Bądź jak homar… Bo z każdej, nawet beznadziejnej wydawałoby się sytuacji, jest wyjście

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
8 sierpnia 2017
Fot. iStock/piskunov
Fot. iStock/piskunov
 

Krąży po necie opowieść o homarze, który mieszka w swojej skorupce. Kiedy homar rośnie, skorupka zaczyna robić się ciasna. A kiedy już jest tak ciasna, że staje się po prostu niewygodna, homar wchodzi pod kamień, zrzuca ciasny pancerz i z narażeniem życia czeka na to, by nowa skorupa, większa o rozmiar, otoczyła jego homarze ciałko, przywracając bezpieczeństwo i komfort. Żyje sobie potem homar zadowolony, aż pewnego dnia czuje, że skorupa znowu go uwiera. Chcąc pozbyć się niewygody, lezie pokornie pod kamień i po raz kolejny zrzuca zbyt ciasny pancerz wystawiając się tym samym na niebezpieczeństwo takie, że oto będąc homarem bezbronnym, może zostać pożarty na obiad przez jedną czy drugą barakudę (nie wiem doprawdy czym żywią się barakudy, ale z samej li tylko nazwy wnoszę, że potencjał to one już mają na takiego homara). Tak oto homar, od skorupy do skorupy, wzrasta, rozwija się i zamienia się w mega homara o rozłożystych wąsach i imponujących szczypcach.

Człowiek dla odmiany, kiedy w ciele mu niewygodnie, idzie do lekarza i zażywa pigułkę. Taką, która niweluje odczuwanie dyskomfortu i daje na powrót poczucie, że nic nie boli, nic nie uwiera, a więc i problem człowiek ma z głowy. No niby, rzec chciałoby się, tymczasem jak wiadomo, pozory mylą. Gdyby homar w swojej za ciasnej sytuacji zechciał zagłuszyć uczucie ucisku (zażywając przykładowo pigułkę z wodorosta), natura pewnie by mu to jakoś umożliwiła, tyle że homar nigdy nie wyrósłby na pięknego, imponującego, wąsatego stwora, lecz byłby jako ten karzeł. Bo morał tej historii, w dużym uproszczeniu jest taki, że bez niewygody nie ma wzrostu.

Przeciwności losu, bo o nie tutaj w głównej mierze chodzi, to niejednokrotnie nasza jedyna szansa na rozwój. Kiedy bowiem wszystko idzie znajomym torem, kiedy życie jakoś tam się toczy (nieważne, że nie do końca zgodnie z naszymi pragnieniami, ale przecież nie można mieć wszystkiego, czyż nie tak?), wtedy pogodzeni z tym jak jest, nie chcemy niczego więcej. Nie myślimy o tym, że tak po prawdzie tkwi w nas niezwykły potencjał i jeśli tylko byśmy podjęli działanie, moglibyśmy sięgnąć gwiazd. W sytuacji życiowego komfortu (który tak po prawdzie jest zwykłym kompromisem), nie robimy jednak tego, bo kto by tam po gwiazdy sięgał, jak przecież rachunki płacić trzeba, dzieci nakarmić, o męża zadbać, remont zrobić i przyjaciółkę uratować…. Mój boże! Jakie gwiazdy kobieto!? W głowę się puknij i przestań bredzić…. No czyż nie tak większość z nas kombinuje?

Tyle że człowiek to tak naprawdę ma w sobie coś metafizycznego. Coś, co siedzi mu w duszy i nie odpuszcza. Coś, co definiuje człowieka i najbardziej na świecie chce go uczynić pięknym, wąsatym homarem. To coś, tak łatwo nie odpuszcza. To cos, nie pozwala na to, by człowiek siedział w zbyt ciasnej skorupie, faszerując się pigułką na dyskomfort. To coś, jest na tyle zdeterminowane, że jak już nie widzi innego wyjścia, to wtedy robi klasyczną interwencję. Wywraca człowiekowi życie do góry nogami, kładąc pod nogi naprawdę ciężką kłodę. Rzuca mu rakiem w twarz.

Może to zabrzmi zarozumiale, ale wierzę, że człowiek nie po to przychodzi na ten piękny świat, by duchowym karłem całe życie być. Wszyscy mamy w sobie potencjał na to by zostać największym i najbardziej imponującym z homarów. Dlatego w czasie kiedy my, zamiast rozwijać się jak należy, siedzimy w zbyt ciasnej skorupie, nasz własny, mądry organizm poszukuje wyjścia z sytuacji. Poszukuje wolności. Poszukuje sposobności ku temu, by wydostać się z ciasnoty, jaką by ona nie była. A jeśli tego dostać nie może, wtedy zaczyna proces autodestrukcji. Ileż to trzeba, by zdrowa komórka, nagle zwariowała? Ileż to trzeba, by zamiast utrzymać balans, zaczęła się nagle mnożyć jak szalona, obracając się w coś, co akurat każdorazowo, o ironio!, dostaje stuprocentową uwagę? Coś na wzór: jak nie można po dobroci, to rakiem panią poczęstujemy.

Skuteczność takiego posunięcia jest najczęściej oszałamiająca. Rak jednym kopniakiem wykurza nas z za małej skorupy i lądujemy pod kamieniem, nadzy i bezbronni. A dookoła wiadomo, same barakudy. Wiemy jednak, z opowieści o homarze, że to wcale nie jest sytuacja taka bez żadnego wyjścia. To znaczy wiadomo, pożreć nas zawsze może jakieś nieprzyjazne stworzenie, jeżeli będziemy nieuważni, ślamazarni, pogrążeni w marazmie i obezwładniającym strachu. Ale jeśli uda nam się zareagować na kryzys właściwie i jeśli całą sytuację obrócimy w mądry scenariusz, wtedy pod tym właśnie kamieniem, w tym nieprzychylnym bądź co bądź środowisku, jesteśmy w stanie tak naprawdę wzrosnąć i zbudować taki pancerz, w którym nasze nowe „ja” poczuje, że oto pełną piersią oddycha.

Choroba taka jak rak, zawsze czyni nas bezbronnymi. Przynajmniej na jakiś czas, po którym to odkrywamy, że choroba to tak naprawdę dar od losu. To sposób na zmianę życia, na zrzucenie zbyt ciasnej skorupy. To ten ostatni dzwonek na to, by zajrzeć głęboko w siebie i zrobić porządny rachunek sumienia. To moment, w którym, jeśli chcemy wyjść z niego żywi, musimy spojrzeć w głąb swojej duszy i najszczerzej jak tylko potrafimy, odpowiedzieć na pytania: jakie jest to moje życie? Co w nim tak naprawdę nie pracuje? Gdzie jestem ja, w tej mojej życiowej historii? Czy otacza mnie miłość czy może tylko jej złudzenie? Czy moje relacje są zdrowe, czy może toksyczne i wyczerpujące? Czy mam okazję realizować swoje marzenia, czy też może ktoś inny realizuje marzenia swoje używając mnie jak jakiegoś instrumentu?

Pytań takich jest wiele, do tego każdy z nas zapewne pyta o coś innego. Ważne jest jednak to by za wszelką cenę odpowiedzieć sobie szczerze na każde zadane pytanie. Tylko tak możemy wzrosnąć. Tylko tak możemy się wzmocnić. I tylko tak, możemy przejść przez raka. Czy zachowamy przy tym życie, tego nijak zagwarantować nie można. Ale z pewnością UZYSKAMY życie o jakim – na świadomym poziomie – nigdy nie myśleliśmy. Rak bowiem (jeśli tylko mu na to pozwolimy, pokonując do niczego nieprzydatny strach), jak żadna inna okoliczność, potrafi wydobyć z nas najlepszą jakość. Tą naszą kwintesencję, która daje nam szczęście i poczucie spełnienia, która niweluje stres życia nie-swoim życiem. Nie tyle też uśmierza ból spowodowany odczuwanym dyskomfortem, co eliminuje jego przyczyny. Wtedy też, jeżeli dane nam będzie wyjść spod kamienia, wypłyniemy spod niego silniejsi, więksi, mądrzejsi i wzmocnieni tym niezwykłym uczuciem jakie idzie w parze ze świadomym odczuwaniem komfortu bycia sobą we własnym ciele, sercu i duszy. A że do tego i szczypce nam się wzmocnią i wąsy rozwiną to tym dla nas lepiej.

amazonka w dzubki agata

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź Amazonkę w Dżungli na blogu oraz na Facebooku.


Tajemnice kobiecego ciała, o których nie wie większość z nas

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
8 sierpnia 2017
Tajemnice kobiecego ciała, o których nie wie większość z nas
Fot. iStock/bloodua
 

Kobiety były, są i będą wielką tajemnicą. Niemniej jednak badania naukowe pozwalają na to, żeby wiele dowiedzieć się o naszych wyjątkowych cechach. Wszyscy, którzy uważają, że my i mężczyźni jesteśmy zasadniczo podobni i że różnica między płciami nie jest tak duża, powinni przeczytać ten tekst. Poznajcie kilka niezwykłych faktów, które dotyczą kobiecego ciała. Wiele z nich jest naprawdę ciekawych i zaskakujących. W końcu jesteśmy wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Dlatego fajnie być kobietą :) .

Tajemnice kobiecego ciała, o których nie wie większość z nas

Nasze serce bije szybciej niż serce mężczyzny

Ludzkie serce u przeciętnego dorosłego bije około 70-85 razy na minutę. I pojawia się tu wyraźna różnica pomiędzy płciami. U mężczyzn bije ok. 70-72 razy na minutę, u kobiet 78-82. Dlaczego serca kobiet biją szybciej niż serca mężczyzn? Odpowiedź jest prosta. Bo są mniejsze – ważą ok. 200 g, męskie ok. 300. Mniejszy narząd pompuje mniej krwi przy każdym uderzeniu, dlatego musi zwiększyć ich liczbę, aby dostarczyć odpowiednią dawkę.

Tajemnice kobiecego ciała, o których nie wie większość z nas

Fot. iStock / alexkich

Mamy lepszą odporność

Jesteśmy mniej narażone na infekcje i choroby niż mężczyźni. Odpowiedzialne są za to estrogeny, które zwiększają zdolność makrofagów do zabijania bakterii w organizmie. Poza tym nasz system „nie okazuje miłosierdzia” wirusom i grzybom.

Silniej identyfikujemy smaki

Badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Yale wykazały, że mamy więcej kubków smakowych niż mężczyźni. W związku z tym lepiej i silniej identyfikujemy smaki.

Wolniej spalajmy tłuszcz

Kobiety wolniej tracą tkankę tłuszczową niż mężczyźni. Dlaczego? Po pierwsze fakty. Mamy średnio o 8 – 10 proc. więcej tłuszczu niż mężczyźni. Ponadto spoczynkowa przemiana materii u mężczyzn jest o 4 – 10 proc. wyższa niż u kobiety o tej samej wadze i wzroście. No i oczywiście wpływają na to hormony.

Mamy większą zdolność do rozpoznawania subtelnych odcieni podstawowych kolorów

Jesteśmy lepiej dostosowane do zadań, które wymagają wyboru próbek lub kolorów. Według badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu w Nowym Jorku w 2012 roku, lepiej od mężczyzn odróżniamy subtelne odcienie kolorów podstawowych (czerwony, zielony, żółty, niebieski). Chyba już nie będziesz się więcej gniewać na swojego ukochanego, kiedy nie będzie potrafił odróżnić różowego od malinowego?:)

Mrugamy dwa razy częściej

Dlaczego w ogóle mrugamy? Bo ta czynność zapewnia ciągłe nawilżanie gałek ocznych i chroni je przed ciałami obcymi. Poza tym oczyszcza oczy cieczą łzową. Fakt jest taki, że mrugamy dwa razy więcej niż mężczyźni. Przyczyniają się do tego wspomniane już wcześniej estrogeny, które stymulują produkcję „środków smarujących” w całym ciele, w tym także oczu. Co ciekawe, kobiety przyjmujące tabletki antykoncepcyjne mrugają prawie o 32 proc. częściej niż inne kobiety. Za to panie po menopauzie często cierpią z powodu „suchego oka”.

Nasza skóra jest bardzo delikatna i wrażliwa na dotyk

Nasza skóra jest bardzo delikatna i elastyczna. Dlatego nie tylko mocniej odczuwamy dotyk, lecz także jesteśmy bardziej wrażliwe na czynniki zewnętrzne. Są też tego negatywne strony. Często cierpimy z powodu trądziku i  szybciej pojawiają się u nas zmarszczki.

Jesteśmy bardziej rozciągnięte

Jesteśmy bardziej rozciągnięte od mężczyzn. Jest to spowodowane głównie tym, że nasze ciało jest naturalnie przygotowane do porodu. Dlatego łatwiej przychodzi nam wykonywanie skomplikowanych pozycji na zajęciach jogi. Oprócz tego przyczynia się do tego nasza budowa i hormony.

Poczuj energię jogi - oto 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć

Fot. iStock / webphotographeer

Mamy więcej receptorów nerwowych

Z tego powodu, że mamy wiele receptorów nerwowych na całym ciele, mocniej odczuwamy ból. Według badań opublikowanych w magazynie Plastic and Reconstructive Surgery, mamy średnio 34 włókna nerwowe na centymetr kwadratowy skóry twarzy, u mężczyzn jest ich średnio tylko 17. Różnica jest także na powierzchni całego ciała.

Płaczemy 30-64 razy w ciągu roku

Okazji do płaczu mamy milion. Ważne dla nas wydarzenie, piękne słowo, film i PMS mogą sprawić, że polecą nam łzy. Nie wynika to tylko z tego, że jesteśmy emocjonalne, wrażliwe. Mamy także… płytkie kanały łzowe, które są szybciej napełniane i łatwo się „rozlewają”. Stąd tak często pojawiają się na naszych policzkach łzy.

Nasze ciało to prawdziwa zagadka. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, dlaczego dzieje się tak a nie inaczej. Dlatego dobrze, że naukowcy fascynują się nami, kobietami, i pomagają to wszystko zrozumieć.


 

Źródło: cathe,livestrong, livescience, topics, howtogetridofacne, brightside


7 kg w 7 dni. To możliwe dzięki tej diecie

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
8 sierpnia 2017
Fot. iStock / Kazzakova
Fot. iStock / Kazzakova

Była już dieta 5:2, ciesząca się dużą popularnością Dukana oraz Śpiącej Królewny. Teraz nadszedł czas na dietę General Motors, dzięki której w siedem dni możesz stracić 7 kg. Miliony osób na całym świecie dzielą się korzyściami wynikającymi z jej stosowania. Brzmi zbyt dobrze, żeby było prawdziwe?

UWAGA! Jak to bywa w przypadku rygorystycznych diet, eksperci biją na alarm. To prawda, że zrzucisz trochę na wadze, ale nie unikniesz szkodliwych efektów, jakie zajdą w twoim organizmie. Pamiętaj o tym, że przeprowadzasz ją na własne ryzyko.

Fot. iStock/GlobalStock

Fot. iStock/GlobalStock

Na czym polega?

Dieta polega na tym, że każdego dnia spożywasz różne grupy żywnościowe. Ważne przy tym jest, żeby wypijać odpowiednią ilość wody – minimum to 8 szklanek dziennie.

Jak wygląda siedmiodniowy plan?

1 dzień

To najłatwiejszy do przejścia dzień, bo praktycznie wcale nie odczuwasz głodu. Twoje posiłki to owoce zawierające jak najwięcej wody np. melon. Unikaj bananów aż do 4. dnia!

2 dzień

Dzień warzywny. Możesz jeść wszystkie bez ograniczeń. Mogą być surowe, gotowane, przyrządzone na parze. Na I lub II śniadanie możesz zjeść ziemniaki.

3 dzień

W tym dniu łączysz owoce z warzywami. Nie ma żadnych limitów – możesz jeść je bez ograniczeń. Nadal unikaj bananów.

4 dzień

To dzień, w którym królują banany i mleko. Powinnaś zjeść 8-10 owoców oraz wypić 3-4 szklanki mleka. Możesz przygotować pyszny koktajl – wystarczy, że zblendujesz składniki ze sobą.

5 dzień

Na obiad zjedz szklankę ryżu i 5 dużych pomidorów. Mogą być surowe, ugotowane bądź zblendowane. W tym dniu ważne jest, abyś wypiła min. 15 szklanek wody.

6 dzień

Kolejny dzień, w którym możesz jeść warzywa bez limitu. Dodatkowo zjedz na obiad szklankę ryżu.

7 dzień

Możesz jeść dowolną ilość warzyw oraz pić soki warzywne. Do tego powinnaś zjeść szklankę ryżu. To także dzień, w którym możesz ocenić efekt diety poprzez sprawdzenie swojej wagi.

Aktywność

Biorąc pod uwagę minimalną zawartość kalorii w diecie, nie zaleca się uprawiania sportów. Jedynie można chodzić na spokojne spacery lub na jogę.

Wady

Dietetycy nie są zachwyceni tą dietą. Co prawda, wiele osób pozbyło się kilku kilogramów (najczęściej 4-7 kg), czym chętnie się chwalą. Ale nie pozbyli się tłuszczyku, bo podczas tych siedmiu dni traci się jedynie wodę i mięśnie.

Inni uważają, że ciężko jest na niej wytrzymać i nie złamać jej zasad. A to prowadzi do poczucia winy i wstydu, przez co podejmujesz decyzję o rozpoczęciu kolejnej szkodliwej diety. I w ten sposób wpadasz w błędne koło.

Dlatego specjaliści radzą, aby nie stosować żadnych cudownych diet, tylko by wprowadzić zdrowe zmiany w sposobie żywienia.

Źródło: independent


Zobacz także

Fot. iStock/shironosov

Czy tylko dzieci i starsi ludzie potrafią dziś zaufać nieznajomym?

Fot. Flickr / Emily May  /  CC BY

Chcesz mieć piękne mieszkanie? Wystarczą cztery rzeczy!

Fot. iStock/Petar Chernaev

Regulamin konkursu „Chcesz być szczęśliwa? Uśmiechnij się! Pokaż nam swoją radość!”