7 filmów, które poprawią ci nastrój, niezależnie od tego, który raz je oglądasz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2017
Fot. istock/martin-dm
 

Zaczęło się! Wieczory są coraz dłuższe, dni coraz bardziej deszczowe… Smutno się robi i potrzebujemy czegoś, co poprawi nam nastrój. Na „raz, dwa, trzy” zawijamy się więc w ciepły kocyk i włączamy film. Jeden z tych, które widziałyśmy już sto razy, ale dobrze wiemy, że i za sto pierwszym „zadziała” jak trzeba. W kącikach ust pojawi się uśmiech, wylane podczas seansu łzy pomogą nam się oczyścić ze złych emocji, a w sercu zrobi się jakoś tak… cieplej. Przed wami subiektywny przegląd tytułów, które świetnie nadają się, jako jesienny środek terapeutyczny.  Komentarze i nowe propozycja mile widziane.

1. „Przed wchodem słońca” (1995)


Dwie, zupełnie osoby obce nagle stają się sobie bardzo bliskie. Chociaż mogą być razem tylko przez chwilę, potrafią to wykorzystać.

2. „Nietykalni” (2011)

To opowieść ciepła, wzruszająca i zabawna, a na dodatek… prawdziwa. Przywraca wiarę w cuda. Naprawdę.

3. „Billy Elliot” (2000)


Billy, chłopiec z rodziny robotniczej, odkrywa, że ​​jego marzeniem jest zostać tancerzem. Musi przełamać panujące w swojej klasie społecznej stereotypy. Nigdy nie rezygnujcie z marzeń!

4. Zielona Mila (1999)


Może was zdziwi ten wybór, ale dla mnie „Zielona mila” to film pełen magii, w najmniej niespodziewanych momentach.

5. „Deszczowa piosenka” (1952)

Klasyk, który mogę oglądać w nieskończoność. Dla tańca, zabawnych dialogów, elegancji aktorów i świetnego, inteligentnego humoru.

6. „Amelia” (2001)

Bo przywraca wiarę w cuda, wtedy kiedy już w nie nie wierzysz. Bo sprawia, że zaczynasz zauważać i doceniać szczegóły. Bo Paryż i śliczna Audrey Tautou.

7. „Zaplątani” (2010)


Nie pytajcie „dlaczego”. Pewnie każdy z nas, dorosłych, ma swój ulubiony rysunkowy film, na którym płacze jak bóbr i śmieje się najgłośniej ze wszystkich. Pewnie każdy potrzebuje znów na chwilę być dzieckiem…


Czy można być szczęśliwym z partnerem, który cię zdominował. „Jej najwyraźniej jest tak dobrze”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2017
Fot. iStock/Orla
 

Czy można być szczęśliwym z partnerem, który cię zdominował? Z ukochanym, który zawsze musi mieć ostatnie zdanie, który musi decydować – zbyt często – za was dwoje? Który, choć kocha, uważa, że sam wie najlepiej, a zapyta cię o to, co myślisz, jedynie po to, by sprawić ci przyjemność. Czy to się może udać, czy da się z tego wybrnąć z godnością i zachowaniem (dla siebie samego i dla drugiej połówki) szacunku?

Znasz ich od dawna. Od dawna obserwujesz „tę sytuację”. Ona – cicha myszka, pogodna i potulna przy nim (bo kiedy jesteście same, jest wulkanem energii i kopalnią niespodzianek). Jakby „uczepiona” jego ramienia. Wpatrzona w swojego partnera jak w wyrocznię. To, co on powie, jest święte. Zawsze pyta go o zdanie, nie podejmuje bez niego decyzji. Dzwoni do niego nawet w sprawie zakupu nowej bluzki. Wolałby, żeby kupiła zieloną czy czarną? On wie, w której wygląda lepiej. A ona wie dzięki niemu. Zawsze woli zapytać. Po prostu.

On – zaradny, zdecydowany, typ bezwzględnego biznesmena, choć z zawodu PR-owiec. W stosunku do niej pobłażliwy, trochę. Czuły, widać, że ją kocha (czy to miłość zaborcza, pragnąca by nie widziała poza nim świata – dosłownie?). Apodyktyczny – wiele razy słyszałaś jak mówił do niej TYM tonem. „Kotku, może już powinniśmy się zbierać?”. Ty wiesz, że można to powiedzieć inaczej. Na wiele sposobów. On mówi to tak, że twoja przyjaciółka natychmiast zrywa się z krzesła i zaczyna ze wszystkimi żegnać. Jakby potajemnie nacisną jakiś guzik, uruchomił jakąś maszynerię. Ty być zaraz trzasnęła go talerzem w głowę. Nie będzie do ciebie tak mówił i już, co on sobie wyobraża.

Zdominował ją – stawiasz diagnozę. Rozmawiasz o tym inną przyjaciółką. Zgadzacie się, że ona przy nim nie jest sobą, dopiero kiedy go nie ma, odreagowuje. Co też musi się dziać w ich domu – wyobrażacie sobie. Chcecie pomóc, wyrwać ją z tego dramatu (tak, na pewno jest tam dramat i przemoc), próbujecie namówić do zwierzeń. Ale ona uparcie mówi, że nie wie o co wam chodzi. Bo JEST szczęśliwa, wszystko jest w porządku. Dobrze jest. W życiu nie chciałaby być z nikim innym. To jej wymarzony facet, jej wymarzony związek. Początkowo nie wierzysz, myślisz, że to syndrom ofiary, szukasz nawet siniaków. Tymczasem lata mijają, a nic niepokojącego się nie dzieje. Ona nie blednie i nie chudnie w oczach, przeciwnie wygląda na szczęśliwą. I mimo, że trudno ci to zaakceptować (bo nic tu ci się „wewnętrznie nie zgadza”), wiesz, że to nie pozory. No jak ona może z nim, w tym wszystkim wytrzymać? Jak ona to znosi?

Ale prawda jest taka, że to ty nie mogłabyś żyć w „takim” związku. To tobie nie odpowiadałby ani taki mężczyzna, ani rola „słabej, niezdecydowanej”. To ty wybrałabyś inaczej (i mam nadzieję, wybrałaś). Jej najwyraźniej jest z tym dobrze, choć ty tego nie rozumiesz. Nie zrozumiesz, bo jesteś inna, bo czego innego w relacji z mężczyzną potrzebujesz, oczekujesz. I dobrze. Tylko pozwól innym żyć ich bajką.

Oczywiście, wiele z nas dorastało obserwując jak bardzo nasze matki zostały zdominowane przez swoich partnerów. Albo odwrotnie – jak postacią dominującą były w naszym domu właśnie kobiety, a mężczyzna – cichy, milczący „pantoflarz” jedynie potulnie spełniał ich oczekiwania. Jednak i jemu było z tym dobrze. Kiedyś mówiło się o takich parach: „dobrali się”, pasują do siebie. A oni byli szczęśliwi na przekór wszystkim.

To nie jest proste. Żeby żyć z dominującym partnerem i być naprawdę szczęśliwym, trzeba po prostu tego chcieć. Trzeba mieć taką osobowość, która potrzebuje się wesprzeć na ramieniu kogoś silniejszego. Trzeba widzieć miłość właśnie w taki sposób. By to się udało, potrzebne nie tylko wielkie uczucie i zapatrzenie w partnera, ale i mądrość obu stron i miłość do samego siebie. Kochaj samą siebie, a będziesz potrafiła wyznaczyć nieprzekraczalne granice. Jedną z nich jest szacunek. Tu gdzie go nie ma, zaczyna się przemoc i cierpienie, a kończy się związek.

Związek z dominującym partnerem nie zawsze oznacza, że jesteśmy mniej ważni, skrzywdzeni, słabi albo wygodni. Nie oceniajmy innych, póki nie mamy pewności, że komuś dzieje się krzywda. Nie uczmy innych jak i kogo mają kochać.


Twój znak zodiaku podpowiada, jak postrzegasz siebie i co możesz zmienić na lepsze

Redakcja
Redakcja
20 października 2017
Fot. iStock/Delpixart
Następny

Sposób postrzegania siebie przez kobiety zależy od tak wielu czynników, że czasem trudno jest za tym nadążyć. Presja wywierana prze otoczenie, przykłady kobiet idealnych z pierwszych stron gazet i telewizji, własne oczekiwania i marzenia, nie ułatwiają kobietom zaakceptowania tego, jakimi są. 

Co prawda ciało jest dość plastyczne i można je rzeźbić tak, by osiągnąć zamierzony wygląd. To wymaga czasu, zaangażowania, a w wielu przypadkach również nakładów finansowych. Czy nie prościej jest po prostu pokochać swoje nieidealne ciało oraz charakter i żyć ze sobą szczęśliwie? Nie zawsze, szczególnie gdy nie wiemy jak to zrobić. Jeśli dotychczas nie przemówiły do was poradniki podpowiadając, jak tego dokonać, to coś więcej o tym może powiedzieć… znak zodiaku.

Uważa się, że każdy ze znaków posiada przypisane sobie cechy, które w poważnym stopniu wpływają na charakter każdego z nas. Miłośnicy astrologii uważają również, że zodiak ma wpływ także na to, w jaki sposób postrzegamy nasze ciała, i jak inni nas widzą. Może warto pokrzepić troszkę swoje myśli i polubić siebie bardziej z tą wiedzą?


źródło: www.mindbodygreen.comwww.astrolabium.pl

Zobacz także

„Uwielbiam obciągać kanapki”, „Kluczem do mojego serca, jest facet pachnący jak wagina”. Szokująca kampania, kobiety wreszcie tupnęły nogą

Koszmar przedświątecznej gorączki – jak odzyskać „magię świąt”?

Jak zmieniła się piramida żywieniowa?