Bożonarodzeniowy świr. Niestety łapie mnie co roku w te swoje iglaste szpony

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
24 grudnia 2016
Bożonarodzeniowy świr.
Fot. iStock

Tak oto nasta czas prezentów, czas dawania, okazywania sobie miłości, ciepła, sympatii. Piękny to czas, chciałoby się rzec i  zacny taki, pomijając tych parę szczegółów, które nie tylko koncept ten cudny zamieniają w udrękę, ale co gorsza doszczętnie go wyłuskują z całej świątecznej, zacnej magii. No bo….

Po pierwsze, jest coś takiego jak gorączka świątecznych zakupów, która bezsprzecznie jawi się jako utrwalona, coroczna, zbiorowa choroba psychiczna ludzkości. Mniej więcej na całym świecie. Sklepy, te koszmarne Disnaylandy dla dorosłych, uginają się w tym czasie pod ilością bożonarodzeniowego dekoru, co poniektóre w ogóle giną w pachnącym lesie iglastym, bye, bye. Człowiek przemyka przez pasaże handlowe, napastowany nieustannie czy to przez elfy czy też podstarzałego Mikołaja, o pijanym reniferze nie wspominając. Świąteczna muzyka płynąca z każdego głośnika buduje atmosferę, która jak cztery ściany wytycza granice ludzkiej, bożej istocie, która no wiecie, jak ten baranek błąka się po złotych tarasach i tym podobnych centrach świątecznej rozpusty. No koszmar po prostu. Bożonarodzeniowy świr. Niestety łapie mnie co roku w te swoje iglaste szpony i w minutkę zaledwie nasiąkam jodłą jak podatna gąbka. Świąteczny nastrój zwala mnie z nóg, podczas gdy gorączka zakupów miota mną w licznych dreszczykach. I co ja na to?

Ano uuuuwielbiam to choróbsko! Uwielbiam cierpieć na każdy przejaw tej świątecznej choroby. Kocham włóczyć się po całych łąkach, ba halach! nawet, wyśnionych, wymarzonych, bożonarodzeniowych sklepów. Uwielbiam dzwoneczki reniferowego zaprzęgu okraszające radosne zawodzenie wydobywające się z setek głośników w centrach handlowych, uwielbiam wdychać świąteczne zapachy tu jodły, tam piernika. Kocham błyszczące, kolorowe światełka i najpiękniejsze bombki, gwiazdki i wszelkie dekoracyjne cudeńka, które zamieniają szary świat w krainę jak z bajki. Mam też jeszcze jeden, groźny symptom chorobowy: zdjęcie z Mikołajem! Nie, nie żartuję! Nie przepuszczę żadnemu! Świętemu Nicolasowi, Dziadkowi Mrozowi czy Gwiazdorowi. Jak go zwał tak zwał, zdjęcie taki musi ze mną sobie zrobić. Mój zeszłoroczny okaz upolowałam w Hollywood kiedy to w najlepsze przechadzał się z panią Mikołajową! po Rodeo Drive. On jak on, stary, gruby, może nawet lekki świntuch, ale pani Mikołajowa kochani jak marzenie! Rarytasik, rzadko widywany. Cyk, cyk, cyk, zaszalałam jak jakiś japoński turysta na fotograficznym głodzie.

Potem są te wszystkie świąteczne happeningi! Och! Jakże kocham i te! Kiermasze, lodowiska w centrum miasta, kolędników na placach, zapach grzańca, cynamonu i goździków, a wszystko takie cudowne, że żyć się chce, tańczyć się chce, śpiewać i piruety na tych łyżwach wyczyniać. Najbardziej jednak bezcenny składnik tej bożonarodzeniowej bomby to jak dla mnie szczerze uśmiechnięci ludzie. Bo ci ostatni akurat w tej chorobie uśmiechu wcale sobie nie odmawiają. Bogatych, biednych, zdrowych czy chorych, szczęśliwych czy smutnych, święta jakoś tak odmieniają. Rozgrzewają im serca, a to jak wiadomo, zawsze, ale to zawsze skutkuje tym grymasem twarzy w ramach którego szczerzy człowiek zęby, dołeczki w policzkach eksponuje i z oka strzela radosną iskrą. Bożonarodzeniowa choroba psychiczna to chyba jedyna taka choroba, która tyle szczęścia ludziom daje. Śmiem twierdzić, iż to dlatego, że się po prostu dziecko w nas na powrót budzi? W każdym razie, to przynajmniej wyjaśniałoby Mikołajową  foto obsesję co poniektórych.

Po drugie, z psychicznej choroby świątecznej leczyć nas mają prezenty. Jak jakieś magiczne psycho-pigułki, małe i duże podarki są uwieńczeni chorowania i rzekomo do zdrowienia prowadzić mają. Oczywiście kocham je nabywać, z nabożeństwem pakować, przewiązywać wstążkami i układać pod choinka. I kocham je dostawać też! No przecież! Moja miłość w tym względzie jest bezgraniczna choć skłamałabym gdybym nie wyznała, że pewien mankament w prezentach widzę. Zawsze myślałam, że prezent to gest, to zapakowana w śliczny, kolorowy papier bezcenna pamięć o drugim człowieku. Nie przywiązywałam więc nigdy wagi do cent netto takiego prezentu. Sama darowałam drobiazgi i z drobiazgów się cieszyłam. Dalej tak robię rzecz jasna, bo uparta jestem, a do tego coraz starsza, więc i coraz bardziej uparta, niestety. Obserwuję jednak, że ludzie nie zawsze pamięć i miłość wyceniają tak samo. Są bowiem tacy, którzy nierzadko darują odjechane (w dosłownym tego słowa znaczeniu) prezenty, których wartość rynkowa przekracza oczekiwania wszelakie, że wymienię samochodzik, diamencik mnóstwo-karatowy, a dla dzieci bmw rowerek czy wózek marki porsche. Prezenty super, pewnie że chciałabym takie dostawać. Czy jednak odczytałabym z nich tą samą miłość, czułość i pamięć jaką każdorazowo odczytuję z małych drobiazgów? Sama nie wiem. Może to zaledwie kwestia przyzwyczajenia no i dostępu do bogatego Gwiazdora rzecz jasna. Jakoś jednak coś mi tu nie pasuje tak do końca…

I wreszcie po trzecie. Są i skutki uboczne tej radosnej choroby psychicznej, które przyjmują postać obezwładniającego nadmiaru. Czego? Ano wszystkiego! A przede wszystkim ilości rzeczy, które darujemy zwłaszcza tym całkowicie skołowanym dzieciom, skazując je tym samym na dotkliwe powikłania chorobowe. Jeszcze jeden samolot, pociąg, zamek czy księżniczka i mamy jak w banku, że w dziecku ulokuje się wirus, który może jeszcze w te święta pozostanie uśpiony ale już w następne przebudzi się w całkowicie bezlitosnej swej postaci. Bo czasy się zmieniły, zmieniły się tak, że teraz mamy wszystkiego w bród. A to niestety, w świecie ilości, odciąga uwagę od jakości. No i zastąpić ma miłość, bo w podejściu ilościowym: im więcej daję, tym bardziej kocham. Rzecz w tym, że miłość z natury swej cudnej w ogóle nie jest ilościowa.  Miłość to jakość, miłość to gest, uśmiech, uczynek. Nie można jej wyrazić w dziesięciu traktorach czy niekończących się karatach. I o ile karat to fajna jest rzecz, to jednak jakby piękna i oszlifowana nie była, nie wypełni ona pustki w sercu. Nie zaspokoi pragnienia miłości, czułości, ciepła, jakie tylko człowiek dać może człowiekowi. Bezcenny to dar i zawsze doceniany. Nie zapominajmy o nim w te święta, a także w tym nowym roku, który nadchodzi.


Wesołe święta? Wielu ma ich dość, zanim w ogóle się zaczną!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
24 grudnia 2016
Fot. iStock / Kerkez
Fot. iStock / Kerkez

Święta, święta i… od groma roboty. Zgodnie z wyobrażeniami, a także wszechobecnemu przekazowi mediów fakt nastania świąt obliguje nas do doskonałego humoru i nie tylko. Z założenia powinniśmy być podekscytowani, szczęśliwi i emanujący radością. A wcale tak nie jest, co pokazują badania przeprowadzane przed świętami. 

Gorsze samopoczucie w okresie świąt, udowodniło badanie

Naukowcy z Uniwersytetu im. Georga Augusta w Getyndze przeprowadzili ciekawe, przedświąteczne badanie w europejskich krajach chrześcijańskich. Kilka tysięcy uczestników wypełniało ankiety i oceniało swoje samopoczucie w określonym przedziale czasowym. Okazało się, że w okresie okołoświątecznym większość Europejczyków była mniej zadowolona z życia i odczuwała więcej negatywnych emocji.

Wyjątkiem okazali się głęboko wierzący ludzie, dla których ten czas łączy się z przeżyciami duchowymi i bardziej pozytywnym nastawieniem do życia. Oni po prostu czują się spełnieni i szczęśliwsi, niż na co dzień.

Co wpływa na fakt, że na myśl o świętach przygasa entuzjazm?

No właśnie, wbrew oczekiwaniom nie każdy uśmiecha się od ucha do ucha, na myśl o świętach. Szczególnie ci, którzy święta samodzielnie przygotowują w domu. Przedświąteczna gorączka, nakręcana już na dobry miesiąc przed świętami oraz liczne napięcia, których wtedy doświadczamy w związku z masą przygotowań, psują dobry humor. W lepszej sytuacji są osoby, które goszczą się po rodzinie lub po prostu lubią kuchenną krzątaninę i lepienie zapasu stu uszek z kapustą i grzybami. Z reguły jednak nagle nie wyrasta las rąk osób chętnych do pomocy, a nieszczęśnicy grzęzną godzinami, ba!, nawet dniami w kuchni, lepiąc, piekąc i nadziewając. Ale to nie jedyna rzecz, która psuje nam świąteczny nastrój.

Problemem okazała się również czynność w teorii bardzo przyjemna, czyli kupowanie upominków. Wtedy stajemy przed dylematem co komu kupić, skąd wziąć na to pieniądze i czy w ogóle nasze starania zostaną docenione.

Przed świętami spędzamy mnóstwo czasu sprzątając, kupując, przygotowując potrawy i świąteczny wystrój domu. Wymaga to nie tylko zaangażowania, ale i pieniędzy, których w wielu przypadkach nie na wszystko wystarcza. Święta zazwyczaj okazują się dość kosztowną „imprezą”.


źródło: www.focus.pl


Magia Świąt pojawia się w intymności, tylko wtedy, gdy jesteśmy wobec siebie nawzajem autentyczni. Nawet jeśli to czasem boli

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
24 grudnia 2016
magia świąt
Fot. iStock / svetikd

Pies drapie w moją nogę, chciałby wskoczyć na łóżko. Święta ma gdzieś, dostrzega jakąś różnicę tylko w kontekście zapachów w kuchni: jest ich więcej i częściej coś spada na podłogę. Moja przyjaciółka zamówiła kolację wigilijną w hotelu, bo syn pojechał w tym roku do ojca (taka kolej rzeczy). Nie będzie jednak sama. Takich patchworkowych samotników jest więcej, siądą razem do kolacji, którą poda im kelner. Kelner też nie będzie z bliskimi, bo pracuje. Mówi, że prezenty rozdali sobie rano, a świąteczny obiad przenieśli na pierwszy dzień świąt. „Jest praca, nie ma co narzekać”- racja. Znajoma będzie wolna już po 17.00, bo tata jej dziecka zabiera małego do dziadków. Siądą więc wcześniej, aby mieć choć namiastkę tego święta. A że na dworze nie będzie jeszcze całkiem ciemno? „Kto powiedział, że w wieczerzę wigilijną trzeba spożywać gdy za oknem świeci księżyc?”– pyta.

Pamiętam, jak mój wujek emigrował do Stanów i spędzał z nami święta na telefonie, słuchając naszych rozmów i kolęd na głośnomówiącym. Nie było go stać na bilet do Polski. Co roku powtarzał, że za rok będzie z nami. Zmarł w tym roku w wakacje niespodziewanie. Raczej więc nikt nie zadzwoni.

Mój Tata przyjeżdżał do nas w południe przebrany za świętego Mikołaja z workiem prezentów i wyrzutów sumienia, że nie może zostać, bo mieszka z nową rodziną. Byłam czasami zła na niego za to, że nie może zostać. Zmarł w zeszłym roku. Ileż bym dała za to, by móc ugryźć się w język i znów usłyszeć jego „Hop hop! Czy są tu jakieś grzeczne dzieci?”.

Osobą trzymającą w garści nasze święta była moja babcia. Elegancka, energiczna 90-latka sama lepiła pierogi i słynęła z nadzwyczajnego nugatu, kazała nam zakładać do stołu białe koszule. Zmarła dwa lata temu, a wraz z nią te białe koszule.

Wielu ludzi już z nami nie ma, pozostają puste miejsca przy stole.  Nie istnieje żadne zaklęcie, które odczarowałoby rzeczywistość. Jedynie emocje i wrażliwość mogą sprawić, że czasami o tym zapomnimy.

Święta są takim momentem. Gdy wrażliwość wzrasta do maksimum, a automaty w naszych głowach zastępuje refleksja. Myślimy, czujemy, tęsknimy i dla wielu z nas to trudny moment. Trudniejszy niż każdy kolejny dzień, gdy nie trzeba już zagłębiać się w sfery intymności, samotności i strat. Chcąc nie chcąc stajemy się trochę obserwatorami własnego życia, zaglądając do niego przez okno w trakcie wigilijnych wieczerzy. Kto tam jest, a kogo nie ma. Kto nie zadzwonił z życzeniami. Kto z kim rozmawia, kto kogo przytula. Kto przygryza nerwowo wargi, kto wyszedł do toalety, by nie łamać się z kimś opłatkiem. Kto w napięciu spogląda w telefon, bo jego życie przeniosło się tam.

Co się z nami stało przez ten rok?

Święta to wciąż to samo życie. Może nieco ulepszona wersją, ale jednak to samo. Z jego całym bagażem. Nie oczekujcie od innych za dużo. Nie oczekujcie od Boga zbyt wiele (On też ma swoją wigilię). Wreszcie, nie oczekujcie od siebie. Spróbujcie być ze sobą. Z całym swoim zmęczeniem, smutkiem, tęsknotą, jeśli one też wam towarzyszą. Tylko takie święta mają szansę być magiczne. Bo magia pojawia się w intymności, tylko wtedy, gdy jesteśmy wobec siebie nawzajem autentyczni. Nawet, jeśli to czasem boli.

Mój pies zrezygnowany ułożył się w kłębek i zasnął. Jutro obudzi się radosny do życia. Życzę wam prawdziwych choć może dalekich od ideału świąt. By miał wam kto zetrzeć łzę z policzka.


Zobacz także

Fot. iStock / Constantinis

7 objawów świadczących o tym, że twój partner dąży do przejęcia kontroli w związku

Fot. iStock / pixelfit

Wokół wrzawa, a w sercach pokój. Jesteśmy w świetnych nastrojach

Screen Instagram/  alexlawyer99

Darmowy tatuaż w zamian za zaufanie