7 skutecznych sposobów, które pomogą ci pozbyć się natrętnego adoratora

Redakcja
Redakcja
13 grudnia 2017
Fot. iStock / shironosov
 

Umówiłaś się na obiecującą randkę, ale zupełnie nie spodobał ci się ten facet? Problemu nie ma, po prostu nie spotkasz się z nim więcej. Może następnym razem bardziej ci się poszczęści. Gorzej, gdy ów mężczyzna nie potrafi odpuścić starań o twoją uwagę i względy. Co gorsze, to wcale nie musi być nieznajomy z randki, a kolega z pracy, sąsiad z bloku obok czy sympatyczny, ale zupełnie nie w twoim typie miłośnik psów, którego widujesz w parku.

Jeśli delikatna sugestia, że nie jesteś zainteresowana bliższym poznaniem nie podziała, śmiało sięgnij po prawdziwy arsenał metod, które pomogą pozbyć się niechcianego adoratora.

7 skutecznych sposobów, które pomogą ci pozbyć się natrętnego adoratora (z przymrużeniem oka)

1. Bądź asertywna

Jeśli do tej pory jedynie coś pod nosem niewyraźnie przebąkiwałaś, że w tym tygodniu nie masz czasu na randkę, bo pilnujesz dzieci przyjaciółki, a w następnym wyjeżdżasz, zmień taktykę. Bądź asertywna, bo wyraźne i stanowcze „nie, dziękuję” nie pozostawi złudzeń, oszczędzi ci stresu i kombinowania. Faceci lubią konkrety, więc jest szansa, że do niego to dotrze.

2. Postaw sprawę na ostrzu noża

Jeśli grzeczny ton i asertywne „‚nie, dziękuję” nie odniosą pożądanego efektu, i jeśli masz na tyle cierpliwości i ikry, weź faceta na rozmowę w cztery oczy. Jeśli nie chcesz go upokorzyć, rozmawiajcie z dala od gapiów. Jeśli jest ci wszystko jedno, bo masz dość, możesz śmiało wyłuskać mu w towarzystwie, że zwyczajnie nie życzysz sobie jego uwagi i masz dość natręctwa. Czasem radykalne posunięcia i ostre słowa, mimo iż mogą ranić, są jedynym skutecznym sposobem.

3. Zignoruj

Gdy asertywność lub stanowcze argumenty nie zadziałają, możesz spróbować innej taktyki, czyli „olewania” wielbiciela. Jeśli już trafi się wam okazja do rozmowy, mów o wszystkim, tylko nie o ewentualnym spotkaniu. Unikaj wchodzenia w rozmowę zaczynającą się od „my”, mów o pogodzie i bieżącej polityce. Jest opcja, że zwyczajnie go znudzisz lub rozczarujesz.

4. Unikaj możliwości spotkania

Co prawda ta metoda może przynieść odwrotny efekt, bo wielbiciel może potraktować uniki jako zachętę do przysłowiowego gonienia króliczka, ale warto jej wypróbować. Zrównoważony, normalny facet zrozumie, że twoje uniki nie zachęcają do zaangażowania. Jeśli macie wspólnych znajomych, daruj sobie na razie ich towarzystwo, nie odpisuj na maile czy wiadomości. To powinno podziałać niczym kubeł zimnej wody.

5. Wymyśl sobie chłopaka

To już bardziej desperacka metoda, ale nic nie zniechęci lepiej adoratora, niż fakt, że kobieta jest już „zajęta”. Możesz tylko o nim mówić, ale też poudawać i namówić do tego dobrego kumpla lub przyjaciela i pokazać się razem w kilku miejscach. Druga opcja ma większą siłę rażenia. Fama pójdzie w miasto i zapewne osiągniesz założony cel.

6. Umów się z nim

To jedno z ostatecznych rozwiązań, na które decydują się jedynie te z nas, którym nie brak odwagi i fantazji. Umów się na to wyproszone przez niego spotkanie. Ale bądź tak beznadziejna i irytująca, jak tylko fantazja ci podpowie. Przerywaj w pół zdania, komentuj głośno innych, fajnych facetów, a w restauracji najedz się na jego koszt, wstań i wyjdź. Po takim przedstawieniu co prawda facet pomyśli, że nie jesteś zrównoważona, ale raczej zacznie trzymać się od ciebie z daleka.

7. Bądź jeszcze bardziej natrętna

Zagaduj jego znajomych, brata, siostrę czy matkę, o ile ich znasz. Uprzykrzaj życie smsami o rzeczach nieistotnych, plotkuj o nim z koleżankami, albo głośno zaplanuj z nim rodzinę. Taki teatrzyk nie pozostanie bez uwagi nie tylko faceta, ale też jego otoczenia, które nie pominie tego milczeniem. Jedynym, czym ryzykujesz, to możliwością, że łatka wariatki zostanie do ciebie przyklejona. Zastanów się, czy warto ryzykować, choć zapewne jesteś w głębokiej desperacji, jeśli rozważasz i taką możliwość.

A jeśli facet nadal nie rozumie, że nie chcesz jego obecności w swoim życiu, nachodzi cię, nie pozwala normalnie żyć, nie możesz liczyć, że to samo minie. Być może on stał się twoim stalkerem i nie zechce odpuścić. Stalking to uporczywe nękanie, które podlega pod kodeks karny, powinnaś wiec działać, by chronić siebie.


 

źródło: creativemagazine.plwww.infor.pl


Bardzo bolało mnie to co mi mówiłaś o mnie, ja taka nie byłam, nie jestem. Cierpiałam

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 grudnia 2017
Fot. iStock/oneinchpunch
 

Moja droga D! Chciałam zacząć ten list pisząc kochana, ale nie jestem w stanie…  Zbliżają się święta, zbliżają się Twoje urodziny. Dlatego też piszę ten list. 

Tęsknie za Tobą, chociaż poznałam Cię chyba w najgorszym roku mojego życia. Nawet śmierć taty nie była dla mnie tak bolesnym przeżyciem jak ten paskudny rok. Poznałam Cię, w okresie dla mnie najtrudniejszym, bo usłyszałam słowa, których – masz rację – nie potrafię zapomnieć.

Nie potrafię zapomnieć, nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że nie mam podstaw, by zapomnieć.

Byłaś pierwszą osobą, przed którą się otworzyłam, której powiedziałam, dlaczego nie wierzę w siebie, dlaczego czuję się jak czuję. Ufałam Ci, jak siostrze. Chciałam Ci podziękować, że podałaś mi rękę, wspierałaś na tyle, na ile mogłaś. Stąd były kwiatki, upominki. Jednak słowa utkwiły w mojej – już wtedy – chorej głowie. Tak…moja psychika została zniszczona. Tak, głupimi słowami. W nerwach czy nie w nerwach powiedzianych. Czułam się nikim, czułam się zerem. Nie mogłam o tym nikomu mówić, bo nie chciałam. Pisałam więc pełne smutku posty, komentarze. Było, jest mi bardzo ciężko.

Dla mnie odskocznią w tym cholernym czasie były spotkania z Tobą, co czwartek. Chciałam tych spotkań dla siebie. Były chwilą, kiedy zapominałam o tych słowach. Nie zapomnę jak ty w swoim domu, ja u siebie oglądałyśmy pewien muzyczny program, jak wymieniałyśmy się ulubionymi piosenkami… – jak siostry – „marudziłyśmy” o babskich sprawach.

Potem się dowiedziałaś, czemu cierpię. Miałaś żal, że nie mówiłam wcześniej. Nie chciałam. Nie chciałam, byś czuła się winna. Nie obwiniałam Cię o to, miałam ufać swojej intuicji – bo ona mi od początku mówiła, że on się tak cieszył, że nie widział, iż ja cierpię i mnie odsuwał na bok…skutecznie.

Od tamtej pory już nie było między Nami tak samo…chociaż starałam się jak mogę i wiem, że Ty też się starałaś. Pamiętam, jak mówiłaś, że on powinien mi powiedzieć, to co wtedy było mówione w tym aucie. Do dziś nie wiem co. Pamiętam, jak mi mówiłaś, że powinien zacząć coś robić – do dziś nie robi nic, chociaż mu mówiłam, mówię, że nic nie czuję.

Nie umiałam sobie z tym poradzić. Szukałam u Ciebie ukojenia, a Ty  myślałaś, że ja mam pretensję, że Cię winie. Nie! Było mi tak bardzo ciężko. Ja byłam też z tym sama, obok z kimś, ale sama – jedynie swój żal w postach wyrażałam. Co miałam mówić? Przecież normalna kobieta, która mówi, że nic nie czuje, że jest nikim i nie ma reakcji, to odchodzi, a ja jestem, bo nie mam odwagi iść do przodu, bo tyle złego usłyszałam. Wiem, że bardzo to przeżywałaś, wiem, że się zaangażowałaś. Wiem, że chciałaś dobrze.

Napisałam list do niego na konkurs i wygrałam. Posłałam Ci go, mówiłaś, że piękny, że nie wierzysz, że go to nie wzrusza, a on mi powiedział ‚nie robi to na mnie wrażenia, mam to gdzieś’ .

Potem były święta – byłaś u nas, chciałam być z Tobą, bo byłaś mi ważna. Nie zapomnę jak napisałaś mi na jednym z komunikatorów ‚Aniu, jak by tego nikt Ci dziś nie mówił, to powiem Ci ja – kocham Cię’ Pamiętam, jak mi pisałaś i mówiłaś, że w tym roku 2017 mam być szczęśliwa, że on zrozumie, swój błąd, że będzie się starał.

Ale było gorzej. Ze mną przede wszystkim. Bo nic nie czułam. Prócz tego, że jestem nikim, zerem. Mama się mną martwiła, bo ja nikłam w oczach…chciała pomóc. Wiesz, za dobre intencje człowiek czasem obrywa. Może to było niepotrzebne. Nie wiem. Nie chce nikogo oceniać. Nie wiem, jak bym ja postąpiła. Wiem, że nie byłaś dla Niej problemem. Tak samo jak nie byłaś nim dla mnie.

Dla mnie byłaś kim bardzo ważnym. Bardzo bolało mnie to co mi mówiłaś o mnie, ja taka nie byłam, nie jestem. Ja cierpiałam bardzo. Zaczęłam mówić to co chciałaś usłyszeć, byleby tylko nie słuchać tego, jaka to byłam zła (tak kodowałam). Nie umiałam już tego znieść. Nie z ust osoby, którą kochałam. Nie z Twoich. I w końcu przestałam już cokolwiek mówić, bo zaczęły się blokady, zaczęły się uniki. Zaczęło się psuć. Przestałam już ufać. Już nie wiedziałam kim jestem. Po stokroć czytałam nasze rozmowy- szczególnie te które były dla mnie tym czymś pozytywnym. Ile razy myślę o Tobie, to widzę Ciebie jak wysiadasz z kwiatkami do mnie, bo miałam święto. Jak się śmiejemy przy pierwszym obiedzie. Czułam się z Tobą dobrze, nawet bardzo dobrze. Pamiętam Twoje ‚nie chce byś cierpiała, nie chcę byś się wykończyła, masz być szczęśliwa’. Był okres, że byłam zła na Ciebie, bo czułam że nie rozumiesz. Czułam się wampirem emocjonalnym- a to tylko pognębiło mój stan. Nikt kto mnie znał, nie poznawał. Znikł mi uśmiech z twarzy, oczy miałam czerwone z płaczu, w dzień, w dzień- mnie to przerastało. Kłopoty w pracy…naganna. W domu życie obok. I potem nagle Ty…odeszłaś.

Moje serce tego nie wytrzymało. Boli mnie to bardzo. Kiedyś On był w podobnym stanie. Ktoś Go skrzywdził. Chudł, szukał zapomnienia w ‚butelce’, był zdruzgotany, poniżał się. Wtedy pojawiłam się ja. Pomogłam Mu. Sam mówił, że jako pierwsza wyciągnęłam do niego rękę w najtrudniejszym dla niego okresie. Byłam obok. Wspierałam, pomagałam, zapewniałam, nieraz kilkakrotnie.Obdarowywałam prezentami, pokazując że jest wart wszystkiego, że każe Jego marzenie można spełnić. Widziała to Jego rodzina, znajomi- pamiętają do dziś. A on zapomniał, chociaż mówił, że nie chce by ktokolwiek czuł to co On.

Czuje ja. Dwa razy mocniej. Jestem wrażliwsza niż on. On powiedział coś co boli. Mówiłaś, że nie zapomnę. Zapomniałabym gdyby postarał się, pokazał, że to były tylko nerwy, zrozumiał, że nie czuje nic , że chce być kochana, że cierpię. Gdyby to wiedział, robił- tak jak mówiłaś- to zapomniałabym. Jednak on się nie zmieni. On zapomniał, dzięki mnie, jak to jest przestać czuć ból emocjonalny. Ja dzięki niemu pamiętam.

Dziś wiem, że tak musiało się stać. Ja nie będę nigdy nikim dla Niego ważnym. Nie zrobi dla mnie nic bym zapomniała, jak już tyle czasu nic nie zrobił. Dziś wiem, że jestem z Nim, ale obok, bo nie czuje nic. Nie czuje się kochana, a wiesz jak bardzo o tym marzę. Niejedna osoba stuka się po głowie, dlaczego jestem, dlaczego żebrze o uczucie, szanuj się kobieto?

Dziś po terapii u psychologa okazuje sie, że mam silna depresje. Dziś zakupy są dla mnie trudnością. Praca udręką. Wstanie z łóżka niemałym wyczynem. Dziś biorę leki i modlę się, bym znów była taka jak mi mówiłaś Sonnenschein. Na razie nie umiem. A muszę dla dziecka.

Dziś wiem, że straciłam Ciebie. Nieprawdą jest że słowa kocham nic dla mnie nie znaczą. Jak kocham to nie zostawiam. przez to cierpię. Muszę pokochać siebie, bo w końcu z sobą jestem 24/7. Muszę odnaleźć siłę, tak jak mi radziłaś- czerpać z ludzi, którzy mnie kochają, szanują…dla których jestem ta A sprzed 1,5 roku. Muszę znów pokochać swoją prace, swój taniec, książki, gotowanie. Muszę, staram się, ale daleka droga przede mną…bardzo daleka. Dziś ciężko żyć, jak dusza umarła, a reszta musi jakoś funkcjonować. Taka wegetacja jest gorsza od śmierci.

Dziś kilka dni przed Twoim urodzinami, myślę o Tobie i zastanawiam się, jakby to było, gdyby on zareagował jak prawdziwy mężczyzna. Jak ktoś komu tak bardzo zależy i nie chce stracić. Myślę, że nadal chodziłabym uśmiechnięta, czytała moje książki, czuła się szczęśliwa, bezpieczna, ufała. A co najważniejsze byłabyś Ty. Mogłabym z Tobą pisać o wszystkim, mogłybyśmy się wyżalić- byłybyśmy dla siebie-tak jak wcześniej. Pewnie koncert Ani Dąbrowskiej byśmy zaliczyły, bo obie ją bardzo lubimy albo koncert Korteza i śpiewałybyśmy przy tym płacząc i trzymając się za ręce, bo pomimo wszystko byłyśmy za sobą (dziś wiem, ze bardzo)

Zostań, jak nikt mnie znasz
Przecież dobrze wiesz
Boję się być sam
Zostań do rana raz
Może zwykły dzień
Nic nie zmieni w nas
Zostań, kiedyś przyjdzie czas
Na pytania
I to co teraz wciąż jeszcze przerasta nas
Zostań, bez zbędnych słów
Tak jak teraz
Cierpliwie obok bądź po prostu dzień po dniu

Przepraszam Cię za to, że nie wierzyłam w Twoje wsparcie, ale skutecznie mam mózg wyprany. Kiedyś być może jeszcze będzie okazja się spotkać, w końcu trzymasz klucz do mojego serca. Tęsknie za Tobą bardzo…a że zbliżają sie Twoje urodziny to życzę Ci wszystkiego co się szczęściem zwie. Kto jak kto, ale ty na to zasługujesz.

A.


Jak daleko się posuniesz, żeby uratować to małżeństwo? Wyjdź wreszcie z tej cholernej sypialni, odważ się spojrzeć sobie samej w oczy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 grudnia 2017
Fot. iStock/kitzcorner

Siedzisz sama, na łóżku w sypialni. Zasłoniłaś okna, wolisz teraz ciemność. Nikt nie musi być świadkiem twojego bólu. Poza tym,  tak jest lepiej, tak łatwiej się skupić. Miotasz się, złościsz, nie dowierzasz. Jesteś wściekła, że to wszystko właśnie tobie się przydarzyło, a jednocześnie nie umiesz odpuścić – nie potrafisz odejść. Nie rozumiesz samej siebie, przecież powinnaś uciekać teraz jak najdalej, byle tylko nie czuć. Uwolnić się. To ciebie zraniono, oszukano, wykorzystano. To ty cierpisz. A jednak nadal siedzisz na łóżku, w waszej sypialni, a z twojego palca wciąż jeszcze nie zniknęła obrączka. Co cię jeszcze przy nim trzyma? Jak daleko się posuniesz, by uratować to małżeństwo?

Powiedz, szczerze – jest jeszcze co ratować?

Co właściwie chcesz zbierać, co naprawiać, co składać? Nie rozmawiacie ze sobą szczerze od dawna. Informujecie się nawzajem o różnych sprawach – to tak, to się zdarza, codziennie.  „Idę do pracy,  będę o 18-tej, kupię pieczywo”. Ale o uczuciach nie mówicie wcale. Nie wiesz, czy są dla niego ważne. Od lat nie słyszałaś „Powiedz, co cię martwi?”.   Od lat nie powiedziałaś tych słów sama. Wczoraj oznajmił, że „dłużej tak nie może i chce odejść”. Rozpłakałaś się, oczywiście. Nie uwierzyłaś od razu. No bo jasne, nie było między wami różowo, ale żeby zaraz rozwód? Tak bez uprzedzenia, tak „po prostu”? Bo on się czuje w tym związku niekomfortowo? A ty?! Co z tobą?!

Powiedziałaś, że na to nie pozwolisz, że po twoim trupie. Co sobie wtedy pomyślałaś? Jak sobie to wyobrażasz? Że teraz nagle zaczniesz się starać za was dwoje? Że zmusisz go, by usiadł obok ciebie, by wziął cię za rękę, by jeszcze cię kochał?

Łudzisz się, że gdy on zobaczy, co traci (tę zapłakaną, nieszczęśliwą twarz kobiety, z którą kiedyś był szczęśliwy) – opamięta się? Że zmieni się w ciągu tygodnia w kogoś kim już dawno dla ciebie nie był? Wiesz, to nie jest film, który oglądasz w telewizji, to twoje życie, twoje uczucia i ten człowiek naprzeciwko, który z czasem, z najbliższej ci osoby stał się kimś obym, coraz mniej znanym. Powtarzasz, że trzeba dać sobie szansę, skoro sobie przysięgaliście? Tak, przysięgaliście. Problem w tym, że małżeństwo bywa zbyt trudnym testem. Nie wszyscy go zdają. Nie wszyscy do niego dorośli, dojrzeli. I nie wszystko da się naprawić terapią dla par. Zwłaszcza, gdy parą już się nie jest.

Tracisz godność

Idziesz do niego, prosisz o rozmowę, błagasz. Chcesz, żeby ci wszystko wytłumaczył – jeszcze raz, na spokojnie, powoli, ze szczegółami. Jak to „z kimś się spotyka”? Przecież wciąż jeszcze jesteście małżeństwem. Kiedy to się zaczęło? Dlaczego nie powiedział od razu? Dlaczego cię oszukał, jak udało mu się ukryć to, że ktoś staje się dla niego ważny? Przecież wciąż kładziecie się obok siebie, do tego samego łóżka.

„O co ci chodzi?” – słyszysz w odpowiedzi. Przecież cię nie zdradził, żadnego seksu nie było. Jest bliskość, ale inna, emocjonalna, intelektualna. Ona słucha. Ona POTRAFI słuchać. Wiesz, co to oznacza? Że ty nie. Że ty JUŻ nie.

Czujesz, że tracisz godność. Rozpadasz się na kawałki, kiedy słuchasz o NIEJ, o tym dlaczego to JĄ wybiera, odrzucając wasze wspólne siedem lat małżeństwa jakby zdejmował niewygodne, uciskające, znoszone buty.

Patrzysz na niego i widzisz, jak mu źle z tym, że musi z tobą rozmawiać. Myślał, że wystarczy, jak oznajmi ci, że odchodzi. Że będzie wolny. O, nie – ty mu teraz pokażesz, ty zawalczysz. Ty uratujesz. Ale co, tak właściwie?

W myślach przywołujesz najlepsze wspomnienia, jakbyś zaklinała rzeczywistość. Przecież to jest przeszłość, tego już nie ma. Nie załatasz tej dziury pamiątkami ze wspólnych wakacji, kiedy on buduje już sobie nowe życie, z nią. Nawet, jeśli to dzieje się tylko w jego myślach. Z czego jeszcze zrezygnujesz, żeby się „wam” udało? Nie żyj iluzją.

Wyjdź w tej cholernej sypialni. Stań przed lustrem, twarzą w twarz ze sobą samą. Spójrz sobie w oczy i powiedz: czy znajdziesz w sobie siłę, żeby wybaczyć, zapomnieć? Co ci da, jeśli kurczowo uczepisz się jego ramienia, wołając, że nie dasz mu odejść? Nie zatrzymasz go. Nie wzbudzisz w nim tego, co już minęło. On już nie jest „twój”, a może nigdy nie był. Jak wiele siebie jesteś jeszcze w stanie poświęcić, zanim zrozumiesz, że już go nie zatrzymasz? Jak bardzo się skrzywdzisz? Dosyć. Czas otworzyć nowy rozdział.


Zobacz także

Jak radzić sobie w relacjach z toksycznymi ludźmi?

Chcesz schudnąć? Pij wino! To naprawdę działa i dowodzą tego naukowcy!

„Piękna siła” - luksusowa kolekcja jesień/zima Doroty Goldpoint

„Piękna siła” – luksusowa kolekcja jesień/zima Doroty Goldpoint