Co jeść, a czego unikać, gdy boli gardło

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
9 listopada 2017
Fot. iStock/South_agency
Fot. iStock/South_agency
 

Gdy boli gardło, ostatnie na co mamy ochotę, to jedzenie. Dyskomfort w trakcie przełykania, nadwrażliwość na ciepłe i  zimne płyny powoduje, że każdy kęs i każdy łyk to prawdziwa katorga. Pożywienie przyspiesza powrót do zdrowia, dlatego nie wolno z niego rezygnować nawet wtedy, stan zapalny gardła uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Co i jak jeść, by poczuć ulgę?

Produkty, które musisz odstawić

Gdy pojawi się ból gardła, powinnaś zrezygnować z picia napojów gazowanych (nawet gazowanej wody), alkoholu oraz mocnej kawy i herbaty. Chociaż zimne napoje dają chwilową ulgę, nie pomogą na dłużej, dlatego odstaw bardzo zimne płyny, ale również te bardzo gorące. Przy zapaleniu gardła lepiej też unikać ostrych przypraw i kwaśnych produktów, które mogą podrażniać śluzówkę, powodując jeszcze większy dyskomfort. Staraj się spożywać niewielkie kęsy. Zrezygnuj też z twardych produktów oraz takich, które mogą podrażnić ściany gardła, np. chipsów.

Co powinnaś jeść i pić?

Przede wszystkim pamiętaj o nawodnieniu organizmu. To bardzo ważne w trakcie choroby. Poza zwykłą wodą, możesz sięgać po herbatki i zioła z dodatkiem syropów, np. z czarnego bzu, lipy czy malin. Sok z jeżyn hamuje rozwój bakterii, które gromadzą się w gardle, a sok z czarnego bzu ma działanie przeciwbólowe, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Do herbaty możesz także dodawać miodu, który uważany jest za naturalny antybiotyk – wspomaga odporność organizmu, walczy z bakteriami i nawilża błonę śluzową gardła, zmniejszając podrażnienie i suchość. Pamiętaj jednak, żeby napoje nie były zbyt gorące. Pij je zawsze po przestudzeniu.

Nie zapomnij także o jedzeniu! Najlepiej sprawdzą się przeciery i papki. Taka konsystencja nie utrudni przełykania i nie spowoduje jeszcze większego bólu. Postaw na zupy kremy, koktajle, kisiele i owsiankę.


 

Źródło: Hello Zdrowie


Halo, halo, strach wysunąć nos spod kołdry? Wypróbuj 6 prostych trików na jesienną chandrę (dla leniwców)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 listopada 2017
Fot. iStock / knape
Fot. iStock / knape
 

Halo, halo, strach wysunąć nos spod kołdry? Nic dziwnego. Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza. Ja, jak co roku, z okazji zakończenia wakacji itepe, itede, szumnie postanowiłam sobie milion małych rzeczy, których dziś nawet nie pamiętam. Tylko historia mojej wyszukiwarki, od czasu do czasu, kole w oko cennikiem zajęć w pobliskiej siłowni… ale nic straconego. Tym razem zamiast planować iście heroiczne wyczyny, postanowiłam znaleźć kilka mało męczących sposobów na poprawę nastroju.

A jesienną chandrę można całkiem skutecznie przegnać – zaczynając jeszcze z nosem pod kołdrą. Sprawdźcie, kilka prostych trików dla leniwców!

Surowe kakao

To prawdziwy niskobudżetowy superfood! Zamiast obrastać w zimowe oponki z powodu czekoladek na pocieszenie, pralinek na deszcz i gorącej czekolady z bitą śmietaną na zawieruchę – łap za kakao. Uwaga – to prawdziwe, a nie napój kakaowy z wesołym misiem albo innym zającem, dla dzieci. Naturalne kakao bowiem, ma w sobie to „coś” – a dokładnie:

  • magnez – wspomaga koncentrację, obniża skutki stresu
  • żelazo – wiadomo, żeby się cieszyć trzeba mieć „siłę” 😉
  • antyoksydanty – ku chwale młodości (i zdrowia)
  • fenyloetyloamina – niech żyją wyzwolone przez nią endorfiny!

Dodawaj gdzie chcesz, do owsianki, kawy, mleka, koktajli, jogurtu. Macie inne pomysły?

Rośliny

I motywy roślinne w twoim otoczeniu skutecznie poprawią nastrój, dodadzą energii i odpędzą złowieszcze marudzenie! Bo nawet kocyk w polne kwiatki, jakoś tak uspakaja, prawda? 😉

Wprowadź więcej pozytywnej energii do swojego domu, dzięki tym roślinom – koniecznie sprawdźcie, jakie rośliny dodadzą energii w domu (klik – pisaliśmy o tym tutaj).

Domowe SPA

Bo to nie żadna wymyślna filozofia, a:

  • czas dla siebie,
  • przyjemność,
  • widoczne efekty, które poprawiają nastrój i nadają tym działaniom sens.

Witamina D3

I mówcie co chcecie, ale gdy nie udaje się czerpać jej prosto ze słońca, warto sięgnąć jednak po suplementację. Według badań, w okresie jesienno-zimowym (a ten trwa u nas przez większość roku) trudno wysycić się odpowiednią dawką tej witaminy, a jej skrajne niedobory po cichutku prowadzą do obniżenia nastroju i zaburzeń depresyjnych. Witaminki i obowiązkowy długi spacer. A może warto wyskoczyć  do ciepłych krajów? 😉

Kolorowanka

ART terapia, szczególnie ta barwami pomaga skutecznie poprawić sobie nastrój, zwolnić, odprężyć się. Przede wszystkim jednak pozwala na oderwanie myśli od ich natłoku. Konieczność skupienia uwagi na kolorowaniu drobiazgów, to doskonałe lekarstwo na jesienne przygnębienie – szczególnie, gdy na co dzień jesteśmy zmuszeni szybko i wbrew sobie wskakiwać bezlitośnie w dzień, gdy za oknem ciemno, zimno i plucha… brrrr.

Miłość

Ta romantyczna i każda inna. Słyszeliście o love bombing? Spróbujcie koniecznie! Ta technika znalazła swoje zastosowanie nawet jako metoda wychowawcza, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zastosować ją ze swoim partnerem czy mamą labo siostrą. W dużym skrócie chodzi o wyznaczenie sobie czasu na emocjonalne i fizyczne pieszczoty – czyli przytulanie, łaskotki, całusy – co kto lubi! Mówi się, że chociaż 30 minut „miłości” ma już cudowne skutki.

Możecie umówić się na 30 minut beztroskich przytulańców – i w tym czasie nie robić nic innego lub zaszaleć i zarezerwować na okazywanie sobie miłości i czułości cały dzień czy weekend, wspólnie gdzieś wyjechać. Jeśli myślicie, że to „dziwne”, bo nienaturalnie wymuszone w czasie – STOP, spróbuj sama. Nasze życia toczą się tak szybko, że pewnie każdy z nas ma na koncie parę dni, podczas których czasu na takie drobiazgi jak przytulenie, czy pocałunek na pożegnanie/na dobranoc już nie starczyło.


Twoje dziecko superbohaterem. Dlaczego już dzieci powinny się uczyć udzielania pierwszej pomocy?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 listopada 2017
Fot. iStock /SerrNovik
Fot. iStock /SerrNovik
 

Ktoś powie: „on/a jest jeszcze za mały”, „co może dziecko?” – odpowiedź jest bardzo prosta: nigdy nie jest się za małym i zawsze można uratować czyjeś lub swoje życie.

No dobrze, ale co może zrobić bobas? – zapytacie. Zrobić jeszcze nic, choć i tu pojawią się głosy, że już roczne dzieci można nauczyć swobodnego dryfowania na wypadek upadku do wody. Prawda, można. Ale przede wszystkim każdy z nas, rodziców, może od samego początku z dzieckiem rozmawiać, pokazywać i uczyć. Nie straszyć.

Bardzo często unikamy tematów dla nas trudnych – takich jak choroba czy wypadki, jakie mogą się przytrafić każdemu z nas. Ze strachu, trochę nieświadomie okłamujemy nasze dzieci mówiąc „nic złego ci nie grozi”, „dzieci tak nie chorują”, „to zdarza się gdzie indziej, w domu jesteś zawsze bezpieczny”. Lub, wręcz przeciwnie, używamy mrożących krew w żyłach historii, jako wychowawczych straszaków. Prawda jest taka, że żadna z tych postaw nie pomoże ani nam, ani naszym dzieciom. A każde dziecko (i jego rodzic czy opiekun) może być prawdziwym superbohaterem. Właśnie dlatego zawsze warto uczyć udzielania pierwszej pomocy.

Niebezpieczeństwa

W zależności od tego ile nasze dziecko ma lat, możemy to robić na różne sposoby. Gdy mamy do czynienia z maluchem lub bobasem – po prostu wplećmy tematy dotyczące bezpieczeństwa i pierwszej pomocy w codzienność, zabawę i lekturę bajek. Nawet roczny maluch z chęcią będzie obserwował, jak założyć plaster misiowi i jak reagować na niebezpieczne sytuacje. Będziecie zaskoczeni, jak szybko maluch zacznie sam wskazywać na obrazkach różne sytuacje i żywo reagować.

Wzywanie pomocy

Gdy dziecko jest już w pełni komunikatywne można zacząć uczyć je wzywania pomocy. Dla przedszkolaka to pestka, jeśli tylko poświęcimy mu czas. Już nie jeden kilkulatek w ten sposób uratował dorosłego – mamę czy tatę z cukrzycą. Ale to wiedza i umiejętność, którą sami musimy naszym maluchom włożyć w rączki. Nie bójmy się tego. Naukę powinniśmy zacząć od upewnienia się, że nasze dziecko potrafi odróżnić sytuację niebezpieczną od zabawy. Nauczmy je rozpoznawać różnicę między snem a utratą przytomności. To też nie musi być trudne, nawet maluchowi można pokazać to na przykładzie łaskotek, na które przytomny człowiek zareaguje. Potem nauczmy dziecko korzystać w podstawowym zakresie z telefonu, nauczmy jednego numeru alarmowego ‚112’. Nauczymy adresu… Jak często wydaje się nam, że nie jest im to jeszcze potrzebne? Że przecież są zawsze z nami, pod opieką – a przecież i nam może się coś przytrafić.

Tak jak dbamy o nasze dzieci, dbajmy o bezpieczeństwo całej rodziny – również siebie. Mama i tata, to dla nich cały świat. Warto, prawda?

Pierwsza pomoc

Jeśli choć raz mieliście okazję poobserwować, jak dzieci uczą się pierwszej pomocy od ratowników – jesteście szczęśliwcami. Bo oglądając ich zaangażowanie, zainteresowanie i naturalną chęć pomagania można dojść do bardzo ważnego wniosku: możemy się od dzieci wiele nauczyć. Dla nich te umiejętności to nie tylko realna „techniczna” umiejętność. To nie tylko praktyka i dyplom – ale i potężna supermoc. Moc, którą można naprawdę zmieniać świat, być ważnym, być bezpiecznym – ale i też pomocnym, podziwianym i aktywnym.

Gosia-Ohme-awatar-SG-100pxMałgorzata Ohme:
„Uczenie dzieci od najwcześniejszych lat pierwszej pomocy to skarb. Nie tylko ze względu na ich bezpieczeństwo, ale także w odniesieniu do poczucia odpowiedzialności społecznej i wrażliwości. Dziecko, które potrafi pomóc postrzega siebie jako osobę sprawczą, samodzielną, ważną dla innych, a w konsekwencji ważną też dla siebie. Doświadczenie z tym związane, czyli wdzięczność poszkodowanego, podziw innych, aprobata, zachwyt tylko wzmacniają jego rozwijające się poczucie wartości. A ponadto, wszystko to sprawia, że czuje się bezpiecznie w świecie, w którym żyje, bezpiecznie nie dlatego, że chronią go inni, ale dlatego, że potrafi chronić się samo. Takie poczucie bezpieczeństwa jest ogromną psychologiczną zdobyczą”.

Pozwól dziecku zostać superbohaterem…

… tym prawdziwym, który nie musi ryzykować własnym życiem, a wręcz przeciwnie – doskonale wie (ba! wie to lepiej niż nie jeden dorosły), jak to życie chronić i ratować! Bo pierwsza pomoc to supermoc!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Mali Ratownicy

W programie „Mali Ratownicy” wzięło udział już blisko sześć tysięcy dzieci. Umiejętność udzielania pierwszej pomocy powinna być jak oddychanie czy dodawanie – każdy powinien ją mieć w małym palcu. Właśnie dlatego Volkswagen, wspólnie z Fundacją Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, stworzył program „Mali Ratownicy”. Dzięki wspólnym działaniom każde dziecko może zdobyć supermoc i dowiedzieć się jak skutecznie udzielić pierwszej pomocy, kogo zawiadomić w sytuacji alarmowej, na jaki numer zadzwonić czy jak zadbać o swoje bezpieczeństwo w trudnej sytuacji.


Artykuł powstał we współpracy z Volkswagen


Zobacz także

Fot. iStock / SanneBerg

Uśmiechnij się i wyzwól endorfiny! To udowodnione naukowo. Akcja #ŁapENDORFINY, wyzwanie #19

Fot. iStock / undrey

Detoks w trzy dni. Aaaa, jak zgubić świąteczne kilogramy przed Sylwestrem? Spokojnie, coś doradzimy

Adaptacja przedszkolaka

Adaptacja przedszkolaka – co każdy rodzic wiedzieć powinien