Biały nalot na czekoladzie. Zjeść czy wyrzucić – oto jest pytanie

Pani Mądrala
Pani Mądrala
9 listopada 2017
Fot. iStock/Eva-Katalin
Fot. iStock/Eva-Katalin
 

W moim domu rzadko je się kupne słodycze. Wolę raz w tygodniu upiec ciasto, niż podawać moim dzieciom słodkości nafaszerowane chemią. Mimo to, mam w kuchni szafkę, w której mam schowane czekolady, delicje, słone orzeszki i inne frykasy. Tak na czarną godzinę. Wypadła ona wczoraj, gdy zmęczona wróciłam z pracy. Sięgnęłam po praliny.

Już po otwarciu opakowania uderzył mnie ich zapach – obłędny! Wyciągam jedną z papierka, patrzę, a ona cała pokryta białym nalotem. No nie powiem, mina mi trochę zrzedła. Apetycznie to to nie wyglądało. Szybka analiza w głowie i mam odpowiedź – no tak, dostałam je z okazji Dnia Matki, czyli trochę poleżały. Sprawdzam datę ważności. Jest ok. Zjadać czy wyrzucić? Robię szybki risercz w internecie.

Okazuje się, że biały nalot na czekoladzie powstaje w wyniku niewłaściwego transportowania lub przechowywania produktu. Jest niczym innym, jak mikroskopijnymi drobinkami tłuszczu, które wydobyły się na powierzchnię. Pojawia się po delikatnym roztopieniu czekolady. Choć nie zmieniła ona swojego kształtu, co przecież zdarza się, gdy trzymamy ją np. w rozgrzanym samochodzie, doszło do rozpuszczenia.

Zła wiadomość?

Ziarna kakaowca, z którego została przygotowana czekolada, nie były najwyższej jakości.

Dobra wiadomość?

Taką czekoladę można jeść. Jeżeli wyjątkowo obrzydza cię biały nalot, możesz wykorzystać czekoladę do przygotowania innych wypieków.

Ja moje pralinki zjadłam. A co mi tam!


 

Źródło: Smaker


Każda z nas ma w domu tę maść. Wiesz, jak jeszcze możesz ją wykorzystać?

Pani Mądrala
Pani Mądrala
13 listopada 2017
Fot. iStock / jaminwell
Fot. iStock / jaminwell
 

Ja pamiętam ten zapach jeszcze z dzieciństwa. Gdy tylko pojawiały się u mnie pierwszy oznaki przeziębienia, moja mama wyciągała z szafki maść w niebieskim opakowaniu. Po gorącej kąpieli smarowała mi klatkę piersiową i plecy. Często też stopy, co kończyło się łaskotkami i śmiechem. Potem zakładałam piżamę, skarpety i miałam zakaz wychodzenia spod kołdry. Dziś, ponad 20 lat później, sama robię to samo z moimi dziećmi.
Maść Vicks VapoRub ma w domu chyba każda z nas. Pomaga przy uporczywym kaszlu i udrażnia drogi oddechowe. Ponadto rozgrzewa i ułatwia zasypianie. Ale czy wiedziałaś, że produkt ten ma także inne zastosowania? Do tej pory korzystałam z niej tylko podczas przeziębienia i przy zatkanych zatokach – wówczas nakładałam odrobinę maści pod nosem, bo ułatwiało udrażnianie nosa i oczyszczanie zatok. Niedawno trafiłam na inne, ciekawe zastosowania tej eukaliptusowej maści.

Odstrasza insekty

Latem warto posmarować maścią skórę, żeby komary i muszki omijały nas szerokim łukiem. Można też nałożyć niewielką ilość na framugi okienne i balkonowe, żeby mrówki i inne robactwo nie wchodziło do mieszkania. Jeżeli masz problem z kotem, który drapie meble, możesz posmarować je odrobiną maści. Zwierzak powinien zrezygnować z drapania.

Przyda się w codziennej pielęgnacji

Maść można nakładać na pryszcze. Wysuszy krostki, zmniejszy zaczerwienie i obrzęk. Wystarczy robić to kilka razy dziennie. Co ciekawe, warto wypróbować ją także w leczeniu grzybicy paznokci. Warto też smarować nią rozstępy i brodawki. Te pierwsze przy regularnym stosowaniu staną się mniej widoczne, a te drugie po dwóch tygodniach mogą zupełnie zniknąć.

Zwalcza ból

Maść Vicks VapoRub można nałożyć na siniaki, obolałe mięśnie czy też z pomocą waty zaaplikować do ucha. Dzięki temu ból szybciej minie. Oczywiście nie można o niej zapomnieć, gdy męczą nas duszności i kaszel. Wystarczy posmarować nią klatkę piersiową.Znasz inne, nietypowe zastosowania tej popularnej maści?


 

Źródło: Go Organic Health


Niektórych produktów nie powinno się myć przed gotowaniem, a jednak wszystkie to robimy

Pani Mądrala
Pani Mądrala
30 października 2017
Fot. iStock/anandaBGD
Fot. iStock/anandaBGD
 

Co jak co, ale zdrowie jest dla mnie bardzo ważne. W moim domu restrykcyjnie przestrzega się zasad higieny. Nie chodzi tylko o częste mycie rąk, ale także o odpowiednie przygotowywanie posiłków. Wszystkie wiemy, co się dzieje, gdy wszyscy domownicy cierpią na zatrucie pokarmowe… Dlatego byłam w potężnym szoku, gdy dowiedziałam się, że moja nadgorliwość przynosi więcej szkody niż pożytku.

W mojej kuchni można znaleźć trzy deski do krojenia, których regularnie używam. Jedna jest do mięsa, druga do ryb, a trzecia do warzyw i owoców. W mojej lodówce próżno szukać produktów przeterminowanych, a co dopiero takich, na których pojawiła się pleśń. Nigdy nie pozwalam moim dzieciom jeść niemytych warzyw i owoców, ponieważ jestem na tym punkcie przewrażliwiona. Tak, do tej pory myłam wszystko, co później lądowało na talerzach, nawet jeśli po drodze zaliczało obróbkę termiczną. Jeżeli robisz podobnie, popełniasz błąd. Okazuje się, że kilku produktów nie powinno się myć przed gotowaniem.

Surowy kurczak

Muszę przyznać, że jeszcze do niedawna opłukiwałam pierś z kurczaka pod kranem. Okazuje się jednak, że na powierzchni mięsa znajdują się groźne bakterie. Jeżeli umyjemy mięso w zlewie, chorobotwórcze drobnoustroje rozprzestrzenią się wokół zlewu i na blatach. Lepiej więc pokroić kurczaka bez wcześniejszego mycia i przyrządzić w wysokiej temperaturze, by zabić bakterie.

Jajka

Wiesz, że bywają opryskiwane specjalnym preparatem, który chroni je przed bakteriami? Żeby nie zmyć tej substancji, jajka chowaj do lodówki bez mycia. Zrób to dopiero bezpośrednio przed użyciem.

Grzyby

Jeżeli zamierzasz je smażyć, nie mocz ich zbyt długo w wodzie, ponieważ łatwo ją chłoną. Grzyby należy wyłącznie opłukiwać i wycierać papierowym ręcznikiem. To samo dotyczy pieczarek, które ja osobiście wrzucałam kiedyś do zlewu i zalewałam wodą, by dobrze się umyły…

Ogórki kiszone

Niektórzy obawiają się białego nalotu, który się na nich znajdują, więc myją je dokładnie po wyjęciu ze słoika. Tymczasem ten biały nalot jest niezwykle cenny! To bogate źródło bakterii probiotycznych, które usprawniają pracę jelit.

Źródło: Shape