8 rzeczy, których nigdy nie mów innym o swoim partnerze

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
9 grudnia 2016
8 rzeczy, których nigdy nie mów innym o swoim partnerze
Fot. iStock/ denis_pc

Lubimy poplotkować w babskich gronie, wymieniać się doświadczeniami, dzielić opowieściami z życia prywatnego – no kto nie lubi! Nic złego w zwierzaniu się swoim przyjaciółkom i wylewaniu żalów, proszeniu o dobre rady i opinie, ale! Są pewne rzeczy dotyczące naszego partnera, których nawet najlepszym psiapsiółom powiedzieć nie wolno. Co dotyczy związku, niech zostanie w związku – nawet jeśli język cię świerzbi i trudno ci wytrzymać z tym sekretem, dla dobra miłości musisz po prostu milczeć o niektórych sprawach.

8 rzeczy, których nigdy nie mów innym o swoim partnerze

Małżeński celibat

Jeśli w sypialni coś nie gra, i od dłuższego czasu brzmi tam wyłącznie wasze chrapanie, to osobą, z która powinnaś o tym porozmawiać jest twój partner! Wiadomo, że koleżanka powie „też tak miałam, nie przejmuj się”, przyjaciółka wymyśli kilka mniej lub bardziej prawdziwych historii dodających otuchy, a nawet opracuje plan naprawczy, ale może to być jedynie pozorną pomocą. Lepiej dojść do przyczyn waszego celibatu, spojrzeć na problem od jego źródeł i w razie konieczności skonsultować ze specjalistą lub terapeutą. Poza tym twój partner może mieć opory przed dzieleniem się tajemnicami alkowy z kimś trzecim – ty chciałabyś by opowiadał o tym kumplom przy piwie?

Seksualne fantazje partnera

Każdy z nas ma swoje seksualne fantazje i marzenia, często zupełnie nierealne, dzikie i zaskakujące. Jeśli partner zwierzył ci się ze swoich, to doceń to – nie jest łatwo mówić o tak prywatnych i osobistych sprawach, może nawet nieco zawstydzających i onieśmielających. Fakt, że twój facet to zrobił jest dowodem ogromnego zaufania wobec ciebie i zaangażowania w wasz związek. Zamiast na roznoszeniu plotek skup się na tym, czy te fantazje da się w jakiś sposób zrealizować – o to z pewnością twój partner nie będzie miał pretensji.

Wkurzający teściowie

Nie jest tajemnicą, że relacje z rodzicami partnera do najłatwiejszych nie należą, a słowo „teściowa” znaczy dla niektórych to samo, co „wróg”, „przeciwnik” albo „wiedźma”. Dla dobra waszego związku, nawet jeśli kogoś z rodziny partnera darzysz szczególną antypatią, to niech zostanie to twoją bardzo osobistą sprawą. Lepiej nie ryzykować tym, że ktoś znajomy coś chlapnie w najmniej odpowiednim momencie, a twój partner poczuje się wtedy zdradzony, a nawet stanie w obronie swoich krewnych i wszystko obróci się przeciwko tobie. Jeśli leży ci coś na sercu, porozmawiaj dyplomatycznie ze swoim facetem i razem spróbujcie wypracować pewien kompromis.

Lęki, strachy i traumy

Nie jest łatwo mówić o słabościach, zwłaszcza mężczyznom, którzy stereotypowo powinni być silni, odważni i waleczni, jeśli więc twój mężczyzna zwierzy ci się z nich, bądź lojalna i dyskretna. Osobiste zmagania partnera z jego lękami, doznanymi niegdyś krzywdami, czy traumami z dzieciństwa, powinny zostać jedynie pomiędzy wami, ewentualnie możecie omówić to ze specjalistą, który pomoże w ich pokonaniu.

Ściśle tajne sprawy rodzinne

Rozwód szwagierki, plajta firmy teścia, problemy zdrowotne teściowej – to nie są tematy, które powinno się omawiać w większym gronie niczym zwykła plotkę. Takie sprawy są bardzo delikatne i drażliwe, a rozpowiadanie o nich może być odebrane jako nielojalne i burzące zaufanie wobec ciebie. Najlepsze, co możesz zrobić, to być przy swoim partnerze, wysłuchać go i służyć wsparciem – zostaw jemu decyzje o podzieleniu się tą sprawą z innymi.

Szokujące zwyczaje, zawstydzające fakty

Choć każdy z nas ma głowę, ręce i nogi, to nie jesteśmy tacy sami i mamy swoje mniejsze lub większe tajemnice związane z cielesnością. Jeśli twój partner dziwnie pachnie, ma włosy w niespotykanych miejscach, robi coś zawstydzającego lub szokuje kształtem… stopy, to trzymaj buzię na kłódkę i zaakceptuj to – pewnych rzeczy po prostu nie można zmienić. Nie rób z niego dziwoląga i tematu do plotek, nie mów niczego, co mogłoby wprowadzić go w zakłopotanie i zawstydzenie – to przecież twój ukochany, a nie cyrkowa sensacja!

Finansowe potknięcia

Pieniądze to bardzo drażliwy temat, a finansowe potknięcia i wtopy są zdecydowanie na cenzurowanym i powinny być dla ciebie tematem tabu. Nikt nie lubi chwalić się swoimi błędami i niepowodzeniami, a te dotyczące spraw majątkowych są szczególnie zawstydzające, bo dotykają nie jednej osoby, ale także bezpieczeństwa i stabilizacji całej rodziny. Damy i gentlemani o pieniądzach nie rozmawiają – to bardzo dobra zasada, którą powinnaś wziąć sobie do serca.

Wychowawcze porażki

Z pewnością nie chciałabyś nigdy usłyszeć, że twój partner rozpowiada innym o tym, że jesteś złą matką i nie radzisz sobie z wychowaniem dzieci. Zanim zarzucisz mu jakieś błędy wychowawcze i zaczniesz narzekać na jego ojcowską nieporadność, dobrze się zastanów – lepiej czasami ugryźć się w język albo udawać, że nic nie widzisz. Jeśli rzeczywiście chciałabyś coś zmienić w zasadach wychowawczych partnera, to czas na szczerą rozmowę między wami i wprowadzenie nowych zasad. Znajdźcie rozwiązanie, naprawcie błędy, a za jakiś czas będziesz mogła pochwalić się koleżankom wspaniałym partnerem i świetnym ojcem – to o wiele lepszy temat do rozmowy, a dla nich nowy powód do zazdrości.

Zapisz

Zapisz


7 letnich nawyków, które warto praktykować przez cały rok

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 grudnia 2016
Fot. iStock / lolostock
Fot. iStock / lolostock

Lato dawno już przeminęło, pozostawiając po sobie piękne wspomnienia i tęsknotę do tych ciepłych, słonecznych dni. Nijak porównywać uroki zimowych miesięcy do długich, kuszących dni, kiedy zamiast przesiadywać w domu, każdego ciągnęło na świeże powietrze.

Teraz świeże powietrze zapewniamy sobie nieśmiało uchylając okna, bo w taką lichą pogodę mało kto ma ochotę na spacery.

7 letnich praktyk, sprawdzających się przez cały rok

Ale zamiast smętnie patrzeć w okna, warto poprawić sobie humor w lepszy sposób — przywracając letnie praktyki i kontynuować je przez cały rok. To naprawdę ma sens, bo nie jest powiedziane, że to, co dobre i pożyteczne, sprawdza się jedynie latem. A więc zaczynamy:

Jedzenie owoców i warzyw

Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że zima to nie czas na lekkie jedzenie, ale kaloryczne bomby, które mają nas rozgrzać od środka i dodać tak potrzebnej energii do działania. Tym samym rozgrzeszamy się z częstego sięgania po ciężkie, tłuste jedzenie, bo przecież tłuszczyk dobrze grzeje ciało. W efekcie orientujemy się po czasie, że przynajmniej kilka kilo mamy do przodu, po czym staramy się schudnąć przed latem. O wiele zdrowiej dbać o siebie przez cały rok i także poza sezonem na świeże owoce i warzywa, zaopatrywać się w nie. Tak, te importowane nie są tak zdrowe, jak swojskie, najlepiej ekologiczne, ale lepiej jeść takie, niż wykluczyć je z diety. Jedzenie owoców i warzyw jest istotne dla zdrowia i urody — witaminy, minerały oraz substancje chemiczne, jakie w nich znajdujemy, są niezbędne dla organizmu. Poza tym smakują różnorodnie, więc nuda w kuchni nie grozi.

Fot. iStock / serts

Fot. iStock / serts

Codzienny rozruch

Tak, to prawda — nie mamy ochoty wychodzić z domu po pracy, gdy na dworze plucha lub nieziemsko zawiewa. Warto sobie przypomnieć, ile satysfakcji dawało letnie przebywanie na świeżym powietrzu i zaszczepić w sobie ten entuzjazm na resztę roku. Nawet zimą można biegać, spacerować z kijkami czy korzystać z zimowych sportów. Jeśli pogoda wyjątkowo nie sprzyja, to też nie problem — gimnastykuj się w domu, kup karnet na siłownię lub basen. Szczególnie ta ostatnia opcja przynosi wiele dobrego, dla serca, płuc czy mózgu. Trzydzieści minut lekkiego do umiarkowanego pływania, pomaga spalić ponad 230 kalorii. Aktywność fizyczna wyzwala endorfiny, które znakomicie poprawiają humor.

Nawadnianie organizmu 

Mamy świadomość tego, że latem należy pić regularnie wodę, aby nie dopuścić do odwodnienia organizmu z powodu wysokich temperatur. Jesienią i zimą nie przywiązujemy do tego wagi, choć przebywanie w ogrzewanych pomieszczeniach, spożywanie większej ilości kawy, również domaga się zwrócenia uwagi na stan nawodnienia organizmu. Bez odpowiedniej ilości wody ucierpi uroda i zdrowie oraz koncentracja i wydolność podczas pracy. Regularne picie wody ujędrnia skórę i wygładza zmarszczki, a organizm potrzebuje jej, by efektywnie pracować. Najlepiej wypracować sobie nawyk wypijania ok. 8 szklanek dziennie, małymi łykami, by nawodnienie utrzymać na stałym poziomie.

Stosowanie kremów z filtrem UV

I tu dzieje się tak jak w przypadku picia wody. Nie pamiętamy o kremie z filtrami przeciwsłonecznymi poza latem, a to poważny błąd. To, że promienie słoneczne poza letnim sezonem nie operują tak intensywnie, nie oznacza, że nie stwarzają żadnego zagrożenia. Szczególnie niebezpieczne są te, które odbijają się od śniegu, potęgując swoje działanie. Szkodliwe promieniowanie słoneczne w ciągu całego cały roku sprawia, że skóra szybciej się starzeje. Filtr SPF to konieczność, nie fanaberia.

Noszenie okularów przeciwsłonecznych 

Może być nawet w ramach lansu, byleby chroniły one oczy przed słońcem. Tu sytuacja przypomina tą z filtrami SPF, pamiętamy, ale tylko latem. Przez unikanie okularów w słoneczne dni poza sezonem, pracujemy na uszkodzenia wzroku, takie jak zaćma, zwyrodnienia plamki żółtej. Warto wiedzieć, że zimą w słoneczny dzień, śnieg odbija aż 85% promieni UV. Okulary chronią również przed mrużeniem oczu, a więc zapobiegają powstawaniu zmarszczek.

Regularne stosowanie peelingu

Przez cały rok pamiętamy o kremach do twarzy, odżywkach do włosów, natomiast zapominamy o cotygodniowym peelingu ciała. Fakt, nie pokazujemy na plaży ciała, ale nasza skóra potrzebuje pielęgnacji cały czas, inaczej stwarza problemy. Dzięki peelingowi nie będzie ona szorstka, poszarzała i przesuszona. Peeling złuszcza naskórek, który się regeneruje oraz przygotowuje ciało do przyjęcia składników odżywczych z balsamów czy olejków do ciała. Zamiast walczyć o ładne ciało chwilę przed sezonem kąpielowym, dbajmy o nie cały rok.

Rzut okiem na stopy

Stopy są chyba najczęściej pomijaną przez nas w pielęgnacji po letnim sezonie częścią ciała. Nie poświęcamy im uwagi, w dodatku pakujemy w ciepłe skarpety, kapcie, ocieplane buty. Stopy częściej się pocą, są narażone na nadmierne rogowacenie skóry i brzydki wygląd. Przypominamy sobie o nich dopiero latem, oczekując, że natychmiast staną się piękne i gotowe do prezentacji w sandałach. Jeśli podczas ciepłych miesięcy stosujesz pedicure oraz korzystasz z kremów do stóp, rób to przez cały rok.  Codziennie wieczorem po kąpieli stosuj silnie odżywcze i zmiękczające kremy, zapobiegające twardnieniu skóry i przyspieszające jej złuszczanie.


źródło: www.huffingtonpost.comavanti24.pl


Powiedz, co takiego musi się zdarzyć, żebyś pozwoliła sobie na bycie szczęśliwą?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 grudnia 2016
Fot/ iStock/stock_colors
Fot/ iStock/stock_colors

„Łatwo mówić” – myślimy, gdy ktoś rzuca nam gotowy przepis na szczęście. Bo to nigdy nie jest dobry moment, bo przecież są dzieci, zobowiązania, bo jak to – tak po prostu zrobić to, na co ma się ochotę.

Byłam ostatnio świadkiem takiej sytuacji – poproszono zebrane kobiety, by zamknęły oczy i wyobraziły sobie swoje szczęśliwe życie i siebie w nim. Nie wiem, co zobaczyły, ale niektóre się popłakały, inne uśmiechały się do swoich myśli. Pomyślałam, jakie to łatwe, wyobrazić sobie siebie szczęśliwą, bo przecież my wiemy, czego chcemy, wiemy, jak powinno wyglądać nasze życie, byśmy częściej znajdowały powody do uśmiechu i do wzruszeń. Ale chwilę potem otwieramy oczy, wychodzimy w codzienność i znowu wszystko nas przytłacza. Huk miasta, zbyt jasne światło w pracy, obiad, który musimy zrobić, my same z jakimś takim ciężkim bagażem na plecach, który nas przygniata.

Co takiego musi się stać, żebyśmy z wyobrażania sobie tego, jak dobrze by było być szczęśliwą, przejść do realizacji swoich pragnień, marzeń, wyrażania swoich potrzeb, wyrzucania ze swojego życia niepotrzebnego balastu? Czy naprawdę musimy stanąć pod ścianą, dotknąć dna?

– musi nas zdradzić mąż?

partner musi nam prosto w oczy powiedzieć, że nie kocha?

– facet musi nam w końcu tak przyłożyć, że leżąc na podłodze zrozumiemy, że kolejny raz nie wstaniemy?

– jak długo pozwolimy my znęcać się psychicznie nad sobą i poniżać?

– ile obleg od szefa jeszcze musimy usłyszeć, jak bardzo musi nami gardzić?

– ile jeszcze dni przed Świętami przepłaczemy po kolejnym telefonie toksycznej matki?

– jak długo znosić będziemy wszędobylstwo i brak szacunku ze strony teściowej?

– do ilu jeszcze fałszywych ludzi będziemy się uśmiechać?

Nasze życie to nie jest film. Nie dowiemy się nagle, że umieramy, że został nam rok życia i w ten jeden rok damy sobie usprawiedliwione chorobą przyzwolenie – bo jak nie teraz to kiedy, i zaczniemy żyć po swojemu. Tak nasze życie nie działa. No chyba, że tylko wizja śmierci jest w stanie zmienić wasze postrzeganie siebie w tym świecie? Tylko czy wtedy nie będzie za późno? Czy naprawdę trzeba stanąć na skraju przepaści, żeby powiedzieć: „od dziś będę żyć szczęśliwe”?

Zastanawiam się po jakiego diabła dźwigamy ciężar na naszych plecach? Czemu nie wyrzucamy tych rzeczy, które nas ograniczają, które sprawiają, że jesteśmy nieszczęśliwe, że płaczemy po nocach. Dlaczego nie potrafimy powiedzieć STOP, ja tak dalej nie chcę?

I wiem, że czasami to wcale nie są jakieś wielkie rzeczy, czasami wystarczy zrezygnować z jednego telefonu, który wydaje nam się, że powinniśmy wykonać, a wcale nie chcemy. Czasami to jedno „nie”, którego – znowu nam się wydaje, nie powinniśmy powiedzieć, by kogoś nie urazić. W końcu czasami to postawienie granicy, powiedzenie: „jestem zmęczona, nie dzisiaj”, żeby dać sobie prawo do odpoczynku, do pokazania: hej, ja też czasami nie daję rady.

Robimy to co powinniśmy, a czego wcale nie chcemy. Pomyśl, ile już dzisiaj zrobiłaś rzeczy, które „powinnaś”. Uśmiechnęła się do koleżanki, o której wiesz, że obrabia ci tyłek za plecami? Zadzwoniłaś do matki, spytać jak się czuje, bo nie chcesz kłótni przy świątecznym stole, choć ten telefon wyczerpuje cię energetycznie? Znowu pojechałaś autem do pracy, choć marzyłaś o porannym spacerze? Z ilu „powinnaś” składa się twój dzień, a z ilu „ja chcę”? Jaki jest bilans?

Czasami piszemy banały, zachęcamy was do akcji chcąc pokazać wam, że bycie ważną dla siebie i dbanie o własne potrzeby nie jest niczym złym. Że pół godziny spaceru, kąpiel, wyjście na zajęcia, na które zawsze chciałyśmy się zapisać – to rzeczy, do których mamy prawo, bo bycie matką, żoną, kochanką, nie zwalnia nas z myślenia o sobie, z egoizmu – tego zdrowego, na który każda z nas MUSI sobie pozwolić. I to jedno MUSI jest ważne. Bo my nieustannie żyjemy w przekonaniu, że uszczęśliwianie innych uczyni nas szczęśliwymi, a co jeśli nie? A co, jeśli w tym cały uszczęśliwianiu naszych dzieci, mężów, partnerów, szefów w pracy, koleżanek, przyjaciół zabraknie nas samych? Co, gdy pewnego dnia zapytacie – „a co ze mną?”. Chciałam wyjechać choć raz do Indii, wejść choć na jeden pięciotysięczny szczyt, zapisać na kurs tańca, nauczyć się lepić garnki. Dałam wszystko innym, a ja?

Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie szczęśliwą? Naprawdę tak wiele potrzebujesz do szczęścia, że jest ono niemożliwe do osiągnięcia? Nie można do niego dążyć małymi krokami? Powoli. Wytyczyć planu do realizacji choćby jednego marzenia? Podaj choć jeden argument nie do podważenia, że nie się nie da, że nie można, że musisz być bardziej nieszczęśliwa niż szczęśliwa?

Życie mamy jedno, naprawdę nie zasługujesz na to, by zadbać o siebie? Od dziś? Od teraz? Co sprawi, że będziesz szczęśliwsza? Może zacznij banalnie, ale od ważnej rzeczy – od wyrzucenia kilku „powinnam” ze swojego dnia?


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

MANI TRUCK, czyli niecodzienny salon manicure zawsze blisko kobiet. Musicie spróbować!

Fot. iStock/CasarsaGuru

Zmiana środowiska może pomóc w eliminacji tików

Fot. iStock/PeopleImages

„To miłość jest lekarstwem. Dla płaczącego faceta, jego serca i duszy także. A ja po prostu chcę być twoim lekiem”