9 życiowych lekcji, które warto opanować przed 40-tką

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 lipca 2016
9 życiowych lekcji, które warto opanować przed 40-tką
Fot. iStock / Sjale
 

Zbliżasz się do 40-tki i przyznasz, że dla wielu kobiet ten wiek niesie w sobie jakiś przełom, taka magiczna liczba, po której przekroczeniu będziemy kobietami dojrzałymi i  świadomymi. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce jak jest przekonujemy się na własnej skórze.

No ale dobra. Możemy sobie wyrzucać, że czegoś nie zrobiłyśmy, że starałyśmy się za mało, wierzyć, że jeszcze wszystko co najlepsze przed nami. Ale możemy też wyciągnąć lekcje z tego, co już się wydarzyło i dzięki temu iść do przodu, rozwijać się i chwytać z życia to, co najlepsze.

Czego uczymy się jeszcze przed 40-tką?

Wszystko jest w porządku, a jeśli nie, to na pewno nie jest koniec świata

Już wiesz, że nie zawsze jest miło i przyjemnie, że napotykamy po drodze wiele trudności, kłopotów i doświadczamy porażek. Ale z drugiej strony – masz świadomość, że przecież to mija. Każdy problem da się rozwiązać, każdą kłodę obejść lub przeskoczyć. Ile razy myślałaś, że świat się zawali? I co? Nie zawalił się, a ty świetnie sobie poradziłaś!

Znajdź to co kochasz i tego się trzymaj

Nadal szukasz? To usiądź spokojnie. Nie zapisuj się na kolejne kursy, warsztaty, studia, ten czas lepiej zainwestuj w słuchanie się w siebie. Ile rzeczy próbowałaś, w ilu miejscach byłaś, gdzie ci najlepiej? Nawet jeśli tego nie powiedziałyśmy na głos, to gdzieś z tyłu głowy już wiemy, czego chcemy, co chcemy robić. Otwórz się na to.

Romans to nie miłość

To już też wiesz. Romans jest warunkowy, zależny od nastroju. Wcale nie musi oznaczać wielkiej miłości. Bo ta jest bezwarunkowa i jest w stanie przetrwać wszystkie burze, sprawia, że dwoje ludzi jest ze sobą mimo trudności i różnych niepowodzeń.

Nigdy nie jest za późno, aby żyć życiem, z którego będziesz dumna

Dojrzewamy do zmian, do tego by zadbać o siebie, pomyśleć o swoich potrzebach i zacząć się realizować. Mamy w końcu odwagę na te zmiany, bo wiemy, że świat się nie zawali, gdy postanowimy pójść własną, wyznaczoną przez siebie drogą.

Czasami wygrywasz, czasami tracisz

Takie życie. Nie zawsze twoje jest na wierzchu i nie zawsze odniesiesz sukces. Masz świadomość, że pomimo tego, że odnosisz zwycięstwa, może przyjść czas, kiedy będzie o nie trudniej. Ale to nie powoduje, że stajesz w miejscu, że się załamujesz. Ta świadomość pozwala ci mimo gorszych notowań iść dalej. Bo wiesz, że po stracie, przyjdzie wygrana. Z pokorą przyjmujesz to, co się spotyka.

Nie chodzi o to, co masz. Chodzi o to, co z tym zrobisz

Masz obwisłe cycki – okej, co z tym zrobisz. Masz kiepsko płatną pracę – co z tym zrobisz? Już wiesz, że nie wystarczy usiąść i mówić, co jest nie tak, narzekać i wyliczać rzeczy, które cię unieszczęśliwiają. Wręcz przeciwnie, niech te rzeczy sprawiają, że zaczynasz działać, robić coś z nimi. Niech to co masz, a czego mieć nie chcesz będzie motorem twojego rozwoju.

Szczęście nie jest dziełem przypadku

Nie czekasz na wygraną w totka, na cud, który miałby się zdarzyć. Wiesz, że twoje szczęście zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Od twoich decyzji, wyborów, ale też odwagi i ciekawości świata. Szczęście musimy sami sobie wypracować nierzadko wkładając w to wiele wysiłku. Ty już wiesz, jak pracować na własne szczęście.

Przeszłość minęła, więc trzeba ją puścić

Z wiekiem nabywamy cudowną umiejętność życia tym ci tu i teraz i patrzenia w najbliższą przyszłość. Łatwiej nam puścić, to co się wydarzyło. Pozwolić przepłynąć przez siebie złym emocjom i ich nie zatrzymywać, nie analizować, bo to już się stało, nic nie zmienimy. Najlepsze co możemy zrobić, to wyciągnąć wnioski i iść do przodu.

Życie jest krótkie i może skończyć się w mgnieniu oka

Dlatego już przestajesz czekać aż coś się wydarzy, aż ktoś ci pomoże. Bierzesz życie w swoje ręce i sterujesz nim najlepiej, jak potrafisz. Nawet nie wiesz, kiedy w swoje życie wcielasz zasadę, że każdy dzień jest ważny, każdy może przynieść coś nowego, trzeba mieć tylko szeroko otwarte oczy i korzystać z okazji.

Usłyszałam ostatnio, że przez pierwsze 40 lat swojego życia zbieramy doświadczenie – chodzimy do szkoły, a po 40-tce uczymy się korzystać z tego wszystkiego, czego się nauczyliśmy i żyć pełnią życia. Moja mama mi powtarza, że dla kobiety prawdziwe życie zaczyna się po 40-tce. I chyba coś w tym jest.


Ja czy dziecko? „Chciałbym tylko, żeby ktoś wytłumaczył mojej żonie, że na dziecku świat się nie kończy”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 lipca 2016
Ja czy dziecko?
Fot. iStock / Alija
 

Kiedy pojawia się dziecko, zmieniają się relacje między dwojgiem ludzi. Do tej pory ich całym światem była ich miłość, wspólne życie, plany, codzienność. Nagle pojawia się ktoś, kto staje w pewnym sensie pomiędzy nimi. Od samego początku wiadomo, że już nigdy nic nie będzie tak, jak przedtem. Jak radzą sobie z tą sytuacją pary? Bywa ciężko, zwłaszcza wtedy, gdy jedna ze stron przenosi wszystkie swoje uczucia na nowego członka rodziny, a druga czuje się z tego powodu „odstawiona na boczny tor”. Tymczasem psychologowie podkreślają, że w związku na pierwszym miejscu powinny być relacje między partnerami, a potem dziecko. Bo kiedy ono odejdzie z domu rodzinnego, to tych dwoje zostanie ze sobą na resztę życia, ze wszystkimi żalami, wzajemnymi pretensjami i nierozwiązanymi problemami.

Małgosia ma z mężem dwuletnią córeczkę. Od urodzenia dziecka jej relacje z ojcem małej pogarszają się. Zdecydowana większość konfliktów z partnerem dotyczy czasu, który matka poświęca swojemu dziecku, oraz niezgodności w kwestii metod wychowawczych. Małgosia jest mamą na pełen etat: nie uznaje pomocy osób trzecich (w tym babć), uważa, że tylko ona jest w stanie zaopiekować się córką tak, jak trzeba. Od samego początku na wszelkie ojcowskie inicjatywy reagowała krytycznie. Jeśli źle założył pieluszkę, albo wybrał nie tę kaszkę, traktowała to jako dowód na to, że nie potrafi odpowiednio zająć się dzieckiem. „Nie tak trzymasz, widzisz, zrobisz jej jeszcze krzywdę. Daj, ja to zrobię.” „Sam przecież nie pójdziesz na spacer z małą, ja pójdę z wami”.

– Stopniowo odsuwała mnie od dziecka i od siebie – tłumaczy Jacek, który z wykształcenia jest analitykiem finansowym, ale pracuje w branży IT. – Stworzyła sobie z córką zamknięty świat, do którego nikogo nie wpuszcza. Jest z dzieckiem cały czas: zakupy, spacer, spotkania z innymi dziewczynami (ma swoje, nowe i bardzo wąskie grono znajomych z pobliskiej kawiarni dla mam). Kiedy wracam do domu, chciałbym spędzić trochę czasu z żoną. O córce już nie wspomnę, bo żona jest obok mnie nawet podczas zabawy z małą. Dosłownie patrzy mi na ręce, czy wszystko robię tak jak trzeba. Kiedyś próbowałem dyskutować, tłumaczyć, że tak nie można, że trzeba dać sobie i nam (mnie i dziecku) trochę luzu, że ja też chce budować ze swoim dzieckiem relację i że ta relacja będzie inna niż relacja matki z córką. Przez chwilę walczyła ze sobą, widziałem jaki w to wkłada wysiłek, ale szybko jej przeszło.

Widzę, że Małgosia jest przemęczona. Wieczorami przysypia na kanapie w salonie. Ewidentnie potrzebuje oddechu, czasu dla siebie. Ja też tęsknię za nią. Mówię: zostawmy Basię z którąś z babć, spędźmy razem trochę czasu, chodźmy na spacer tylko we dwoje, bo zapominamy już dlaczego ze sobą jesteśmy. Zadbajmy o nasze małżeństwo. Wtedy słyszę, że jestem nieodpowiedzialnym dupkiem i że jak zdecydowałem się na dziecko, to powinien wiedzieć, że ono i jego potrzeby są teraz najważniejsze. Ja rozumiem – potrzeby dziecka. Ale my też powinniśmy być jeszcze dla siebie ważni, prawda?

Raz zachorowała na grypę: gorączka, bóle stawów – cierpiała. Wziąłem zwolnienie, żeby zająć się nią i małą. To był najcięższy tydzień w naszym dotychczasowym wspólnym życiu. Starałem się robić wszystko tak, jak mi mówiła, żeby nie wywoływać konfliktów: sytuacja i tak była napięta ze względu na jej samopoczucie. Pod koniec tygodnia już prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. Wstawała do dziecka, poprawiała wszystko po mnie.

Próbowałem reagować na różne sposoby: Raz postawiłem ją przed faktem dokonanym. W dzień rocznicy ślubu poprosiłem moją mamę, żeby została z dzieckiem w domu, zamówiłem stolik w restauracji. Skończyło się na płaczu i awanturze, że ona jest matką i nikt jej nie zapytał o zdanie, że nikt się już z nią nie liczy. Małą zabraliśmy ze sobą, ale wieczór nie był zbyt udany.

Chciałem zorganizować wieczór w domu, kolację, jej ulubiony film. Położyła małą spać, usiedliśmy… I nie było o czym rozmawiać. Przeraziłem się.

Czekam aż to się uspokoi, minie. Bo chyba musi minąć? Córka będzie przecież coraz starsza, nie będzie już wymagała aż takiej uwagi ze strony Małgosi. Może wtedy żona przypomni sobie o nas? Na chwilę obecną, rozmawiamy właściwie tylko o tym, jak one spędziły dzień. Widzę, że mówienie o Basi, o jej nowych dokonaniach, o nowych słowach, których się nauczyła sprawia Małgosi radość. Ja też jestem dumny z mojego dziecka. Ale jednocześnie zaczynam czuć, że z powodu małej tracę żonę. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało. Cieszę się bardzo, że mamy Basię. Chciałbym tylko, żeby ktoś wytłumaczył mojej żonie, że hmmm… na dziecku świat się nie kończy?


Są granice, których w związku przekraczać nie powinniśmy. Za nimi już nic nie ma. Nie ma miłości

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 lipca 2016
Fot. iStock / LittleBee80

Ciemna strona mocy. To moje pierwsze skojarzenie, kiedy myślę o tym, że nierzadko przekraczane są granice w związku, które nigdy nie powinny zostać przekroczone. To takie miejsce, z którego już nie ma odwrotu, gdzie żadne „przepraszam”, „nie chciałem”, „ja już nigdy więcej” nie wystarczą. Nie da się cofnąć czasu.

Pamiętaj, że każdy z nas  ma swoje granice, które kształtują się już w dzieciństwie. Stawiają nam je inni, by później stały się one naszą twierdzą, której strażnikami możemy być tylko my sami. Nie możemy oczekiwać, że ktoś sam z siebie nasze granice uszanuje. To my sami musimy ich pilnować, ich nieprzekraczania, bo gdy pozwolimy komuś je naruszyć, zawsze będziemy cierpieć i pozwalać na to, by ktoś inny nas ranił. A to już milimetry od tego, by związek zaczął spadać prosto w przepaść.

Kiedy krzyczycie

Nie potraficie rozmawiać, wasza rozmowa jest jednym wrzaskiem, kiedy wydaje się, że kto głośniej, tego racja jest ważniejsza. Tak, mamy różne temperamenty, czasami trzeba dla upustu emocji podnieść głos. Ale to zawsze jest akt przemocy wobec drugiej osoby, to pokazanie: jestem silniejszy, jestem ważniejsze i większy. Nie umiecie inaczej rozmawiać – najpierw rozładujcie emocje, wyjdźcie z domu, a potem wróćcie i porozmawiajcie NAPRAWDĘ.

Kiedy kłamiecie

Kiedyś usłyszałam: „Nawe te białe, zdaje się, że niewinne kłamstwa niszczą związek od środka”. Mówiła to kobieta, której związek się rozpadł. Kłamiesz, ile kosztuje sukienka, że zostajesz dłużej w pracy, a idziesz z przyjaciółką na kawę? Dlaczego kłamiesz? Boisz się czegoś? Chciałabyś być tak okłamywana, przecież to takie nic. Nieprawda, małe kłamstwa generują kolejne… A przecież zaufanie w związku to podstawa.

Kiedy zdradzacie

Dziwisz się? Bo jak to zdrada? Zdrada to koniec, pass, to spakowane walizki. Ale wiemy, że to takie proste jedynie w teorii. Ile razy wybaczamy? Ile razy zdradzamy? Bo wyjazd, bo przygoda, bo właściwie nie chcieliśmy, ale tak jakoś wyszło. Dla każdego zdrada ma inny wymiar, zdrada dla niektórych to przesiadywanie przed komputerem i dyskusje z innymi kobietami. Dla innych to przyjaźń z koleżanką z pracy, emocjonalna więź. Ustalcie granice, których przekroczenie zrani was, może to uchroni was przed błędami.

Kiedy się nie szanujecie

Nawet kiedy nie ma miłości, powinien zostać szacunek do drugiego człowieka. Gdy go brak, co zostaje? Za przekroczeniem tej granicy nie ma już nic. Kompletnie. Jeśli pozwalacie się wyzywać, obrażać, wyśmiewać i szydzić z siebie, to gdzie tu znaleźć szacunek i jak mówić o jakiekolwiek miłości. Gdy ktoś poniża, ma cię za nic, to kocha? Reaguj, nie pozwalaj na przejście tej granicy. Mów: „Nie masz prawa tak mówić”, „Nie chcę, żebyś tak mnie traktowała”.

Kiedy szantażujecie

„Jak to zrobisz, odejdę”, „Jak mnie zostawisz, to się zabiję”. To nie związek, to szantaż, to wieczny niepokój, to przymus. Chcesz być z kimś tylko dlatego, że przekraczasz jego granice strachu, podsycasz lęki? Za tymi drzwiami już nie ma miłości, jest tylko obawa i litość. To nieprzekraczalna granica.

Kiedy używacie siebie

Trwacie w oparciu o wynieś, podaj, pozamiataj. Traktujecie się jak rzecz nabytą, rzecz do użycia w codziennych czynnościach. Bez emocji, bez uczuć, bez uważności na uczucia drugiej osoby. To pułapka, w którą łatwo wpaść. Trzeba być bardzo czujnym by nie stało się rytuałem instrumentalne traktowanie. Ale trzeba dostrzec to w odpowiednim momencie, bo jeśli nie – zostanie tylko chłód, żal i niechęć do siebie nawzajem.

Kiedy podnosicie rękę

Tu nie ma usprawiedliwienia dla szturchnięcia, dla odepchnięcia, dla mocniejszego złapania ręki. NIE MA. Tu jest granica nietykalności, niezgoda na żadną formę przemocy, nawet na podniesienie ręki – to też jest przemoc, to zastraszanie. „Uważaj, bo ci pokażę”. Granica przemocy w każdym związku musi być jasno postawiona, to ta granica, za którą dzieją się ludzkie prawdziwe tragedie.

Kiedy nie pamiętacie

„Zapomniał o moich urodzinach… kolejny raz. No trudno”. Naprawdę cię to nie boli? Że on nie pamięta, że miał zadzwonić. Jesteście dla siebie ważni? Powinniście być najważniejsi. Macie oboje do tego pełne prawo. Obojętność zabija uczucia, zniechęca do walki, do starań. To ten grzech, którego nie powinno się w miłości popełniać.

Kiedy dajecie sobie wyłączność

Na tę drugą osobą. Traktujecie jak własność. Albo wspólnie, albo wcale. A przecież miłość nie potrzebuje zamkniętej klatki. Jeśli kocha, zawsze będzie, ale jak zacznie się dusić – ucieknie. A my często chcemy na siłę ją zatrzymać. Ograniczyć. Ta granica to wolność, wolność w związku, ona sprawia, że do siebie wracamy, że chcemy ze sobą być. Nie przekraczajmy jej nigdy, nie zakładajmy kajdanek, nie tłamśmy. Gdy kochamy – nie potrzebujemy ograniczeń.

Znasz te granice? Wyznaczasz je, przekraczasz, pozwalasz je naruszać? Powiedz STOP, zatrzymaj to, jeśli nie chcesz stracić tej miłości, pogrzebać tego związku, jeśli ci zależy i tej drugiej osobie również. Lepiej się zatrzymać właśnie teraz, nim będzie za późno.


Zobacz także

Samotność… od święta. Czy można uciec przed Bożym Narodzeniem?

„Pamiętajcie! Życie jest piękne, tylko trzeba to zauważać i cieszyć się nim każdego dnia!”. Akcja „Napisz nam swoją historię”

Dla rodziców wakacje z dziećmi są bardziej stresujące niż praca zawodowa – mówią wyniki badań