędzącym pociągiem, z którego nie mogą wyskoczyć. Nie wierzą, że coś może to zatrzymać. Przecież czegokolwiek by nie próbowała, nie działa. Uczucie ogromnej bezradności i bezsilności wypełnia ofiary przemocy psychicznej.

7. Aż wszystko mnie boli

Ofiary przemocy psychicznej bardzo często odczuwają swój ból całym ciałem. To nic dziwnego, somatyzacja i fizyczne objawy chociażby depresji dziś już nie zaskakują. Ofiara przemocy psychicznej często jest ogromnym smutkiem i zmęczeniem. Wyczerpaniem. Czuje się słaba i chora – i czuje to całym ciałem.


Na postawie: exploringyourmind.com


Zobacz także

Street fashion? Nie taki diabeł straszny!

Street fashion? Nie taki diabeł straszny!

Fot. iStock/KristinaJovanovic

Co twój mąż chciałby, żebyś zmieniła, ale nie wie, jak ci o tym powiedzieć

Fot. iStock / pixelfit

Kochasz pić kawę rozpuszczalną? Poznaj argumenty, by ją ograniczyć, a najlepiej o niej zapomnieć