6 przykazań hygge na spędzenie Świąt w dobrej, przyjaznej atmosferze

Karolina Krause
Karolina Krause
23 grudnia 2016
iStock-587230912

Wszyscy już chyba wiemy co nieco o duńskim hygge. O przyjemności płynącej z bycia razem w miłej przytulnej atmosferze. Najbardziej uwidocznia się to właśnie w Święta. „W Boże Narodzenie [Duńczycy] przygotowują wszystko razem, by zapewnić sobie maksymalny komfort. Taka praca zespołowa. Obejmuje ona stworzenie ciepłej atmosfery przy świecach i dobrym jedzeniu, ale też sposób bycia. Pomagają sobie, aby żadna pojedyncza osoba nie czuła, że na niej spoczywa cały ciężar przygotowań.”*

Może warto wprowadzić ten sposób myślenia także w naszym domu? Święta to doskonała okazja, by ćwiczyć się w uważnym, wspólnym byciu i czerpaniu radości z prostych przyjemności. Spróbujmy więc w tym czasie naprawdę poczuć, jak dobrze jest być razem. Pomoże nam w tym tych kilka duńskich sposobów na rodzinne spędzanie czasu:

Fot. iStock/svetikd

Fot. iStock/svetikd

1. Bądźcie razem

W momencie przekraczania progu rodzinnego domu, wszyscy powinni zgodzić się na zostawienie codziennych stresów i zmartwień za drzwiami. Nie rozdrapujcie starych ran i nie skupiajcie się na własnych (ani cudzych) problemach.

2. Bawcie się razem

Spędzając czas razem, wybierzcie takie gry, w których każdy może wziąć udział. Tego dnia swoje preferencje odłóżmy na bok.

Fot. iStock/svetikd

Fot. iStock/svetikd

3. Pamiętajcie, że ma być miło

Zadbajcie o miły nastrój – zapalcie świece, udekorujcie dom samodzielnie wykonanymi ozdobami, a na stole postawcie to, co wspólnie udało wam się przygotować.

4. Nie narzekaj

Jeśli czujesz, że za chwilę zaczniesz na coś narzekać, najpierw pomyśl o tym, jak mogłabyś to naprawić.

5. Bądź obecny

Odłóżmy na chwilę telefony i tablety. Wyłączmy telewizory i choć przez chwilę bądźmy tylko dla siebie.

6. Śpiewaj!

Może wydać ci się to głupie, ale naprawdę działa! Śpiewanie dostarcza nam dużo radości i jest bardzo w stylu hygge. Dzieci to uwielbiają a dorośli zresztą też (nawet jeśli nie zawsze chcą się do tego przyznać :) )


Źródło: coaching.focus.pl

*J. Alexander, I. Sandah. Duński sposób na szczęście. 


Mój sposób na świąteczne obżarstwo. Jak znani polscy fitcelebryci radzą sobie po Świętach z powrotem do formy

Karolina Krause
Karolina Krause
23 grudnia 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Boże Narodzenie i czas zaraz po nich to okres, kiedy nasza motywacja zostaje wystawiona na próbę. W trakcie wigilijnej kolacji przygryzamy usta, patrząc na przepyszne smakołyki znajdujące się na stole, bo boimy się stanąć później na wadze. Spokojnie! Nawet najwięksi sportowcy popuszczą nieco pasa w te Święta. Chodzi przecież o to, by móc cieszyć się nimi w naturalny sposób i choć przez chwilę przestać się o wszystko martwić. Aby jednak uniknąć wyrzutów sumienia, które mogą czekać nas zaraz po nich, zobacz jak ze świątecznym obżarstwem radzą sobie nasi polscy fitcelebryci.

Natalia Gacka

Fot. Daniel Koper/Natalia Gacka

Fot. Daniel Koper/Natalia Gacka

Święta Bożego Narodzenia są dla mnie doskonałą okazją aby spożyć ulubione potrawy (niekonieczne fit) jednocześnie spędzając ten czas bardzo aktywnie. Zawsze po kolacji wigilijnej wybieram się na rodzinny spacer do pobliskiego lasu. Jeżeli pada śnieg przez kolejne dwa, świąteczne dni zakładam z moja przyjaciółką narty biegowe i śmigamy leśnymi ścieżkami a jeżeli pogoda nie sprzyja udaje się z moim mężem na jogging. Święta to ciągła gonitwa a tak nie powinno być! Warto poświecić ten cudowny czas rodzinie nie zapominając o sobie. Jeżeli naprawdę nie mamy czasu na aktywny dzień, możemy przynajmniej poświecić 15 min o poranku na podstawową jogę czy trening interwałowy. Dzięki temu nasze świąteczne podjadanie ukochanych potraw nie wywoła u nas tak ogromnych wyrzutów sumienia:)

Joanna i Dariusz Brzezińscy

Fot. Materiały Prasowe

Joanna i Dariusz Brzezińscy, trenerzy i dietetycy, współpracujący z kluczowymi polskimi aktorami. Założyciele popularnego portalu www.Brzezinscytrenuja.pl, z systemem treningowo-dietetycznym Home Workout Studio czyli Domowe Studio Treningowe.Twórcy techniki Fit&Slide, wykorzystującej ruch ślizgowy. Obecnie wydali nową płytę Cardio&Shape 4×15 min treningu H.I.I.T.

Jeszcze zanim zasiądziemy z żoną do wigilijnego stołu myślimy o tym, co się na nim znajdzie. W trakcie gotowania wigilijnych potraw staramy się możliwie ograniczać tłuszcze nasycone. Obowiązkowym świątecznym daniem jest u nas bigos, który gotujemy na chudym mięsie (nie dodajemy kiełbasy). Słodycze zostawiamy sobie na deser i jemy tylko to co sami przygotujemy (produkty zakupione w sklepie mają w sobie dużo niezdrowych barwników i konserwantów). Staramy się także ograniczać alkohol. Zazwyczaj jest to lampka czerwonego wina (i to nie taka z rodzaju tych, do których możemy zmieścić nawet pół butelki). Pierwszy dzień świąt zaczynamy od szklanki wody z cytryną (wypitej przez słomkę, by nie podrażnić szkliwa). Przed śniadaniem idziemy pobiegać. U nas najlepiej sprawdza się bieg w tempie interwałowym (idziemy 1 minutę, biegniemy 1 minutę), ale jeśli ktoś nie czuje się na siłach, równie dobrze może wybrać się na półgodzinny spacer na świeżym powietrzu. Dobrze jest się trochę rozruszać zanim znowu zaczniemy coś jeść.

Izabela Tyszka

Fot. Screen z Facebooka

Fot. Screen z Facebooka

Boże Narodzenie to czas, kiedy dłużej niż zwykle siedzimy za świątecznym stołem i jemy zdecydowanie więcej niż na co dzień. Nie przejmuję się tym jednak bowiem ten czas ma to po prostu do siebie. Gdy pogoda dopisuje staram się wyciągać najbliższych na spacer, a zaraz po świątecznej przerwie, po prostu wracam na treningi. Bez wymówek i odwlekania tego do Nowego Roku. Następnego dnia po Świętach zmieniam jadłospis i staram się jeść lekko (sałatki itp.) i dużo pić, aby pomóc organizmowi i dać mu odpocząć po kilku dniach wytężonego trawienia. Po takim lekkim posiłku najlepiej wrócić do ćwiczeń. Nie koniecznie musimy iść od razu na Crossfit. Ja z przyjemnością idę na aerobik i powoli pozwalam mojemu ciału ponownie wpaść w rytm zwiększonej aktywności fizycznej.

Konrad Gaca

Fot. Screen z Facebooka

Fot. Screen z Facebooka

Święta to dla wielu z nas czas, kiedy pozwalamy sobie na więcej w kwestii jedzenia. I dobrze! Po to są, by miały sprawiać radość i przyjemność. Sam staram się je jednak choć odrobinę „odchudzić”, tak by móc czuć się lekko, a zarazem cieszyć się wigilijnymi potrawami. Do świątecznej sałatki zamiast śmietany czy majonezu dodaję na przykład niskotłuszczowego jogurtu naturalnego. A rybę po grecku wolę ugotować lub upiec, niż smażyć na głębokim oleju. Pierogi przygotowuję z mąki razowej – smakują równie niesamowicie, a do tego są zdrowsze! Jeżeli chodzi o ciasta to moim faworytem jest sernik na zimno. Jego wykonanie jest dziecinnie proste, a smak przywołuje wszystkie najlepsze wspomnienia. Jeśli ktoś ma ochotę na mniejsze słodkości, to gorąco polecam muffiny świąteczne, przygotowane z mąki orkiszowej i płatków owsianych, z dodatkiem suszonej żurawiny. I na końcu ostatnia, najważniejsza chyba rada. Bądźmy mili dla wszystkich – także dla samych siebie! Nawet jeśli zjemy o 2 pierogi więcej lub o jednego muffina za dużo. Nie ważne! Wyrzuty sumienia związane z jedzeniem są chyba najczęstszą przyczyną… dodatkowego zajadania stresu. Nie fundujmy sobie ich, zwłaszcza w Święta.

Ola Żelazo

Fot. Screen z Facebooka

Fot. Screen z Facebooka

W Święta powinniśmy przede wszystkim ruszać się jak najwięcej. Nie chodzi o wyjście do fitness klubu czy zrezygnowanie ze wspólnych rodzinnych chwil, na rzecz zrobienia treningu. Chodzi przede wszystkim o to, aby wykorzystywać momenty do rozruszania się, np. idąc w gości nie parkować tuż przed wejściem, wejść kilka pięter po schodach, a gdy mamy schody w domu, to założyć, że wjedziemy na piętro przynajmniej 20 razy w ciągu dnia. Zapominalscy mają łatwiej, bo łatwiej znaleźć cel w chodzeniu tam i z powrotem :). Pomóżmy sprzątać ze stołu – zanoszenie i przynoszenie półmisków, świadome załadowywanie zmywarki to również dobry trening, siedząc możemy pracować mięśniami dna miednicy, napinać brzuch i pilnować aby zachować odpowiednią postawę przy stole – wtedy pracują mięśnie głębokie i stabilizujące. Idealnie byłoby wyjść na przed- albo po-obiedni spacer (tutaj szczęście mają właściciele psów), a po Wigilii wybrać się na Pasterkę na wspólne śpiewanie kolęd. Możliwości jest naprawdę dużo! Po Świętach natomiast zajadam się zielonymi warzywami, robię koktajle, ograniczam cukier do minimum i piję dużo letniej wody z cytryną Teraz też jest czas, żeby pójść na dłuższy bardziej dynamiczny spacer albo jogging i poćwiczyć w domu. Na początek świetnie sprawdzi się joga i pilates. Święta to czas radości, za który sami jesteśmy w pełni odpowiedzialni. Na pewno radość przychodzi łatwiej, gdy jesteśmy w formie :)


Zanim zdążymy z uśmiechem na twarzach zasiąść przy wigilijnym stole i życzyć sobie wszystkiego najlepszego, pospolicie padamy na mordy

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
23 grudnia 2016
Fot. iStock
Fot. iStock

Polacy coraz częściej zamiast wyprasowanego obrusu i bulgoczącej w kuchni kapusty z grzybami wybierają wyjazd pod palmy lub na ośnieżone stoki. Według portalu travelplanet.pl już nawet 20 procent więcej Polaków w stosunku do ubiegłego roku pożegna się z klasycznym anturażem na rzecz odpoczynku poza stołem i poza więzieniem jedynej muszli klozetowej na kilkanaście doszczętnie rozregulowanych żołądków. Dlaczego odchodzimy od szlagierów, rzucamy wszystko i uciekamy w nieznane? Co właściwie popycha nas do takich wyborów i czy warto pluć sobie za to w twarz?

„Okna pomyte? Masz już prezenty? U kogo w tym roku? Znowu u mnie? Matko, trzeba będzie dokupić talerzy…”. Takimi sloganami zaczyna się przeciętny listopad, a co u niektórych lubiących życie w utrapieniu – wczesny październik. Zanim zdążymy z uśmiechem na twarzach zasiąść przy wigilijnym stole i życzyć sobie wszystkiego najlepszego, pospolicie padamy na mordy z przepracowania i ekstremalnie podkręconego tempa ostatnich tygodni. Zamiast faktycznie życzyć wujkowi zdrowia i spokojnej emerytury, zasypiamy nad barszczem i zastanawiamy się, kiedy sobie pójdzie. Ale przecież nie o tym dudni świąteczny duch. To nie tam tkwi sens!

Przede wszystkim za mocno się spinamy wpadając w studnię konsumpcjonistycznego społeczeństwa nastawionego jedynie na brać i mieć. Zaczynamy, jak ogłuszone gołębie, tłuc dziobami na oślep w betonowe ściany nie wyciągając wniosków i nie podejmując próby przelotu nad przeszkodą. Jesteśmy bywalcami marketów, pchamy do koszyków co wydaje nam się niezbędne, a później w czterech ścianach mieszkań narzucamy niewolnicze tempo pracy przed coroczną imprezą, o której dwie godziny później nikt już nie będzie pamiętał. Sałatki, potrawy, najlepsze słodycze i pomarańcze w takich ilościach, jak kiedy faktycznie były niedostępne. Na dosłownie chwilę przed gwiazdką tworzymy dziwnie wynaturzowiony obraz sklepów, hipermarketów, w którym jawią się jak przepastna jaskinia Ali baby, zamykająca się na czas i hasło.

Jak chomiki w kołowrotkach zapierniczamy dookoła z poczuciem celu na końcu tego biegu, a tak naprawdę rok w rok czeka nas dokładnie ta sama sekwencja wydarzeń: ugotuj, postaw, zbierz niedojedzone, pozmywaj, ciasto, kto pierwszy do toalety? Z misyjnej treści i przekazu religii, w których zawarty został magiczny wycinek wiary, zrobiliśmy wale nie taki tani reality show zapominając o co w tym wszystkim chodziło.

A chodzi wcale nie o dobry majonez i sałatkę warzywną, chociaż stanowią one część tej dobrej tradycji. Nie chodzi o wypolerowane parkiety i poprasowane zasłony, a o walkę i małe – wielkie zwycięstwa wyższych idei. Miłości, dobroczynności, wybaczenia,  uczciwości, miłosierdzia. O to żeby unieść się na chwilę dwa centymetry nad ziemią i przestać nareszcie potykać się o gnuśność, żal, pretensje i nienawiść. Podać sobie i komuś rękę, zaprosić do dialogu po latach. O to.

Kiedy rozmawiam z ludźmi, pytam się jak spędzają w tym roku święta i gdzie, to niejednokrotnie pada odpowiedz „wyjeżdżam”, która z roku na rok coraz mniej mnie zaskakuje. Na twarzach globtroterów i spontanicznych, świeżych uciekinierów tradycji rysuje się niespotykana wolność i zadowolenie. To grupa tych ludzi, która spróbowała uwolnić się od ciężaru oczekiwań społecznych i wygórowanych norm narzuconych przez tempo rozwoju. To ci sami, co jeszcze dwa lata temu stali w serpentynach na wędlinach w dyskoncie, a teraz rolują skarpety w kulki i uciskają w turystyczne plecaki.

Mam przeczucie, że to jednak bardzo szczęśliwi ludzie, którzy nie poddali się praniu na własnych głowach i porzucili konwenanse. Taka grupa łapiących w tym roku świeże powietrze w płuca, stojąca w kubkiem herbaty na ośnieżonym balkonie jakiegoś wiejskiego przybytku, która właściwie dopiero teraz ma czas zatrzymać się i oddać głowę zdrowemu przeżywaniu.

Oprócz tego, że sami pchamy się w świąteczny kojec jak owce gnające za tłumem na oślep, to jeszcze bardzo porządnie zza pleców szturcha nas oczekiwanie zawodowe. Praca do ostatnich chwil na kasie czy za monitorem korporacyjnego komputera, Wigilia, do której już nawet nie macie czasu usiąść z czystymi rękoma, bo dopiero wróciliście ze zmiany. W dzisiejszym społeczeństwie nie ma miejsca na oddech potrzebny na właściwy odbiór niewątpliwego wydarzenia jakim są Święta Bożego Narodzenia. Stopień wyssania z energii, prędkość przemiału zdarzeń w codziennym świecie nokautują nawet najbardziej optymistyczne osoby.

Pamiętajcie o jednym. Nie musicie od razu wyjeżdżać, jeżeli to nie ten złoty środek, do którego warto dążyć. Ale zanim wpadniecie w nurt gwiazdkowej schizofrenii zastanówcie się czy nie ma ważniejszych kwestii niż jajko w majonezie i okna bez smug. Znajdźcie czas na powolne zasiadanie na osiedlowej ławce i podziwianie lampek na cudzej choince, a być może jeszcze kiedyś poczujecie co tradycja ma na myśli. Tego wam i sobie życzę. Pakuję torby. W tym roku uwalniam siebie i swoją rodzinę.


Zobacz także

Fot. iStock / ArtMarie

Wszystkim ojcom dziś życzę, by byli dumni z tego, że ich synowie są do nich podobni!

Fot. iStock / BraunS

Rozwiązanie konkursu „Nowa JA na wiosnę”

Fot. iStock / Murat Deniz

Bridget Jones na deptaku… czyli jak wyjść na plażę z podniesioną głową. Akcja „7 dni dla siebie”, wyzwanie #4