8 rzeczy, których nienawidzimy, ale trudno się bez nich obejść

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
9 października 2016
8 rzeczy, których nienawidzimy, ale trudno się bez nich obejść
Fot. iStock / vicnt
 

Są na świecie takie rzeczy, które bardzo dobrze znamy, bez których poradzić sobie już nie sposób i które szczerze i całego serca zdarza nam się nienawidzić. Wkurzamy się, marudzimy, przeklinamy je w myślach (lub całkiem otwarcie na głos) i marzymy o świecie, w którym nie istnieją. Tylko jak byśmy sobie wtedy bez nich radziły?

Budzik

Bez wątpienia budzik znajduje się w top ten najbardziej znienawidzonych urządzeń domowych. Zawsze dzwoni za wcześnie, nie w porę i zupełnie bez sensu – jakby nie mógł wyczuć, że właśnie teraz ty śnisz o księciu z bajki, że w trakcie kuracji upiększającej jesteś (bo ponoć wyspane wyglądamy lepiej), że nad zdrowiem pracujesz (w końcu sen to zdrowie!). Mały upierdliwiec swoim „pi, pi, pi, pi”, „wrrr, wrrr”, „dzyń, dzyń” lub innym równie przyjemnym odgłosem skutecznie ogłasza, że koniec opierdzielania się, do rzeczywistości czas wrócić i ciało swoje do roboty zawlec.

Deadline

Z jednej strony często marzymy, by termin wykonania jakiejś pracy na zawsze pozostał terminem odległym, datą z dalekiej przyszłości, planem z długim okresem wykonalności, a z drugiej te przeklęte deadline’y to cholernie dobra motywacja do pracy. Bo gdy wiesz już, czym jest presja czasu, czujesz oddech dnia jutrzejszego na plecach i niemal słyszysz niecierpliwe stukanie palców szefa o blat biurka, to wszystko jakoś samo idzie, robi się, dzieje niemal niezależnie od ciebie. Jak mus to mus, jak deadline to deadline.

Żelazko

Babcia zawsze mówiła, że w wymiętych rzeczach chodzić nie wypada, że wstyd, że jak z psiego pyska wywleczone te ciuchy, jak z krowiego gardła – to się nie godzi! Więc prasujesz starannie kołnierzyki, rękawy, dbasz o powierzchnię tkaniny niczym lustro gładką, bez najmniejszego zagięcia i załamania. A potem wkładasz starannie złożone do szafy, zadowolona z przebrnięcia przez tę górę ciuchów zalegających w rogu pokoju, z zaprowadzenia porządku, nadrobienia domowych zaległości. A potem… potem robisz pranie i wszystko zaczyna się od nowa – dzień dobry desko, para buch, żelazko w ruch. Never ending story.

Remont

Każdy wie, że gdy zaczyna się tygodniowy remont, to miesiąc z życiorysu ma się wyjęty i co rano trzeba szukać w spakowanych, wyniesionych rzeczy czystych gaci, pasującej bluzki lub cieplejszego swetra. Ale bez remontu się nie da, bo w końcu tynk zacznie na głowę lecieć, kafelek odpadać, a podłoga skrzypieć nawet przy głębszym oddechu. No i fajnie, jak jest ładnie, schludnie i czysto dookoła, nie widać psich łap na ścianie, malunków wykonanych drżącą dziecięcą rączką albo pomidorowej, która niespodziewanie wyskoczyła z gara.

Wizyty u lekarza

Gdy kichasz, prychasz, płuca wypluwasz i rozważasz sporządzenie testamentu, lekarz ze stetoskopem i plikiem recept jawi się niczym superbohater i zbawiciel. I choć perspektywa wizyty w przychodni nie jest numerem jeden w twoim rankingu rozrywek, to bez tego ani rusz. Profilaktyka, w porównaniu z chorobą, też nie wypada najgorzej – zwykła morfologia, mammografia czy cytologia mogą zapobiec poważnym kłopotom. Zanim więc zaczniesz znowu narzekać na konieczność spotkania z lekarzem i odkładać termin wizyty, dobrze to sobie przemyśl i przekalkuluj.

Depilacja

W XXI wieku brak depilacji mógłby wywołać poruszenie, oburzenie, a kto wie, może nawet i małe zamieszki.  Maszynka, depilator, wosk, laser, światło, krem – sposobów na pozbycie się kłaka jest całe mnóstwo. I nie ma, że boli, że się nie chce,  że się zapomniało albo że zima idzie – trzeba włosy rwać (nie z głowy!) i koniec. W przypadku płci pięknej społeczeństwo włosy toleruje jedynie na głowie, a i one powinny prezentować się modnie i godnie i zostać odpowiednio ujarzmione szczotką lub grzebieniem.

Błędy

Za ich popełnianiem z pewnością nie przepadamy. Jeszcze wytykanie ich innym jakoś przejdzie, może nawet o swoistą  przyjemność  i satysfakcję się otrze, ale na tym koniec – w błędzie być nikt nie lubi. A jednak, są nam potrzebne do tego, by się nauczyć, wnioski wyciągnąć i czegoś nowego o życiu dowiedzieć. Nie zawsze będzie to miła i przyjemna edukacja, ale lepszego sposobu nie ma – jak to mówią „dopóki się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”.

Zasady

No po co te ograniczenia, te wymagania, zakazy i nakazy? A gdyby tak o zasadach wszelakich zapomnieć, jeździć 120 km/h po mieście,  mlaskać i siorbać przy stole, na „dzień dobry” sąsiadki nie odpowiadać, co nam się podoba bez pytania zabrać, każdemu mówić wszystko szczerze i bez ogródek, partnera bez wyrzutów sumienia zdradzać? Oj, wyczuwamy tutaj niemały chaos! Chyba jednak lepiej niech zostanie po staremu – co najwyżej czasami ponarzekamy, pomarudzimy i będziemy marzyć o innym życiu.

Zapisz


Pytania i komentarze, od których robi się słabo (niemal) każdej żonie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 października 2016
Pytania i komentarze, od których robi się słabo (niemal) każdej żonie
Fot. iStock / Aldo Murillo
 

Macie czasami dość? Tych pytań, komentarzy, które bywa, że spływają po nas jak po kaczce, ale od czasu do czasu wyzwalają w nas mordercze instynkty?

Są takie teksty, które żona i matka w jednym słyszą setki razy w swoim życiu. Na miłość boską ile można? Prawda?

Dlatego dziś mam prośbę. Jakby ktoś się dwa razy zastanowił, nim powiedział? Byłoby cudownie. A może warto taką listę pytań, od których robi się nam niedobrze wywiesić na drzwiach wejściowych mieszkania, z dopiskiem: „Wchodzisz? Tych pytań i komentarzy sobie oszczędź!”.

Pytania i komentarze, od których robi się słabo (niemal) każdej żonie

A jak tam twoje małżeństwo?

Ale o co pytasz, czy mnie zdradza, czy bije, pije? Czy już rozwód wisi w powietrzu. Moje małżeństwo ma się tak, jak tydzień, miesiąc czy rok temu.

A więcej dzieci nie chcecie mieć?

Nie, jedno nam wystarczy, jak będziemy czuć niedosyt weźmiemy psa ze schroniska. No kurde, czy to naprawdę czyjaś sprawa. Mamy jedno. Koniec kropka. Tak trudno przyjąć do wiadomości.

Ale to trzecie to z wpadki?

Dlaczego ktoś myśli, że kolejne dziecko i kolejne to już tylko wpadka? Wpadka w małżeństwie? Zdarza się, każdy dorosły uprawiający seks musi się liczyć z tym, że może on skończyć się ciążą.

Pokłóciliście się?

Jakby każdy twój gorszy nastrój był wynikiem małżeńskiej kłótni. Nie – mam odcisk na dużym palcu stopy i mnie napierdziela. Wrrrr.

A gdzie twój mąż?

Uciekł. Tak pewnie niejedna z nas z chęcią by odpowiedziała. Przecież nie jesteśmy ze sobą związani, lubimy wyjść gdzieś sami, chociażby po to, żeby za sobą zatęsknić.

Naprawdę powinnaś mieć więcej czasu dla siebie

Co ty? Naprawdę? Dzięki za tę radę, bo sama nigdy bym tego nie zauważyła… To naprawdę nie pomaga.

Kto tak naprawdę nosi spodnie w waszym związku?

Hej, mamy 2016 roku. Oboje nosimy spodnie.

A co twój mąż o tym sądzi?

Ale, że co? Jestem dużą dziewczynką i niezależną i mogę decydować sama o sobie. Ważne kwestie zawsze wspólnie omawiamy, ale to nie znaczy, że ktoś za mnie podejmie decyzję.

Ty to masz szczęście, on tak ci pomaga.

O rety, a ty wiesz, że mamy XXI wiek i stereotypowe myślenie powinno iść w zapomnienie. Naprawdę nadal uważasz, że to kobieta musi biegać wokół faceta i mu usługiwać, a jak on w swojej wspaniałości postanowi jej pomóc, to urasta do rango bohatera?

Naprawdę nie myślisz, żeby z kim innym pójść do łóżka?

A ty naprawdę pytasz, czy chcę zdradzić swojego męża?

Masz go czasami dość?

Oczywiście, że tak. Przecież jesteśmy tylko ludźmi.

Nie zrozumiesz, jesteś mężatką.

Nie no jasne, i nigdy nie byłam sama. Po prostu urodziłam się mężatką…

Coś byście dodały?


Radio z anteną na parapecie i tykający zegar nad łóżkiem, to nie do końca spokój, o który na koniec życia chodzi…

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
8 października 2016
Radio z anteną na parapecie i tykający zegar nad łóżkiem, to nie do końca spokój, o który na koniec życia chodzi…
Fot. iStock / Barcin

Życie kołem się toczy. Od łez wzruszenia przy pierwszym usłyszanym biciu serca na usg, do nadziei, że trud i całokształt włożony za życia w dzieci zwróci się z nawiązką. Odda się nam gdy przyjdzie pora na umieranie. W bilansie zysków i strat, w rachunku sumienia czy wszystko, co było do zrobienia zostało wykonane na najwyższym poziomie, obudzimy się my – młodzi, jako oni – starsi ludzie. Pełni obaw, kto poświęci nam uwagę i miłość, będziemy walczyć o swoją godną obecność w społeczeństwie. Kiedy staniemy się już leciwi, dłonie pomarszczy czas, włosy przykryje szron, nie będziemy chcieli umrzeć za życia. Jakie mamy zatem oczekiwania i wyobrażenie starości teraz, kiedy potrafimy jeszcze sprawnie się podpisać i czy na pewno  dobrze odbieramy starość, kiedy nas jeszcze nie dotyczy?

Starsza Pani

Widzę ją na przystanku autobusowym, siedząc na czerwonym świetle w samochodzie. Ma na sobie beżowy płaszczyk, jak trzy czwarte pań w jej wieku i buty. Takie brązowe, skórzane pantofle z plecionki, z których śmieją się nastolatki. Jest tak zgarbiona, że ciężko dostrzec twarz. W dłoni trzyma torebkę na pasku. Torebka podskakuje jak oszalała w nieskoordynowanej ręce. Wiem co to jest. Mój dziadek cierpiał dokładnie na to samo. Zauważam, jak neurologia pomału dopada i moją mamę, przeraża mnie to. Przewiązana na głowie chustka dobrana pod kolor płaszcza jeszcze bardziej rozwala mi serce. Patrzę na przekrój pokoleń kręcący się wokół tej pani, na dziecko w wózku po lewej, jakąś studentkę po prawej i dochodzę do bardzo głębokich przemyśleń, że ona już to wszystko przerabiała. Była i dzieckiem, i nastolatką, może kończyła studia. A teraz stoi, czeka zgarbiona jak złamane drzewo, popychana przez dzieciaki, które zaraz obok wciskają się w drzwi autobusu. Zupełnie bezbronna.

Ta kobieta jest definicją lęku przed starością. Oprócz oczywistych chorób,  zmniejszonej sprawności ruchowej, pogorszonego ogólnego stanu zdrowia, słuchu, wzroku, jest zbiorem wszelkich lęków. Kulą, która widzi przyszłość. Stoi przerażona, w drugim ręku ledwo utrzymuje kraciastą torbę na dwóch kołach, wygląda jak pięcioletnia dziewczynka zakleszczona w ciele starca. Przeciągam na niej wzrok, zmienia się światło na zielone, za mną trąbi już zniecierpliwiony kierowca. Muszę odjeżdżać, ale czuję lęk. Chciałabym wyskoczyć z auta, przytulić, podać rękę, odwieść do domu. A co, jeśli jest strasznie samotna? Utożsamiłam się z nią i tą przeszywającą nieporadnością.

Dzwońce. Przychodźcie. Przytulajcie. Pamiętajcie tych kilka ważnych reguł

  • Kiedy będę już stara, nie chcę dostać od ludzi biletu na autobus tylko w jedną stronę. Nie chcę iść nie wiadomo gdzie w samotności i nerwowo oglądać się przez ramię, czy nikt mnie nie goni. Nie chce się bać. Potrzeba będzie mi pewności, że kiedy odegram role i rozliczę się z przypisanych przez życie funkcji, dostanę zasłużony spokój i troskę.
  • Nie chcę, aby kiedykolwiek myślano, że przyciszone radio z anteną na parapecie w kuchni i tykający zegar nad łóżkiem są spokojem, o który mi na koniec chodziło. Od ciszy będą krzyczały obawy. W samotności spotęguje się smutek. Będę potrzebowała być i bywać. Mówić i wysłuchiwać. Czuć się potrzebna. Zadzwońcie do mnie czasem.
  • Dajcie mi zostać starsza panią z niewyobrażalnie wielką potrzeba posiadania rodziny, posiadania dzieci. Po czterdziestce, po pięćdziesiątce, po dwóch rozwodach, nieważne. Dajcie na zawsze wołać do siebie „moje” nawet, kiedy będziecie mieli za sobą własny bagaż doświadczeń i staniecie się jednostkami ściśle autonomicznymi.
  • Dzwońcie. Przychodźcie chociażby po to, żeby razem posłuchać tykania, którego tak bardzo nie będę znosiła. Nie będzie mnie bez was. Bez was odejdę w zamknięcie. Zamilknę. Uschnę. Umrę, ale jakbym jeszcze żyła.
  • Przytulajcie. Jak wtedy, gdy mieliście po pięć lat. Jak wtedy, kiedy w pokoju gasło światło. Kiedy zegnę się wpół, a na uszy naciągnę chustkę – przypomnijcie jak smakujecie. Przytulcie i odgońcie niepokój, że potrzebna już nigdy nie będę.
  • Dajcie wierzyć, że mam jeszcze coś do zrobienia.
  • Zjedzcie zrobioną przeze mnie zupę choćby miałaby to być wasza trzecia tego dnia. Obierałam ziemniaki tylko po to, żeby jeszcze popatrzeć na wytrzeszczone w uśmiechu zęby. Ucałujcie pocięte przez czas poliki. Dajcie znać, że smakowało. Po prostu.
  • Nie traktujcie zgarbionej staruszki jak imbecyla. Głupka bez poglądów i wiedzy. Miejsce szacunek do starości bo jest jedną z tych pewnych rzeczy, od których się nigdy nie ucieknie.
  • Nie dajcie nigdy odczuć, że jestem, ale jakby mnie już dawno nie było. Jakbym zapomniała spakować torby i odejść, kiedy wy wynajęliście już mieszkanie komuś innemu.  Zaopiekujcie się mną. Na pewno ogarnie mnie strach. Nigdy nie pozwólcie się bać.
  • Kochajcie mnie. Niczego tak nie będę wołać, jak miłości.

Samotność największą chorobą starości

Dojechałam do domu, a przed oczami jeszcze długo stała zgarbiona kobieta. Oczy jej, które wiele widziały i dłonie, które niejedno robiły. Doszłam do wniosku, że chyba nie tak, jak samego umierania boimy się samotności i wykluczenia. Odcięcia gruba kreską od wątków, umniejszenia prawa do życia. Tak, jakbyśmy w pewnym sensie nie myśleli o samym procesie starzenia, ale o poniżeniu, które czeka za rogiem. Jeżeli przytaczacie właśnie w głowie prywatny przypadek, jeżeli jest ktoś, kto być może teraz sterczy z nosem przyklejonym do okna i liczy ludzi na chodniku goniących dokądś zaciekle – złapcie za telefon. Zadzwońcie i porozmawiajcie. Być może uratujecie komuś dzień. Być może zbawicie resztę życia.


Zobacz także

Fot. iStock/svetikd

6 wskazówek, które pozwolą uniknąć tycia z wiekiem

Fot. iStock / tolgart

25 cytatów Carla Junga, ucznia Freuda, które pomogą ci docenić siłę, którą w sobie nosisz

Fot. iStock/praetorianphoto

Na czym dziś polega demokracja? Przybiera twarz ulicznych protestów i śmiejącego się w swojej limuzynie posła, gdzie nikt z nikim nie rozmawia