7 prostych przepisów na dania z jagodami. Pysznie, kolorowo, ale nie zawsze słodko

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
18 czerwca 2017
Fot. iStock/BrianAJackson
Następny

Jagody są nie tylko pyszne, lecz także bardzo zdrowe. Leczą oczy, obniżają poziom złego cholesterolu oraz regulują poziom cukru we krwi. Posiadają zdolności bakteriobójcze i przeciwwirusowe, chronią przed wieloma chorobami i nowotworami. Dzięki dużej zawartości garbników pomagają zneutralizować szkodliwe produkty przemiany materii, poza tym wyłapują z organizmu toksyny.

Dlatego warto jeść jagody przez cały rok. Możesz spożywać je same lub przygotowywać z nich pyszne desery i słodkości oraz pikantne sałatki. Mamy dla ciebie kilka przepisów. Twoja rodzina i goście będą zachwyceni.

Źródło: huffingtonpost.com

Samotna matka wbrew pozorom często ma męża. I choć bardzo chce wierzyć, to jednak on nigdy się nie zmieni

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 czerwca 2017
Fot. iStock/RossHelen
Fot. iStock/RossHelen
 

Chciała ratować swoje małżeństwo. Tyle razy zarzekała się, że już koniec, że odchodzi. I nic… „Nadal go kochasz” – powiedziałam, a ona skinęła tylko głową. Chociaż wszystko w niej krzyczało:„uciekaj”, to jednak za każdym razem wygrywała nadzieja, że może po tej rozmowie, on coś zrozumie, że coś się jednak zmieni. Nawet nie coś, tylko on. I zmieniał się na trzy dni, czasami na tydzień. Wracał wcześniej z pracy, dzwonił i pytał, co kupić. Oczywiście, że na zewnątrz mówiła: „Dupek, myśli, że tym mnie kupi, że oszuka, że zmięknę”, ale w środku cieszyły ją jego gesty, te próby. Miała nadzieję, że może tym razem będzie inaczej, może zobaczy, że w ich małżeństwie może być fajnie i miło, jeśli tylko on wykaże ciut chęci.

A po miesiącu wracali do punktu wyjścia. Ona z dziećmi pod pachą, biegająca z nimi do przedszkola, szkoły, lekarzy, na zajęcia pozalekcyjne i oczywiście pracująca – w domu, bo tylko zdalna praca dawała jej jakąkolwiek szansę na ogarnięcie rzeczywistości.

Tyle razy chciała wyjść, pie*dolnąć drzwiami i zostawić go z całym tym syfem, którego on był główną przyczyną. Ale coś ją trzymało. Przyjaciółki mówiły: „Dlaczego z nim jesteś? Do czego on ci potrzebny, przecież i tak wszystko robisz sama?”. A ona nie mogła znaleźć odpowiedzi. Fakt, był czas, kiedy on nie miał pracy i utrzymywała przez kilkanaście miesięcy ich rodzinę długi ciągną się za nimi do dzisiaj, bo nie sposób było ze wszystkim dać sobie radę, zwłaszcza gdy on leżał i patrzył w sufit nie wykazując żadnej chęci pomocy. Pewnie dałaby radę sama… A może jednak coś się zmieni?

„Samotne matki często mają mężów” – usłyszałam jakiś czas temu. I pomyślałam, jak bolesna to jest prawda. Jak często widzimy kobiety z dzieci robiące zakupy? Jedno dziecko w wózku sklepowym, drugie biega między półkami, a ona wybiera płatki, jogurty, uspakaja dzieci, żeby się nie kłóciły, przywołuje starsze, by nie uciekało. Przy kasie pakuje wszystko do toreb – wodę, mleko, dżem i miód, cytrynę, butelkę wina, ser żółty, pomidory i ogórki, trochę mięsa – pewnie na obiad. Obserwuję ją i myślę sobie, że na podstawie jej zakupów jestem w stanie określić jej życie. Potrzeby dzieci stawia na pierwszym miejscu, bo widać, jak skrupulatnie dla nich dobrała produkty. Przeważają te dzieciowe rzeczy – płatki, jogurty, ser żółty w kształcie jakiś stworków, parówki – te najlepsze z możliwych. Chciałabym wierzyć, że wino to na spotkanie z przyjaciółką, a nie wypijane samotnie jedna lampka wieczorem, gdy dzieci pójdą już spać, a mąż nadal nie będzie wracał z pracy, choć przecież obiecał, że będzie wcześniej. Że dzisiaj to już na pewno zdąży ucałować dzieci na dobranoc.

Samotne matki, które mają mężów, robią same zakupy, pamiętają, czego brakuje, co w domu trzeba uzupełnić. One wiedzą, czy kończy się kawa i czy dzieci mają owoce do zjedzenia.

Samotne matki pamiętają, jakie dziecko, na która godzinę i gdzie ma zajęcia, bo to one zawsze je zawożą i przywożą. Znają też doskonale samotne matki innych dzieci, bo często sobie nawzajem pomagają – odbierając na zmianę swoje dzieci z różnych miejsc. Rozumieją się bez słów, bo co tu właściwie tłumaczyć, że on znowu w pracy? Że nie można na niego nigdy liczyć, bo zawsze w ostatnim momencie coś mu wypadnie i wyśle SMS-a: „Nie zdążę”. I nie interesuje go, czy ty zdążysz, co ty zrobisz, co stanie się z dzieckiem. Najważniejsze jest, że on nie zdąży. I koniec. Kropka. Sprawa załatwiona jednym SMS-em. I jak możesz mieć pretensje? Przecież napisał!

Samotne matki wiedzą, jak mają na imię przyjaciele ich dzieci i gdzie ostatni raz ich syn czy córka obtłukli sobie kolano.

Samotne matki to te, które zawsze zdyszane wpadają na występy swoich dzieci. Siadają z ulgą, że zdążyły i nawet nie rozglądają się za drugim z rodziców, bo przecież wiadomo, że on nie przyjdzie, bo zebranie, korki, bo spotkanie służbowe. I już nawet nie dopytują, co naprawdę go zatrzymało, nie chcąc usłyszeć, że nic go nie obchodzi kolejny wierszyk, czy piosenka. Zresztą pewnie ty nagrasz i jeszcze ze szkoły czy przedszkola wyślesz mu wiadomość ze zdjęciami i z występami dzieci, żeby był na bieżąco, i pamiętał, że ma je pochwalić, kiedy wróci do domu.

Samotne matki same spinają domowy budżet. Płacą rachunki, wyliczają, ile potrzeba na życie i na co mogą sobie pozwolić w danym miesiącu. Czasami zastanawiają się, że jak to jest, że on tyle pracuje, a na większą ilość pieniędzy na wspólnym koncie to się nie przekłada. Ale zostawiasz to, już nie chce ci się po raz enty prowadzić dyskusji na ten sam temat. To i tak nic nie zmieni.

Samotne matki samotnie spędzają wieczory. Kładą dzieci spać, sprzątają mieszkanie po dziennym armagedonie i siadają z książką albo przed telewizorem ciesząc się ciszą. I chociaż on siedzi obok, czasami nawet w pokoju obok przed komputerem pracując lub grając w jakąś fascynującą grę, to one czują pustkę. Wiedzą, że są same, że nawet, gdy on położy się późno w nocy obok nich, to ona i tak jest sama.

Samotne matki myślą, że tak powinno być, że tak właśnie wyglądaj ich życie, bo podjęły dziesiątki prób, by go zmienić i nie się nie wydarzyło. Za każdym razem wracają do punktu wyjścia – jest kłótnia, łzy, rozmowa, groźba, że odejdę, że to już naprawdę koniec i… nadzieja, że może tym razem naprawdę w końcu i raz na zawsze wszystko będzie inaczej. Że może on zrozumiał, że to nie żarty i zabawa w rodzinę, że on też musi być za was w pełni odpowiedzialny.

Samotne matki nie wierzą w siebie. Wydają się sobie nic nie warte. Bo przecież to on i jego obowiązki są ważniejsze, bo zawsze stawia je wyżej niż swoją rodzinę. Jej praca nic nie znaczy, bo to on wychodzi na długie 10 czasami 11 godzin, choć wcale nie przynosi więcej pieniędzy od niej.

Samotne matki mówią sobie: „dzieci podrosną i naprawdę odejdę” i trzymają się tej myśli kurczowo wierząc, że kiedyś naprawdę to zrobią. Ale co dobrego jest tu dla dzieci? Sfrustrowana i nieszczęśliwa matka i ojciec pojawiający się, kiedy one właściwie śpią, a w weekend udający, że pracuje i nikt mu nie może przeszkadzać. Dzieci samotnych matek o nic go nie proszą, o nic nie pytają, wszystkie: „mamo chcę pić”, „mamo chcę jeść, „,mamo, co dzisiaj robimy” kierowane są do niej, bo one ojca nie zauważają. To gość, który się zjawia i daje jasny komunikat: „nie przeszkadzać mi”. I ty samotna matko, która masz męża, mówisz, że dla dzieci z nim jesteś? Może on lepiej by się nimi zajął i więcej im dał zabierając je co drugi weekend do siebie, niż żeby żył iluzją, że jest w porządku ojcem, bo do zajęć dzieci się dokłada.

Samotna matko, która masz męża, ja wiem, że najgorzej stracić nadzieję, bo jak bez niej cokolwiek zrobić, jak znaleźć siły i wiarę. Ale może twoja nadzieja jest źle ulokowana. Może powinnaś uwierzyć z całych swoich sił, że będziesz szczęśliwsza bez niego, mniej samotna żyjąc sama, może bardziej będziesz szanować siebie nie patrząc mu w oczy. Może siły i energię zainwestuj w siebie, w to dla ciebie dobre, a nie dla niego. Ocknij się, zobacz, jesteś sama i świetnie sobie radzisz! Może czas już odciąć ten bagaż, który ci ciąży. Czy może masz nadzieję, że on się jednak zmieni?


„Głupie te baby są i już! A może chłopa im trzeba?” Gdzie ukryta jest siła kobiet?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
18 czerwca 2017
Fot. iStock/francescoch
Fot. iStock/francescoch
 

– Odprowadzam do szkoły wnuczki. Wcześnie rano smażę im placuszki bananowe. Niezła gromadka jest ich do ogarnięcia….Ale ciężko to było kiedyś. Cała młodość ciężka. Wykarmiłam tyle dzieci. Pochowałam dwóch mężów. Wojna przyszła. Trzy razy nas wypędzali. Teraz córkom pomagam. Chce Pani posłuchać?
Od kilku lat spotykam pod szkołą moich dzieci bardzo starszą uśmiechnięta panią. Kiedy się zatrzymuje żeby ze mną porozmawiać wydaje się wyższa. Stoi zawsze wyprostowana, z głową mimo wieku dumnie uniesioną do góry. Czasem zamieniamy kilka słów. Czasem tylko się do siebie uśmiechamy.
– Pyta pani skąd ja na to wszystko biorę siły? Tu, ze środka biorę.

Nad herbatą owocową rozmawiam z bliską mi kobietą – społeczniczką i feministką. Rozmawiamy o działaniu, nie poddawaniu się. O starzeniu i dlaczego to jest na boga takie trudne.

Co jakiś czas rozmowę przerywa nam dzwonek jej telefonu. – Tak, tak będę. Zajmę się tym, protest jest już gotowy.

(I jeszcze oczywiście – pomogę, załatwię, znajdę odpowiednią osobę).

Wracamy do rozmowy.

– Kobiece ciała są zazwyczaj miękkie. Miło się do nich przytulić. Ale uroda i płodność szybko przemijają. Co pozostaje?
– Wiesz, chyba to coś co jest w środku. Jakaś pewność w środku. Że sobie poradzę.

Nasze kobiece historie.
Kochamy. Chcemy się podobać. Szukamy w jego oczach zachwytu. Rodzimy dzieci. Krzątamy się, wciąż i wciąż. Wycieramy nosy i pocieszamy. I ciągle szukamy tego potwierdzenia. Próbujemy godzić różne role. I czasem po drodze gubimy swoje ciała. Garbimy się i coś nas przytłacza.

Baby to tylko jazgoczą (dlaczego te baby ciągle tak jazgoczą i jazgoczą – całkiem poważnie pyta na swoim profilu FB pewien mój znajomy).
Głupie te baby są i już! (reszta kolegów zgodnie rechocze). A może chłopa im trzeba?

Jaką codzienną i swoją opowieść tworzymy? W co wierzymy i co ma na nas wpływ?

Trzy lata temu złamałam nogę. Byłam wtedy początkującą nauczycielką jogi. Wszystko szło gładko i z górki ale przedobrzyłam. Przeciążeniowe złamanie sportowe. No jednym zdaniem – sama sobie złamałam nogę. Jak na osobę predysponującą do rangi nauczycielki pracująca również nad ciałami innych osób to sytuacja ta była dla mnie dość niezręczna. Oczywiście, że chwilkę się nad sobą porozczulałam, ale szybko ruszyłam do przodu. Wyciągnęłam wnioski a z kulami robiłam zakupy (kula jako wieszak na siatkę pełną buraków i marchewek sprawdzała się naprawdę dobrze), przy pomocy specjalnych obciążeń zaczęłam ćwiczyć obręcz barkową i mięśnie ramion. Chyba wtedy po raz pierwszy tak naprawdę poczułam moc w sobie. Teraz myślę, że takie małe porażki mogą być wzmacniające. Bo mobilizują do działania.
Próba, która mnie wzmocniła.

Jednak co by się stało gdybyśmy wobec tych drobnych przeciwności losu zachowały wyprostowaną sylwetkę? W warunkach cieplarnianych. Bo na macie do jogi. Lub w zwyczajnym życiu. Bo tak jest przecież o niebo łatwiej. Urdva Hasta czyli po mojemu – jogowemu ręce radośnie w górę. Victoria! Zaszczepmy się na gorsze czasy.
(A zresztą, może udając siłę – poczujemy ją? Czy to tak działa właśnie?)

Jutro znowu spotkam pod szkołą moich dzieci starszą panią. Zapytam ją o kilka ważnych spraw albo tylko się do siebie uśmiechniemy. A potem pójdziemy każda w swoją stronę. Patrząc prosto przed siebie z dumnie podniesioną głową.


Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana i współtworzy projekt Sunday is Monday, nawołujący do dbania o siebie. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! I do… spełniania marzeń! Dziewczyna ze Śląska :)


Zobacz także

Fot. Twoja Sesja / iStock

Małgorzata Zawada: „Traktujmy siebie czule od rana”

Fot. iStock/shironosov

Jaki zapach ma twoja miłość? Akcja „Pokaż, jak kochasz”

Fot. iStock / ideabug

5 rzeczy, których warto nauczyć się, by świat był lepszy