9 prostych trików, dzięki którym będziesz bardziej atrakcyjna i seksowna

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
14 sierpnia 2017
Fot. iStock/CoffeAndMilk
 

Każda z nas chce być piękna i podobać się innym – zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Czytamy poradniki dotyczące tego, jak wyglądać lepiej i być bardziej atrakcyjną, chodzimy do salonów piękności. Chyba nikomu nie trzeba przypominać, że jesteśmy oceniane na podstawie tego, jak wyglądamy i jak się zachowujemy. Stosując kilka zasad możemy wpłynąć na to, jak będą postrzegać nas inni.

Jak wiemy obie płcie oceniają siebie pod kątem atrakcyjności i zdolności do reprodukcji. Zdaniem dr Midge Wilson z De Paul University, panowie patrząc na nas dokonują „oceny rozrodczości”. Według wielu badań przeprowadzonych w ciągu ostatniego stulecia, można faktycznie skorzystać z męskich pragnień biologicznych, które pomogą zdobyć tego wymarzonego.

Dlatego warto poznać kilka trików, dzięki którym staniesz się bardziej pociągająca, atrakcyjna i seksowna. W końcu każda z nas lubi czuć się piękna i chce by właśnie tak na nią patrzano. To naturalne.

7 tekstów, których wszystkie kobiety mają serdecznie dość

fot. iStock/Petar Chernaev

Uśmiech

Być może masz już dosyć słuchania o magii uśmiechu, ale to naprawdę działa! Kiedy się uśmiechasz, stajesz się 10 razy bardziej atrakcyjna. W ten sposób wysyłasz otoczeniu sygnał, że jesteś pozytywnie nastawiona, kochasz życie i ludzi. A każdy lubi przebywać w towarzystwie tych, którzy ich lubią.

Byleby pamiętać, że im bielsze i prostsze zęby tym lepiej. Dlatego warto dbać o ich stan.

Załóż coś czerwonego

Czerwony to kolor, który zwiększa naszą atrakcyjność. To nie musi być koniecznie ubranie, wystarczy szminka lub lakier na paznokciach. Zdaniem naukowców czerwone usta kojarzą się z rozszerzonymi naczyniami krwionośnymi, które pojawiają się podczas uprawiania seksu. A to podświadomie wpływa na mężczyzn i pobudza ich wyobraźnię.

Według badań panowie są absolutnie nieświadomi potężnego wpływu, jaki ma na nich kolor czerwony. Co ciekawsze, nie działa on w ocenie atrakcyjności kobiety przez inne kobiety.

Rozpuść włosy

Zdaniem naukowców długie i lśniące włosy są oznaką zdrowia i płodności. Mogą być także doczepy, ale należy zadbać, żeby wyglądały jak najbardziej naturalnie. Co ważne – zaniedbane, rozczochrane pasma zmniejszają atrakcyjność.

Zalety noszenia długich włosów potwierdziły badania. W 1995 roku pokazano mężczyznom zdjęcia kobiet z długimi i krótkimi włosami. Niezależnie od ich rysów twarzy, zdaniem panów bardziej atrakcyjna zawsze była ta kobieta, która miała długie pasma.

Naśladuj mimikę rozmówcy

Jeśli chcesz wydawać się swojemu rozmówcy bardziej atrakcyjna, naśladuj jego mimikę i ruchy. Nie rób jednak tego od razu, lecz odczekaj kilka minut i „nieświadomie” zrób to samo, co on zrobił przed chwilą. W ten sposób otrzyma sygnał, że jesteś do niego podobna, w związku z czym zacznie cię automatycznie lubić.

Dlatego warto wykorzystywać mowę ciała, która jest potężnym komunikatorem. Za jej pomocą możesz przekonać rozmówcę, że macie ze sobą wiele wspólnego i dzięki temu zwiększy się twoja szansa na osiągnięcie celu.

Nieskazitelna skóra

Wygląd skóry informuje nas o stanie czyjegoś zdrowia. Każda skaza jest sygnałem, który świadczy o pewnych dolegliwościach. Poza tym niestety, nie lubimy, gdy coś zakłóca ładny wygląd. Dlatego, żeby wyglądać bardziej atrakcyjnie, zadbaj o stan swojej skóry. Wykonuj odpowiednie maseczki, zabiegi. A jeśli trzeba – udaj się do specjalisty. Promienista cera doda ci uroku.

Zadbaj o odpowiedni ton głosu

To prawdziwa broń. Badania wykazały, że wysoki i delikatniejszy ton głosu wywołuje u rozmówców instynkty opiekuńcze. Przez to zaczynasz być traktowana jako subtelna istota, którą trzeba się zaopiekować.

Miej krągłości

Jedne badania dowodzą, że mężczyźni uwielbiają chudzinki, inne, że pełniejsze kobiety. Jak to jest naprawdę? Zdecydowana większość naukowców skłania się za tym, że panowie wolą panie o większych biodrach i krągłej pupie, gdyż kojarzą się im z płodnością. I co ciekawe, mają one wyższe IQ, dlatego uważane są bardziej interesujące (więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj).

Dotykaj rozmówcy lub swojego ciała

Chcesz być oceniana jako bardziej atrakcyjna? Dotykaj! Gdy z kimś rozmawiasz, dotknij jego przedramienia. „W ten sposób okazujesz swoje zaangażowanie” – twierdzi psycholog Patti Wood, specjalizująca się w mowie ciała. Także dotykanie swojego obojczyka lub szyi to mocny sygnał, który zwiększa twoją atrakcyjność.

Używaj perfum

Zapach ma prawdziwą moc. Dobieraj odpowiednie perfumy, które pasują do ciebie i spryskaj nimi nadgarstki, miejsca za uszami i włosy. Delikatna mgiełka zapachu wpłynie na zmysły osób w twoim otoczeniu i sprawi, że będziesz wydawać się bardziej seksowna.

Jak widzisz, wystarczy kilka prostych trików, by inni postrzegali cię jako bardziej atrakcyjną i seksowną. Warto korzystać z tej wiedzy, aby zdobyć swoje cele. To brzmi może trochę jak namawianie do manipulacji, ale w końcu jesteśmy kobietami i posiadamy silne moce, które powinnyśmy wykorzystywać.


 

Źródło: therichest, allure


Od razu widać, które są chętne na przelotną znajomość, romans. To zabawa, bez zobowiązań. Przecież każdy jest dorosły

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 sierpnia 2017
Fot. iStock
 

Szczerze mówiąc, nie wiem, co kobiety w nim widzą. Rafał – z metra cięty, łysy, jakiś taki kanciasty. Naprawdę, rozumiem, że gusta są różne, ale i tak nie mogę wyjść z podziwu, że on przebiera w kobietach… Bez kompleksów zaczepia zapraszając na kolację ze śniadaniem. Słabe, ale kurczę, odnosi zamierzony skutek.

Agnieszka

Uśmiecha się na samą myśl. Agnieszka to studentka prawa. 23 lata, długie nogi, blondynka, szczupła. Można by właściwie myśleć, że modelka. – Poznałem ją w knajpie w Poznaniu. Siedziałam z koleżankami i wpadła mi w oku – opowiada. Postawił dziewczynom drinki, przysiadł się z kolegą od razy flirtując z Agnieszką. – To jest proste, jak ona pozwala sobie położyć rękę na kolanie, nie odsuwa się, kiedy ja się do niej przysuwam, to wiem, że mogę sobie na wiele pozwolić.

Anka

Pracowała w sklepie z kosmetykami w jednym z centrów handlowych, 26 lat. One wszystkie podobne do siebie. Na zdjęciu pokazuje mi szczupłą dziewczynę, w bardzo krótkiej spódniczce, jakiś weekend na żaglach. – To była krótka przygoda. W sumie dwa czy trzy weekendy wspólnie spędzone. Ona lubiła się bawić, ale w między czasie poznała chłopaka, twierdziła, że się chyba zakochała.

Andżelika

Po przejściach. Miała faceta, który ją bił, zresztą jego stary znajomy. – Spotkałem ją przypadkiem, minęliśmy się na ulicy. Najpierw wpadła mi w oko, a po chwili ją poznałem. Nie miała kasy, szukała pracy. Żal mi się jej zrobiło. Taka ładna dziewczyna… Pomieszkała trochę u mnie. Kilka miesięcy, miała spokój, bezpieczeństwo, mogła się odbić, znaleźć pracę, pomyśleć, co chce w życiu dalej robić. Ile miała lat? Na pewno przed 30-tką, przecież ja starszych nie zapraszam do siebie do domu.

Głośno zastanawiam się, co takiego się dzieje, że te dziewczyny zaczynają spotykać się z niemal 30 lat starszym od siebie facetem. – Jak to co? One chcą się dobrze bawić. I uwierz mi, żadna nie chce się wiązać, żadna nie myśli o poważnym związku. Mi to odpowiada, im jak widać też.

Opowiada, że zazwyczaj od razu widać, które są chętne na przelotną znajomość, romans – jak chcę mogę to nazwać. Najchętniej nazwałabym sprawę wprost i otwarcie, czyli zwykłą prostytucją, na ciut wyższym poziomie. Nikt o tym nie mówi, ale tak to wygląda. Większość dziewczyn przy starszych facetach, które widujemy podczas wakacji, to nic innego, jak oddawanie swojego towarzystwa i ciała za wyjazd na fajną, egzotyczną wycieczkę. – Znam wielu takich facetów. Po rozwodach, jak ja. Rozwiodłem się, jak mój syn miał sześć lat. Dawno temu, teraz już jest pełnoletni. A ja nigdy nie wziąłem drugi raz ślubu, bo i po co. Mam wielu kolegów, którzy robią podobnie. Mają swoje biznesy, ciężko pracują, ale też zarabiają niemało i stać ich na to, by poznaną w klubie studenckim pannę zabrać na jakiś weekend do wypasionego hotelu, kupić jakąś fajną kieckę.

Poznaję Rafała przyjaciela. Siedzimy razem w knajpie, popołudnie, centrum miasta.

– Zobacz, ta na pewno by dała się skusić na jakąś kolację. Wiesz, ośmiornice, krewetki. One uwielbiają te klimaty – śmieją się pokazując mi palcem co drugą dziewczynę.

Dwóch starszych – jakby nie patrzeć, choć nie wyglądają – panów. Bliżej im do 60-tki i wieku ojców tych dziewczyn niż ich chłopaków. – Jak masz kasę, to możesz wszystko, jesteś królem życia – mówi kolega. – I jakby to nie zabrzmiało, możesz mi wierzyć, że tak jest! Za kasę możesz mieć wszystko. Każda ma swoją cenę, a że jedne niższą – ich wybór.

Gotuje się we mnie, ale gryzę się w język. Chciałoby się górnolotnie powiedzieć, że miłości kupić się nie da. Ale już rozumiem, że oni miłość mają gdzieś. Zresztą, czy naprawdę nie da się kupić? – Znam dziewczyny, które dla kasy powiedzą ci, że kochają – mówi Rafał. Sam się o tym przekonał, kiedy poznał Edytę. Jedyna kobieta, która w jego życiu zatrzymała się na dłużej po rozwodzie. Miała czteroletnią córkę, starsza, bo 32 lata, więc jak na wybraki Rafała – dość dużo. Ale było w niej coś takiego, co sprawiło, że jej zaufał. – Może podświadomie potrzebuję kobiety w domu, chciałbym stworzyć rodzinę, mieć do kogo wracać wieczorem. Edyta urzekła mnie od pierwszego wejrzenia, nie wiedziałem, ile ma lat, że ma córkę. Bawiliśmy się razem cały wieczór w jednej z bałtyckich kurortów. A później zniknęła. No nigdy tak nie kończę wieczorów, że dziewczyna znika. Postawiłem na nogi całe miasteczko, wszystkich ludzi i po dwóch godzinach miałem jej numer telefonu. Wyłączony. I tak jej niedostępność tak mnie zgubiła. Jak już się do niej dodzwoniłem, jak poznałem jej historię, po dwóch tygodniach mieszkała u mnie z córką. Byliśmy razem dwa lata. Przyzwyczaiłem się do niej, do jej córki, pokochałem ją. Zresztą do dzisiaj małej wysyłam prezent na urodziny.

Co się stało? – Wszyscy mi mówili po jakimś czasie, że jej chodzi tylko o kasę. Ale nie chciałem w to wierzyć. Aż po dłuższym czasie zauważyłem, że znikają mi pieniądze. Zamontowałem kamerę. Kradła mi pieniądze, pracować nie chciała. Nie wiem, jakim głupim trzeba być, żeby tego nie widzieć, że jej tylko o pieniądze chodziło. Była cwana, wiedziała, jak mnie podejść. Dostałem za swoje. I chyba to jeszcze bardziej zraziło mnie do kobiet.

– My nic złego nie robimy – mówi kolega Rafała. – My tych dziewczyn do niczego nie zmuszamy. Są takie, które dają nam kosza. Jasne, że tak. Ale jednak zdecydowana większość chce się zabawić. One tylko tego chcą – dobrej zabawy, nie wymagają od nas deklaracji i zobowiązań, nie oznaczają się od razu na Facebooku „w związku”. Za to lubią wstawiać zdjęcia, jak jeżdżą na wielbłądach, czy pływają motorówką.

Umawiamy się wieczorem w jednej z popularnych knajp. Spóźniam się, a przy Rafale i jego trzech innych kolegach już siedzą młode dziewczyny. Pewnie mają maksymalnie 25 lat. Piją kolorowe drinki i potrząsają długimi włosami. – Nie siadam z wami, bo wam średnią wieku przy stole podniosę – śmieję się, kiedy Rafał do mnie podchodzi. – Zobacz, jakie to jest proste. Przyszły w cztery, koleżanki. Przyjechały na weekend do Warszawy się pobawić. A my im tę zabawę możemy zapewnić. W rękę wtyka mi numer do Agnieszki. – Zadzwoń, ona ci powie, jak to  z jej strony wygląda.

– Rafał? Jasne, że pamiętam. Mówił, że będzie pani dzwonić – słyszę w telefonie. – To był najlepszy czas w moim życiu – wspomina Agnieszka. – Już chyba nigdy później tak się nie bawiłam. Taksówki, knajpy, dobre jedzenie. Nigdy nie wiedziałam, gdzie będę w weekend, ale też kiedy on się odezwie. Na moje pytanie, ile to trwało, mówi, że kilka miesięcy. – Nie chciałam z nim być, wie pani, tak na stałe. W końcu starszy ode mnie, rodzice na zawał by zeszli. Czy czułam się wykorzystana? Nieeee. To było jakby jasno postawione na początku – bez zobowiązań, rzewnych SMS-ów. Tak też można. Dzisiaj? Pracuję w kancelarii prawnej. Mam narzeczonego, planujemy ślub… Ale tamto zawsze będę wspominać z uśmiechem i jakimś takim sentymentem.

Wszyscy są dorośli. Każdy wie, co daje, a odbiera w zamian… Coraz więcej widzę takich „układów”, wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć, zwłaszcza w wakacje.


Weź dzieciaki na wycieczkę, mówili. Będzie fajnie, mówili. Jak można tak kłamać?!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
14 sierpnia 2017
fot. iStock/ Imgorthand

Sezon wakacyjny w pełni, a więc i branża wycieczkowa ma się całkiem dobrze. Jeździmy, zwiedzamy, poznajemy rozmaite zakątki naszego kraju i świata. Szczególnie w obowiązku turystycznym czują się ci, którzy mają pod swoja opieką najmłodszych – w końcu trzeba dzieciakom zapewnić rozrywkę, pokazać im ciekawe miejsca, zabytki, historii nieco przekazać. No i przecież takie wycieczki z dzieciakami to super atrakcja i mnóstwo frajdy dla wszystkich! Czy aby na pewno?

Bądź gotowy na wszystko

Zapewnić dzieciakom atrakcje to w dzisiejszych czasach wyższa szkoła jazdy. Powód jest bardzo prosty – mają wszystkiego pełno, często aż zbyt wiele, za szybko i bez żadnego wysiłku z ich strony. Od patrzenia na trykające się koziołki lub ziejącego ogniem sztucznego smoka wolą łapanie pokemonów na swojej komórce i wymienianie się emotikonkami ze znajomymi na messangerze. Czasami, pomimo naszych dobrych chęci, jednodniowy wypad zamienia się w mały survival, a z wymarzonej radości, śmiechu i dobrej zabawy zostaje jedynie zmęczenie i rozczarowanie. Bo wyszło nie tak, jak chcieliśmy, bo pomimo starań dzieciaki wcale nie zachwyciły się zwiedzanymi zabytkami. Bo miało być inaczej, a wyszło, jak wyszło. Trzeba być gotowym na wszystko – nagłą zmianę pogody, zły humor spowodowany niedospaniem i zmęczeniem malucha, nieplanowane wydatki (np. po wejściu w kałużę po same kostki – witajcie nowe buty i skarpetki), nagłe potrzeby fizjologiczne, małe wypadki i stłuczone kolana, spóźnienia pociągów i na to, że rzeczywistość może nas nieco przerosnąć i zupełnie nie przypominać tego, co zaplanowaliśmy.

Daleko jeszcze?

Pierwsze problemy zaczynają się już na etapie transportu. I wcale nie chodzi o zmierzenie się z pytaniami „daleko jeszcze?” czy wierceniem się i kręceniem z  nudów – tablet, smartfon i dziecka nie ma, tak działa większość dorosłych. Gorzej jak ustrojstwo rozładuje się i trzeba będzie małemu (lub małej) zapewnić rozrywkę lub co gorsza rozmawiać! Na to nie każdy jest gotowy. Zawsze jednak można „zapchać” malucha jedzeniem – kanapki, ciasteczka, chrupki, paluszki… Przecież ta przepastna torba leżąca obok mamy (bo najczęściej to właśnie ona dźwiga wiktuały) jest niczym mały sklep spożywczy, na wypadek, gdyby nagle wybuchła woja albo w miejscowości, do której zmierzają, nie znali pojęcia handlu.

Trzeba też liczyć się z tym, że PKP to nie skrót od Polskie Koleje Punktualne, a bardziej Przyjadę Kiedy Przyjadę – przekonałam się o tym wczoraj, gdy wybrałam się na wycieczkę z bratanicą do Torunia. Miało być półtorej godziny jazdy, nie spóźni się na pewno, bo przecież startuje z Poznania. I wystartował, ale z godzinnym opóźnieniem, a jadąca w przedziale rodzina zerkała nerwowo na zegarek, bo muzeum umówione na konkretna godzinę, bo bilety przepadną, bo cały plan wycieczki nagle się sypie.  W połowie drogi zjedli już cały prowiant, rodzice pokłócili się ze dwa razy, starsza córka co pięć minut narzekała na to, że jej niedobrze i w ogóle po co ta wycieczka, a młodszy syn był już trzy razy w toalecie. Całe szczęście, że mój dziecięcy egzemplarz nie należy do tych chodzących do łazienki co pięć minut, bo choć w pociągach coraz lepiej z czystością, to próba jednoczesnego utrzymanie dziecka (bo przecież tam nie usiądzie), siebie i równowagi w jadącym i trzęsącym pojeździe mogłaby być traumatycznym przeżyciem.

fot. iStock/ MariaPavlova

fot. iStock/ MariaPavlova

Kolorowe jarmarki

Ale co tam podróż, wszak radość dziecka najważniejsza. Więc zwiedzamy, pieczemy pierniki w muzeum, ugniatamy ciasto i robimy pamiątkowe zdjęcia. Super zabawa i nawet rodzice się cieszą, dopóki pan prowadzący nie mówi, że w oczekiwaniu na wypiek zapraszamy do piernikowego sklepu. No i zaczyna się nerwowe przeliczanie budżetu, negocjacje i pertraktacje handlowe z najmłodszymi, płacze, wymuszanie i naciaganie. Obok tradycyjnych lukrowanych serduszek są i takie w kształcie samochodu, klawiatury, pada od Xboxa, Smerfów albo smarfonu. Obok spinnery, piłeczki, maskotki, plastikowe pająki, baloniki i inne jarmarczne zabawki – aż chce się zapytać, co ma piernik do wiatraka. Wyperswadowuję bratanicy kolejnego spinnera, breloczek z „nie wiem co to, ale fajne” i maskotkę w kształcie piernika, którą (jestem o tym przekonana) nie będzie się bawić ani przez minutę. Ale nie wszyscy są tak asertywni, a niektórzy wręcz wychodzą z założenia, że na wycieczce hulaj dusza, debetu nie ma. Dzieciaki obładowane, rodzice na siebie nawzajem obrażeni („dziecku żałujesz, jak możesz?” kontra „czyś ty oszalała, ja mu tego nie kupię!”), biznes się kręci.

Kupujemy zawieszkę z piernikowym ludzikiem za 12 zł, którą pan w kasie sprzedaje mi z przeprosinami („drogie, przykro mi, ale to ten ze Shreka, więc kosztuje”) i która psuje się już po godzinie – nie ma co się oszukiwać, w końcu produkcja pewnie chińska i warte to to co najmniej dziesięć razy mniej. Dziecko ma łzy w oczach, bo pamiątka zepsuta, ja mam łzy w oczach, bo dziecko nieszczęśliwe, a miało być przecież inaczej. Pakuję starannie części i obiecuję, że w domu wszystko naprawimy i będzie jak nowa. Po pięciu minutach humor wraca, wycieczka uratowana. Idziemy do sklepu z piernikami, w końcu trzeba mamie, tacie, bratu, babci przywieźć pamiątkę. No więc kupujemy, a ja chyba przez całe życie nie wydałam tyle na pierniki, co w ciągu tych pięciu minut. Ale dziecko obiecało, o innych myśli, empatią się wykazuje, to jak nie kupić?

Obiadowe rewolucje

Pora obiadu to kolejna pułapka i próba cierpliwości dla opiekunów. Udaję, że nie słyszę „o, tutaj jest McDonald’s” i „patrz ciocia, ona ma Happy Meal!” – nawet na wycieczce pewnych rzeczy nie zrobię – i znajdujemy kompromis w postaci pizzy. Zamawiam taką jak chce – z dodatkową szynką, którą bratanica ściąga po dwóch gryzach razem z resztą składników i w końcu zjada samo ciasto. Nie zamierzam się jednak tym denerwować, spokój, zen, głęboki oddech. Rozglądam się dookoła – inni mają gorzej. Obok jakiś maluch płacze i pluje, za innym biegają po restauracji rodzice, nieco dalej mama obiecuje lody, ciastka, balonika, a nawet i może pomnik Kopernika w skali 1:1 za połowę zjedzonej zupy. Nerwowa atmosfera (połowa pewnie pracuje już na przyszłe wrzody), ojcowie dojadają po dzieciach (w końcu już zapłacone), matki martwią się, że brzdąc zjadł za mało, a brzdąc ani myśli zjeść więcej, w końcu na obiecane lody już zapracował. Na nic klimatyzacja, nerwowy pot ścieka z czoła i po minach niektórych widać, że marzy im się domowy schabowy, kapcie i Familiada w telewizji, a nie zwiedzanie, wycieczka i spacery po Toruniu.

Uff, wracamy!

W ten dzień PKP najwyraźniej miała promocję „60 minut gratis” i w drodze powrotnej stawał co chwilę w szczerym polu, a z głośników w przedziałach płynęły niewyraźne przeprosimy i komunikaty o coraz większym opóźnieniu. W pociągu tłok i ścisk, więc siedzimy na korytarzu – a właściwie to ja siedzę, a bratanica śpi na moich kolanach. Próbuję przepuszczać przechodzących tak, by jej nie obudzić, nie zwracam uwagi na wbijające mi się w kolana drzwi od przedziału i jestem wręcz przekonana, że jeśli do tej pory nie miałam skoliozy, to zanim dotrę do domu, z pewnością będę jej posiadaczką. Po godzinie dziecko jest wyspane, nastąpił reset i odzyskanie energii, czego o mnie powiedzieć z pewnością się nie da i podczas, gdy mała podskakuje, śmieje się i śpiewa „Despacito”, u mnie w głowie wybrzmiewa coś bardziej jak „Ta ostatnia niedziela” i marzę o własnym domu i wygodnym łóżku. Chyba widać to gołym okiem, bo pan z dwójką maluchów patrzy na mnie porozumiewawczo i mówi „Weź dzieciaki na wycieczkę, mówili. Będzie fajnie, mówili. Jak można tak kłamać?!” za co otrzymuje karcące spojrzenie swojej małżonki.

Uśmiecham się i kiwam głową, ale mimo wszystko jednak, chyba jestem ciotką patologiczną, bo mam nadzieję, że to nie pierwsza nasza wycieczka. I nawet spóźnione PKP, pioruńskie zmęczenie, breloczki „made in china” i debet na koncie mnie nie powstrzymają!

Zapisz

Zapisz


Zobacz także

Sztuczne łono zastąpi surogatki? Można je trzymać w mieszkaniu i „hodować” w nim płód

5 zwykłych, niedocenianych ćwiczeń, które powinnaś wykonywać

10 powodów, dlaczego warto zrobić sobie przerwę od kawy. Akcja #30dnibezkawy