Brazylia inaczej. Zaskakujące fakty i miejsca, które trzeba zobaczyć!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
15 lipca 2016
Fot. iStock
 

Coś tam słyszeliśmy, pierwsze skojarzenie – karnawał w Rio, bikini i Amazonka i… i zazwyczaj na tym cała nasza wiedza o Brazylii się kończy. A dlaczego warto o niej pomarzyć i kiedyś wybrać się koniecznie na drugi koniec świata? Zobaczcie Brazylię nasyconą kolorem i poznajcie kilka zaskakujących faktów o tym kraju!

Według różnych źródeł Brazylię zamieszkuje około od 800 tysięcy do 3 milionów Polaków. Przyjmuje się oficjalną liczbę 1,9 mln.

Brazylia Pelourinho in Salvador, Bahia | Fot. iStock / luoman

Pelourinho in Salvador, Bahia | Fot. iStock / luoman

W Brazylii ludzie nie przywiązują dużej wagi do punktualności, 2 godzinne spóźnienia są zwyczajową normą. Nawet programy telewizyjne zdają żyć swoim własnym rytmem (zgoła oddmiennym od tego, co kryje program w gazetce).

Brazylia Plaża Maceio | Fot. iStock / luoman

Plaża Maceio | Fot. iStock / luoman

Ilha da Queimada Grande – Wyspa Węży (leży u wybrzeży słonecznej Brazylii, około 100 tysięcy lat temu odłączyła się od głównego lądu) – zamieszkują ją tak niebezpieczne węże, że władze zakazały na nią wstępu.

Brazylia Port w Rio de Janeiro | Fot. iStock / luoman

Port w Rio de Janeiro | Fot. iStock / luoman

Najlepsza kawa na świecie – to kawa brazylijska. Brazylia zapewnia aż 25% światowego zapotrzebowania na małą czarną. Brazylijczycy pozwalają pić kawę swoim dzieciom.

Fot. iSTock / alffoto

Fot. iStock / alffoto

Brazylijczycy kochają rozmawiać. Trudno w tym kraju o ciszę.

Plaża w Rio | Fot. iStock / Peeter Viisimaa

Brazylia Plaża w Rio | Fot. iStock / Peeter Viisimaa

Pindorama oraz Santa Cruz – tak pierowtnie nazywał się ten kraj.

Brazylia Rio de Janeiro | Fot. iStock / Johan Sjolander

Rio de Janeiro | Fot. iStock / Johan Sjolander

Prawie wszystkie transkacje w tym kraju są dokonywane kartami płatniczymi.

Brazylia Rio de Janeiro, | Fot. iStock / Peeter Viisimaa

Rio de Janeiro, | Fot. iStock / Peeter Viisimaa

Brazylia kocha piłkę. I to nie jest pusty slogan. W telwizji nigdy nie puszcza się w tym samym czasie antenowym seriali i meczów piłki. 

Fot. iStock / Andrew Rich

Fot. iStock / Andrew Rich

Nie wolno prowadzić po alkoholu. Obowiązuje polityka zero tolerancji – 0,00 promila. Bez dyskusji.

Brazylia Rio de Janeiro | Fot. iStock / isitsharp

Rio de Janeiro | Fot. iStock / isitsharp

Duże Brazylijskie miasta słyną z korków, kierowcy spędzają w nich nawet 3-4 godziny dziennie. W Sao Paulo, 9 maja 2008 roku, powstał najdłuższy korek uliczny na świecie, o długości około 265 km. 

Brazylia Tramwaj Santa Teresa w Rio | Fot. iStock / Forest Woodward

Tramwaj Santa Teresa w Rio | Fot. iStock / Forest Woodward

Najbardziej popularnym wyznaniem religijnym w Brazylii jest katolizycm (aż 63% mieszkańców).

Brazylia Kościół w koloniajnym stylku | Fot. iStock / Luiz Fernando Souza Fernandes

Kościół w koloniajnym stylu | Fot. iStock / Luiz Fernando Souza Fernandes

Karnawał w Rio, to najsłynniejszy karnawał świata.

Karnawał w Rio | Fot. iStock / luoman

Karnawał w Rio | Fot. iStock / luoman

 

Karnawał w Rio | Fot. iStock / Global_Pics

Karnawał w Rio | Fot. iStock / Global_Pics

 

Brazylia Karnawał w Rio | Fot. iStock / Global_Pics

Karnawał w Rio | Fot. iStock / Global_Pics

„Cacareco to jedyny na świecie nosorożec zamieszkujący zoo w Sao Paulo, który w 1958 roku kandydował do rady miasta.

Jego intencją miał być protest przeciwko panującej korupcji politycznej. Niestety urzędnicy nie zaakceptowali jego kandydatury, jednak Cacareco ostatecznie zdobył 100.000 głosów i wygrał. Obecnie w tym kraju funkcjonuje pojęcie „Voto Cacareco” (Głos na Cacareco), które określane jest jako głos protestu względem rządzących”.*

Brazylia Kapibara | Fot. iStock / Johannes Compaan

Kapibara | Fot. iStock / Johannes Compaan

Udział w głosowaniach jest obowiązkowy dla każdego pełnoletniego obywatela

Brazylia Rio de Janeiro | Fot. iStock / andresr

Rio de Janeiro | Fot. iStock / andresr


Źródła: Wikipedia, *vacation.pl, poznajnieznane


Twoja matka rozmawiała z tobą o seksie? Dorosłe kobiety, uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek, płacą ogromną cenę

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
15 lipca 2016
Twoja matka rozmawiała z tobą o seksie? Dorosłe kobiety, uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek, płacą ogromną cenę
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
 

Ona płakała, on wrzeszczał na cały głos i tak stali na drodze przed domem i rozwiązywali swoje problemy i małżeństwo. Pomyślałam, że to jednak jakiś obłęd albo epidemia nowej zakaźnej choroby, która dotyka coraz więcej i więcej rodzin. Nie wytrzymałam, wyszłam na zewnątrz.  

– Każde z was ułoży sobie życie, o to się nie martwcie. Ty pewnie szybciej, ona będzie miała trudniej.  Ale wasi synowie tak, jak moje córki, pogrążą się w tęsknocie za rodziną.  Byłam w tym miejscu, przecież sami wiecie…

Ucichli na moment, jakbym odkryła przed nimi jakąś niewiarygodną tajemnicę. Ona skuliła się w sobie z rozpaczy i wstydu.  „Jaki głupi ten wstyd”- pomyślałam. Ja już go nie mam, już nie. Chyba samą siebie zaskoczyłam własną reakcją. Chciałam odejść, ale on wtedy zaczął wyrzucać z siebie: – Przez chwilę w pracy przyczepiła się do mnie jakaś małolata, nic wielkiego. Więc nawet nie chodzi o to, że ja kogoś mam. A ona teraz robi awantury i zarzuca mi, że ją zdradzam. Jest taka beznadziejna, przez te lata niczego dobrego od niej nie doznałem, już na pewno nie w łóżku. Zostałam wciągnięta w ich problemy, żale i pretensje. I nie jego słowa o małolacie, ale ostatnie zdanie podziałało na mnie, jak  płachta na byka, dotknęło wrażliwego miejsca mojej i tylko mojej kobiecej natury.   Odwróciłam się w stronę dziewczyny i zadałam zaskakujące pytanie: – Czy twoja matka rozmawiała tobą o seksie? – Nie, nigdy. Właściwie nie musiała tego mówić, jej ciało mówiło wszystko. Spuściła głowę.

Więc ja podniosłam głowę do góry za nią, za siebie, za wszystkie dziewczyny wychowane w domach, w których seks był tematem tabu i odpowiedziałam mu: – Byłam taka, jak twoja żona – kiepska w łóżku, zbyt nieśmiała, niepewna swojej cielesności, niegotowa na nowe.  Ale wiesz, to potrafi się zmienić. Oj… nawet nie masz pojęcia, jak bardzo.  We mnie obudził tę stronę kobiecości ktoś, kto pojawił się kilka lat po rozwodzie. Było cudownie! Nauczył mnie tak wiele o sobie samej, i o tym, że seks jest piękny, a gdy się go w pełni odkryje, to nie sposób bez niego żyć.  Nie jestem wyjątkiem, przewodnikiem mojej przyjaciółki po świecie intymności był jej kochanek, z którym teraz założyła szczęśliwą nową rodzinę. Ile twoja żona ma lat? Chyba jest w moim wieku… coś blisko 40? – to dobrze, bo wtedy właśnie kobiety mają największe potrzeby. Dobrze żebyś to wszystko wiedział i myślę, że masz ogromne szczęście, bo nadal jest szansa, że twoja żona swój pierwszy orgazm po ślubie będzie miała z tobą.

Zaniemówił, stał patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami, aż powiedział: – Dziękuję ci…, podszedł i podał mi rękę.  Pomyślałam, że może nie wszystko między nimi stracone, że może się opamięta. Było mi żal tej dziewczyny z sypialni przy wiecznie zgaszonym świetle… i tej teraz stojącej na drodze – smutna, wychudzona i zawstydzona była zupełnie jak ja sprzed kilku lat.

Ona i ja byłyśmy podobne.  Pokolenie dziewczyn nieświadomie skrzywdzonych przez pruderię własnych rodziców. W naszych domach o seksie się nie rozmawiało, erotyczne sceny w filmach były powodem pewnego zakłopotania.  Fizyczność nie istniała. Kiedy zaczęły rosnąć nam piersi, garbiłyśmy się, żeby nie było ich widać.  Pierwsza miesiączka była krępującym i smutnym przeżyciem, bo kończyła wiek niewinności.

O tych wszystkich sprawach rozmawiałyśmy  głównie  między rówieśnikami, ukradkiem, na podwórku. Z matką prawie wcale, z ojcem w zasadzie nigdy. W naszych domach szanująca się dziewczyna nie pozwalała sobie na zbliżenie z chłopakiem, nie za wcześnie… a jeśli już, to najlepiej, żeby rodzicie się nie dowiedzieli.

– Pamiętaj, jedna chwila przyjemności może kosztować cię całe życie – to jedyna nauka, jaką dawał nam najczęściej ojciec. Zapomniał dodać, że ta chwila w związku, w małżeństwie jest niezmiernie istotna. Matka nigdy nic nie mówiła, wręcz zachowywała się tak, jakby dzieci naprawdę przynosiły bociany. Nie powiedziała córce, że sypialnia nie jest miejscem na cnotliwość, tylko oazą intymności między dwojgiem ludzi.  Jakie, więc wzorce przeniosła do swojego życia ta dziewczyna ? Takie same.

Wyszłyśmy młodo za mąż, urodziłyśmy dzieci, a później skoncentrowałyśmy się na ich wychowaniu. Dom, dzieci, praca wszystko wspaniale dopilnowane – tak, jak uczyły nas matki. Mąż zadbany, ale… no właśnie. Czegoś zabrakło w tych związkach, zabrakło elementu i kochanka i kochanki, bo nikt nie powiedział nam,  że to ważne, dobre…

fajne.

Dorosłe kobiety na długo zostają uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek płacąc za to ogromną cenę – warto mieć tego świadomość wychowując córki. Natomiast synom… cóż chyba trzeba im wiele opowiadać o kobiecej naturze, żeby później wiedzieli… jak kochać…przy włączonym świetle.

Kobiety o duszy małych dziewczynek –  nigdy nie jest za późno, żeby pozbyć się cnotliwości! Warto, naprawdę!


„Moim zdaniem nazwanie ciąży stanem błogosławionym jest zwyczajnym łgarstwem”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 lipca 2016
Fot. iStock/Yulia Popkova

A jeśli ty, twoja przyjaciółka, siostra, znajoma, sąsiadka staniecie przed wyborem: „moje życie, czy ciąża”, „ciąża będącą traumą gwałtu”, „donosić i świadomie urodzić martwe dziecko, bo płód nie rozwija się prawidłowo”? Tak wiem, żadna z nas nie chce stanąć przed takim wyborem i oby NIGDY nie musiała. Jednak są kobiety, które takiego wyboru muszą dokonywać… codziennie.

Do sejmu wpłynął projekt ustawy, która ma im to prawo wyboru odebrać… Do 31 lipca zbierane są podpisy pod projektem ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie zainicjowanym przez komitet „Ratujmy Kobiety”. Jak ważna jest to ustawa dla nas – kobiet, rozmawiamy z Ewą Dąbrowską-Szulc, która o prawa kobiet walczy od kilkudziesięciu lat, teraz także aktywnie wspiera „Ratujmy Kobiety”.

Ewa Raczyńska: Pod tekstem o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej przeczytałam jakiś czas temu komentarz mężczyzny w stylu: „o co tyle hałasu, przecież jak będziecie chciały usunąć ciążę, to i tak usuniecie, nie potrzebujecie do tego prawnego przyzwolenia”.

Ewa Dąbrowska-Szulc: Ten kto się tak wypowiada, jest pełen pogardy dla kobiet. Na jednym ze spotkań w Krakowie usłyszałam podobny do tego komentarza głos: „a co to za problem i tak można w XXI wieku wszystko załatwić”. Powiedział to mężczyzna. Autorzy takich teorii nie widzą, że takie podejście, to spychanie kobiet na margines społeczny. On mówi, co to za problem? A problemem jest choćby to, że całe podziemie aborcyjne będzie zarabiać na tej kobiecie, nawet oszust, który będzie wmawiał, że przyśle pigułki powodujące farmakologiczne poronienie. Co to za problem? No tak, nie widzą problemu ci, którzy w ciążę nie zachodzą.

I nie mówię nawet o braku wrażliwości, ale o braku umiejętność postawienia się na miejscu drugiej osoby. Tu nie chodzi o to, że my kobiety coś sobie załatwimy, tylko o to, żeby prawo stanowiło o tym, że kobieta jest najważniejsza. A tymczasem porównując ustawy z ’56 roku, czy też z ’93 roku można zauważyć, że kobieta coraz bardziej znika. Tak jak w projekcie ustawy, którą złożyli w sejmie „zygotarianie”. Nauczyłam się ostatnio tego określenia, bo dobrze oddaje charakter ich działań. „Zygotarianie” to ci, którzy kochają ponad wszystko zygotę – zarodek. Proszę spojrzeć na zdjęcia, które pokazują. Są tam tylko w odcieniach szarości zdjęcia z USG. Nie ma macicy, nie ma kobiety, jest  zarodek bez „opakowania”, jakby ktoś opakowanie, czyli kobietę, wyrzucił na śmietnik.

I mówią, że kobieta sobie poradzi. Czym?

Wieszakiem będzie niszczyć macice, skakać ze stogu, jak to robiły nasze babcie, czy siać rudkę i pić z niej napar?  My sobie poradzimy. Tak, bo kobiety sobie radziły przez setki lat. W kulturze odkąd istnieje homo sapiens kobiety pozbywały się niechcianego płodu. Tak było, nie można tego nie widzieć. Wychodząc z inicjatywą „Ratujmy Kobiety” i zbierając podpisy poparcia pod projektem ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie chcemy uniknąć sytuacji bez wyjścia, w którą kobieta będzie wpędzana bez prawa do wyboru.

Tylko jak poprzeć ustawę, kiedy słyszy się zewsząd: „Jeśli podpiszesz poparcie dla ustawy o nie zaostrzaniu aborcji, to znaczy, że sama być sobie zrobiła skrobankę. Co z ciebie za kobieta!?!”.

Tak, to przesłanie jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, bo przecież nikt siłą kobiety na ginekologiczny fotel nie zaciągnie.

Czasami wspomina się jeden z takich bardziej okrutnych wypadków, który zdarzył się jeszcze w ubiegłym stuleciu, kiedy młoda kobieta będąc w ciąży zmarła, bo lekarz nie podjął leczenia, gdyż wiązało się to z podaniem leków, które spowodowałyby poronienie. Ordynator wybrał w tym wypadku swoją posadę, bo tu nawet nie chodziło o jego sumienie, tylko o utrzymanie stołka. A to, że jedna kobieta więcej umrze, jakie to ma znaczenie…

A przecież tak jak mężczyźni ginęli na polach bitwy, o których dzieci muszą się w szkole uczyć, jako ważnych wydarzeniach historycznych, tak kobiety umierały w połogu. Ciążą, poród i połóg to były zjawiska niebezpieczne dla ich zdrowia. Kobiety umierały masowo, ale o tym nie chce się wiedzieć, nie chce się pamiętać. Moim zdaniem nazwanie ciąży stanem błogosławionym jest zwyczajnym łgarstwem.

Jak można nie chcieć poprzeć ustawy, w której kobieta i jej zdrowie są najważniejsze. Przecież jeśli w wyniku ciąży umrze kobieta, to ona na pewno już dziecka nie urodzi. Natomiast jeśli będzie miała możliwość zadecydowania o przerwaniu ciąży, jest szansa, że za kilka lat zostanie matką i to może nie jeden raz. Traktowanie kobiety i jej decyzji z szacunkiem to jest to, czego pozbawieni są prawodawcy zasiadający w naszym parlamencie.

Zwiększyła się świadomość kobiety dotycząca ich własnych praw?

Trudno tu generalizować, bo nie ma czegoś takiego jak przeciętna Polka. Ja miałam szczęście przeżyć swoją młodość i tak zwany wiek rozrodczy w minionym wieku. Przez te lata obserwuję, jak człowiek jest coraz bardziej skoncentrowany na tu i teraz. Nie oglądamy się wstecz, nie pamiętamy o emancypantkach, o sufrażystkach, w ogóle feminizm to słowo nadal takie jakieś niebezpieczne, bo właściwie nie wiadomo, czy to czasem nie obelga.

Jestem w jednej z grup zbierających podpisy w centrum Warszawy, na tak zwanej „patelni” (Plac Defilad – przypis red.), więc mam bezpośredni kontakt z ludźmi. Charakterystyczne jest, że w ośmiu na dziesięć przypadków poparcie dla naszego projektu ustawy otrzymujemy od ludzi mojego pokolenia – pokolenia Skaldów i Beatlesów, bo wiemy, że ustawa z ’56 roku dawała nam szansę na to, żeby decydować o swojej rozrodczości, czyli przerwać ciążę, albo w niej być i urodzić. I tych ludzi nie trzeba przekonywać.

Młodzi, przed 20 rokiem życia, są biegunowo rozrzuceni, Są tacy, którzy kategorycznie mówią, że pod zabijaniem się nie podpiszą. A z drugiej strony zdarzało mi się, że karty do zbierania podpisów brały 17-latki, które same podpisać się nie mogą, ale chcą pomóc, bo uważają, że tak: kobieta ma prawo decydować, czy ciążę można przerwać i że to kobieta jest ważna.

Takim pozytywnym doświadczeniem było też obserwowanie w Krakowie kobiet – od nastolatek, do pań w moim wieku zaangażowanych w poparcie dla naszego projektu. Myślę, że powinno to być sygnałem do prawodawców, że istnieje silny i bystry nurt, który mówi – nie pozwalamy na ograniczanie praw kobiet, nie pozwalamy na otumanianie.

Rzadko się mówi, że projekt ustawy o  prawach kobiet  i świadomym rodzicielstwie nie traktuje jedynie o aborcji.

Projekt tej ustawy jak nazwa wskazuje jest właśnie o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie. Na samym początku jest w nim mowa o edukacji seksualnej dostosowanej do grup wiekowych. Już 6-latkom można tłumaczyć, że istnieje coś takiego jak zły dotyk, że nie wszyscy dorośli są godni zaufania, a najczęściej dorośli wykonujący tak zwane zawody społecznego zaufania, ale to może być ktoś z bliskiej rodziny. Trzeba uczyć, że ty i twoja nietykalność są najważniejsze i jeśli coś złego cię spotyka masz prawo zwrócić się o pomoc do dorosłego, któremu ufasz.

Poza tym w projekcie ustawy znajdują się zapisy o zapewnieniu kobietom dostępu do badań prenatalnych, do nowoczesnej antykoncepcji, do in vitro i prawa do przerywania ciąży do 12 tygodnia i w przypadkach, w których dziś jest dopuszczalna. Czy w skrócie: jeśli ciąża jest wynikiem gwałtu, zagraża zdrowiu u życiu kobiety lub gdy płód nie rozwija się prawidłowo.

Projekt ustawy organizacji pro-life o zaostrzeniu prawa do aborcji, który już wpłynął do sejmu, z góry traktuje wszystkie kobiety mieszkające w naszym kraju jako potencjale morderczynie, które trzeba pilnować, by to co jest zawartością ich macicy zostało poczęte, bo jest święte, natomiast narodzone absolutnie wzgardzone.

Działa Pani w środowisku walczącym o prawa aborcyjne od wielu lat…

Dawno temu zostałam nazwana Prawą Ręką Wandy Nowickiej Naczelnej Aborcerki Rzeczypospolitej. I jest to pewnym paradoksem, że ja będąc w błogosławionym stanie menopauzalnym walczę dzisiaj nadal o prawa aborcyjne kobiet. Ja i moje koleżanki jesteśmy bezpieczne, ale zdrowie i życie innych kobiet jest zagrożone.

Jak często przez te wszystkie lata pytano Panią o to, czy przerwała Pani ciążę?

Pewnie nie zliczę. Uprawiam ten ekshibicjonizm aborcyjny wiedząc, że przerywając ciążę postąpiłam w sposób odpowiedzialny, świadomy i skorzystałam z tego, co dawało mi ówczesne prawo. Ja i moje koleżanki zachodziłyśmy w ciążę w czasach, kiedy techniki antykoncepcyjne były prymitywne poczynając od stosunku przerywanego, przez kalendarzyk małżeński nie bez przyczyny nazywany ruletką watykańską, nie mówiąc o dostępnych wówczas kondomach, które wyglądały zupełnie inaczej niż dziś i chodziły pogłoski o nabożnych kioskarkach, które szpilką przebijały prezerwatywy.

Na szczęście to się zmieniało. Sama kupowałam w pewexie wkładki domaciczne – tylko tam były dostępne.

Skąd zatem dzisiaj tak wielka niechęć, czy nawet agresja wobec obrony praw kobiet do samodecydowania?

Uważam, że to efekt ćwierć wieku obrabiania mózgu tak zwanym „niemym krzykiem”. Odkąd została bezprawnie wprowadzona religia do szkół, coraz więcej mają do powiedzenia urzędnicy i służki kościoła rzymsko-katolickiego, to oni chcą kształtować światopogląd uderzając w emocje, tłumacząc młodym ludziom, że trzeba ratować coś, co jeszcze nie jest człowiekiem, jest jedynie zarodkiem.

Kobieta przerywająca ciąże jest nazwana morderczynią. Natomiast mężczyźni walczący w innych krajach i księża, których ich tam wspierają, dostają medale za to, że są mordercami. Taka jest cywilizacja, kultura patriarchalna, w której jesteśmy wychowywane i jest to jakiś rodzaj psychozy społecznej, w której nienawiść i pogardę kieruje się do kobiet, które mają odwagę nie być w ciąży i o tym mówić. Proszę mi uwierzyć, tu nie chodzi o żadne ratowanie życia poczętego, tu chodzi o to, żeby kobietom ograniczyć wolną wolę i utrzymać je w poddaństwie.


Podpisy pod projektem ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie (tu można przeczytać całość) są zbierane do 31 lipca. By projekt wpłynął do sejmu potrzebne jest 100 000 podpisów. Brakuje niewiele, ale czas ucieka. Jeśli nie chcesz patrzeć, jak kobieta i jej prawa spychane są na margines podpisz się. Najlepiej wydrukowac formularz ze strony „Ratujmy Kobiety”  (KLIK) złożyć podpis i odeslać na adres na formularzu. Każdy podpis się liczy. Formularz może zostać odesłany nawet z jednym podpisem, ale oczywiście można też zebrać wśród rodziny i znajomych.

 


Zobacz także

suknia ślubna Meghan Markle

Suknia ślubna Meghan Markle zachwyciła wszystkich

Regulamin konkursu „Kocham swoją skórę”

Naucz się rezygnować

Chcesz być szczęśliwa? Naucz się rezygnować!