9 rzeczy, które przyniosą szczęście. Powinnaś mieć je w domu

Redakcja
Redakcja
18 kwietnia 2018
1 z 9

Czerwone drzwi

Fot. iStock/DebraLee Wiseberg

Jeśli twoje drzwi są zwrócone na południe, powinny być pomalowane na czerwono. To gwarantuje szczęście według feng shui. Drzwi na północ powinny być niebieskie lub czarne, na zachód szare lub białe, a na wschód brązowe lub zielone.

Masz odwagę przemalować swoje drzwi?

PoprzedniNastępny

5 rzeczy, o które spierają się wszystkie pary w pierwszym roku małżeństwa

Redakcja
Redakcja
18 kwietnia 2018
Fot. Pexels / PALOMA Aviles  / CC0 Public Domain
Fot. Pexels / PALOMA Aviles / CC0 Public Domain
 

Euforia związana z zawarciem małżeństwa jest niesamowitym uczuciem, ale dość nietrwałym. Młoda para powoli odnajduje się we wspólnym życiu, które często wygląda inaczej, niż przed ślubem. Pewne rzeczy stają się codziennością, w wielu przypadkach zmieniają się zasady wspólnego funkcjonowania. 

Pojawiają się wspólne pieniądze i wydatki, a jeżeli dotychczas para nie mieszkała ze sobą, docieranie się na różnych przestrzeniach życia ich nie omija. To bywa procesem dość długim, niekiedy bolesnym. Mogą pojawiać się spory, które przeistaczają się w prawdziwe przepychanki, a nawet walkę o rzeczy mało istotne. Każdego małżeństwa w pierwszym roku życia może dotyczyć jeden z pięciu problemów powodujących konflikty.

1. Walka o porządek

Nawyki, które wnoszone są do małżeństwa, szczególnie gdy partnerzy nie mieszkali ze sobą dotychczas, potrafią być mocno irytujące. Grzeszki takie jak nie wkładanie brudnych ubrań do kosza na pranie, albo nie wynoszenie po sobie szklanek czy talerzy, mogą stać się prawdziwym problemem. Często różnice w rozumieniu definicji czystości stanowią punkt zapalny, prowadzący do wybuchu złości. Oczywiście wystarczy się konkretnie umówić na pewne zasady panujące w domu, aby problem przy odrobinie dobrej woli odszedł w niepamięć.

2. Walka o finanse

W małżeństwie para zazwyczaj ustala czy chcą mieć wspólne konto, jak będzie wyglądała ich wspólna polityka finansowa, plany. Nawet gdy swoje pieniądze przechowują na własnych kontach, muszą ustanowić zasady wydawania pieniędzy, określić strategię oszczędzania, wysokość wspólnego wkładu w życie. Aby to się udało bez przepychanek o to, kto ile zarabia, i ile powinien dokładać do życia, należy ustalić jeszcze przed ślubem, jak będzie ta strefa funkcjonowała.

3. Walka o rodziców

Z teściami różnie bywa, idealnie byłoby zachować przynajmniej poprawne stosunki. Jednak życie pokazuje, że odmienna wizja troski o ich „syneczka”, plany na przyszłość, styl życia, bywają punktem zapalnym w kontaktach z teściami, co odbija się na relacjach małżonków. Gdy pojawiają się problemy czy komentarze i krytyka, trudno pałać wielką miłością do teściów i milcząco znosić ich obecność w życiu.

4. Walka o seks

Nie bez przyczyny mówi się o seksie, jako o „obowiązku” małżeńskim. Oczywiście nikt nie powinien tego traktować w ramach  należności, i błędem jest wymaganie większego zaangażowania od partnera, jako męża czy żony. Oczekiwanie pełnej gotowości do seksu z racji bycia małżeństwem bywa przyczyną rozczarowań i konfliktów.

5. Walka o terytorium

Tygodnie przed zawarciem związku małżeńskiego były bardzo jednoczące. Natomiast gdy kończy się miesiąc miodowy i przychodzi zwykła codzienność, należy ustalić priorytety i ogólne zasady życia w małżeństwie. Często dochodzi wtedy do przepychanek i próby sił, kto będzie górą, a kto zostanie wepchnięty pod przysłowiowy pantofel.

Te punkty zapalne pojawiają się większości młodych małżeństw. Nie zawsze można ich uniknąć, podobnie jak trudno uciekać przed docieraniem się partnerów w związku. Rozmowa i otwartość na drugą osobę jest najlepszym sposobem na szczęśliwe życie.

źródło: www.purewow.com


Żyłam złudzeniami, dziś potykam się o rzeczywistość. Miałam wszystko, nie mam nic

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 kwietnia 2018
1 z 1

Żyłam złudzeniami, dziś potykam się o rzeczywistość. Miałam wszystko, nie mam nic

Przeżyłam szok. Pamiętam, jak chodziłam w nocy po swoim mieszkaniu zastanawiając się co teraz ze mną będzie. A przecież miałam 25 lat, jakąś sumę na koncie, własne mieszkanie. I nagle kompletna nicość. Nie widziałam tego, co mam. Czułam jedynie lęk.

Moją największą i ostatnią miłość poznałam właśnie wtedy. To trwało dwa lata i to był najdłuższy związek w moim życiu. I najbardziej kosztowny. Byłam przerażona, zrozpaczona, jeszcze w szoku po wypadku. Chciałam być pewna, że on zawsze przy mnie będzie. Miałam na tym punkcie obsesję. Zaborcza, nieufna, sprawdzałam go, od samego początku. Zgadzał się na to, dopóki dostawał to, czego chciał. Wydawało mi się, że jeśli nie spełnię coraz to nowych zachcianek i jeśli go „nie kupię” – samochodem, wyjazdem, kurtką, która wpadła mu w oko, on odejdzie. Dopiero dziś widzę, że nie byłam szczęśliwa. A on odszedł i tak.

Wtedy zaczęłam spadać w dół. Straciłam pracę. Właściwie nie straciłam, zrezygnowałam z niej. Odeszłam z dnia na dzień i przestałam odbierać telefony. „Jakoś to będzie” – myślałam. Zniknęłam. Wyjechałam na pół roku w podróż po Europie. Kompletne szaleństwo, bo pieniędzy było coraz mniej. Nie wiem, jak to się działo, nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, że w ogóle mogłoby ich zabraknąć. One zawsze były. A pracę przecież też można znaleźć. Ale po moim powrocie oferty nie posypały się jak z rękawa, a trzeba było z czegoś żyć. Zaczęłam brać pożyczki, jedna po drugiej. I kupowałam, pod wpływem emocji, byle co, byle drożej. Tonęłam, coraz głębiej.

W końcu przyszła ona. Depresja. Zderzenie z rzeczywistością bolało, szklana bańka pękła. Dokładnie pamiętam moment otrzeźwienia. Ze skrzynki wyjęłam kolejne wezwanie do zapłaty, usiadłam na podłodze w moim salonie tuż obok dizajnerskiej kanapy. Patrzyłam przed siebie, na obraz namalowany przez moją jedyną przyjaciółkę. Na tym obrazie była dziewczyna stojąca nad brzegiem przepaści. Pomyślałam, że ktoś w końcu powinien ją ostrzec, obudzić, bo za chwilę spadnie. A chwilę potem zrozumiałam, że ta dziewczyna to ja. To właśnie ta „ja”, siedząca na dywanie z przy butelce coraz bardziej taniego wina. Nie takiego, do jakiego mnie przyzwyczajono.

Nie umiem żyć, ale chce się nauczyć.

PoprzedniNastępny

Zobacz także

Fot. iStock /  Central IT Alliance

Ratunku, nie mam siły…. 5 sposobów, by odzyskać energię w ciągu dnia

Fot. iStock / Jax71

„Kocham cię, nie mogę bez ciebie żyć” – notorycznie mi powtarzał. Przez dobrych kilkanaście miesięcy żyłam w strachu

Fot. iStock / kieferpix

„Tak, jestem kobietą sukcesu, po kieliszku wina przestawałam się bać. Jasne, można żyć w szarości, ale auć, po co?”