Bo seks proszę państwa, wcale nie musi oznaczać małżeństwa, czy innego związku

Anika Zadylak
Anika Zadylak
30 sierpnia 2016
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz

Co z tym seksem? Iść na całość na pierwszej randce, czy zgrywać nieprzystępną, choć organizm i ciało krzyczą co innego? Udawać orgazmy czy walić prosto z mostu, co jest nie tak? Ma nas słyszeć cały blok, czy lepiej tłumić w sobie emocje? Kilka pytań i rozsądnych odpowiedzi. 😉

Seks. Spotkanie najczęściej dwojga ludzi, („najczęściej”, bo liczba bywa różna, nie bądźmy pruderyjni, to nie tekst o niedzielnym obiedzie, choć z konsumpcją ma wiele wspólnego ;)) i najwyższa forma bliskości. Bo nie tylko duchowa ale też cielesna, czyli jeden z najpiękniejszych i najbardziej intymnych sposobów, na wyrażanie własnych emocji i pragnień. No tak, tylko jak to zrobić, żeby nie wyjść na zbyt otwartą, co może pozostawić niesmak ale też, na zbyt cnotliwą kłamczuchę, która czuje jedno, mówi drugie, a jeszcze co innego robi. Bo seks proszę państwa, wcale nie musi oznaczać małżeństwa, czy innego związku. Tak jak alkohol czy inne używki jest dla ludzi, sęk w tym, żeby podejść do niego, również z… głową.

Pożądanie nie jest niczym złym a seks, szczególnie przedmałżeński, już dawno przestał być zbrodnią, za którą palono na stosie czy wyrzucano, za bramy miasta. Wszystko się zmienia, czasy mamy dość luźne, więc i oporów, przed praktykowaniem czy mówieniem o nim, coraz mniej. Ale! Kilka zasad, o których należałoby pamiętać, zawsze się przyda, żeby ta ogromnie miła forma spędzenia ze sobą czasu, nie przyprawiła nas o mdłości, nad ranem. I nie o ciążę się rozchodzi. 😉

Pierwsza randka, dajmy na to w restauracji, i od razu, emocjonalny zgrzyt. Bo w powietrzu czuć takie napięcie, że jeść się odechciewa, a gorące myśli krążą z dala od talerzy, jednak żadne się do tego nie przyzna. On – bo ona pomyśli, że tylko o to mi chodzi. Ona – bo on będzie mnie uważał, za pierwszą lepszą puszczalską.

A kto wam każe, zaraz po przystawce, wylądować we wspólnej toalecie, i to nie po to, żeby umyć ręce? Spokojnie, macie mnóstwo czasu na to, żeby się przekonać, czy aby po trzech godzinach wspólnej kolacji, czar nie prysł, a napięcie nie uleciało w siną dal. A jeśli jest go coraz silniejsze pomijając, że dodatkowo, dobrze wam się ze sobą rozmawia? Ciesz się, bo oto właśnie i to całkiem niedługo, przeżyjesz całą paletę wzlotów, achów i ochów.

Jesteśmy przecież dorosłymi, odpowiedzialnymi za siebie ludźmi, którzy czują, pragną i potrzebują bliskości, drugiego człowieka. A jeśli oboje chcą tego samego, i zamiast kategorii  „problem” widzą inną, czyli „przyjemność” to w zasadzie, dlaczego nie? Tylko zanim popłyniecie na wspólny rejs rozkoszy, trzeba znaleźć maleńką chwilę i odpowiedzieć sobie na bardzo istotne pytanie. Potrafisz podejść do tego bez zbyt dużych emocji i oczekiwań? To bardzo przydatna umiejętność, szczególnie, gdy okaże się, że fakt, było nieziemsko, ale to raczej tyle. Nikt przecież nikomu, niczego nie obiecywał, więc i potoczyć się później miało prawo różnie. I żeby nie było, że kogokolwiek, do czegokolwiek namawiam! To raczej pomysł na to, jak sobie ewentualnie umilić życie, a nie je skomplikować!

– Wszystkie orgazmy udawałam! – która z nas, jeśli nawet tego w końcu nie wykrzyczała, to chociaż o tym pomyślała? I to niekoniecznie dlatego, żeby na  koniec romansu, dołożyć swojemu partnerowi. Uświadamiamy sobie z żalem, że faktycznie tak było prawie za każdy razem. Plus, że nie zawsze dotykał nas tak, jakbyśmy chciały, całował za dużo, był zbyt delikatny lub za wulgarny. Niestety, drogie panie, pretensje kierujcie tylko i wyłącznie do siebie. Jak to? A właśnie tak, bo seks, żeby nieziemski był, wymaga odrobiny szczerości wobec siebie. A nawet więcej niż odrobiny, co nie oznacza, że masz mu strzelić godzinny wykład przed każdym stosunkiem. I dodatkowo wyciągnąć projektor, na którym krok po kroku, slajd po slajdzie, poinstruujesz, jak i gdzie wolno, a gdzie zabrania się wtykać palce, i nie tylko je. Istnieje milion sposobów na to, żeby delikatnie mu to uzmysłowić w trakcie uniesień, nie stracić odpowiedniego nastroju, ale za to zyskać, to co w seksie najbardziej pożądane. A mowa oczywiście, o końcowym wybuchu… emocji.

I tak doszliśmy (jakkolwiek to nie zabrzmiało) do punktu kulminacyjnego, czyli wspomnianego wyżej orgazmu.  Opisywanego od zarania dziejów, na tysiące sposobów, zgodnie z prawdą zresztą.  Bo choć przez każdego przeżywany inaczej, to zawsze jednakowo fantastycznie. No właśnie, seks to przede wszystkim ogromna spontaniczność, zwolnienie wszelkich blokad, otwarcie się na zmysłowe doznania, brak oporów przed uzewnętrznieniem emocji. Więc jeśli jest ci tak dobrze, że masz mu o tym ochotę powiedzieć, ewentualnie nawet wykrzyczeć, to zrób to!

Ty przeżyjesz waszą bliskość jeszcze intensywniej, a on utwierdzi się w przekonaniu, jak dobry uczynek właśnie zrobił i dodatkowo zapewni mu to jeszcze bardziej  ekstremalne doznania. A, że usłyszą was sąsiedzi? Na dwoje babka wróżyła – bo albo poranne chłodne spojrzenie w windzie przekaże ci, co o was myślą mieszkańcy zza ściany.  Albo, ośmielisz kogoś dotąd zamkniętego tak bardzo, że dziś wieczorem, to wy posłuchacie, co  tam komu w zmysłach gra. Tak czy siak, wspomnienia z ostatniej nocy stłumią nawet najbardziej lodowaty przekaz, bo wysiadając z windy zauważysz jeszcze coś. A mianowicie,  że w tych sąsiedzkich oczętach poza złością o hałasy, tli się żar zazdrości. A od żaru do płomienia, to już tylko jedna iskra.

Udanego podróżowania, po nieskończonej i ciągle jeszcze (na szczęście!) nie do końca odkrytej, galaktyce cielesnych wzlotów i uniesień :)


Jak jeść zdrowo i do syta? 13 produktów z dużą zawartością błonnika, który pomoże ci zachować sylwetkę

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
30 sierpnia 2016
błonnika
Fot. iStock / annebaek

Walka o utrzymanie prawidłowej sylwetki lub o utratę nadprogramowych kilogramów, rzadko bywa przyjemnością. Wymaga wylanego potu podczas ćwiczeń fizycznych, samozaparcia w działaniu i rygoru żywieniowego, który określa nie tylko ilość posiłków, ale przede wszystkim ich skład. Ograniczenie ilości kalorii, nie powinno się wiązać z drastycznym ograniczeniem ilości jedzenia, bez zmiany jadłospisu. Rozsądek i równoważone posiłki są podstawą powodzenia.

Bywa też tak, że osoby będące na diecie, rozliczają się z każdej kalorii, a w konsekwencji na talerzu nie zostaje wiele więcej, niż przysłowiowy listek sałaty. Takie działanie, zamiast przybliżyć do wymarzonego celu, najpewniej spowoduje spadek energii, uczucie głodu a w konsekwencji sięgnięcie po szybką przekąskę, bądź pochłonięcie większej porcji jedzenia na obiad, by uciszyć przegłodzony organizm. Jednak jeśli wybierzesz produkty bogate w błonnik, łatwiej będzie utrzymać wprowadzone zasady, z korzyścią dla szczuplejszej sylwetki oraz bez burczenia w brzuchu i niekontrolowanego podjadania.

Dlaczego błonnik jest taki ważny?

Błonnik jest roślinnym włóknem pokarmowym, nietrawionym i niewchłanianym w przewodzie pokarmowym człowieka. Jego działanie ma ogromny wpływ na pracę przewodu pokarmowego, ale by mógł maksymalnie zadziałać, potrzebuje odpowiedniej ilości wody. Skąd się biorą jego niedobory? Przede wszystkim od diety ubogiej w owoce, warzywa i produkty pełnoziarniste, gdy na talerzach króluje żywność przetworzona, pozbawiona błonnika. Nie znajdziemy go także w produktach pochodzenia zwierzęcego oraz w alkoholu i produktach tłuszczowych.

Błonnikowi zawdzięczamy:

  • Pomoc w zaparciach – błonnik wędruje przez cały przewód pokarmowy, pęcznieje w jelicie cienkim (wchłania wodę), przez co zwiększa objętość masy kałowej i przyspiesza eliminację niestrawionych resztek. To ułatwia regularne wypróżnienie się.
  • Przyspieszenie schudnięcia – wchłaniając wodę, pęcznieje i daje uczucie sytości, zmniejsza wchłanianie tłuszczów oraz glukozy i cholesterolu.
  • Wymiatanie toksycznych związków– toksyn bakteryjnych, jonów metali ciężkich. W zależności od rodzaju błonnika – błonnik rozpuszczalny w wodzie wiąże toksyny w żele utrudniając wchłanianie się, natomiast błonnik nierozpuszczalny przyśpiesza perystaltykę jelit i usuwanie toksyn z kałem.

Mimo że błonnik jest niezbędny do prawidłowej pracy układu pokarmowego, należy go wprowadzać stopniowo. Jego duże ilości w nieprzyzwyczajonym organizmie mogą powodować wzdęcia i bóle brzucha. Co ważne, gdy w pożywieniu jest dużo błonnika, a za mało nawodnienia organizmu, zamiast przyśpieszać wypróżnianie dojdzie do zaparcia, ponieważ błonnik spęcznieje w jelitach i utknie. Nawet naturalne metody należy stosować z umiarem.

Aby nie zabrakło błonnika w diecie, wprowadź do niej te produkty:

1. Płatki owsiane

W 100-gramowej porcji górskich płatków owsianych znajduje się aż 6,9 gramów błonnika. Płatki owsiane zawierają oba rodzaje błonnika – błonnik rozpuszczalny, który dba o odpowiedni poziom cholesterolu oraz błonnik nierozpuszczalny, dzięki któremu dłużej jesteś syta. Poza tym zawierają witaminy: E, PP, B1, B6, magnez, selen, łatwostrawne białko, skrobię oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. Znakomicie się sprawdzą na sycące śniadanie w wersji owsianki z owocami.

 Fot. Pixabay / dessuil / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / dessuil / CC0 Public Domain

2. Ciecierzyca

w 100 g ugotowanej ciecierzycy jest aż 8,86 g białka mającego dużą wartość odżywczą oraz dużo błonnika, potasu i żelaza, dobroczynnych dla układu krwionośnego. Można z niej zrobić pastę na kanapki -hummus lub ugotować i podjadać jako zdrową przekąskę.

3. Awokado

Doskonałe na pastę do kanapek z pełnoziarnistego pieczywa, zawiera  owoc o średniej wielkości) 13,5 gramów błonnika, oraz  dużą dawkę zdrowych jednonienasyconych kwasów tłuszczowych i niewielką ilość cukru.

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

4. Soczewica

Zrobisz z niej pastę na kanapki oraz ugotujesz w sycących zupach i innych potrawach. W 1/4 szklanki soczewicy znajduje się 3,9 gramów błonnika i prawie 4,5 gramów białka. Zawiera również pełnowartościowe białko, potas, kwas foliowy oraz inne witaminy.

5. Brokuł

Zawiera antyoksydanty, dzięki którym zmniejsza ryzyko zachorowania na raka, a jedna szklanka ugotowanego brokuła zawiera aż 5,1 gramów błonnika. Ponadto brokuły są źródłem luteiny wpływającej na zdrowy wzrok, a także witamin B2 i C.

 Fot. Pixabay / ImageParty / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / ImageParty / CC0 Public Domain

6. Brukselka

Warzywo o specyficznym smaku może pochwalić się zawartością 4,1 gramów błonnika w szklance tego warzywa. W dodatku to dobre źródło witamin A, C, E, K oraz z grupy B. Jest też bogata w minerały:  żelazo, magnez, fosfor, cynk, miedź, wapń, mangan, selen.

7. Jarmuż

Dwie szklanki surowego jarmużu dostarczają 4,8 gramów błonnika. Zawiera antyoksydanty, witaminy A, B1, B2, C, E, K oraz wapń, żelazo, potas, magnez, mangan i jednocześnie dostarcza bardzo mało kalorii.

Fot. Pixabay / mbland / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / mbland / CC0 Public Domain

8. Maliny

Szklanka tych pysznych owoców zawiera aż 8 gramów błonnika. Maliny obfitują ponadto w witaminy C, E, B1, B2, B6 oraz substancje mineralne — głównie potas, magnez, wapń, żelazo.

9. Gruszki

Średniej wielkości gruszka zawiera 5,5 gramów błonnika oraz sporo witaminy A, C, PP oraz z grupy B.

10. Jabłka

To chyba najbardziej popularne polskie owoce, a średniej wielkości jabłko zawiera 4,4 gramów błonnika. Są bogatym źródłem witamin: C, z grupy B, beta-karotenu, E, K, antyoksydantów oraz wielu składników mineralnych. S idealne na szybką przekąskę np. w pracy.

11. Jęczmień

Jedna szklanka ugotowanego jęczmienia perłowego zawiera 6 gramów błonnika. Pod postacią kaszy doskonale pasuje do zup, w towarzystwie innych swojskich warzyw. Jęczmień bogaty jest w witaminy z grupy B, a także witaminy E, K, PP, kwas foliowy oraz krzem, cynk, wapń, mangan i miedź.

12. Chia /siemię lniane

Nasiona chia i siemię lniane, często traktowane są jako zamienniki. Nasiona chia, czyli nasiona szałwii hiszpańskiej w dwóch łyżkach stołowych zawierają 9,8 gramów błonnika. W dwóch łyżkach siemienia lnianego znajduje się ok. 7 gramów błonnika.

13. Karczochy

To warzywo jest niskokaloryczne, a w dodatku niskokaloryczne, jeden średni karczoch zawiera aż 10,3 gramów błonnika, antyoksydanty, witaminy A, C, K, wapń i potas.

Fot. Pixabay / sobbly / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / sobbly / CC0 Public Domain

źródło: www.womenshealth.pl, www.fit.pl


Gdy pieniądz daje w związku władzę. O przemocy ekonomicznej

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
29 sierpnia 2016
Fot. iStock/Abel Mitja Varela
Fot. iStock/Abel Mitja Varela

Od wieków pieniądze były przedmiotem pożądania człowieka, motywem walki i źródłem motywacji. Nic w tym dziwnego, bo pełny portfel daje satysfakcję, poczucie bezpieczeństwa i możliwości realizacji własnych marzeń i pragnień. Czasami jednak w związku daje jednemu z parterów okazję do kontroli i pokazania swojej siły, zmusza do podporządkowania się i posłuszeństwa. To coś znacznie więcej niż zwykła nierówność – to przemoc ekonomiczna.

Przemoc ekonomiczna, czyli jaka?

Przemoc ekonomiczna, nazywana też finansową, pojawia się wtedy, gdy jedna z osób wykorzystuje pieniądze lub inne środki materialne do zyskania władzy i kontroli nad drugą lub gdy przerzuca na nią całkowitą odpowiedzialność za utrzymanie domu i rodziny. To nie są zwykłe małżeńskie sprzeczki i kłótnie, ale jedna z form przemocy psychicznej – partner chce w ten sposób podporządkować sobie druga połowę, zdominować ją i pokazać swoją siłę. Wbrew pozorom do przemocy ekonomicznej dochodzić może nie tylko w zamożnych domach, ale także i w tych, gdzie na co dzień spotyka się problemy finansowe.

Ja płacę, ja rządzę

To nie musi dotyczyć wyłącznie kobiet, które nie pracują zawodowo i zawsze wyglądać tak, że partner mówi wprost „ja mam kasę, ja żądzę, bądź posłuszna”. To może dziać się etapami, powoli, niemal niezauważalnie. Najpierw przejmie na siebie obowiązki płacenia rachunków i robienia bilansów na wspólnym koncie, potem przestanie informować cię o waszych zasobach i podejmować decyzje finansowe bez twojej wiedzy, aż w końcu zacznie wydzielać „kieszonkowe” na domowe wydatki i skrupulatnie kontrolować to, jak zarządzasz pieniędzmi. Zdarza się też, że partner posuwa się do rozliczania z liczników prądu, wody, a nawet zużytych chusteczek i papieru toaletowego albo wręcz uniemożliwia swojej żonie podjęcie pracy i uzyskanie własnych pieniędzy. Jego zachowanie ma jeden cel – masz się poczuć zależna, słaba, całkowicie od niego uzależniona, bez własnej wartości.

Inną formą przemocy ekonomicznej jest zaprzestanie dokładania się do domowego budżetu i żerowanie na swojej partnerce – to ona utrzymuje swojego męża, dom i dzieci, ona pracuje i zarabia pieniądze. Może dojść do wyłudzania pieniędzy od pracującej osoby na używki lub hazard, kradzież, np. poprzez korzystanie z jej kart kredytowych lub zaciąganie pożyczek bez jej wiedzy. Uchylanie się od płacenia alimentów to także rodzaj przemocy finansowej.

Czy to już przemoc ekonomiczna?

Przemoc ekonomiczna jest trudna do zauważenia, bo w naszym społeczeństwie tkwi ciągle wzorzec, który może służyć jako wytłumaczenie- On to ten od zarabiania i utrzymywania domu, a Ona to ta od sprzątania, gotowania i wychowywania dzieci. Naturalnym wiec jest, że finansami zajmuje się Pan – Łowca dbający o byt, a Matka Polka ma pokornie kiwać głową i zgadzać się jego pomysły. Tymczasem zaszły poważne zmiany społeczne – kobiety są coraz bardziej niezależne, współuczestniczą w gromadzeniu domowego budżetu, a model rodziny stał się bardziej partnerski. Mimo to badania TNS OBOP z 2010,  przeprowadzone na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej,  pokazują, że 12 procent kobiet doświadczyło przemocy finansowej.

Jeśli więc partner:

  • Zmusza cię do oddawania mu zarobionych przez ciebie pieniędzy
  • Korzysta z twoich kart i kont bankowych bez pozwolenia
  • Wykorzystuje wasze wspólne pieniądze bez porozumienia z tobą i konsultacji
  • Odmawia ci dostępu do wspólnego konta i nie informuje o jego stanie
  • Wydziela ci określone kwoty i rozlicza z ich wydania
  • Odmawia podjęcia pracy i zrzuca na ciebie całą odpowiedzialność za utrzymanie domu
  • Zaciąga kredyty i pożyczki bez twojej zgody lub
  • Nie płaci zasądzonych alimentów
  • Utrudnia ci podjęcie pracy lub przyczynia się do jej utraty

To jest to przemoc ekonomiczna! Masz prawo się przed nią bronić i przeciwstawiać się wykorzystywaniu.

Gdzie znaleźć pomoc?

O przemocy ekonomicznej mówi artykuł 3 Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, która została ratyfikowana przez polski rząd w 2015 roku.

„przemoc wobec kobiet” rozumie się jako naruszenie praw człowieka oraz formę dyskryminacji kobiet, w tym wszelkie akty przemocy ze względu na płeć,  które  prowadzą  lub  mogą  prowadzić  do  fizycznej,  seksualnej, psychologicznej   lub   ekonomicznej   szkody   lub   cierpienia   kobiet,   w   tym również groźby takich aktów, sytuacje przymusu lub arbitralnego pozbawienia wolności, zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym

Choć w polskim prawie nie istnieje wyraźna definicja przemocy ekonomicznej, to nie pozostajemy całkowicie bezbronne. Kodeks Rodzinny i opiekuńczy mówi wprost o równym udziale małżonków w majątku wspólnym oraz o współdziałaniu w zarządzaniu nim i informowaniu o jego stanie. W kodeksie karnym znajduje się artykuł mówiący o przestępstwie niealimentacji oraz zapisy chroniące przed wykorzystywaniem i znęcaniem się.

Jeśli doświadczasz przemocy lub znasz kogoś, kto boryka się z takim problemem, możesz zgłosić się po pomoc do Centrum Praw Kobiet (www.cpk.org.pl) oraz do Niebieskiej Linii (www.niebieskalinia.pl). Nie czekaj, walcz o swoje prawa i samą siebie!

Źródła: niebieskalinia.info , www.finanse.cpk.org.pl , www.przemocekonomiczna.pl

Zapisz


Zobacz także

Fot. iStock / MarioGuti

10 dowodów na to, że „roztrzepani” ludzie są bardzo inteligentni

Fot. iStock/portishead1

„To ja ci teraz pokażę!”. Ciche dni… cicha przemoc

Fot. iStock/Martinan

„Byłem jej pierwszym klientem, w jej pierwszy dzień pracy. Była dziwką”. Historia pewnej niezwykłej miłości