Bądź wdzięczna za to, co masz, nawet gdy los nie sprzyja. Łatwiej docenisz szczęście

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 grudnia 2016
Fot. iStock / martin-dm
Fot. iStock / martin-dm

Nie jest tajemnicą, że w życiu raz bywa lepiej, a innym razem sytuacja zmienia się na naszą niekorzyść. Nie zawsze można być w zapasach z życiem górą, a porażka wpisana jest w nasze jestestwo. Jednak, gdy gorszy czas rozciąga się na długie tygodnie czy miesiące, można stracić wiarę w siebie, przyszłość i odpuścić walkę. A wtedy trudno docenić to, co mamy.

W obliczu trudnych sytuacji, świat rysuje się w czarnych barwach. I chyba tylko wybitni optymiści starają się mimo przeszkód patrzeć na to swoje nie zawsze łatwe życie z wiarą w przyszłość.

Wbrew samopoczuciu bądź wdzięczna za to, co daje ci los

Tak, to prawdziwe wyzwanie. Trudno jest doceniać życie, gdy zawisa nad nim jakieś fatum. Bo z czego się cieszyć, skoro najbliższą osobę dotyka straszna choroba, widmo komornika wisi nad niezapłaconymi rachunkami czy po raz kolejny trzeba szukać innej pracy, bo dziecko choruje, a szef ani myśli przedłużać umowy z wiecznie nieobecną pracownicą?

A właśnie wbrew życiowym trudnościom, umiejętność odczuwania wdzięczności za to, co otrzymujemy od losu, pozwala lepiej żyć i zauważać wiele aspektów, których na co dzień nie doceniamy. Bądźmy więc wdzięczni za to, co mamy, bo w ostatecznym rozrachunku życie i tak daje nam więcej dobrego, pięknego, przyjaznego, niż tych trudnych do udźwignięcia dni.

Wdzięczność pomaga przeciwdziałać negatywnym emocjom

Bez problemu wypracowujemy w sobie wdzięczność, gdy jesteśmy niesieni przez falę sukcesów i realizujemy jedno za drugim marzenie. Bo mamy za co dziękować. Jednak w czasie trudnym dla każdego z nas trudno jest wykrzesać z wnętrza pogodę ducha. Naturalnie towarzyszy nam smutek, troska, złość, bunt, a także wiele innych emocji, które ciężko jest utrzymać w ryzach. Natomiast rzecz tak trudna, jak odczuwanie wdzięczności, paradoksalnie w trudnych momentach, ma potężne znaczenie.

Psychologowie twierdzą, że jest to szczególnie potrzebne, bo może przeciwdziałać zalewającej fali negatywnych emocji, które zagrażają zdrowiu zarówno psychicznemu, jak i fizycznemu. Należy podkreślić, że wdzięczność nie oznacza przyklejenia sztucznego uśmiechu na twarz, wtedy, gdy nie mamy powodów do radości. Tu ważna jest perspektywa i zracjonalizowanie: są rzeczy, za które możemy być wdzięczni, pomimo ciężkich doświadczeń.

Sztuka wytwarzania poczucia wdzięczności

Naukowiec Robert Emmons, profesor psychologii na University of California w Davis, określa, w jaki sposób osiągać powyższy cel. 

Należy złapać się negatywnej myśli i przekierować ją na inny tor. Na przykład, gdy po głowie krąży stale myśl, że po raz kolejny nie poradzisz sobie w stresującej sytuacji w pracy i zawalisz termin, masz ogromne szanse, że właśnie przez takie myślenie osiągniesz niechciany skutek. Zamiast czarnowidztwa, należy zmienić myślenie z „już nigdy nie będzie lepiej” na coś zupełnie odwrotnego. Spróbuj przypomnieć sobie dobre rzeczy w swoim życiu. Przestrzeń, osoby, sytuacje, o których myśl przynosi ukojenie i  uchroni przed lękiem, nawet jeśli tylko na kilka chwil — warto w ten sposób budować swoją siłę.

Efekt może okazać się lepszy od przewidywań

Zapewne w ten sposób nie wpłyniesz na zewnętrzne, niepokojące zdarzenia, ale utrzymasz w ryzach odbierające chęć do życia, emocje i zachowasz wewnętrzny spokój, szerzej patrząc na swoje życie. Praktykowanie wdzięczności pozwala na rozwijanie odporności emocjonalnej, która daje siłę do walki z przeciwnościami losu. Poza tym wdzięczność może obniżać ciśnienie krwi, pomaga głębiej spać i lepiej żyć. Stajemy się również bardziej skłonni do wybaczania, nie gromadząc w sobie negatywnych emocji, bardziej empatyczni, łatwiej budujemy dobre relacje z ludźmi.

Kilka wskazówek, jak świadomie praktykować wdzięczność

Nie ma złego czasu na to, by docenić życie. I nie wymaga to wielkiej filozofii a jedynie korekty myślenia i podejścia do pewnych spraw. Wdzięczność za los można samodzielnie wypracować i korzystać z efektów przez cały czas.

1. Zanotuj listę rzeczy wyjątkowych

Wypisz i umieść w widocznym miejscu w domu listę rzeczy, za które możesz być wdzięczna losowi. Coś lub kogoś, kto jest niezwykle istotny dla ciebie, to pomaga złapać utraconą równowagę, polepszyć samopoczucie i oddalić czarnowidztwo.

2. Módl się lub medytuj

Najmniej istotne jest, jaką formę wyciszenia da siebie wybierzesz. Chodzi o to, by w spokoju pozwolić oddalić się myślom w pełną spokoju i harmonii przestrzeń, oderwać się od dręczącego problemu.

3. Skupiaj się na drobnych rzeczach, praktykuj uważność

Celebruj chwile. To przede wszystkim one składają się na poczucie spełnienia i szczęścia, a nie jedynie sukcesy, którymi można się pochwalić. Warto koić duszę widokiem zachodzącego słońca, kwitnących kwiatów, smakować w prostym daniu, w które ktoś włożył całe serce. Takie drobinki znakomicie poprawiają humor i pokazują, że od małych kroczków zaczyna się wielka podróż.

4. Wyciągaj wnioski z lekcji danych przez los

Gdy życie postawi cię w trudnej sytuacji, nie pytaj, dlaczego to ciebie spotyka? Zadaj sobie pytanie, czego możesz się dzięki temu nauczyć? Jeśli na początku jest trudno, zapytaj siebie o to samo raz jeszcze, gdy emocje powoli zaczną opadać.

To proste sposoby na wypracowanie w sobie wdzięczności, szczególnie w trudnych chwilach. Dzięki temu ujrzysz swoje życie w zupełnie innej perspektywie, czerpiąc z każdej chwili jak najwięcej.


źródło: www.huffingtonpost.comwellbelicious.com


Błagając o miłość. Kiedy uzależniamy się od innych ludzi

Karolina Krause
Karolina Krause
5 grudnia 2016
Błagając o miłość
Fot. iStock / Grandfailure

„To było jak piekło. Moje małe, własne piekiełko miłości. Nie mogłam z nim żyć, ale nie mogłam też żyć bez niego. Potrzebowałam go, aby zapełnić tę wielką czarną, palącą pustkę, gdzieś na wysokości klatki piersiowej. Aby uciec od tego całego gówna, które ciągnęło mnie w dół. Te krótkie chwile, kiedy brał mnie w ramiona i szeptał, że mnie kocha, to była dla mnie kolejna dawka. Dawka miłości, której nigdy nie było mi dosyć. Ciągle było mi mało, ciągle błagałam o więcej. Wiedziałam też, że nie dostanę tego za darmo, że muszę na to zasłużyć. To też robiłam wszystko, czego ode mnie oczekiwał, aż w końcu całkowicie przejął nade mną kontrolę. Ten koszmar wracał do mnie każdego dnia, a ja ciągle łudziłam się, że kiedyś się obudzę, że on się zmieni, że w końcu będziemy szczęśliwi…”

Nałóg miłości, to najbardziej podstępne, bo tak często spotykane, a jednocześnie trudne do zdiagnozowania, uzależnienie. Głównie dlatego, że osoby, które go doświadczają, mylą je z uczuciem zakochania. Ale, czy prawdziwa miłość może być koniecznością, zniewoleniem, przymusem?

Prawdziwa miłość jest  unaocznieniem czystego dobra, jakie płynie do nas od drugiej osoby. Jest energią, która motywuje nas do ciągłej zmiany na lepsze. Czy możliwe jest więc, by ktoś mógł się od niej uzależnić? Moim zdaniem nie. Uzależniamy się nie tyle od miłości, co od drugiego człowieka. Od chorej, toksycznej iluzji tego uczucia, która przejawiać się może w sześciu, wzajemnie przenikających się poniższych wzorcach:

Uwodzenie

Kiedy zaczynamy taktować mężczyznę nie jako partnera, a jako obiekt mający zaspokoić nasze ukryte potrzeby (podziwu, adoracji, akceptacji), mówimy o uzależnieniu od „miłości” przez uwodzenie. Używamy wtedy wszystkich możliwych kobiecych wdzięków, od wyzywających ubrań po ciężką broń kokieterii, aby tylko zdobyć obiekt pożądania. A kiedy się to nam w końcu udaje, puszczamy rybkę wolno i przystępujemy do kolejnych „łowów”. Ma to na celu podniesienie naszej wartości, uzyskanie potwierdzenia swojej kobiecości, przez poczucie dominacji nad mężczyznami.

Fantazjowanie

Czyli uzależnienie od tworzonych przez siebie wizji. Zakochiwanie się w mężczyznach, którzy zawsze będą w jakiś sposób niedostępni – żonatym, księdzu, geju albo po prostu niezainteresowanym. Tworzenie relacji, której większa część toczy się jedynie w naszej głowie, a nie w świecie rzeczywistym. Mogą to być związki utrzymywanie na odległość lub wieczne rozmyślanie o byłym partnerze, w kategoriach „co by było gdyby” i „może jeszcze wróci”. O tym, do czego może doprowadzić taki sposób myślenia, pisałyśmy już tutaj.

Obsesyjna „miłość”

Ten cudzysłów przy słowie „miłość” ma swoje uzasadnienie. Bo bycie w takim związku, nie wiele ma wspólnego z miłością. Taka kobieta, mimo pełnej świadomości swojego cierpienia, nie będzie w stanie opuścić relacji. Potrzeba bycia w związku jest bowiem silniejsza od niej samej. I tak jak w przykładzie przytoczonym na początku tego tekstu, rozpoczyna nigdy nie kończąca się walkę o zmianę zachowań partnera. Skupia na tym całą swoją uwagę, obsesyjnie krążąc myślami wokół partnera: „Kiedy wróci?”, „Co to teraz robi?”, „Jak naprawić to, co jest między nami?”, „Jak sprawić, aby mnie pokochał?”. Trwanie w obsesyjnej „miłości” to także pozostawanie przy partnerze, który nas krzywdzi, zdradza, stosuje wobec nas przemoc fizyczną lub psychiczną. I brak zaufania w stosunku do niego objawiający się w ciągłym sprawdzaniu telefonu, poczty, kieszeni.

Współuzależnienie

Współuzależnioną jest [każda] osoba, która pozwala na to, by zachowanie innej osoby oddziaływało na nią ujemnie i która obsesyjnie stara się kontrolować zachowanie oddziałującej na nią w ten sposób osoby.”*

W odniesieniu do związków oznacza to na przykład wchodzenie w rolę opiekunki. Wiarę w to, że jesteśmy w stanie zmienić naszego partnera, „uratować go”. Poświęcanie się dla jego dobra. To myślenie na zasadzie: „kiedy ty będziesz szczęśliwy, ja również będę” lub „zmień się, a wtedy ja będę szczęśliwa”. W ten sposób  automatycznie uzależniamy własne szczęście od nastroju i zachowania naszego partnera. Podporządkowujemy się mu, zaczynamy postrzegać świat jego oczami, a zaspokojenie jego potrzeb staje się dla nas ważniejsze od zaspokojenia własnych.

Unikanie bliskości

Paradoksalnie „głód miłości” może objawiać się lękiem przed nią. Tak jak uzależnienie od jedzenia może przejawiać się w kompulsywnym jedzeniu (obżarstwo) lub unikaniu go (anoreksja). Takie osoby unikają bliskości z partnerem w obawie przed dostaniem, tego czego najbardziej potrzebują – bezwarunkowej miłości. Może objawiać się to na przykład przez trzymanie partnera na dystans, kończenie relacji, kiedy zaczyna rodzić się prawdziwa intymność czy preferowanie przelotnych romansów.

Toksyczne tango

Czyli „taniec” dwojga uzależnionych kochanków. Rozpoczyna się on wtedy, gdy osoba kochająca w sposób obsesyjny zostanie zwabiona przez tę unikającą bliskości. Kiedy uda się jej połknąć haczyk, tamta odsuwa się. To doprowadza do rozpoczęcia nieustannej walki o zdobycie uczuć partnera, który z każdym staraniem będzie oddalał się coraz bardziej . I tak do momentu kiedy nałogowiec o wzorcu obsesyjnym zdecyduje się w końcu na rozstanie. Wtedy rolę się odwracają i to unikający zaczyna zabiegać o jej uczucia. Taki schemat będzie się powtarzał wielokrotnie póki jedno z partnerów definitywnie nie zakończy tej toksycznej relacji. W której intensywność i namiętność mylona jest z uczuciem prawdziwej miłości.

Błagając o miłość

Fot. iStock / modera76

Przyczyny i drogi wyjścia z nałogu

„Odejście od niego oznaczałoby dla mnie masochizm. Zdradę wobec własnego serca, które tak bardzo go kochało.  Za to bycie z nim już samo w sobie było masochizmem. I wtedy zrozumiałam, że kocham nas oboje, ale siebie kocham bardziej.”

Z uzależnienia nigdy nie wychodzi się łatwo. To długi proces. Tak jak i ten, który do niego doprowadził. Najczęściej wina tkwi w braku doświadczenia bezwarunkowej miłości w dzieciństwie. Zabiegając o miłość któregoś z rodziców uczymy się, że na miłość trzeba zasłużyć. Wchodzimy więc w dorosłe życie powielając te same schematy. Staramy się zadowolić naszego partnera na każdy z możliwych sposobów, aby tylko odkryć, gdzie leży klucz do jego serca. I choć nie wiem, jakbyśmy się starały, nigdy się nam to nie uda. Bo świat tej drugiej, ważnej dla nas osoby, nie rządzi się żadnymi prawami, zależy od chwili, impulsu, nastroju dnia.

Proces wychodzenia z uzależnienia w tym przypadku ma więc na celu nauczenie się zdrowej miłości, zdrowych relacji z samą sobą i z mężczyznami, a nie abstynencji do końca życia. Aby tego dokonać powinnaś skupić się, na tych kilku rzeczach:

1. Podejmij odpowiednie kroki

Pierwszym krokiem do wyjścia z nałogu jest uświadomienie sobie, że jest się uzależnionym. Aby to sprawdzić warto szczerze odpowiedzieć sobie na tych kilka pytań.

2. Zdefiniuj, w czym tkwi problem 

Każdy z nas sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla nas czynnikiem uzależniającym. Może to być na przykład toksyczna relacja w jakiej się znajdujemy, nieustanna potrzeba flirtowania i adoracji ze strony mężczyzn lub rozpamiętywanie minionych relacji.

3. Zdecyduj, co chcesz z tym zrobić

Kiedy już ustaliłaś co konkretnie ciągnie cię w dół, podejmij decyzję o „odstawieniu”. Ważne, aby to wypływało od ciebie. Jeśli nie jesteś na to gotowa, poczekaj na moment, kiedy będziesz. Pamiętaj jednak, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz tego w 100 proc. pewna.

 4. Weź sprawy w swoje ręce

Przebuduj swój sposób myślenia. To nie świat ma cię zaakceptować, to ty sama musisz to zrobić. Nie zrobisz tego jednak od razu. Taka zmiana wymaga czasu. Codziennej, żmudnej pracy.

Błagając o miłość

Fot. iStock / Grandfailure

5. Szukanie akceptacji w czach innych, to droga donikąd

Lekarstwo na brak poczucia własnej wartości tkwi w tobie. Musisz tylko pozwolić mu działać. Pokochać samą siebie, miłością jakiej nikt inny nie jest w stanie ci dać. Szukanie potwierdzenia, co do swojej wartości w zewnętrznych poszlakach, nigdy nie przyniesie ci pożądanego efektu. Nie nasyci głodu miłości, jaki w tobie tkwi. Bo ciągle będzie tobie „za mało”. Za mało pochwał, za mało komplementów, za mało sukcesów…

6. Skup się na pozytywach

Za każdym razem, kiedy myślisz o sobie źle, krzywdzisz samą siebie. Nie zasłużyłaś na to. Krytykę zostaw innym ludziom. Sama natomiast skup się na pozytywach, na tym co zrobiłaś dobrze.

7. Stwórz listę

Każdej nocy przed pójściem spać ułóż w głowie listę rzeczy, które udało ci się osiągnąć.

8. Nagradzaj swoje sukcesy

Nawet te najmniejsze. Pozwalaj sobie na drobne przyjemności. Kup sobie kwiaty. Stań się swoją najlepszą przyjaciółką. I nie martw się, gdy powinie ci się noga. Każdemu się zdarza. Ja w ciebie wierzę. Pora żebyś ty sama także uwierzyła…


Melody Beattie (1994). Koniec współuzależnienia.

Źródło: psychologia.net.pluzaleznienieodmilosci.pl

Błagając o miłość


Dlaczego jedni ludzie są bardziej charyzmatyczni od innych?

Karolina Krause
Karolina Krause
5 grudnia 2016
Fot. iStock/pixelfit
Fot. iStock/pixelfit

Co sprawia, że jakaś osoba wyróżnia się z pośród innych? Dlaczego po powrocie z bankietu, na którym poznałyśmy setki ludzi, w naszej głowie pozostał obraz tylko kilku facetów (i to niekoniecznie tych, których uznałybyśmy za najprzystojniejszych)? Odpowiedź może nieco was zaskoczyć, bo nie ma to bezpośredniego związku z poziomem inteligencji.

Aby dowiedzieć się, dlaczego niektóre osoby są bardziej charyzmatyczne od innych, naukowcy z Uniwersytetu Queensland w Australii przeprowadzili badania na 417 ochotnikach. Badani proszeni byli o wypełnienie kilku kwestionariuszy mierzących poziom inteligencji i strukturę osobowości. A następnie brali udział w testach sprawdzających szybkość przetwarzania informacji i reagowania.

Fot. iStock/LvNL

Fot. iStock/LvNL

Ostatnie dwa wskaźniki, mierzone były w trakcie odpowiadania na pytania z zakresu wiedzy ogólnej i podczas wykonywania zadań polegających na jak najszybszym zidentyfikowaniu punktu lub określonego wzoru.

W tym samym czasie przyjaciele badanych osób proszeni byli o dokonanie obiektywnej oceny, na ile postrzegają swoich znajomych, jako charyzmatycznych, bystrych i zabawnych.

Wyniki badania pokazały, że „to coś” (które dana osoba może mieć lub nie) związane jest przede wszystkim z szybkością myślenia i reagowania, a ludzie o bystrym umyśle sprawiają wrażenie obdarzonych większą charyzmą bez względu na poziom inteligencji i cechy osobowości.

Chociaż oczekiwaliśmy, że szybkość myślenia będzie pozwalała przewidzieć poziom charyzmy, sądziliśmy, że będzie to zmienna mniej istotna od ilorazu inteligencji. Odkryliśmy jednak, że szybkość jest w tym wypadku znacznie ważniejsza niż inteligencja” – dodaje jeden z badaczy William von Hippel.

Zdaniem naukowców zdolność szybkiego myślenia jest nam niezwykle przydatna w codziennym życiu. Pozwala na przykład na sprytne maskowanie wszelkiego rodzaju wpadek towarzyskich i ułatwia wymyślanie błyskotliwych żartów na poczekaniu. A takie cechy, zaraz obok entuzjazmu i pewności siebie, są najczęściej przypisywane charyzmatycznym osobom.

Tak, jak w tej przypowiastce:

„Do sklepu tuż przed zamknięciem przychodzi klient i prosi połówkę arbuza. Sprzedawca tłumaczy, że jak przekroi owoc, to druga połówka do rana się zmarnuje. Klient nie ustępuje i prosi, by wezwać kierownika. Sprzedawca idzie do niego i mówi:

– Szefie, zaraz zamykamy, a jakiś palant prosi, by mu kroić arbuza.

W tym momencie kątem oka widzi, że klient podszedł i stoi tuż za nim, więc niezrażony wskazuje na niego i ciągnie:

– Na szczęście zjawił się ten dżentelmen i chce kupić drugą połówkę, więc mamy problem z głowy.

[Arbuz sprzedamy, klient wyszedł, kierownik mówi do sprzedawcy]:

– Fantastyczne! Pierwszy raz w życiu widzę tak błyskotliwe zachowanie. Gdzie się pan tego nauczył?

– W Kanadzie. Parę lat tam mieszkałem. Same k*rwy i hokeiści.

– Panie! Wypraszam sobie! Moja żona jest Kanadyjką!

–  Tak? A w której drużynie szanowna małżonka grała?”*


Źródło: www.milionkobiet.pl

* Marcin Meller. Być jak sprzedawca arbuzów.


Zobacz także

To, co w nas siedzi... Czyli jakie schematy powtarzamy nieświadomie przez całe życie

To, co w nas siedzi… Czyli jakie schematy powtarzamy nieświadomie przez całe życie

Mat. prasowe

7 powodów, żeby spędzić wakacje nad włoskimi jeziorami. Zaskocz najbliższych

Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain

A kim jest stara panna? Stara panna to ta, co to jej w życiu nie wyszło. Nikt jej nie chciał, więc jest sama