„A czymże jest prawdziwa męskość, jeśli nie wymieszanymi w odpowiednich proporcjach klasą i szaleństwem?”

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
11 listopada 2017
Fot. iStock/Smileus
Fot. iStock/Smileus
 

Kilka dni temu wdałem się w dyskusję na temat męskości. Czym ona jest? Jaki facet jest męski, a jaki nie? Zdania jak zwykle były bardzo podzielone. Dla jednych męski jest Pudzianowski, bo ma imponujące mięśnie. Dla innych Piotek Stramowski, bo z wyglądu „kipi testosteronem”. Niemęscy faceci przesadnie dbający o siebie. Niemęscy jeżdżący do spa, niemęscy chodzący w spodniach rurkach…

W swoim profilu na portalu randkowym opis rozpocząłem od cytatu z Sapkowskiego: „A czymże jest prawdziwa męskość, jeśli nie wymieszanymi w odpowiednich proporcjach klasą i szaleństwem?”

Zacząłem się zastanawiać jak to jest u mnie z tym postrzeganiem męskości. Dochodzę do wniosku, że z biegiem czasu wszystko mi się zmienia. I to dość znacząco.

Mam 10 lat

Moim ideałem męskości i wzorem do naśladowania jest mój trener. Jest świetnie zbudowany, uwielbia sport i to jemu poświęcił w znacznej mierze swoje życie. Sam ćwiczy dwa razy w ciągu dnia, niemal codziennie, a do tego dochodzą treningi dzieciaków, gdzie też nie snuje teorii, nie siedzi na ławce, tylko bierze aktywny udział w treningach. Ma świetne podejście do dzieciaków, potrafi zmotywować gdy trzeba, zganić też gdy trzeba. Jest mądry, potrafi dać dobrą radę niemal każdemu. Słucha, żywo się interesuje naszymi problemami i wskazuje ścieżki ich rozwiązania.

Mam 20 lat

Za ucieleśnienie męskości uchodzi dla mnie mój kumpel, który „wyrywa wszystkie laski”. Jest wysportowany, przystojny i bardzo pewny siebie. Na każdym kroku podkreśla swoją przebojowość. Pochodzi z dość biednej rodziny, nie stać go na najmodniejsze gadżety, nie ma markowych ubrań, ale… ma na to „wywalone”. Chodzi w nieśmiertelnej ramonesce, jest buntownikiem, pali papierosy, klnie jak szewc i kobiety nie są w stanie mu się oprzeć. Z drugiej strony pewnie teraz niejedna „laska” opisała jego podboje na fali akcji „metoo”. Cóż… nie da się ukryć, że kiedyś mi to imponowało. Sam pozowałem na cwaniaka, ale aż tak daleko nie posunąłem się nigdy. I dobrze. Nawet i bez tego jest mi teraz głupio.

Mam 30 lat, właściwie 30+

Nie przywiązuję już takiej wagi do wyglądu. Mam wrażenie, że sam wygląd niewiele ma wspólnego z męskością. Znakomicie mierzą się z tematem męskości Agata Jankowska i Michał Pazdan w książce „Męskie sprawy”. Generalnie to świetna książka, którą serdecznie polecam. Niby dla facetów… ale powinna przeczytać ją każda kobieta.

Wracając…

Męskość – jak dla mnie – tkwi w głowie. To cecha charakteru. Męski jest ten, kto bierze odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę. Kto jest gotów „wziąć na klatę” konsekwencje swoich decyzji. Męstwo to okazywanie troski, dbałość o drugą osobę i o jej bezpieczeństwo. Czułość i troska to nie tylko domena kobiet. Czułość i troska jest… męska! Męski jest mój przyjaciel – Adam, który ma jaja by powiedzieć: „Nie stary, nie spotkam się z Tobą na piwo, bo muszę odrobić z młodym lekcje, albo bo dzisiaj jest moja tura sprzątania”. Początkowo mierzył się z naszym naigrywaniem, z próbowaniem wjeżdżania mu na ambicję, bo niby dał się wziąć pod pantofel, ale tak naprawdę to bzdura! Tworzą z Anką szczęśliwą rodzinę. Kochają się, razem dbają o dom i to on jest głową rodziny. Może nie ma super umięśnionej sylwetki, nie ma super wypielęgnowanej brody, nie pozuje na drwala, ale ZAWSZE można na nim polegać. Ceni swoje słowo, nie szafuje nim, nie rzuca na wiatr i zawsze go dotrzymuje. To też jest moim zdaniem męskie. Sporo pracuje, ale potrafi wyważyć proporcje by połączyć karierę z życiem rodzinnym i czasem dla przyjaciół. I mam nadzieję, że jak już będę miał rodzinę… będę taki jak on.

A dla Was… kto jest męski? Jak pojmujecie to pojęcie?


Absurdem jest dla mnie sytuacja, gdy kobieta chce zoperować się dla… mężczyzny. I nie ma znaczenia, że „zrobiłam tylko piersi”, bo on lubi duże

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
11 listopada 2017
Fot. iStock/teksomolika
Fot. iStock/teksomolika
 

Kilka dni temu biegając po lesie poślizgnąłem się na mokrych liściach, upadłem tak niefortunnie, że złamałem nogę. Jestem przykuty do łóżka, więc… czytam, przeglądam Facebooka i … piszę. :)

Na jednej z facebookowych grup rzucił mi się w oczy post kobiety, która zastanawia się nad zoperowaniem sobie piersi i brzucha dla… swojego faceta. Urodziła mu czwórkę dzieci, a co za tym idzie, jej ciało przestało być perfekcyjne. Być może nigdy nie było – tego nie wiem, w każdym razie teraz ma rozstępy na brzuchu, a piersi straciły jędrność. Jej mężczyzna „niby nie narzeka, ale ogląda filmiki z innymi „idealnymi” kobietami (wiecie, co mam na myśli), a mnie jest przykro. I właśnie się zastanawiam, czy zrobić sobie taką operację.”

Wiele moich koleżanek poddało się operacjom plastycznym, korektom piersi, twarzy, oczu, ust i sam diabeł wie, czego jeszcze. Zabiegi medycyny estetycznej stały się swego czasu prawdziwą plagą. Co gorsza… koleżanki polecały sobie wzajemnie jeden gabinet, dzięki czemu wszystkie teraz wyglądają jak ze sztancy. Różnią się rzecz jasna wzrostem, odcieniem włosów, ale twarze mają bardzo podobne.

Pół biedy, gdy kobieta decyduje się na ingerencję w swój wygląd w pogoni za jakimś bliżej nieokreślonym ideałem piękna. Rozumiem, że można mieć wyobrażenie na temat tego jak chcielibyśmy wyglądać. Ba! Sam mam cel, który chciałbym osiągnąć, sylwetkę, którą chciałbym wypracować.

Absurdem jest dla mnie natomiast sytuacja, gdy kobieta chce zoperować się dla… mężczyzny. I nie ma znaczenia, że „zrobiłam tylko piersi”, bo on lubi duże.
Jeśli mały biust jest dla Ciebie, DLA CIEBIE poważnym kompleksem, który spędza Ci sen z powiek – jak najbardziej – skorzystaj z możliwości, które daje medycyna by poczuć się lepiej. Mam świadomość jak ważna jest pewność siebie, dobre samopoczucie we własnym ciele. Będąc nastolatkiem wyglądałem jak żółtozębny pryszczaty troll. Naprawdę wiem jak to jest, gdy kompleksy zatruwają ci życie. Zainwestowałem w swój wygląd sporo czasu i pieniędzy i czuję się znacznie lepiej.

Nigdy natomiast nie zdecydowałbym się na operację plastyczną tylko dlatego, że namawia mnie do tego moja partnerka. Tak samo nie rozumiem, jak można dopuścić myśl, że jakakolwiek kobieta miałaby zoperować się dla mnie. Jeśli kocham, to akceptuję…

Naprawdę drogie Panie, moim zdaniem – żaden, ŻADEN facet nie jest tego wart. A już taki, który nie akceptuje Waszych „niedoskonałości” tym bardziej.

Toczę odwieczny bój z moim kumplem, który ożenił się z korpulentną brunetką, choć zawsze podobały mu się chłodne „norweskie” blondynki. Do tego… anorektycznie chude. Doprowadził swoją żonę, którą podobno bardzo kocha, do takiego wychudzenia, że przy wzroście 168 cm ważyła 39 kg. To nic, że przez anemię i permanentne farbowanie włosów dziewczyna niemal wyłysiała. Przecież są peruki i to w dodatku w idealnym odcieniu blondu. Rozmawiałem z nimi dziesiątki razy. I z nim i z nią… Ona czuje się szczęśliwa, bo… uszczęśliwia jego. To nic, że wyniszcza swój organizm. Na każde moje wspomnienie, że on jest zwyczajnym dupkiem, totalnym egoistą – oboje reagują agresją.

Wielokrotnie słyszałem wypowiedzi kobiet, które martwią się swoim cellulitem, rozstępami, czy kilkoma kilogramami za dużo, a co za tym idzie wstydzą się rozebrać przed partnerem/facetem/mężem/kochankiem/mężczyzną.

Otóż drogie Panie… TERAZ BĘDZIE WAŻNA LEKCJA.

Możecie mi wierzyć lub nie, choć wolałbym, żebyście jednak uwierzyły…

Faceci nie zwracają na to uwagi. Naprawdę żaden, ŻADEN facet, który zobaczy kobietę w seksownej bieliźnie, albo w negliżu nie pomyśli… Ooo! Ma kilka kilogramów za dużo. Albo… ooo! Ma cellulit. Zdradzę Wam w sekrecie, że 80 % facetów nawet nie wie co to jest. Ja też musiałem prosić moje partnerki kilkukrotnie, żeby mi go pokazały, żeby zrozumieć o co chodzi. A nawet gdyby znalazł się jakiś niedobitek, któremu zrodzi się taka myśl to… obawiam się, że to z nim jest coś nie tak, a nie z WAMI.

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – nie chodzi mi o to, żebyście sobie teraz absolutnie odpuszczały. Tak jak Wy lubicie zadbane ciała, tak faceci też je lubią. Jasna sprawa… każdy z nas docenia piękno. Nie warto jednak dać się zamknąć w sidła pogoni za idealnym wyglądem. A już szczególnie dla faceta…

Co jeśli teraz całkowicie się dla niego zmienicie, a on odejdzie bo znajdzie kogoś kto bliższy jest jego ideałowi? Co jeśli ten kolejny facet będzie oczekiwał, żebyście wyglądały zupełnie inaczej?

Przypominam, że POLKI uchodzą za najpiękniejsze na ŚWIECIE. Podróżuję sporo i gotów jestem podpisać się pod tym obiema rękoma. Pomijamy Wenezuelę, gdzie operuje się już nastoletnie dziewczynki i panuje zatrważający kult skalpela.

Drogie Panie, jesteście naturalne, jesteście piękne i… niczego nie musicie w sobie zmieniać. No chyba, że to WY naprawdę chcecie.


Od jakiegoś czasu dostaję sporo wiadomości, w których zazwyczaj obce panie proponują mi seks. Czasami są gotowe nawet za to płacić

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
6 listopada 2017
Fot. iStock /  nemke
Fot. iStock / nemke
 

Mam profile na kilku portalach społecznościowych, randkowych etc. Od jakiegoś czasu dostaję sporo wiadomości, w których zazwyczaj obce panie proponują mi seks. Czasami – ku memu zdziwieniu – są gotowe nawet za to płacić. Kobiet jest cały przekrój – od młodszych ode mnie (te zazwyczaj oczekują czegoś w zamian, choć bywają i takie, które proponują seks dla samego seksu, dla frajdy, dla przyjemności), przez kobiety mniej więcej w moim wieku, po starsze i to one są gotowe płacić najczęściej). Początkowo odbierałem każdą taką propozycję, jako komplement. Nie ukrywam – schlebiało mi to.

Z biegiem czasu jednak zaczęło coraz bardziej zastanawiać. Czy to ze mną jest coś nie tak? Czy to ja wysyłam w przestrzeń komunikat, że jestem otwarty, chętny na tego typu spotkania? Zawsze wydawało mi się, że nie, ale może jednak?

Rozmawiałem o tym ze znajomymi i sprawa ta wyraźnie nas podzieliła. Mężczyźni w większości stwierdzili, że nie mieliby nic przeciwko otrzymywaniu tego typu wiadomości. Ba! Część była nawet gotowa z nich skorzystać. Niewielu przyznało się do tego, że zdarzało im się proponować seks zupełnie przypadkowej kobiecie z Internetu.

Moje znajome natomiast niemal jednogłośnie potwierdziły, że tego typu wiadomości to norma. Otrzymują takie propozycje regularnie, choć raczej z nich nie korzystają. Tylko jedna przyznała się, że zgodziła się spotkać wyłącznie na seks z facetem poznanym online. Żadna nie przyznała się do składania propozycji nieznajomym.

Zastanawiam się dlaczego z taką łatwością przychodzi niektórym proponowanie zbliżenia komuś nieznajomemu. Seks zawsze wydawał mi się na tyle intymny, by nie robić tego z byle kim. No dobra, żeby była jasność… zdarzało mi się wyjść z klubu z dziewczyną, której nie znałem. Bywało tak, że spędzaliśmy razem noc. Znalezienie chętnej dziewczyny nigdy nie stanowiło problemu. Tym bardziej nie jestem w stanie pojąć fenomenu prostytutek. Przecież chętnych dziewczyn w klubach jest ogrom.

Jestem przekonany, że chętnych facetów – jeszcze więcej. Wystarczyłoby zatem wyjść do klubu, spędzić miło czas, napić się drinka i… wyjść z kimś odpowiednim.

Może jednak tak bardzo się rozleniwiliśmy, staliśmy się na tyle wygodni, że nie stać nas nawet na aktywność tego typu. Przecież wygodniej jest przeglądać interesujące nas osoby w Internecie. Nie trzeba się stroić, nie trzeba poświęcać czasu na makijaż, dojazdy, wydawać kasy na wstęp, na alkohol. W internecie kupujemy ubrania, książki, kosmetyki, zamawiamy jedzenie… więc może teraz czas na ludzi?

Zabawne jest to, że mimo jasnych reguł, mimo, że wiadomo, że ta relacja ma być oparta na seksie – 90 % Pań, które zdecydowały się zaproponować seks w pierwszej wiadomości najpierw chce… umówić się na kawę, wino, etc. Żeby sprawdzić czy będzie między nami chemia. Czyli jednak trzeba najpierw wyjść z domu, spotkać się na mieście. To nie tak, że jesteśmy w stanie załatwić sobie seks w kilka kliknięć.

Coraz częściej myślę, że mimo wszystko składanie tego typu propozycji komuś, kogo kompletnie się nie zna to… uprzedmiotawianie drugiej osoby. Sprowadzanie go do roli produktu, który wybieramy z katalogu. Przestaje mieć znaczenie, że ten ktoś ma uczucia, że taka wiadomość może wprawić go w zakłopotanie.

Nie mówiąc już o tym, że fajny wygląd to nie wszystko. Przecież to, że ktoś dobrze wygląda wcale nie oznacza, że będzie dobrym kochankiem. Myślenie w ten sposób jest delikatnie powiedziawszy – bardzo naiwne.

I nie zrozumcie mnie, proszę, źle. Nie mam nic przeciwko osobom, które tworzą tego typu relacje. Uważam, że jeśli dwie dorosłe osoby godzą się z własnej nieprzymuszonej woli na stworzenie takiego układu to… droga wolna. Nie ma sensu rozpisywać się o zbawiennej roli seksu, o tym, jak wiele ma zalet. Wiem też, jak bardzo dokuczliwy potrafi być jego brak. Doskonale rozumiem, co kieruje ludźmi, którzy wchodzą w tego typu relacje. Sam przez pewien czas miałem układ z koleżanką, że gdyby któreś z nas naszła ochota… Tyle tylko, że zawsze jest to mimo wszystko półśrodek, a seks naprawdę satysfakcjonujący jest nie za pierwszym, drugim czy nawet trzecim razem, a dopiero wtedy gdy znamy swoje ciała, wiemy co na nas wzajemnie działa, co nas kręci. Nie mówię już nawet o tym, gdy seks łączy się z uczuciem, bo to właśnie on jest najlepszy. I nikt nie wmówi mi, że jest inaczej.