Bądź szalona i zatańcz w deszczu. Tydzień trzeci, dzień #5

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 listopada 2015
Fot. iStock / JoseASReyes
 

Dziś sobota, większość z nas nie musi wskakiwać w uniformy i kołnierzyki. Wykorzystajmy to. Kiedy ostatni raz pozbyłaś się poważnej dorosłości? Wyzwanie na dziś to szaleństwo i spontaniczność. Planujesz sprzątanie? Świetnie, włącz głośno radio i odśpiewaj ulubioną balladę Roxette do mopa! Albo wystrój się i umaluj – tak dla zabawy. Śmiej się, żartuj, zrób komuś drobnego psikusa. Skacz po kałużach. Cokolwiek. Poczuj się dzisiaj jak dziecko, zrób coś bez tych wszystkich ograniczeń i zasad. 

„Sztywno” – dziś wypada ze słownika. Wychodzisz? Masz ochotę nucić pod nosem ulubioną muzykę? Wiesz, co robić.


Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Drugi trzeci: 24-30.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień trzeci:
    2 x  Sesja coachingowa ze specjalistką – Karoliną Cwaliną – przeczytaj więcej na Sexy zaczyna się w głowie.

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień trzeci – zobacz wszystkie zadania


Kawa wydłuża życie

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 listopada 2015
Kawa wydłuża życie
Fot. Pixabay / StockSnap / CC0 Public Domain
 

Uwielbiasz poranną kawę i te popołudniową? Doskonale. Według badań opublikowanych na łamach „The New England Journal of Medicine” – amatorzy małej czarnej cieszą się lepszym zdrowiem i żyją dłużej niż przeciwnicy codziennej porcji kawy.

Badania na dużą skalę

W latach 1995 i 2008 przeprowadzono badania na grupie 400 tysiącach kobiet i mężczyzn w wieku między 50 a 71 lat. W czasie trwania badań zmarło 52 tysiące uczestników (oczywiście nie z powodu badań, a zwykłych naturalnych lub losowych przyczyn). Badane osoby zostały posegregowane ze względu na ilość dziennie wypijanej kawy. Powstały dwie grupy badanych, osób które kawy nie piły w ogóle i tych które raczyły się małą czarną w całkiem sporych ilościach (6 filiżanek dziennie lub więcej).

Okazało się, że „szkodliwa” kawa w żaden w sposób nie wpływa na zwiększone problemy zdrowotne czy umieralność jest miłośników. Co skłoniło badaczy do sprawdzenia tezy czy kawa może wręcz sprzyjać dłuższemu życiu.

Fot. Pixabay / eliasfalla / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / eliasfalla / CC0 Public Domain

Wcale nie kofeina!

I tu się zdziwicie, to wcale nie kofeina odpowiada za cudowne właściwości kawy. Okazało się, że osoby pijące kawę bezkofeinową również mają się całkiem nieźle – przeciwieństwie do badanych nie pijących żadnego napoju tego typu. To przeciwutleniacze zapobiegające wytwarzaniu wolnych rodników są magicznym składnikiem tego eliksiru młodości.

Te ważne badania dostarczyły ogromnej wagi dowodów, wskazujących na to, że umiarkowane spożycie 4-5 filiżanek kawy dziennie jest bezpieczne i może wiązać się z korzystnym wpływem na zdrowie – skomentował badania dr Euan Paul, dyrektor Brytyjskiego Stowarzyszenia Kawy.*

Kawa wydłuża życie.

Fot. Pixabay / StockSnap / CC0 Public Domain

Co ważne, jest i dobra wiadomość dla przyszłych mam, które nie chcą rezygnować z ulubionej kawy. Oczywiście musicie zachować ostrożność – zdania położników na ten temat są podzielone. Ale jeśli nie potraficie całkiem zrezygnować z kofeiny, możecie pozwolić sobie na małą kawkę, jak podkreśla dr Euan Paul – nie powinnyście jednak przekraczać 200 mg dziennie.

Kawa? Jednak nie tak różowo, jak byśmy chcieli

Nad kawą toczy się sporo naukowych rozważań. Najnowsze badania potwierdzają obserwacje przywołane wcześniej eksperymenty. Według „Circulation” najnowsze wyniki badań długoterminowych potwierdzają, że kawę warto pić.

Amerykańscy specjaliści powołują się na trwające co najmniej około 30 lat badania, którymi objęto prawie 210 tys. kobiet i mężczyzn. Jedne z nich to Nurses’ Health Study I/ II, w ramach których od 1976 r. badane są pielęgniarki amerykańskie. Drugie badania to Health Professionals Follow-up Study, które dotyczy wyłącznie mężczyzn.**

Jest tez druga strona medalu. Lubujemy się w kawach z mlekiem, cukrem czy śmietanką. Duże latte czy inna bardziej fikuśna kawowa kompozycja to prawdziwa bomba kaloryczna, co w obliczu chorób cywilizacyjnych nie napawa optymizmem. Dlatego zdecydowanie lepiej wypić klasyczną PRL-owską kawę, po prostu kawę. Zwykłą, czarną.

Przeprowadzone w 2014 roku badania opublikowane na łamach  „Cancer Causes Control” obalają również teorię, jakoby kawa miała zmieniać ryzyko zachorowania na raka prostaty. A tegoroczne wyniki European Food Safety Authority Study, jasno ostrzegają: nie przesadzajcie, picie powyżej 4 filiżanek kawy sprzyja nerwowości, napadom paniki czy stanom lękowym.

Obecnie zaleca się picie do 4-5 filiżanek kawy dziennie, nie więcej. I tyle w zupełności wystarczy. Pijcie kawę dla przyjemności i na zdrowie.


Źródło: Harvard Health Publication, *nauka.newsweek.pl, ** National Geografic


„Uważaj, bo porwę ci Fabiana” – takie przysyłał SMS-y. Wszyscy o tym wiedzieli, nikt nic nie zrobił

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 listopada 2015
Fot. iStock / zmeel

Kilka miesięcy temu powiedziała: „Boję się, że on zrobi coś mojemu dziecku, ale nie chcę uciekać, jak jego była żona i dorosłe dzieci. Chcę żyć normalnie. Nie pozwolę się zastraszyć”.

Dzisiaj ojciec Fabiana jest poszukiwany. Dzisiaj wszystkie media chcą pomóc załamanej matce 3,5 letniego Fabiana, która od wielu miesięcy obawiała się tego, co wydarzyło się kilka dni temu. Już wtedy bała się, że jej syn zostanie porwany przez ojca.

„Mamusia bije Fabianka? Mojego kochanego synka bije, tak?”

Ojciec Fabiana jest świetnym manipulantem. Na Facebooku ma swoich zwolenników. Wielu kibicowało ojcu, by ten mógł odzyskać syna „katowanego” przez matkę. Wśród nich byli też tacy, którzy mamie Fabiana, pani Anecie życzyli wszystkiego najgorszego. Gdy trafiłam na tę historię coś mi w niej nie pasowało. Ojciec, który umieszcza zdjęcia syna sugerując, że matka się nad nim znęca. Na jednym z opublikowanych filmików pytał Fabiana: „Mama cię bije Fabianku? Tak? Mamusia bije Fabianka? Mojego kochanego synka bije, tak?”. Dwuletni chłopiec płacząc powtarzał za ojcem „tak”. Zrobiłam eksperyment na synu mojej siostry. Spytałam: „Tymek, tata zjadł ci wafelka, tak? Zjadł ci?” I Tymek, wtedy w tym samym wieku co Fabian, odpowiadał „tak”, choć żadnego wafelka nie było i nikt go nie zjadł.

Kilka miesięcy temu pisząc o tej sprawie rozmawiałam zarówno z mamą jak i ojcem Fabiana. Ojciec chętnie przesłał mi wszystkie pisma, badania, opinie różnych  specjalistów. Miało to być dowodem na to, że dziecko jest bite, a jego matka poważnie chora i niezdolna do zajmowania się synem. Żaden z tych specjalistów nigdy nie spotkał się ani z dzieckiem, ani z jego matką. Opinie wydawali na podstawie zdjęć i kręconych przez ojca Fabiana filmików.

Mężczyzna miał ograniczone prawa rodzicielskie. Mógł widywać się z synem tylko w obecności kuratora. Zarzucał, że wszystkie instytucje – urzędy, sądy, są w zmowie przeciwko niemu.

„Jak byłam w ciąży, przystawiał mi broń do głowy”

Kiedy historia Fabiana została opublikowana, do redakcji zaczęły spływać maile. Niezbyt miłe. Mówiące o tym, że pokazujemy zakłamany obraz ojca Fabiana, który w końcu chce wszystkiego co najlepsze do swojego dziecka. – „Jesteście poj**ani. Zobaczycie”. Nikt nie skomentował tego, co mówiła pani Aneta: „Jak byłam w ciąży, przystawiał mi broń do głowy. Pobił krótko po urodzeniu syna. Musiałam uciekać”.

Później miałam okazję rozmawiać z psychologiem, który na wniosek Rzecznika Praw Dziecka była w domu Fabiana. Psycholog poznała jego matkę, miała okazję przez kilka dni obserwować ich relacje. Powiedziała mi: „W domu nic złego się dziecku nie dzieje. Matka kocha syna nie robi mu żadnej krzywdy, ale jest tak zastraszona… boję się, że coś złego się tam stanie”.

I stało się. 24. listopada zamaskowani mężczyźni wyrwali z rąk matki dziecko i porwali je. A ona przecież mówiła: „Nie chcę uciekać, boję się tylko, że on coś zrobi mojemu synowi. On ma potrzebę posiadania. Władzy. Udowadniania, że to jego będzie na wierzchu. Tu nie ma miłości. Gdyby kochał, nie robiłby tego swojemu synowi”.


 

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku


„Wszyscy przyczynili się do porwania Fabianka”

– Dlaczego dopiero teraz media chcą mówić o tym, co zrobił ojciec Fabiana? – pyta pani Aneta.  –Przez tyle lat nikt mi nie pomógł, nikt nic nie zrobił. On wszystkie urzędy, sądy obrzucał błotem,  a oni nie reagowali.  Tak naprawdę wszyscy mu pomogli.

Gehenna Pani Anety i jej syna trwała, ostatnio było coraz gorzej. – Przez cały maj nie chciał oddawać dziecka po spotkaniu. Uciekał z Fabianem przed kuratorem. Mężczyzna zarzucał pani Anecie ograniczenie możliwości spotkań z dzieckiem – W ostatnich miesiącach mógł się widzieć z Fabiankiem tylko w soboty. Raz w tygodniu, bo w przedszkolu nie pozwalał dziecku normalnie funkcjonować. Wysyłał nieprzyjemne pisma. Zaniósł też wszystkie filmy, oświadczenia, opinie na mój temat. Przygotowałam pismo o utrudnianiu edukacji dziecka. Pani dyrektor napisała, że nie widzi podstaw do potwierdzenia tego, że biję dziecko. Zaniosłam to wszystko do sądu i stąd ograniczenie spotkań z Fabianem. Fabian nie chciał do niego chodzić. Mówił, że tata krzyczy i nie chce oddać do mamusi. Nie mogłam, tak jak kiedyś rocznego, płaczącego dziecka dać ojcu. Nie mogłam już na siłę założyć mu butów i przekazać ojcu. Uszanowałam jego wolę. Robiłam tak, jak każdy mi powtarzał: „Dobro dziecka jest najważniejsze”. Kuratorowi mówiłam: „Fabian jest przygotowany, ale nie chce iść”.

Fot. iStock / Alfonso Cacciola

Fot. iStock / Alfonso Cacciola

„Uważaj, bo go porwę…”

Nikt nie reagował na wołanie o pomoc pani Anety. Media opisywały sytuację, kiedy ojciec Fabiana robił wokół siebie większy szum niż zazwyczaj. Pretekstem była choćby pikieta pod urzędem w Radomiu.  – Chwilę się zainteresowali, ale nikt później już nie widział, że moje życie nadal wygląda tak samo. Że ja nadal chodzę do prokuratury i mówię, że ojciec Fabiana mnie nęka, że boję się o dzieci, że są mi wysyłane SMS-y: „Uważaj, bo porwę ci Fabianka.”. Przecież te SMS-y widział kurator rodzinny, pisał o nich w wywiadach. Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nic nie robił. A teraz już na wiele rzeczy jest za późno. Tylko ja wciąż nie mam dziecka, wciąż nie wiem, gdzie ten „fantastyczny” tata przebywa. Nie chce się ujawnić. Nie chce współpracować z policją.

Facebook grzmiał. „Co za sz**ta bije swoje dziecko”, „Niech jej ktoś wpie***li”. – Drukowałam to wszystko, zanosiłam do prokuratury. Mówiłam, że odbył się na mnie lincz społeczny, ale nikt na to nie zwracał uwagi. Kiedy w piśmie o nękaniu napisałam, że każdy na Facebooku dzięki ojcu Fabiana może się dowiedzieć, gdzie mieszkam, co robię i gdzie pracuję, dostałam odpowiedź: „Nie stwierdzono czynu zabronionego”. Oni doprowadzili do tego co się stało, pomogli mu nie stawiając żadnych zarzutów, wręcz przeciwnie – wszystko umarzając. Tylko teraz ja Fabianka nie mam, nie wiem gdzie jest, co on z nim robi, a oni wszyscy trzymają się za głowy i myślą co jeszcze teraz mogą zrobić. Za późno…


 

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku

Internauci związani z ojcem chłopca bez skrępowania gratulują mu porwania dziecka. | Fot. Screen z profilu ojca chłopca na Facebooku


 „Każdy mówi: będzie dobrze. Kiedy? Za pięć lat, jak syn nie będzie mnie już pamiętał?”

Najgorsza jest bezradność. – On mówił, że tylko wziął dziecko na badania. To jakim cudem znaleźli się podejrzani i aresztowani, którzy w tym uczestniczyli? To jest porwanie, które było planowane od dawna. Czuję się beznadziejnie, mam coraz mniej wiary, bo z każdą kolejną godziną nic się nie dzieje. Gdyby jeszcze ktoś dał nadzieję, że jest jakiś ślad. A tu nie ma nic. Nie mam dziecka. To, że ktoś napisze, że widział Fabiana, że jest zdrowy, to ja w to nie wierzę, bo może chce tylko zmylić trop.

Pozostaje czekanie, to najgorsze, kiedy nic nie można zrobić. – Muszę czekać na telefony, na jakąś wiadomość , to jest najbardziej dobijające. Każdy mówi będzie dobrze, a ja się pytam: kiedy? Za dwa lata, może z pięć, kiedy Fabian już nie będzie mnie pamiętał? Wierzę w to, że mój syn się odnajdzie, że go zobaczę i przytulę do siebie.

Na Facebooku: „Brawo”, „Gratulacje za odwagę”, „W końcu Fabianek będzie szczęśliwy, bo tatuś już go ma przy sobie”…

Nie bądźmy ślepi głusi. Łatwo wydaliśmy wyroki? Nie pomogliśmy wcześniej? Internet ma potężną moc, czynienia zła lub dobra. Pomóżmy teraz odnaleźć Fabiana.

8463922-poszukiwany-chlopiec

Fot. Childalert.pl

 

 


Zobacz także

14 mini wskazówek, które ułatwią zrzucenie zbędnych kilogramów

Tej jesieni postaw na kalosze. Wiemy, z czym je łączyć, by wyglądać stylowo

Jak w parę minut opanować stres i… jak się pozbyć na dobre