6 rzeczy, które zdecydowanie lepiej zrobić wieczorem niż rano

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 grudnia 2017
Fot. iStock /  Vizerskaya
Fot. iStock / Vizerskaya
 

Są rzeczy, które zdecydowanie lepiej zrobić wieczorem, niż rano. Wiecie, które to z nich?

Kąpiel

Wieczorem możesz nie mieć ochoty na kąpiel po długim, wyczerpującym dniu, ale najlepiej zmyć brud dnia, nim twoja głowa położy się na poduszce. Wieczorny prysznic nie tylko  oszczędza rano czas, ale też spłukuje wszelkie alergeny, takie jak pyłki i kurz, które mogą przylegać do twoich włosów lub skóry. Rano będziesz czuć się świeżo i będziesz gotowa do działania.

Czesanie włosów

Zamiast budzić się jak na związanym mopie, lepiej przeczesać włosy wieczorem. Rezultat – mniej rozdwojonych końcówek i więcej czasu rano.

Używanie antyperspirantu

Zaskoczona? Najczęściej antyperspirantów używamy rano, przed wyjściem z domu, tymczasem okazuje się, że najlepiej stosować je na noc. Dodatkowy czas na skórze pozwala aktywnym składnikom redukującym nieprzyjemny zapach dostać się do skóry i gruczołów potowych, co zdecydowanie zwiększa efektywność ich działania.

Golenie nóg

Zdecydowanie wieczorem! Ponieważ po tym zabiegu możesz swoją skórę nawilżyć, dać jej odpocząć, nim podrażnisz ją ubraniem.

Związywanie włosów

Na noc zwiąż lekko włosy na przykład w warkocz. Ten nocny rytuał zapobiegnie łamaniu się włosów, które plączesz podczas snu. Poza tym – dzięki warkoczowi możesz rano cieszyć się pięknymi falami swoich włosów. 😉

Nawilżanie powietrza

Jeśli masz nawilżacz – warto użyć go wieczorem, można też położyć mokry ręcznik na kaloryferze. Zwiększenie wilgotności powietrza zmniejsza ryzyko przeziębienia i różnych infekcji, w tym gardła i zatok. Poza tym dobrze wpływa na naszą skórę, utrzymując jej miękkość, zmniejsza skłonność do zmarszczek.
To jak? Spróbujecie?


5 toksycznych nawyków, które potrafią zniszczyć każdy związek

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 grudnia 2017
Fot. iStock/gilaxia
Fot. iStock/gilaxia
 

Czy naprawdę musi dojść do zdrady, przemocy, oszustwa, żeby związek się rozsypał? Czy on musi bić i pić, żeby kobieta mogła od niego odejść? Jak często słyszymy: „Nie wiem, po prostu czuję, że to nie to”, a wszyscy wokół się dziwią, że ona od niego odchodzi, bo wydawali się taką idealną parą.

Tymczasem było coś, co zatruwało związek od środka, nic spektakularnego. Małe rzeczy, szczegóły, które jednak jak kropla drążyły skałę. Jest kilka toksycznych nawyków, które niszczą związek od środka. Lepiej zauważyć je szybciej, by móc zareagować, zanim będzie za późno.

5 toksycznych nawyków, które niszczą związek od środka

Narzekanie

Jeśli chcesz poddać swój związek torturom, narzekanie załatwi całą sprawę. Nawet, gdy pretensje i żale nie są skierowane do twojego partnera, wciąż mogą wyrządzić wam dużą krzywdę, ponieważ wrażając nieustannie negatywne opinie niszczysz ludzi, ich chęć do działania, energię, zapał. Oczywistym antidotum na truciznę pod nazwą „narzekanie” jest milczenie lub zachowanie uwag dla siebie lub szukanie pozytywów różnych sytuacji. Zamiast powiedzieć: „Bez sensu był ten film, na który poszliśmy”, lepiej: „Fajnie, że mogliśmy spędzić wspólnie czas”. Albo zamiast mówić: „Rety, znowu stoimy w tym cholernym korku” odpuścić sobie uwagi.

Krytykowanie

Innym powszechnym, ale zatruwającym związek nawykiem jest krytykowanie partnera. Zdecydowanie więcej szkody wyrządzi bycie naczelnym krytykiem niż narzekaczem. Dlaczego, kiedy z kimś jesteśmy, dajemy sobie nieograniczone prawo do wytykania błędów, potknięć, wad naszego partnera? Jakbyśmy chcieli go naprawić albo jego kosztem samemu poczuć się lepiej. Zastanów się, jak często mówisz: „Daj, zrobię to lepiej”,”Jak ty wyglądasz”, „Naprawdę, nie stać cię na więcej?”, „Przecież ty tego nie umiesz/nie masz o tym pojęcia”. A ile razy chwalisz swojego partnera, mówisz, że jesteś z niego dumna? Podziwiasz go? I odwrotnie – czy on cię nie krytykuje zbyt często? Nikt nie jest w stanie przyjmować na siebie nieustannej krytyki.

Sprzeczanie się

Nie chodzi tu o wielkie kłótnie, ale o takie udowadnianie sobie racji w zwykłych rozmowach w towarzystwie, nawet jeśli są to zupełnie nieistotne kwestie. Ona: „Byłam tak zmęczona, że poszłam spać o 21:00”, na co on: „Nieprawda, bo o 21:30”. Albo „Wyjechaliśmy wcześnie rano”, „No nie wiem, czy ósma, to takie wcześnie”. Irytujące, prawda? Bliska osoba powinna nas wspierać, stać za nami murem, a nie nieustannie podważać to, o czym mówimy. Każdy może mieć dosyć takich dyskusji, zwłaszcza jeśli chodzi o pierdoły. A jeśli już chcemy o coś koniecznie się posprzeczać, nie róbmy tego publicznie.

Kontrolowanie

Nieustanne kontrolowanie to przede wszystkim objaw braku zaufania. Jeśli masz ku temu podstawy, bo partner cię zdradził, oszukał, próbujecie naprawić wasz związek, to potrzeba kontroli jest zrozumiała. Inną sytuacją jest jednak ta, gdy kontrolowanie nie jest podparte żadnym konkretnym powodem. Kontrola niszczy intymność w związku. Ile można funkcjonować mając świadomość, że ktoś chce nieustannie wiedzieć, co robisz, co myślisz, co czujesz, gdzie jesteś, z kim rozmawiasz, spotykasz się. W związku pozostajemy dwiema odrębnymi jednostkami, gdzie każda potrzebuje przestrzeni dla siebie i zaufania. Jeśli tego brak, prędzej czy później związek się rozpadnie, bo nikt nie wytrzyma życia w nieustannym napięciu, które kontrola generuje.

Mówienie „nie” zamiast „tak”

To jeden z tych nawyków, który sprawia, że jedna osoba odchodzi i nie potrafi wytłumaczyć dlaczego. Mówi: „On w niczym mi nie pomagał, byłam jak koń pociągowy, wszystko było na mojej głowie”. I niby rozumiemy, ale myślimy, że przecież wystarczyło poprosić o pomoc. I ona pewnie prosiła – raz, drugi, dziesiąty, setny, ale słyszała, że „Dzisiaj to on nie może”, „Może jutro”, „Tego nie da się zrobić”, „Za chwilę”. Ile razy można mówić, że potrzebujesz pomocy, kiedy non stop słyszysz odmowę lub jakieś wytłumaczenie i gdy wszystko i tak trzeba zrobić samemu? To takie szczegóły, które w efekcie składają się na dużo większy problem, problem nie do przeskoczenia w związku, który staje się przyczyną rozstania.

Przyjrzyjcie się waszym związkom, zobaczcie, czy te toksyczne nawyki nie są waszym udziałem. To niby nic, niezauważalne na pierwszy rzut oka zachowania, które jednak mogą zatruć waszą intymność.


źródło: Psychology Today

 


„Szkoda, że macie dzieci”. Najgorsze rzeczy, jakie usłyszałam od ludzi, gdy wzięłam rozwód

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 grudnia 2017
Fot. iStock/skynesher
Fot. iStock/skynesher

Kiedy informujesz, że właśnie się rozwodzisz lub rozwiodłaś, ludzie zachowują się w dwojaki sposób. Jedni natychmiast się od ciebie odcinają, bo nie chcą przebywać w towarzystwie osoby, która na pewno jest załamana i rozgoryczona i mają dość słuchania o twoich przeżyciach. Drudzy natomiast postanawiają udzielić ci kilku rad. A już na pewno nie odmówią sobie komentarza w tej sprawie. Być może ich intencje wcale nie są złe. Czasem chcą podnieść cię na duchu, innym razem po prostu dobrze ci życzą, tylko ubierają to w niewłaściwe słowa. Wiem o czym mówię, bo sama rozwiodłam się dwa lata temu i to, co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to zachowanie niektórych osób. Po pierwsze, powiedzmy to sobie głośno – rozwód zawsze jest traumatycznym przeżyciem, niezależnie od tego dlaczego do niego doszło i w jakich warunkach się odbywał. Druga sprawa – nie wszystkie kobiety latami nie mogą stanąć na nogi i opłakują swoje nieudane małżeństwo. I trzecia, absolutnie najważniejsza kwestia – obecność faceta nie definiuje kobiety. To nie jest tak, że bez niego czegoś jej brakuje.

Doskonale pamiętam moje pierwsze urodziny po rozwodzie. Siostra życzyła mi wtedy, żebym sobie życie jakoś poukładała kiedyś, jak już się otrząsnę. Mam stabilną pracę, oszczędności na koncie, wynajmuję mieszkanie, ogarniam samodzielnie dwoje dzieci, którym właściwie niczego nie brakuje. No ale przecież moje życie jest totalnie niepoukładane, bo nie ma przy moim boku faceta. Jest za to nieudane małżeństwo w życiorysie. Co za nonsens! Że niby ten facet się pojawi i wtedy moje życie będzie kompletne? Ułożone? Toż to dopiero wtedy wszystko się wywróci do góry nogami! Z tej serii dobre są jeszcze komentarze typu: „Przecież nie możesz być wiecznie sama”, „Jeszcze komuś zaufasz”, „Otwórz się na nowe znajomości”. Nie wypada być samej. To twoja życiowa porażka, kobieto!

Grubo, prawda? Ale to jeszcze nic. Po rozwodzie usłyszałam mnóstwo różnych, złotych myśli, a jedna lepsza od drugiej. Ludzie, szczególnie ci żyjący w stałych związkach, lubią udzielać dobrych rad. A choć nie mają zielonego pojęcia, co przeszłam i z czym aktualnie muszę się mierzyć, najczęściej wygłaszają stwierdzenia, które są (przepraszam za wyrażenie, ale lepszego znaleźć nie mogę) po prostu z dupy.

No bo jak można powiedzieć rozwódce: „Szkoda, że macie dzieci”? Z pewnością bez nich byłoby łatwiej się rozejść. Ale dzieci są. I są najwspanialszym, co dał mi mój były mąż. Szkoda? Szkoda to jest wtedy, gdy krowa wpadnie do studni. Różnych rzeczy żałuję w życiu, ale na pewno nie tego, że urodziłam dwoje dzieci.

Innym, uroczym tekstem, który usłyszałam, było: „Ja bym do tego nigdy nie dopuściła”. Oczywiście mówi to typowa Matka Polka, z trójką uwieszonych na sobie dzieciach i z mężem, którego więcej w domu nie ma niż jest. Taka, która poświęci wszystko, bo „rodzina jest najważniejsza”, bo „rodzina jest sensem jej istnienia”, bo „dzieci muszą mieć pełny dom”. Ja przecież miałam fanaberię, za mało się starałam, nie mogłam zacisnąć zębów. Ona by do rozwodu nie dopuściła.

Można też trafić na takich, co prosto w twarz ci powiedzą: „Ja wiedziałem/am, że tak będzie”. Bo wy do siebie nigdy nie pasowaliście, bo widać było, że on cię nie kocha blablabla… Nawet jeśli wszyscy wiedzieli, tylko nie ja, to może lepiej ugryźć się w język? Słabo jest słyszeć, że ten związek w ogóle nie był rokujący. Ciekawe, że wszyscy są tacy mądrzy dopiero później.

Mam też taką znajomą, która zawsze jęczy, gdy jej mąż jedzie w delegację. Jeszcze bym to jakoś zrozumiała, gdyby ten wyjazd służbowy trwał pół roku, ale chłopa nie ma raptem 3 dni, a ona już sobie nie radzi z dziećmi, pracą i domowymi obowiązkami. Trzeba być skończoną kretynką, żeby zadzwonić do rozwódki, samotnej matki od dwóch lat i płakać do telefonu, jak to jest ciężko. Nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego jej jeszcze nie pogoniłam. Fakt, zawsze na koniec mówi: „Ja to nie wiem, jak ty sobie radzisz tak ciągle sama”. Jak? Srak. Muszę, więc robię i nie ma co się rozczulać nad sobą.

I tu dochodzimy do mojego ulubionego zdania! „Ja to cię podziwiam, jesteś taka dzielna”. Serio? Bo nie leżę i nie płaczę, tylko jakoś idę do przodu? Tu nie ma czego podziwiać, to ciężka robota, brak snu, brak czasu, brak pieniędzy, brak miłości. To sztuka dla sztuki, a nie życie. Tu nie ma nic do podziwiania. To pozornie taktowny komentarz. Tak naprawdę wyraża… politowanie.

Ostatnio jedna koleżanka z pracy zapytała mnie, czy nie boję się, że z kolejnym facetem też mi nie wyjdzie. Miałam ochotę zapytać ją, czy nie boi się, że jej małżeństwo też się rozpadnie. Wydaje mi się, że najbardziej zgubna w tych wszystkich relacjach damsko-męskich jest pewność. Wiara, że to ten, że to już na zawsze, że nie zdradzi, nie skrzywdzi, że razem do grobowej deski.  Odrobina niepewności pomaga zachować czujność.

Na pewno znajdują się wokół ciebie jakieś rozwiedzione kobiety lub samotne matki. Zastanów się dobrze, zanim kolejny raz wypalisz z jakimś fantastycznym tekstem. A przede wszystkim zrozum jedno – jeśli nie byłaś w takiej sytuacji, to nie masz żadnego pojęcia, z czym to się je.


Zobacz także

Fot. iStock/Kontrec

To ludzie motywowują cię do zmiany na lepsze. Tylko od ciebie zależy, czy z tej nauki skorzystasz

Fot. iStock / NKS_Imagery

9 powodów, dla których nie masz przyjaciół

Fot. iStock / alexeyrumyantsev

5 cech energetycznego wampira. Spotykasz go, uciekaj