7 kłamstw o życiu i szczęściu, w które wciąż wierzymy. A może czas z tym skończyć?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 września 2017
Jeśli kochasz silną kobietę, zawsze o tym pamiętaj
Fot. iStock / LisaAnfisa
 

Dzień dobry, nazywam się „powiedzenie”, które jest często bezmyślnie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ile takich „mądrości” słyszymy już w dzieciństwie, jak choćby to, że prawdziwi faceci nie płaczą, a po grzeczne dziewczynki pewnego dnia przyjdzie książę na białym koniu. Dwie połówki pomarańczy już wyrządziły wielu wystarczająco dużo krzywdy, a wiara, że emocje powinniśmy ukrywać nie okazując tym samym słabości, a o seksie nie rozmawiać tylko go uprawiać rozwaliły niejeden związek.

Czasami warto dwa razy się zastanowić, nim coś powiemy i pięć razy pomyśleć nim uwierzymy w coś, tylko dlatego, że w powtarzane przez wiele lat kłamstwa w końcu stają się prawdą.

Bez pracy nie ma kołaczy

No tak, sukces osiągnie tylko ten, kto ciężko pracuje, kto się naharuje, wypruje sobie żyły. Ja jestem ofiarą tego powiedzenia, które nieświadomie przekazywał mi mój tata. Że dopóki się nie przepracuję, to kołacza nie zdobędę. Efekt – często robimy coś wbrew sobie, trudno nam uwierzyć, że to, co lubimy, co jest naszą pasją, może przynieść nam sukces tylko dlatego, że jego osiągnięcie nie sprawia nam wysiłku i z tego powodu umniejszamy wszystko to, co osiągamy zupełnie bez sensu. Bo przecież w życiu – także tym zawodowym, chodzi o to, żeby robić, co nam w duszy gra, a co wcale nie każe nam kompletować nadgodzin i stresu.

Pieniądze szczęścia nie dają

Ktoś mądry dopisał kiedyś do tego powiedzenia „ale zakupy już tak”. I bardzo dużo w tym prawdy. Jasne, że można wygłaszać górnolotne hasła, że szczęście to miłość, to rodzina, to życie w zgodzie ze sobą. Ale bądźmy ze sobą szczerzy, pieniądze bardzo do szczęścia przybliżają. To powiedzenie bardzo często jest wykorzystywane w sytuacji, gdy chcemy usprawiedliwić swoje błędy lub gdy umniejszamy sukces kogoś innego, kto pieniądze ma, mieszka w pięknym domu i wyjeżdża na fantastyczne wakacje. Czujemy ulgę myśląc, że pieniądze szczęścia nie dają, więc im ktoś bogatszy, tym bardziej nieszczęśliwy. A przecież nie o bogactwo tu chodzi, tylko o umiejętność korzystania i cieszenia się tym, co mamy, a nie dążenia do tego, by mieć więcej i więcej.

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Kiedyś przeczytałam, że skoro wszystko płynie, to nigdy nie wejdziemy dwa razy do tej samej rzeki, bo my się zmieniamy, związki i relacje ewoluują, mamy inne potrzeby, pragnienia. Tymczasem biorąc to powiedzenie za pewnik często odrzucamy drugie szanse, nie korzystamy z okazji spróbowania raz jeszcze. A przecież należy rozważyć wszystkie za i przeciw – naprawa związku, możliwy rozwój w pracy, relacja, która zasługuje na jeszcze jedną szansę. Może lepiej mieć świadomość, że niczego się nie straciło, że nie zmarnowaliśmy okazji, że zrobiliśmy wszystko, co było można zrobić,  że nie odwróciliśmy się tylko dlatego, że drugi raz nie wejdziemy do tej samej wody. Głupota.

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy

Nie cierpię tego powiedzenia, bo jest kłamstwem. Dlaczego to, co dobre ma się kończyć? I co dalej? Tylko to, co złe?  To, co dobre nie kończy się, bo zostaje w nas, w naszych wspomnieniach, zmianach, spotkaniach, wnioskach, które wyciągnęliśmy, sytuacjach, które nas zbudowały. Poza tym mówienie, że to, co dobre się kończy automatycznie sugeruje, że zaczyna się to, co złe. A przecież wcale tak nie musi być.

Po śmierci się wyśpisz

Ulubione powiedzenie pracoholików. Tymi słowami są w stanie usprawiedliwić każdą ilość czasu spędzanego na pracy. Są ludzie, którzy nieustannie pozostają w aktywności, nie zatrzymują się, nie dają sobie czasu na chwilę refleksji, powtarzają: „to jest mi potrzebne, muszę się rozwijać, jeśli nie teraz, to nigdy” i pędzą, a często uciekają przed sobą, przed tym, co im w duszy gra. Może czasami warto jednak się wyspać, odpocząć, pobyć ze sobą. To też jest w naszym życiu ważne, aby nie zagłuszać swojego wewnętrznego głosu i w końcu żyć w zgodzie ze sobą?

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą

E tam, nieprawda. Czasami trzeba się poddać, powiedzieć: „nie dam rady, nie chce mi się, nie mam ochoty, nie widzę sensu”, tylko po to, żeby w końcu zrobić krok do przodu. To powiedzenie nie daje nam prawa do słabości, do wyrażenia tego, co w nas głęboko siedzi: strachu, wątpliwości, zwątpienia, rozczarowania. Nie można walczyć wbrew sobie, wbrew temu, co czujemy tylko dlatego, że nie dajemy sobie przyzwolenia do poniesienie porażki.

Możesz wszystko, tylko uwierz w siebie

Kiedyś usłyszałam: „Moi rodzice całe życie mi powtarzali, że mogę wszystko, a to okazało się nieprawdą”. Mówiła to kobieta, która zrozumiała, że każdy z nas ma pewne ograniczenia, że życie nas zaskakuje, że nie wszystko da się przewidzieć i przezwyciężyć, że są rzeczy, które determinują naszą sytuację i na które nie mamy na nie wpływu. Tak po prostu jest i warto to zaakceptować, niż z tym walczyć.

W jakie powtarzane od lat przekonania wy wierzycie?


źrodło: zagrajmywzycie.pl

 


Śniadanie przed wyjściem do szkoły to podstawa. Tych produktów unikaj

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 września 2017
Fot. iStock/Imgorthand
Fot. iStock/Imgorthand
 

Nie od dziś wiadomo, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Tą zasadą powinni się kierować przede wszystkim rodzice, ponieważ to oni odpowiadają za właściwą i zbilansowaną dietę dziecka w okresie rozwoju. To, co zje przed wyjściem do szkoły, ma wpływ nie tylko na jego dobre samopoczucie w ciągu dnia, ale także na pracę komórek mózgowych. Ponadto pełnowartościowe śniadanie zmniejsza ryzyko podjadania niezdrowych przekąsek, a co za tym idzie – sprzyja zachowaniu optymalnej wagi ciała i dobrego zdrowia.

Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), młodzi Polacy tyją najszybciej w Europie. Jedna trzecia ośmiolatków zmaga się z nadwagą lub otyłością. Wśród 11- i 12-latków problem ten dotyczy ponad 18 proc. dzieci. Winą za taki stan rzeczy można obarczyć brak aktywności fizycznej w czasie wolnym, coraz częstsze zwolnienia z WF-u i złą dietę. Na każdy z tych czynników mają jednak wpływ rodzice. W kwestii żywienia większość z nich idzie jednak na łatwiznę, czerpiąc wiedzę na ten produktów spożywczych z reklam telewizyjnych. Dlatego też na stole często lądują dosładzane jogurty, kolorowe chrupki czy żywność wysoko przetworzona.

O ile nie zawsze mamy wpływ na to, co nasza pociecha zje w szkole, z całą pewnością możemy zadbać o to, co zje na śniadanie. Przede wszystkim na stole powinno znaleźć się pełnoziarniste pieczywo i kasze, wędliny dobrej jakości, nabiał bez sztucznych dodatków oraz świeże warzywa i owoce.

Tych produktów unikaj:

  • pieczywo tostowe,
  • białe pieczywo,
  • parówki z niską zawartością mięsa,
  • kolorowe chrupki,
  • dosładzane jogurty,
  • wędlina pełna konserwantów,
  • kupne kremy czekoladowe i orzechowe,
  • gotowe, paczkowane kanapki,
  • słodkie drożdżówki.

O czym jeszcze należy pamiętać?

Śniadanie nie powinno być jedzone w biegu. Dobrze, jeśli towarzyszy mu ciepła herbata. Najważniejsze jednak, by było konsumowane wspólnie, w rodzinnym gronie. W ten sposób sami stajemy się wzorem do naśladowania dla dziecka. To też idealna okazja, by porozmawiać o planach na resztę dnia.

Źródło: Hellozdrowie/Wprost


Decydując się na związek, masz do wyboru dwie drogi. Którą z nich pójdziesz?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 września 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Nie ma jednego, „słusznego” sposobu, w jaki powinien zacząć się udany związek. Spotykamy się z kimś i zaczynamy czuć, że to może być „to”. Potem umawiamy się na następne spotkanie i jeszcze jedno, aż w końcu pewnego dnia po prostu jesteśmy w związku. Czasem przez lata darzymy kogoś wzajemnym, platonicznym uczuciem i pozwalamy temu napięciu między nami rosnąć, aż w końcu jedna ze stron wykonuje „pierwszy krok” i nieoczekiwany pocałunek rozpala namiętność w tej, dotąd przyjacielskiej, relacji. Ale najczęściej sami nie wiemy, dlaczego i jak nagle stajemy się sobie najbliżsi. Wszystko inne przestaje się liczyć. I kochamy na zabój.

Trwa to chwilę, bo po kilku miesiącach, zauważasz zmiany. Ta „doskonała”, dopiero co odkryta osoba zaczyna mówić i robić niedoskonałe rzeczy. Niektóre ze śmiesznych dziwactw, które uwielbiałaś wcześniej wydają się być coraz bardziej irytujące niż śmieszne. I zaczynasz widzieć, że próbujesz się wycofać, że doszukujesz się w ukochanym coraz większej ilości wad, tego, co ci w nim przeszkadza. Tego wszystkiego, przez co „nie możecie być już razem”. I postanawiasz mu o tym powiedzieć.

Wiele związków zakończy się właśnie w tym momencie. Jest decydujący. Bo masz do wyboru dwie drogi. Mieć wszystko, zawsze. I ciągle szukać, ciągle pragnąć kogoś nowego, lepszego, wspanialszego. Albo nie mieć nic dokładnie tak, jak chcesz, ale za to – ciągle na nowo.

Ola i Maciek (4 lata znajomości) – wszystko, zawsze

Poznali się na studiach, na wspólnej imprezie u przyjaciół. To ona pierwsza wpadła mu w oko – była ideałem. Dokładnie tak wyobrażał sobie przyszłą żonę. Była, jak to się mówi „do tańca i do różańca”. Otwarta, radosna, wieczna optymistka, akceptująca jego wybryki, wybaczająca. Trochę postrzelona, choć nie tak bardzo, jak on. A jak trzeba, postawiła go do pionu. Myślał, że się uzupełniają.

Ale Ola skończyła studia, podjęła pracę w wymarzonym zawodzie, zaczęła się zmieniać, bardzo dojrzała emocjonalnie. I Maciek, uroczy, ale „wieczny chłopiec” , przestał w niej widzieć tę samą, roześmianą beztrosko dziewczynę. On także pracował, rozwijał się zawodowo, on także utrzymywał wspólnie wynajęte mieszkanie. Ale Ola, ta zmieniona, dorosła, dbająca o porządek nieco bardziej niż wcześniej, nieco spokojniejsza, bardziej stonowana w emocjach i częściej myśląca o przyszłości, przestała mu się nagle podobać, a zaczęła go drażnić.  Nie potrafił zrozumieć, że połowy z tych cech, które w niej pokochał, nie może w niej teraz odnaleźć. Nie umiał zobaczyć, że on również się zmienił. Pragnął jedynie „tamtej Oli”, podczas gdy ona była już inną osobą, choć przecież tak samo, a może nawet jeszcze bardziej, piękną i wyznającą te same, co kiedyś wartości.

Rozczarowany „nową” Olą, zostawił ją dla nowej miłości. Złamał jej serce.

W jego sercu Ola wciąż tkwi jak zadra. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego odszedł, ale nie potrafił też z nią być. Chciał mieć „ten sam pakiet”, „taką samą” Olę, wszystko, co niej pokochał, już zawsze. Ale nie umiał pokochać jej na nowo, kiedy się zmieniła.

Ewa i Patryk (8 lat znajomości) – nic, jeszcze raz

Zakochali się w sobie w pracy. Dla niej zmienił firmę, romans w biurze nie wchodził w grę. Przeżyli romantyczny początek związku i… moment, w którym motyle odfrunęły i zaczęła się zwykła miłość. Czasem bardzo trudna.

Przeszli razem wiele – śmierć mamy Ewy, wypadek brata Patryka, rodzinne i zawodowe problemy po obu stronach. Przez te kilka lat patrzyli na siebie w różnych okolicznościach, wyciągali się „za uszy” z różnych, piekielnie trudnych sytuacji. Oboje bardzo się zmienili, życie doświadczyło ich w podobnym stopniu. Poznali dobrze swoje ciemne strony (jak wtedy, gdy okazało się, że Ewa ukrywała przed Patrykiem swoje długi, albo gdy Patryk o mało co nie wpadł w nałóg alkoholowy). A jednak, wracając do siebie z dalekiej podróży jakimi były ich kłótnie, czy „prawie-rozstania”, ani razu nie byli sobą rozczarowani, tylko przyjmowali tych „nowych siebie” z otwartymi ramionami. Ze zrozumieniem i akceptacją. Miesiąc temu się zaręczyli, oboje uważają, że nigdy wcześniej nie byli siebie bardziej pewni. I przekonani, że chcą być ze sobą już zawsze. Nie przerażają ich zmiany. Przeraża ich to, że mogliby nie dać sobie szansy.

Podobny początek, ale dwa różne zakończenia. Gdybyśmy tak nauczyli się, nie rezygnować tak łatwo, właściwie w pół drogi z człowieka, który jeszcze przed chwilą był nam najbliższy na świecie… Gdybyśmy rozumieli, że zmieniamy się stale i to – oboje. I że te zmiany, te ciągłe zaskoczenia (nie zawsze pozytywne) drugą osobą, mogą być siłą napędową związku, czy małżeństwa. Łatwiej by nam było zostać, trudniej odejść. Odchodząc, manifestujemy, że już nam nie zależy. A jednak, gdzieś w środku nadal boli… Zostając, pokazujemy, że akceptujemy i kochamy. To najlepszy fundament dla tak trwałego związku, jakim powinno być małżeństwo. To prawdziwe, w którym dwoje ludzi spotyka się po to, by się kochać, nie krzywdzić.


Zobacz także

Nastrojowi "swingersi", czyli od radości do czarnej rozpaczy. Jak ich rozpoznać?

Nastrojowi „swingersi”, czyli od radości do czarnej rozpaczy. Jak ich rozpoznać?

Fot. iStock/fcscafeine

Kanony kobiecego piękna? Co tak naprawdę czyni nas kobietami?

5 destrukcyjnych zachowań w naszym życiu

5 destrukcyjnych zachowań w naszym życiu