Bądźmy po prostu lepszymi ludźmi. Najpierw dla siebie, a zaraz potem dla innych

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 grudnia 2016
Fot. iStock/Courtney Keating
Fot. iStock/Courtney Keating

To był dziwny rok. Kiedy obok tego, co działo się w naszym prywatnym życiu, działo się wiele na wokół. Jakbyśmy wsiedli do karuzeli i nie mogli się z niej wydostać. To po pierwsze, a po drugie – nigdy do niej nie chcieliśmy wsiąść.

Kończy się 2016 rok i siłą rzeczy – zawsze znajduje się miejsce na podsumowanie. Rzadko oglądam się wstecz, roztrząsam i analizuję po setki razy ,to co się wydarzyło, ale staram się wyciągać wnioski, uczyć się i iść do przodu, by za rok wiedzieć, że nie popełniłam zbyt wielu tych samych błędów, że byłam lepszym człowiekiem.

Dlatego dzisiaj nie myślę, jaki był 2016 rok, ale zastanawiam się, jaki chciałabym, żeby był ten nowy – czający się tuż za rogiem.

Trochę się boję, co przyniesie nam świat w prezencie. W którym miejscu zginą znowu ludzie z rąk fanatycznego zamachowca. Chyba czas zrozumieć, że to się dzieje tuż obok nas, że świat, o którym mówimy, że jest taki mały, kiedy myślimy o wakacjach, o znajomych rozsianych na różnych kontynentach, jest też mały, gdy chodzi o tragedie.

Zastanawiam się, co przyniesie nam Polska, czy ci, którzy decydują o losach naszego kraju naprawdę zrozumieją, że przed upadkiem kroczy pycha? Może i naiwnie, ale chciałabym, żeby otworzyli szeroko oczy i zobaczyli nas wszystkich – z różnymi poglądami, wartościami, opiniami, priorytetami.

Chciałabym w nowym roku nie słyszeć o Aleppo, o dzieciach skatowanych przez dorosłych.

Chciałabym, abyśmy w nowym roku stali się lepszymi ludźmi

Najpierw dla siebie samych

– byśmy polubili siebie,

– byśmy – do znudzenia powtarzane, ale jak ważne – uśmiechali się do siebie,

– byśmy znali swoją wartość

– byśmy byli świadomi swoich słabych i mocnych stron i te mocne pielęgnowali, a ze słabymi się pogodzili

– byśmy nie nienawidzili swoich wad, tylko je akceptowali i pracowali nad tymi, które możemy przezwyciężyć

– byśmy pracowali nad sobą – słuchali swojej intuicji, nie ulegali wpływom, nie byli jak ślepcy podążający za głosem tłumu

– byśmy mieli swoje zdanie i nie bali się mówić o tym głośno.

Bo kiedy my sami staniemy się lepsi, świat wokół też zacznie taki być. Naturalnie.

Kiedy zadbamy o siebie, bądźmy lepsi dla innych:

– byśmy byli wdzięczni za to, co od innych dostajemy

– byśmy byli otwarci na rozmowę, na wymianę poglądów z poszanowaniem odmienności zdań

– byśmy umieli otworzyć buzię, gdy ktoś mówi rzeczy, z którymi się nie zgadzamy i bronić swoich racji

– byśmy dostrzegali tych, którzy potrzebują nasze pomocy

– byśmy rozumieli, że drugi człowiek w naszym życiu jest naprawdę ważny, nie jest nikim gorszym od nas

– byśmy nim kogoś obrazimy, pomyśleli dwa razy, jakich słów używamy

– byśmy to co o kimś myślimy, potrafili zawsze powiedzieć głośno patrząc w prosto w oczy tej drugiej osobie

– byśmy nie chowali się za monitorami i telefonami rozmawiając z innymi

– byśmy mieli więcej czasu, uwagi i cierpliwości dla tych, których kochamy.

Tak, chciałabym jednego – chciałabym, żebyśmy szanowali siebie i drugiego człowieka, byśmy odnosili się do siebie z szacunkiem, by język pogardy tłumaczony nierzadko niewybrednym żartem przestał pojawiać się przy okazji ulicznych, czy tramwajowych spotkań.

Zacznijmy do siebie, a może ten 2017 rok, będzie lepszy, bezpieczniejszy i bardziej wyrozumiały. Dla nas i dla innych.


Wokół wrzawa, a w sercach pokój. Jesteśmy w świetnych nastrojach

Redakcja
Redakcja
31 grudnia 2016
Fot. iStock / pixelfit
Fot. iStock / pixelfit

Przedstawiamy wam wyniki naszej ankiety za kolejny tydzień – tuż po Świętach, a jeszcze przed końcem roku. Okazuje się, że w tym świątecznym czasie jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego życia.

Wyniki ankiety przygotowane przez Inemo

Koniec roku nie należał do najbardziej spokojnych. A jednak test zadowolenia Polaków wykazuje niezbicie – nasz nastrój nie opada. A nawet wzrasta.

W polityce awantura wokół „puczu”, na świecie katastrofa lotnicza, śmierć Georga Michaela, a w domach odwieczne zatargi wokół świątecznych stołów. Mimo to czujemy się zaskakująco dobrze.

„Czy jesteś zadowolony/a ze swojego życia? „Tak” deklaruje 61 proc. badanych (40 proc. według naszej metodologii jest tego niezbicie pewna). To prawie identycznie, jak  tydzień temu, gdy było 61 i 39 proc. Zadowolony/a z pracy? Owszem, twierdzi 60 proc. – 9 proc. więcej niż ostatnio. Ale różnica jest tylko w głowie, bo z serca w obu testach zadowolonych było i jest tylko 35 proc. Skąd ta dziwna różnica? Cóż, wracamy do biurek po krótkiej świątecznej przerwie i naprawdę chcemy, żeby było fajniej. Ale jest jak zawsze i serce to wie, choć my nie zawsze to sobie uświadamiamy.

Co ciekawe, na znacząco wyższym poziomie jest ocena naszego kraju. Zadowolonych, że tu mieszka jest 66 proc. badanych, w tym 42 proc. deklaruje to „prosto z serca”.  Tydzień temu było odpowiednio 59 proc. i 37 proc. Wygląda na to, że żadne utarczki polityczne w czasie Świąt nie są w stanie popsuć nam przyjemności bycia Polakiem. Wręcz przeciwnie: nastrój patriotyczny rośnie!

Czy to się zmieni, kiedy wrócimy na dobre do pracy? Zobaczymy – od poniedziałku znowu zaczybamy wypełnianie ankiety razem z NEUROHM Polska!

Bądźcie z nami koniecznie!


Wszystko w życiu jest po coś. Nawet, gdy zdradza najbliższa osoba, gdy ci, których kochamy, zawodzą

Anika Zadylak
Anika Zadylak
30 grudnia 2016
Fot. iStock / YinYang
Fot. iStock / YinYang

Najpierw było byle jak, żeby nie powiedzieć do dupy. Huczny ślub, przysięga, spijanie sobie z dzióbków. Dość szybko sielankę połknęła rutyna, a za nią przyszła obojętność i drobne kłamstewka. Ciche dni trwały tygodniami, jakaś niezręczna cisza coraz częściej siadała do wspólnego stołu. Potem się okazało, że łóżko w pokoju obok jest wygodniejsze od tego w małżeńskiej sypialni. I jakieś przedłużone wyjazdy służbowe i telefony o dziwnych porach.

Potem ktoś uprzejmie i z troski doniósł, że widział go w kinie z długonogą szatynką. Aż w końcu sam oznajmił, że się wypalił, że ma jednak inne plany, że więcej ich dzieli, niż łączy. Kredyt dawno spłacili, córkę mają już prawie dorosłą, na pewno zrozumie. Zresztą, po co się dręczyć, skoro jakoś tak nie wyszło. Lepiej teraz, dopóki jeszcze można wszystko ułożyć na nowo. Tylko oddzielnie. Bo razem, jak widać, jednak im nie po drodze.

Zbierała się blisko dwa lata, córka wciąż jej powtarzała, że mają siebie, że sobie poradzą. I, że nigdy jej nie opuści. I nie zawiedzie tak, jak to zrobił ojciec. Pomyślała, że może faktycznie, że jeszcze nic straconego. Przecież ma fajną pracę, dziecko, które jest w liceum, zgrabny tyłek i ładną buzię. I marzenia, że jeśli tylko przestanie rozpamiętywać, to jeszcze może się ponownie zakochać. Tym razem jednak już pewnie i szczęśliwie. Żeby się razem zestarzeć. I gdy pojawił on, to choć nadal się bała, nie uciekła. I po pół roku już wiedziała, że znalazła kogoś, przy kim chce zasypiać. Kogoś, kto patrzył na nią, jak na najpiękniejszą istotę na ziemi. Kto sprawił, że znowu zaufała i uwierzyła w niemożliwe. I zaczęła kochać z całych swoich sił.

Wprowadził się dość szybko, tym bardziej, że córka od razu złapała z nim wspólny język. Cieszyło ją to, bo teraz już nic nie stało na drodze do ich wyczekanego szczęścia. Oboje pracowali, wyjeżdżali razem na wakacje i romantyczne noce w przytulnych hotelikach. Tam umawiali się na randki, a potem tonęli w atłasowej pościeli. Rano karmił ją mandarynkami, a ona wierzyła, że to co najgorsze już dawno za nią. Miała tylko piękne sny, nie czuła niepokoju, choć to, co miało nadejść, okazało się, najstraszniejszym z koszmarów.

Niczego się nie domyślała, cudowne dwa lata za nimi, reszta życia przed. Na 18-tych urodzinach córki, gdy składała jej życzenia, podziękowała za wsparcie, wiarę i za to, że nie zawodzi. Teraz, po ponad roku od tamtej chwili, zaczyna rozumieć słowa odpowiedzi. Że życie jest zaskakujące, że czasem kompletnie niezrozumiałe, ale często od nas niezależne. Wtedy po prostu cieszyła się, że jej jeszcze niedawno mała córeczka, jest już dorosłą kobietą. I pewnie niedługo się zakocha i opuści rodzinny dom.

Jak każda matka, która kocha ponad wszystko, czuła jakiś smutek i żal, przed nieuchronnym czasem. Ale wiedziała, że taka jest kolei rzeczy, że tak się dzieje zawsze i wszędzie. Przecież nie zostanie sama, ma nowego, cudownego partnera, są dla siebie wszystkim. Mijały kolejne dni i miesiące, nadal było pięknie. Może on ostatnio bywał częściej zmęczony, ale wiedziała, że praca dawała mu w kość. Własna firma to przecież odpowiedzialność za innych ludzi. Była z niego dumna, wiedziała, że koleżanki jej zazdroszczą. Tym bardziej, że nie wyglądał na swój wiek. Zawsze bardzo o siebie dbał, chodził na basen, biegał. Imponował jej i sprawiał, że ona też czuła się i wyglądała kwitnąco.

O czym myślała tego dnia, gdy wracała do domu wcześniej, niż planowała? O tym, że zrobi mu niespodziankę, ugotuje ulubioną potrawę, kupiła wino i żółte tulipany. Uśmiechała się do własnych myśli, wzdychała cicho wyobrażając sobie ich dzisiejszą noc. Miała na tę okazję  piękną bieliznę, czuła się kobieca i pożądana. Ostatnio mieli tyle spraw, padali wyczerpani, ale dziś będzie inaczej. Wyjątkowo. I było. Weszła do domu, położyła klucze. Wstawiła kwiaty do wazonu i poszła na górę wskoczyć w coś luźniejszego.

Zanim pociągnęła za klamkę, usłyszała coś przerażającego. Jęk swojej córki, szept, który błagał o jeszcze, o to, żeby był w niej głębiej. A potem jego zasapany głos, że kocha zapach jej skóry. Czuła, że przestaje widzieć, że nie może złapać oddechu. Nie wierzyła, nie chciała, przecież to niemożliwe. Otworzyła jednak drzwi, zobaczyła ich na komodzie, w obrzydliwym uścisku. Nagich i spoconych. Zwymiotowała i jak spod ziemi docierały do niej ich spanikowane ruchy. Ubierali się w popłochu, coś nawet usiłowali tłumaczyć. Kiedy dotknął jej ramienia, zwymiotowała po raz drugi. W końcu resztkami sił złapała oddech i kazała im się wynosić. Sama usiadła na schodach, schowała głowę pomiędzy swoimi ramionami. Żeby nie słyszeć tego, co i tak do niej docierało. Zgrzyt rozsuwanego w torbie zamka i jego słowa, żeby zabrała tylko najpotrzebniejsze rzeczy. A potem ją, kobietę, którą nosiła 9 miesięcy pod własnym sercem, dzięki której mogła być dumną matką. – Mamo, przepraszam, to przyszło nagle. Kochamy się, będziemy mieli dziecko. Wiem, że nie tak powinno, ale może i dobrze że w końcu się wydało. Spadł mi z serca kamień, choć wiem, że dla ciebie to niełatwe. Uwierz, że dla nas też.

Nie odpowiadała, siedziała tam i czuła, jak kamień ulgi z serca jej córki zamienia się w ogromny głaz, który ją przygniata. Nawet zdążyła pomyśleć, że nie będzie się starała spod niego wyjść. Nie ma już po co, ani dla kogo. Obudziła się w szpitalnym łóżku, czuła tępy ból głowy i taki dziwny brak siły. Poczuła, że ktoś trzyma jej dłoń. To jej pierwszy mąż, ojciec ich… jego córki. Ona już nie czuła się matką, tylko złamanym na pół wrakiem człowieka, oszukanym i zdradzonym przez ludzi, którym bezgranicznie ufała. Dzięki którym wierzyła, że nigdy nie będzie sama, że warto wierzyć w ludzi, w miłość. I w to, że nie ma na świecie pewniejszych ludzi od najbliższej rodziny. Czuła, jak słone łzy wypalają bruzdy na jej twarzy i kończą bieg na ustach wykrzywionych w bolesnym grymasie gorzkiego, ironicznego uśmiechu, że na naiwność choruje się, przez całe swoje życie.

Jej pierwszy mąż, ściskał jej dłoń i jak mantrę powtarzał w kółko, że mu przykro, że nie wie co jej powiedzieć. Ale chce żeby wiedziała, że już jej nie zostawi, nie wraca, ale będzie wspierał i pomagał, że może na niego liczyć. Odwróciła na moment głowę, popatrzyła mu w oczy i odpowiedziała, że całkiem niedawno, też ktoś jej tak powiedział. Że nie zawiedzie i nie zostawi. I dziś już te słowa nie mają dla niej żadnego znaczenia. I żeby już poszedł i nie przychodził więcej. Potem zasnęła, na bardzo długo. Choć wtedy marzyła o tym, żeby już na zawsze.

Dziś, blisko trzy lata od tamtych wydarzeń, stoi w oknie tarasu. Myśli o tym, że niebo jest piękne, że ucieszył ją widok słońca. Że decyzja o przeprowadzce nad morze była jedną z tych najlepszych w jej pokręconym życiu. Wybaczyła córce, bo nie umiała przestać jej kochać. To musiałoby oznaczać, że nigdy nie była matką. Widuje się z nią rzadko, mimo tego, że od niego odeszła. Zdradził ją, z koleżanką z pracy. Skrzywdził je obie, rozwalił dom, zburzył ich spokój. Już nigdy nie będą umiały zaufać, odbudować tego, co je łączyło. Zmienił je na zawsze.  Ale zostawił coś, kogoś, dzięki komu znowu myślą, że nie będą same. I gdy patrzy na zdjęcie swojej wnuczki, to rozumie w końcu słowa,  że wszystko w życiu jest po coś.

Słuchając tej historii, staram się zrozumieć i nie obwiniać nikogo. Ale wiem jedno. Że swojego szczęścia, nie można zbudować na cierpieniu, drugiego człowieka. 


Zobacz także

Fot. iStock/StudioThreeDots

Zmieńcie jesienną rzeczywistość i przyłączcie się do nas. Rusza akcja „Bądź aktywna jesienią”. #zadanie nr 1

Fot. Facebook / Gaspard

Opowiadam ci swoją historię, bo dobrze czuję, że pójdę do nieba przed nimi, przed moimi rodzicami

Fot. Picjumbo/Viktor Hanacek / CCO

Dzień #17. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO