8 istotnych rzeczy, które w końcu pomogą ci wytrwać w twoich postanowieniach i planach

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 grudnia 2017
Fot. iStock/JANIFEST
Fot. iStock/JANIFEST
 

Nowy rok zbliża się wielkimi krokami, a z nim tak nielubiany przez nas czas podsumowań – ile z obietnic, które daliśmy sobie na początku roku udało się nam zrealizować?

Miałaś się trzymać diety? Kolejny rok się nie udało?

Obiecałaś, że będziesz medytować/ćwiczyć jogę/czytać i znowu nic z tego nie wyszło?

Mówiłaś, że w końcu zaczniesz ćwiczyć regularnie, a skończyło się na dwóch wizytach w siłowni?

Chciałaś tak bardzo nadrobić wszystko, czego nie zdążyłaś zrobić – uporać się z papierami, dokumentami, ale nawet się do tego nie zabrałaś, a rok minął?

Eh… Skąd my to znamy, prawda? I można by rzec: „Do cholery, przecież tak w to wierzyłam, tak chciałam, czemu znowu mi nie wyszło?”. No właśnie, dlaczego?

Może warto wziąć pod uwagę kilka rzeczy, kiedy planujemy listę kolejnych postanowień?

Traktuj swoją obietnicę poważnie

Nie zakładaj, że to będzie coś łatwego, co nie będzie od ciebie wymagać większego wysiłku. Tak oszukujesz się już na początku. Jeśli coś sobie obiecujesz, potraktuj to poważnie i miej świadomość, że przyjdzie ci się z tym zmierzyć.

Nie zapominaj

Nim coś wejdzie nam w nawyk, musi być wielokrotnie powtórzone. Tymczasem zapominamy – mieliśmy ćwiczyć co rano – zapomnieliśmy, mieliśmy wieczorem medytować – zapomnieliśmy. A z czasem zwyczajnie się poddajemy. Może warto ustawić sobie chociażby przypominajkę w telefonie i zadbać o dotrzymanie obietnicy?

Nie uciekaj od dyskomfortu

Każda obietnica, planowana zmiana narusza naszą strefę komfortu. Chociażby dieta czy regularne ćwiczenia naruszają dotychczasowe status quo, to normalne, że się przed zmianami bronimy. Kiedy coś staje się dla nas niewygodne, przestajemy się tym cieszyć i wymyślamy wymówki, żeby tylko odłożyć to na wieczne potem.

Nie dawaj się pokusie

Wiem, łatwo powiedzieć. Ale pokusie często poddajemy się z przyzwyczajenia. Jesteśmy na diecie, ale kawałek czekoladowego ciasta zjadamy, obiecujemy, że będziemy więcej spać, ale czas spędzamy w internecie, mamy medytować, a siedzimy w telefonie. Naprawdę chcesz, żeby pokusa rządziła twoimi wyborami?

Nie racjonalizuj

Kiedy coś jest dla nas trudne racjonalizujemy każdą myśl, która próbuje usprawiedliwić porzucenie postanowienia: „Oj tam jeden kawałek czekolady, nic się nie stanie”, „W końcu zasłużyłaś na kawałek ciasta”, „Masz prawo odpocząć, nigdzie nie musisz iść”. Wszystko to brzmi całkiem rozsądnie, z jednym wyjątkiem – każda taka myśl sabotuje nasze plany. Dobrze by było o tym pamiętać i im nie ulegać.

Nie renegocjuj

„Dobra, to od następnego poniedziałku” – obiecujemy sobie, często mówimy, że za chwilę, tylko coś sprawdzimy, gdzieś zadzwonimy. „Dzisiaj to już ostatni dzień wolny, od jutra biorę się za siebie” – to kolejna forma racjonalizacji. Jedną z najbardziej szkodliwych rzeczy dla samodyscypliny i budowania zaufania do siebie jest nawyk renegocjowania z samym sobą.

Pamiętaj, dlaczego to ważne

Często coś wydaje się nam ważne, naprawdę chcemy to zrobić dla naszego zdrowia, samopoczucia, ale kiedy zaczyna nam być niewygodnie zapominamy, dlaczego daliśmy sobie taką a nie inną obietnicę. Warto sobie o tym przypominać.

Nie ulegaj własnym ograniczeniom

Planujesz dietę, a potem rano chwytasz bułkę, bo nie masz czasu na zdrowe jedzenie. Chcesz iść na fitness, ale nie chce cię się ubierać i jechać 20 minut. Nie medytujesz, bo skupienie się zajmuje ci dużo czasu, którego przecież nie masz. To są ograniczenia, które sama sobie stwarzasz, sama je prowokujesz. Nikt nie mówił, że będzie łatwo – patrz punkt pierwszy.


Dlaczego ci, których kochamy najbardziej, najmocniej ranią nasze uczucia. Nie zakładaj, że on czuje tak samo jak ty

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 grudnia 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

„Jak to możliwe, że mnie tak skrzywdził, przecież tak bardzo go kochałam”… Ile razy czułeś się zraniona, znieważona lub zszokowana tym, co powiedział lub zrobił twój partner, przyjaciółka, matka, bliska osoba? Jeśli zastanawiasz się właśnie „jak on mógł?”, musisz wiedzieć, że na to pytanie nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Jednak, choć relacje międzyludzkie są bardzo skomplikowane, istnieje pewien wspólny nam wszystkim błąd. Zbyt często  mylnie  przypisujemy innym celowe działanie.

Ty czujesz się zraniona, a on nie ma o tym pojęcia

Wszyscy konsekwentnie zapominamy, że nasza wrażliwość jest sprawą bardzo   indywidualną. Tobie może wydawać się oczywiste, że czyjeś zachowanie w stosunku do ciebie było „nie w porządku”, ale ta osoba może nie mieć pojęcia o tym, jak jej słowa lub czyny na ciebie wpłynęły.

Czekasz na wiadomość od ukochanego, uważasz, że powinien wiedzieć, że „ma” do ciebie napisać czy zadzwonić. Ale wiadomość nie nadchodzi, telefon milczy. Jesteś coraz bardziej zirytowana i zaniepokojona. Może o tobie zapomniał? Zostawił cię? Czy naprawdę nie rozumie, jak to jego milczenie jest dla ciebie bolesne i denerwujące?

Nie, prawdopodobnie myśli o tej sytuacji zupełnie inaczej niż ty i nie wie, co przeżywasz. W powyższym układzie „sprawca” może mieć inne poczucie czasu, być rozkojarzony lub odczuwać lęk przed napisaniem wiadomości z powodu, o którym w tym momencie nic nie wiesz. Dodatkowo (ku twojemu niedowierzaniu i przerażeniu), może po prostu nie pamiętać, że miał dać znak.

Wszyscy jesteśmy dla siebie samych centrum naszych własnych małych wszechświatów. A te wszechświaty bardzo się między sobą różnią.

Źle odczytujemy czyjś wyraz twarzy lub brak czyjejś reakcji

„Klasyk”. Jesteś bardzo zdenerwowana, ponieważ twój partner nie zrobił tego, o co prosiłaś, setny raz. Jak mógł nie wiedzieć, że cię wyprowadzi z równowagi? Zamiast z tobą porozmawiać, patrzy na ciebie i żartuje. Zakładasz, że nic go nie obchodzi, że cierpisz. A jednak, to czego jesteś świadkiem, może być reakcją obronną na własny lęk lub wstyd, że cię rozczarował. Może zamyka się w sobie, bo jest niezdolny do takiej reakcji, jakiej od niego oczekujesz.

Nie lekceważ tego, jak mało wiesz o innych (i o sobie samej)

Każdy z nas ma wewnętrzny, emocjonalny świat – taki, który jest niewidoczny dla innych, a nam samym znaczy tylko częściowo. Większość z tego, kim jesteśmy, co czujemy i dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej jest poza naszą świadomością.

Często staramy się zrozumieć innych na podstawie tego, co wiemy o sobie samych. To znaczy, jeśli jest dla ciebie jest oczywiste, że byłoby to aroganckie i obraźliwe, gdybyś zdecydowała, co powinniście zrobić na kolację bez konsultacji z ukochanym, zakładasz, że on myśli tak samo. Ale możesz też spojrzeć na to z innej strony – być może dla niego, przejęcie przez ciebie inicjatywy to wyraz miłości.

Co można zrobić?

Musimy pamiętać, że nie wolno nam mylić naszej reakcji na to, co ktoś powiedział lub zrobił z jego rzeczywistym zamiarem. Oznacza to, że nie powinniśmy zakładać, że nasze złe samopoczucie wynika z tego, że druga osoba zamierzała nas skrzywdzić, lub nie troszczy się o nas.

Większość ludzi, którzy dbają o nas, robi to najlepiej, jak potrafi. To nie znaczy, że zawsze są „wystarczająco dobrzy” lub że nie muszą próbować zmieniać krzywdzących zachowań.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Lepiej mieć siostrę czy brata? Naukowcy znają odpowiedź

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
21 grudnia 2017
Fot. iStock/vadimguzhva
Fot. iStock/vadimguzhva

Większość osób zgodzi się z opinią, że lepiej mieć rodzeństwo, niż być jedynakiem. Obecność brata lub siostry docenia się jednak po czasie. W dzieciństwie trzeba przecież drzeć ze sobą koty. Rodzeństwa, tak jak z resztą całej rodziny, nie można sobie wybrać. Ale gdyby ktoś zapytał cię, czy lepiej mieć siostrę czy brata, to co byś odpowiedziała?

Naukowcy z Uniwersytetu De Montfort i Uniwersytetu Ulster postanowili zadać takie pytanie 571 osobom w wieku od 17 do 25 lat, które posiadają rodzeństwo. Ankietowani musieli określić, w jakim stopniu posiadanie rodzeństwa wpływa na ich życie. Czy są z tego powodu szczęśliwsi? Okazało się, że bardziej usatysfakcjonowani są ci, którzy mają siostry.

Zdaniem Tony Cassidy, profesor nadzorującej badania, posiadanie siostry korzystnie wpływa na relacje rodzinne, ponieważ dziewczęta są z natury bardziej otwarte i dbają o właściwą komunikację. Dzięki nim optymistycznie podchodzimy do życia i jesteśmy gotowi na nowe znajomosci i doświadczenia. Co więcej, dziewczęta, które mają siostry, osiągają w życiu większe sukcesy i dbają o swoją niezależność. Badania wykazały też, że posiadanie żeńskiego rodzeństwa pozwala łatwiej przejść przez rozwód rodziców – siostry chętniej wspierają swoich bliskich.

Najmniejsze zadowolenie z posiadania rodzeństwa wykazywali chłopcy, którzy posiadali wyłącznie braci. Zdaniem naukowców, jest to spowodowane faktem, że płeć męska woli przemilczeć problemy, niż otwarcie o nich rozmawiać. Z tego powodu rodzeństwo może mieć problem z bliskością.

A twoim zdaniem, lepiej mieć siostrę czy brata?

Źródło: The Telegraph


Zobacz także

Fot. iStock/andresrimaging

Makijaż podkreśla urodę kobiety, ale to uśmiech czyni ją piękną

TABATA!

TRENUJ NA DWORZE – 25 MINUTOWY TRENING SPALAJĄCY TKANKĘ TŁUSZCZOWĄ

Fot. iStock/fcscafeine

Daj szansę każdej miłości, czasem tej najmniej spodziewanej. Ona zawsze ubarwia nasze życie