9 filmów, przy których nie zmarnujecie wieczoru. Sprawdzone

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
29 grudnia 2017
Fot. iStock / martin-dm
Fot. iStock / martin-dm
 

Czy chcecie, czy nie, przed nami Sylwester. Połowa z Was (Nas) odda swoje dzieci pod dobrą opiekę byłych mężów, partnerów i chce zwyczajnie pod kołdrę… Ja to rozumiem, jestem jedną z Was i na siłę namawiać na wyjście nie będę. Bo i po co. Ale bądźcie dla siebie łaskawe, szampan w eleganckiej lampce – obowiązkowy! A poniżej, cobyście się nie męczyły, i nie daj boże nie zmarnowały wieczoru płacząc jak zawsze przy „Pożegnaniu z Afryką” lub „Pamiętniku” – alternatywne propozycje. Sprawdzone.

Na poprawę nastroju:

1. Inna kobieta – genialna komedia z Cameron Diaz, którą zdradza chłopak z własną żoną, bo ta oczywiście nie ma pojęcia, że ją oszukuje, a żona szuka pomocy u … kochanki. Oj nie macie pojęcia do czego są zdolne takie dwie wykołowane kobiety!

2. Ja cię kocham a ty z nim – cudownie odmłodzona, nasza kochana Juliette Binoche, w komedii o tym, że nawet jak się nam wydaje, że do kogoś pasujemy, to na naszej drodze, zawsze w najmniej odpowiedniej chwili, los stawia kogoś pasującego bardziej… Grunt to podjąć właściwą decyzję.

3. Moja dziewczyna wychodzi za mąż. Przyznaję, mam słabość do Patricka Dempseya i historii typu – najciemniej pod latarnią. Para głównych bohaterów przyjaźni się ze sobą od dziecka, a kiedy ona chce wyjść za mąż za innego rzecz jasna, to on szaleje z rozpaczy i dociera do niego, że ją… kocha.

Żeby przypomnieć sobie, co ważne, ale bez wpadania w rozpacz:

1. Wszyscy mają się dobrze. Robert de Niro jako głos sumienia. Cudowna rola ojca dorosłych już dzieci, które wiodą szczęśliwe życie. A przynajmniej tak mu się wydaje. To jak z Facebookiem dzisiaj – wszyscy zazdroszczą Ci jak się meldujesz w dayspa, bo nie wiedzą, że obok jest Żabka w której robisz zakupy. Piękny film.

2. Mamuśka. Bez Julii Roberts się nie uda. To chyba jedyna – ta druga w filmie – którą lubię i wierzę w dobre intencje. Bo za każdym człowiekiem stoi jego własna historia i lepiej nie oceniać zbyt pochopnie, bo nigdy nie wiadomo, z kim przyjdzie się nam układać na stare lata…

3. Closer. Uwielbiam ten film, bo za każdym razem uświadamia mi, że nie ma przypadkowych spotkań. Nie nastawiajcie się zatem na romantyczną komedię, a popatrzcie znacznie dalej…

Zawsze bomba!

1. To skomplikowane. Meryl Streep paląca trawkę w samochodzie to tylko wierzchołek góry lodowej 😉 Film jest petardą humoru i jest idealnym kompanem do butelki szampana. Nie dość że oto porzucona żona ma romans z własnym mężem, który jest już mężem innej, to jeszcze spotyka się z kimś ! Cudowna wywłoka!

2. Seks w wielkim mieście. 2. Tylko dlatego, że 1.znam na pamięć. Druga część robi dobrze na przeponę. 😉

3. Druhny. Niby żadnych gwiazd, niby nic niezwykłego a jednak Kac Vegas normalnie wysiada przy pomysłach tych lasek. Dla mnie totalne odkrycie i totalny ubaw :)

Odłóżcie więc chusteczki na bok, romansidła do szuflady, pijcie szampana! Szczęśliwego Nowego Roku. I żadnych postanowień. Weźcie co ten rok da i nie zmarnujcie żadnej okazji, którą przyniesie…


Nie taki diabeł straszny – czyli Walentynki po rozwodzie

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
20 stycznia 2018
Fot. iStock / weerapatkiatdumrong
Fot. iStock / weerapatkiatdumrong
 

W Polsce jest pięć milionów singli, a co trzecia kobieta po 40-tce – rozwiedziona. Kolejna piątka deklaruje, że nienawidzi Walentynek. Co więc jest takiego, co ogłupia nas 14 lutego i sprawia, że zachowujemy się jak infantylne nastolatki?

Bo się tak zachowujemy. Jak zahipnotyzowane stoimy w kiosku przed półką z kartkami walentynkowymi i oczywiście – wybieramy. Nie możemy się zdecydować, feria czerwonych serc z coraz to głupszymi wierszykami zdaje się wołać – mnie, mnie wyślij! I chociaż nie masz pojęcia, do kogo wyślesz, bo przecież nie do niego (ale może do dziadków, niby, że od dzieci, do przyjaciółki, bo przecież to święto miłości wszystkich) stoisz jak cymbał i kupujesz z myślą, że może się przydadzą…

Kolejne półki – z czekoladkami w kształcie serc, odwieczne Merci (tak podziękuję Ci) i pluszowe misie z przyciskiem – I love you. Mój syn w tym roku poprosił mnie o zakup takiego cuda dla swojej koleżanki, błagając przy tym: „Mamo, tylko bez naciskacza, bo się ze wstydu spalę”. Porcja obrzydliwych słodkości ląduje w Twoim koszyku. Bez dwóch zdań się przyda. Ba!

Jeszcze tylko trzeba przebić się przez kilka tysięcy spamów mailowych z ofertą najprzeróżniejszych propozycji walentynkowych, kolacji, pamiątek,  prezentów i jesteśmy w domu.

Walentynek w tym roku nie dostaniesz. Oczywiście tych od dzieci nie liczę i nie ma co się jakoś specjalnie upadlać na tę okoliczność. Walentynki to przede wszystkim święto wszystkich kochanek, plastikowych zdzir, atrakcyjnych sąsiadek i oczywiście nowych kobiet Twojego byłego męża i partnera. O tak! Tego dnia okupują fryzjerów, kosmetyczki, sklepy z bielizną, restauracje. (Gdyby kelnerzy prowadzili tego dnia dyskretne ankiety podczas walentynkowych kolacji, podejrzewam, że małżeństw na sali byłoby jak na lekarstwo). I nie ma co wchodzić im w paradę, bo to smutne kobiety są. Szczerze im współczuję. Czekają na ten dzień cały rok, piękne, gotowe, pachnące,  z nadzieją, że będzie wyjątkowy. Połowa się doczekuje, druga połowa niestety nie, bo JEMU zawsze coś wypada,      z reguły zwala na Ciebie, albo dzieci, a po prostu nie cierpi tego sztucznego celebrowania swojej wielkiej nowej miłości. Ty stara wyjadaczka to wiesz, ona jeszcze nie, myśli, że jest wyjątkowy, (bo  musi być wyjątkowy, skoro lubi tak idiotyczne święto).

Pomyślcie tylko sobie, co musi czuć taka panna, kiedy kelner zwraca się do niej – per „żona”. Jego mina przy tym jest równie bezcenna, bełkocze coś w stylu: „jeszcze nie”, albo „żona została w domu”… Mordęgi ciąg dalszy, kiedy okazuje się, że nie kupił jej kolejnych paciorków od Pandory, majtek z tasiemką w dupie, biletu do Paryża. I każda po cichu, każdego roku czeka na coś więcej – deklarację… Jeśli jej nie ma, wieczór kończy się dramatycznie: „Albo ja, albo żona” lub „Albo ja, albo Twoje dzieci”. A kiedy on ubiera się i chce wyjść, rzuca się spazmatycznie na szyję i przeprasza. Bo przecież nie chciała tego powiedzieć, przecież rozumie, przecież jest mądrzejsza od Ciebie, bardziej wyrozumiała. Kochanka „cierpliwa jest, łaskawa jest, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą”… Nikomu nie życzę takiej schizofrenii. 😉

Otwieraj zatem wino kobieto i jeśli jakimś cudem nie udało Ci się zobaczyć „Pod słońcem Toskanii”, natychmiast zorganizuj sobie  film i spędź w dobrym humorze wieczór. A jeśli widziałaś, kup w sklepie komedię –  „Inna kobieta”,  a zdzira stanie Ci się bliska jak nigdy jeszcze. Kasę, którą lafirynda wydała na Walentynki, a którą Ty zaoszczędziłaś, wydaj na dobrą plazmę. :)

P.S. Wszystkie jeszcze żonate, a nierozwiedzione prosi się o niegrzebanie w teczkach swoich mężów. Może się okazać, że prezent, który znajdziecie, nigdy do Was nie trafi. Po co Wam te komplikacje.


A gdyby tak przestać robić wszystkim dobrze – czyli rozwódka przed świętami…

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
5 listopada 2017
Fot. iStock / Martin Dimitrov
Fot. iStock / Martin Dimitrov

Okres przedświąteczny i święta to najgorszy czas w życiu rozwódki. Nie ma gorszego.

Jak chce dobrze dla wszystkich, nikt nie jest zadowolony. A przecież chce, bo trzeba zadowolić rodzinę, babcie, dziadków, tatusiów, byłych, obecnych, a przede wszystkim – dzieci. Rozwódka musi rozumieć. Rozwódka ma empatię. Duuużo empatii. Jest jedną, wielką pierd**oną arcyempatią. Musi sprawiedliwie dzielić czas pomiędzy zainteresowanych losem jej dzieci, szczególnie w tym okresie, bo święta to wyjątkowy czas okazywania sobie dobroci i miłości.

I czas kiedy na salonach bryluje nowa kobieta jej byłego męża, która wszystko robi lepiej i piękniej. I ma dla wszystkich wyszukane prezenty i przewspaniale zapakowane, a co prezent, to gustowny handmade. Aż dziw bierze, że do abdykacji rozwódki święta w ogóle się odbywały… Za rok wyjadę, jak boga kocham wyjadę, wezmę dzieci i walniemy się na plaży na całe dwa tygodnie, bez oglądania się na innych. Powtarzam to sobie już trzeci rok z rzędu…

Rozwódka. Podobno to termin zarezerwowany dla kobiety, której na sali sądowej obcy człowiek powiedział, że już nie jest żoną swojego męża. Ja rozwiodłam się sama, dawno temu. Rozwiodłam się z toksycznym związkiem, rozwiodłam się z uzależnieniem, rozwiodłam się z własnymi myślami, że już nic dobrego mnie w życiu nie spotka. Rozwiodłam się ze swoją teściową, która pokochała mnie natychmiast, jak oznajmiłam, że na moim miejscu jest inna.

Każda z nas jest rozwódką i co najmniej raz w miesiącu się z czymś lub kimś rozwodzi. Zresztą wolę określenie rozwódka, niż konkubentka… Jest w rozwódce coś rześkiego, optymistycznego, jest też zapowiedź – oto idzie nowe… Prawda? Ok, przesadziłam z tą rześkością, ale, że idą zmiany, to na bank!

Rozwódka generalnie spędza Święta sama. Wozi swoje dzieci od drzwi do drzwi, od tatusia do tatusia, wystawia za próg, odbiera z klatki, dowozi misia do babci, bez którego syn nie może zasnąć, by wreszcie zjeść odgrzane pierogi i kopiec zimnego bigosu przed północą. Znowu kilka kilogramów przytyje. Kogo to obchodzi.

Statystycznie rozwódka ma podobno 40 lat. U mnie się zgadza. Za mało, żeby się poddać, za dużo, żeby brać, co popadnie.

Do świąt zostały niecałe dwa miesiące i zastanawiam się, jak sprzedać empatię wszystkim, którzy, jak co roku, oczekiwać będą ode mnie:

–  mądrości: „Bądź mądrzejsza od niego – mówi moja matka –  nie psuj dzieciom świąt”;

– dojrzałości: „Bądź dojrzała – mówi mój były mąż – ona tak się stara, doceń, bo nie musi” (to o nowej kobiecie).

Niestety marzę tylko o jednym – przestać się starać. No i jeszcze, żeby odpuścić sobie i nie robić z przyzwyczajenia wszystkim prezentów. Czas zrobić coś tylko dla siebie.