50 SPOSOBÓW NA SZCZĘŚLIWE ŻYCIE. SPOSÓB #12 – Zaakceptuj, że nie masz wpływu na wszystko, co się wydarza

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
12 września 2017
Fot. iStock / Jasmina007
Fot. iStock / Jasmina007
 

Ostatni czas jest dla mnie niełatwy.  Niedługo, po powrocie z wakacji dopadła mnie tajemnicza choroba, która przez prawie 3 tygodnie daje uciążliwe dolegliwości. Napadowe bóle brzucha, nudności, biegunki, ból głowy, osłabienie, senność. Do tego doszło osłabienie psychiczne. Dół, który nasilał się z każdym dniem choroby. Ja, która daaawno nie miała takiego stanu, poczułam niemoc, bezradność.

Ja – kobieta czynu, ogarniająca kilkanaście rzeczy na raz padłam na glebę. Fizyczny ból sprawił ze siadła mi głowa. Pustka w głowie. Brak celu i poczuje beznadziei, bezsensu i bezsilności. Wszystko co miałam zaplanowane w ostatnim czasie legło w gruzach… Po urlopie miało furczeć z nowymi projektami…

Po licznych perturbacjach i długich wizytach w szpitalach, w przychodniach państwowych wiedziałam jedno. Nie dam za wygraną i znajdę przyczynę dolegliwości. Nie dam sobie wcisnąć ot tak antybiotyku tylko dlatego, że ktoś stwierdził na podstawie krótkiego i lapidarnego wywiadu, że to tak na wszelki wypadek. Szukałam i szukałam, aż dzięki nieoczekiwanej pomocy znajomych trafiłam w kompetentne ręce lekarzy ze szpitala zakaźnego. Seria badań, kilka dni jeżdżenia, trochę czekania i tak oto wczoraj jest diagnoza. Pasożyt. Ma Pani szczęście, że daje o sobie znać. 90% ludzi nawet nie wie, że ma w sobie „obcego”.

Jest diagnoza, jest leczenie. Bez antybiotyku nie da rady. Ale teraz jest uzasadniony.

Leczenie jeszcze potrwa długo, najbliższy tydzień – dwa nie będą lekkie, bo tego skurczybyka trzeba wykończyć końską dawką. Później trzeba będzie ostro zadbać o immunologię.

Po usłyszeniu diagnozy paradoksalnie cieszę się jak głupia i czuję ogromną wdzięczność. Wiem co mi dolega. Znam przyczynę. Bo najgorzej żyć w niewiedzy.

Od razu głowa lepiej pracuje. Przestaje kręcić  filmy z gatunku horrory. Odczuwam radość. I ulgę. Bo wiem, że za niedługi czas moc wróci i ciało będzie znowu dobrze funkcjonowało.

W tym całym dziwnym i niełatwym czasie pojawiają się wnioski.

Po pierwsze – jeśli masz wolę walki i nie dajesz za wygraną, to znajdziesz, to czego szukasz.

Nie miałam w sobie zgody na to, aby łyknąć pierwszą lepszą diagnozę, postawioną przez kogoś, kto w biegu zadał mi 3 pytania, ponaciskał brzuch i nie miał czasu omówić wyników badań. Dzięki Bogu, bo pewnie zaleczyłabym skutek, a nie przyczynę.

Po drugie – bądź zawsze sobą i nie udawaj uśmiechu, jeśli nie masz siły się uśmiechać!

Po wrzuceniu zdjęcia ze szpitala na Fb spotkałam się z opiniami, że takich zdjęć nie można publikować w Social mediach, bo ludzie się martwią i w ogóle nieee! Z pierwszej chwili pomyślałam: „kurde może rzeczywiście to przegięcie. Nie powinnam tego wrzucać”. Ale po kilku dniach rozmyślań zmieniam zdanie. Szanuję opinię, tych którzy uważają to za niestosowne. Ja jednak mam inne zdanie. Nie chcę udawać, że jest super i promować podrasowanego, kolorowego życia, pierdzieć kwiatkami i wiecznie szczerzyć kły, nawet kiedy jest do dupy.

Jestem sobą. Nie potrafię udawać, że jest dobrze jak jest źle. Wolę być prawdziwa i pokazywać również słabe momenty. Bo każdy z nas je ma i nie widzę w tym nic złego aby przyznać się do słabości czy choroby. Spójność jest dla mnie ważną wartością i to będę promować zawsze i wszędzie.

Dzięki temu postowi odezwało się do mnie wiele osób, które pomogły mi dotrzeć do właściwych lekarzy, zarówno medycyny konwencjonalnej jak i niekonwencjonalnej. Wiele osób życzyło zdrowia i mocy, której na prawdę potrzebuję, bo ciało każdego dnia jest okradane z siły przez wrednego robala, a umysł wcale nie pomaga. Te życzenia podtrzymały mnie na duchu. Dziękuję wszystkim, którzy zareagowali i chcieli w jakiś sposób pomóc. Doceniam to z całego serca, chociaż nie wszystkim dałam radę odpowiedzieć osobiście.

Po trzecie i w sumie o tym miał być ten post – nie mamy wpływu na wszystko.

Plany, zadania, cele, zobowiązania w jednej chwili mogą lecieć na łeb na szyję bo Ktoś tam na górze ma inny plan na Ciebie. Bo los płata Ci figla i podrzuca Ci kłody pod nogi.

I w jednej chwili tracisz kontrolę nad wszystkim.

Możemy sobie wszystko zaplanować od A do Z, ale wystarczy moment aby coś pokrzyżowało nam plany.

Może te sytuacje są Ci bliskie…?

Poranek. Spieszysz się na ważne spotkanie, wsiadasz do auta i już masz wyjeżdżać z garażu. Ale tuż przed Twoją bramą rozkracza się właśnie ogromna śmieciara, która przez najbliższe kilka minut będzie opróżniać kontener i zablokuje Twój wyjazd, co w rezultacie spowoduje Twoje spóźnienie na ważne spotkanie.

Wesele. Wszystko idealnie zaplanowane, goście w wytwornych strojach oraz iście szampańskich humorach. Nagle nadciąga burza z piorunami i w sali weselnej następuje awaria prądu, której nie da się zaradzić przez całą noc, bo jak na złość pada również agregat.

Sylwester – chcesz iść do klubu X ale tuż przed wyjściem zmieniasz plany i zostajesz w domu. Po czym dowiadujesz się, że właśnie w tym klubie miał miejsce atak bombowy.

Starasz się o wymarzoną pracę. Wszystko wskazuje, że już ją masz, bo po prostu wiesz, że wypadłaś bardzo dobrze. Ale ostatecznie nie dostajesz jej.

Marzenia, plany, cele, deadliny i codzienne listy rzeczy do zrobienia. Wszystko zaplanowane z najdrobniejszym szczegółem…

Każdego dnia mamy setki spraw do pozałatwiania, ciągle realizujemy nowe cele. Możemy sobie wszystko zaplanować z najdrobniejszą precyzją ale często nasze plany „niweczy” coś lub ktoś co powszechnie nazywamy losem lub Bogiem. Ktoś ma na nas inny pomysł. Bo chociaż mamy ogromny wpływ na swoje życie i od nas samych zależy bardzo wiele, to jednak nie do końca tak jest.

A my się wtedy wściekamy, frustrujemy. Bo zupełnie nie rozumiemy, jak coś takiego mogło się mi przytrafić? I dlaczego mnie?

I tak możemy się szarpać całe życie. I żyć z taką myślą, że ja to zawsze mam pod górkę, biednemu to i wiatr w oczy i zadręczać się pytaniem dlaczego znowu ja?

Ale im szybciej zrozumiesz, że nie mamy takiej mocy aby wszystko kontrolować i odpuścisz – tym lepiej zrozumiesz, że pewne rzeczy dzieją się po COŚ.

Być może, to że nie możesz wyjechać na spotkanie bo na wyjeździe stoi rozkraczona śmieciara ma uchronić Cię przed poważną kolizją, która ma miejsce gdzieś na Twojej zaplanowanej trasie.

Być może, to że w ostatniej chwili zmieniłaś plany i w sumie nie wiesz dlaczego, miało uchronić Twoje życie przed atakiem bombowym.

Być może, to że na Twoim weselu pieprznął prąd, sprawiło, że ludzie nigdy nie zapomną niepowtarzalnej zabawy przy świecach i wraz z mężem będziesz miała co opowiadać wnukom na starość.

Być może nie dostałaś tej wymarzonej pracy, bo czeka na Ciebie lepsza, spokojniejsza, bez konieczności robienia nadgodzin oraz poświęcania życia rodzinnego.

Być może masz inne historie i zapewne, jak się dłużej zastanowisz znajdziesz ich wiele ze swojego życia. Takich momentów, kiedy coś poszło nie po Twojej myśli, kiedy czułaś frustrację, że los pokazał Ci środkowy palec.

Nie mamy do końca wpływu na wszystko i nie wszystko zawsze pójdzie po naszej myśli.

Przemyśl, zaakceptuj i odpuść pełną kontrolę. Znajdź pozytyw w tej całej sytuacji, spróbuj znaleźć odpowiedź PO CO to się dzieje. I bądź szczęśliwa. Nawet w tych momentach, kiedy coś idzie na opak i nie po Twojej myśli. Wiem, że nie zawsze jest to łatwe ale warto chociaż spróbować.

Z miłością i powoli odzyskiwaną MOCą.

Już niebawem kolejny wyjazd dla kobiet. Sprawdź termin i zapisz się! https://www.crazywomengohealthy.pl/wydarzenia

 


50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #13 – Buduj poczucie własnej wartości oraz wzmacniaj samoocenę

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
28 września 2017
Silne kobiety, te kilka rzeczy robią inaczej
Fot. iStock / Izf
 

Patrzysz na innych i wydaje Ci się, że wszyscy wokół Ciebie są pewni siebie, mają wysokie poczucie własnej wartości  i mają łatwiej w życiu?

No to poznaj moją historię…

Jako nastolatka doświadczyłam przykrego zdarzenia, które wywarło ogromny wpływ na moje dalsze życie. Śmiejące się dzieciaki, wytykające Cię palcami za coś, co było totalną błahostką! A dzieci potrafią naprawdę dać w kość…

Smutek, wstyd, poczucie winy, złość, frustracja i totalna utrata pewności siebie,  do tego mocno nadszarpnięte zaufanie do ludzi…

To zdarzenie zakotwiczyło we mnie negatyw na długi czas. Nie potrafiłam sobie z nim poradzić, nie wiedziałam również, że mogę po prostu zgłosić się do kogoś o pomoc aby przerobić, to co miałam do przerobienia. W tamtych latach nie było takiej świadomości, że wsparcie psychologiczne jest niezbędne w niektórych przypadkach.  Samotność, poczucie zdrady, brak zaufanej osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Bo lęk był znacznie silniejszy…

Te negatywne emocje towarzyszyły mi przez wiele długich lat. Pomimo uśmiechu na twarzy i całej miłości do ludzi, w sercu dominowały ciemne barwy. W środku czułam się małą, niepewną dziewczynką, która nie zasługuje na szacunek czy miłość.

Przez zaniżoną samoocenę oraz brak pewności siebie nie podjęłam wielu wyzwań w swoim życiu, jak na przykład tego, że nigdy nie poszłam do szkoły aktorskiej, chociaż bardzo o tym marzyłam. Bałam się różnych wystąpień i prezentacji szkolnych. Bałam się wyrażać swoje zdanie na głos i często pozwalałam innym nie szanować moich wartości.

Szukałam przeróżnych sposobów, aby sobie pomóc…

Na początku wierzyłam, że długi wyjazd na koniec świata pomoże mi, odmieni moje życie i sprawi, że wrócę odmieniona… Odmieniona wróciłam ale bagaż emocjonalny powrócił razem ze mną.

Był okres, kiedy niskie poczucie własnej wartości skrywałam skrzętnie pod płaszczykiem  nadmiernej pewności siebie. Wydawało mi się, że jeśli będę KIMŚ – będę szczęśliwa. Tym KIMŚ – oznaczało dla mnie bycie najlepszą we wszystkim co robiłam, w późniejszym czasie sądziłam, że posiadanie wysokiego stanowiska w prestiżowej firmie, zarabianie dużych kwot pieniędzy, czy posiadanie super ciuchów i samochodu sprawi, że poczuję się dowartościowana.

Potem przyszły szalone imprezy, niekiedy uciekanie w używki  – bo to pomagało ukoić ból duszy. Pomagało na chwilę, bo już następnego dnia cała pewność siebie mijała i przychodził ból głowy… Powierzchowność, która była totalnie złudna… i zgubna… Ego szalało, a dusza nadal płakała…

W tamtym okresie najczęściej myślałam o sobie źle i całą przeszłość widziałam w negatywnych barwach. Często obwiniałam się za różne zdarzenia, słowa, błędy, które popełniłam. Nawykiem było „biczowanie się” czyli wrzucanie sobie jaka to jestem zła, okropna i beznadziejna.

Wydawało mi się, że już nic mi nie pomoże…

Dopóki nie zaczęłam chodzić na różnego rodzaju szkolenia rozwojowe, które zmusiły mnie do zajrzenia w głąb siebie. Do stawienia czoła swoim lękom, wstydowi i poczuciu winy. Trzem najbardziej destrukcyjnym stanom emocjonalnym, które przez lata próbowałam stłumić, zagłuszyć i wyprzeć.

Praca nad sobą była trudna i bolesna, często dosłownie wyłam i czułam się, jakby ktoś przeciągnął mnie tyłkiem po żwirze. Ale im bardziej bolało, tym większe zmiany się dokonywały we mnie. Tym lżej mi było na duszy. Tym większy ciężar schodził z moich barków. Tym bardziej wzrastała samoocena i poczucie własnej wartości. Tym bardziej stawałam się otwarta i odważna na życie. Tym lepiej radziłam sobie z krytyką i opinią ludzi. Tym więcej działań podejmowałam w swoim życiu. Tym więcej się uśmiechałam, nie tylko na twarzy ale również w sercu.

Dziś, mija wiele lat od momentu rozpoczęcia pracy nad sobą. Piszę ten tekst i czuję ogromną dumę, że te kilka, a może i już kilkanaście lat temu podjęłam walkę ze swoimi demonami, postanowiłam budować  poczucie własnej wartości i wzmacniać samoocenę.

Dzisiaj jestem MOCniejsza, świadoma swoich upodobań, talentów, mocnych stron. Wiem nad czym chcę pracować i co mogę jeszcze bardziej rozwijać w sobie. Mam odwagę żyć pełnią życia, podejmować własne decyzje, ryzyko i skakać na głęboką wodę. Myślę i mówię o sobie wyłącznie w dobrym tonie, natychmiast „ukręcam łeb” czarnym myślom. Czuję się pewniejsza siebie, co pomaga mi w każdym aspekcie mojego życia. Nie wstydzę się swojej przeszłości, ani nie analizuję jej rozkładając na czynniki pierwsze. Nie boję się także przyszłości, bo jestem spokojna w TU i TERAZ, wiedząc, że zawsze sobie poradzę. Nie mam oporów, aby głośno wyrażać swoje zdanie, mówić wprost kiedy coś mi nie pasuje, wybierać znajomych i rezygnować z tych, z którymi jest mi nie po drodze. Nauczyłam się wychodzić ze strefy komfortu oraz robić rzeczy, które były dla mnie trudne i nieosiągalne. Moja pewność siebie jest zrównoważona i nie czuję się ani gorsza, ani lepsza od nikogo, kogo spotykam na swojej drodze.

Nie wstydzę się również mówić otwarcie o tym, że kiedyś miałam niskie poczucie własnej wartości, bo jestem najlepszym przykładem na to, że można zbudować siebie na nowo. Co więcej, dzisiaj najbardziej uwielbiam pracować w tym temacie z innymi kobietami. Bo właśnie z tej ciężkiej pracy nad sobą, zrodziła się pasja, by pomagać innym ludziom, jako coach i trener.

Niech moja historia, pokrótce opisana tutaj, będzie dla Ciebie inspiracją do zmian.  Tym maleńkim bodźcem, który sprawi, że w Twoim sercu pojawi się choćby iskierka nadziei, że możesz zbudować swoje poczucie własnej wartości, podnieść samoocenę oraz czuć się pewniejsza siebie. Każdego dnia!

BO ZASŁUGUJESZ NA TO, tak samo jak ja!

Z miłością.

Ps. A jeśli chcesz podjąć pierwszy krok ku pracy nad budowaniem poczucia własnej wartości oraz samooceny – jedź z nami na wyjazd CRAZY WOMEN GO HEALTHY! Sprawdź szczegóły i zapisz się tutaj


50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #11 – Spędzaj czas z dziećmi!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
30 sierpnia 2017
Fot. iStock/pixdeluxe
Fot. iStock/pixdeluxe
 

Sobota. Ok. 70km od Warszawy. Ciepłe, sierpniowe przedpołudnie. Biegam właśnie po działce uciekając lub ganiając za moimi dziećmi. Stara, ale nadal aktualna zabawa w berka :-) Śmiechy, piski, wygłupy. Ufff trochę się zmachałam :-) Chwila odpoczynku i za chwilę gra w „nogę” z moim 5-cio latkiem. Mecz może trwać bez końca… Po chwili dołącza tatuś. Ja stoję na bramce. Całkiem dobrze bronię – chyba mam dobrego nauczyciela – mojego syna 😉 Kilka minut później gramy już wszyscy we czwórkę. Starsza córka trochę się denerwuje i zniechęca, bo nie może strzelić gola. Krzyczę, żeby się nie poddawała. Syn przybiega przybić ze mną „piątkę”. Strzelił kolejnego gola, a ja obroniłam naszą bramkę przed golem tatusia. Hehehe nie ma tak dobrze 😉

Wieczorem syn jedzie z tatą skuterem na boisko. Będą grali „poważny” mecz z miejscowymi chłopakami. Ja z 7-letnią córką idziemy na łąkę, pozrywać trochę ziół do suszenia (taaa, to moja nowa zajawka :-) Ta „zabawa” jest jednak bardziej moja niż jej i po kilku minutach słyszę: „mamoooo, wracajmy już. Nudno tu”. Na szczęście z odsieczą przychodzą dziadek i wujek i za chwilę wędrujemy we trójkę, słuchając przeróżnych opowieści dziadka. Kosztujemy jabłek z jabłonki, która rośnie na łące, szukamy jeżyn, które już uschły. Zbieramy kwiatki i zioła. Ale przede wszystkim jesteśmy razem.

Po powrocie budujemy zamek z klocków i gramy z babcią w Family EGO. Znowu się śmiejemy.

Po trzech godzinach grania wracają mąż i syn. Totalnie zmachani. Uradowani sportem i wspólnym „męskim” czasem.

Padamy wszyscy, przytuleni do siebie w jednym wielkim łóżku. Taaak, na wakacjach wszystko można :-)

Myślisz, że zawsze tak spędzam czas wolny z dziećmi?

Nie zawsze. Bo nie zawsze mam siłę aby biegać, skakać i ganiać się z nimi. Czasem, szczególnie wieczorami jestem tak zmęczona, że myślę, tylko o tym aby iść spać. Ale bez względu na wszystko, zawsze dbam o to, aby spędzić z dziećmi jakościowy czas. Nawet jeśli jest to zaledwie 30 min. Zawsze muszę i tu podkreślam to słowo – muszę znaleźć chwilę aby je przytulić, powiedzieć im , jak bardzo je kocham, szepnąć coś każdemu do ucha i dać buziaka na dzień dobry i dobranoc. Powygłupiać się, porozmawiać na poważne tematy (bo te zdarzają się już coraz częściej), poczytać książkę albo wspólnie obejrzeć ich ulubioną kreskówkę.

Wiem, jak ważny jest ten moment dla nich. Wiem jak wiele im to daje i jak bardzo tego potrzebują.

I potrzebuję tego również ja sama. Bo spędzając z nimi czas, mam poczucie dobrze wypełnionego obowiązku matki, który nie sprowadza się tylko do sprzątania, czy robienia kanapek do szkoły.

To czas budowania więzi, które zaowocują za kilka lat. Czas na bliskość, akceptację, uważność, emocje, szacunek i miłość. Czas pokazywania własnym przykładem wartości, które w domu są ważne. Które mogą posłużyć im za drogowskaz na drodze ich życia.

Czas spędzony z dziećmi jest ogromnie wartościowy również dla mnie samej. Bo przy nich inaczej patrzę na świat.

Uczę się ich sposobu postrzegania świata, przypominam sobie siebie z tamtego okresu, odkrywam na nowo swoje wewnętrzne dziecko. Podziwiam, jak pewne rzeczy przychodzą im z łatwością, jak inne z trudem, jak odmienni jesteśmy i jak bardzo musimy tę odmienność szanować. Bo każde z nich jest odrębną jednostką. Z innym temperamentem, wrażliwością i upodobaniami. Podobnie jak my – dorośli.

Uczę się od nich niezwracania uwagi na szczegóły, kreatywności i tej niesamowitej życiowej energii nie do zdarcia. Śmiechu wniebogłosy. Jednocześnie buduję w nich poczucie własnej wartości i pokazuję, jak życie jest piękne, niesamowite i nie zawsze takie kolorowe.

Każdego dnia uczymy się od siebie czegoś nowego. I uczymy się siebie nawzajem.

Macierzyństwo jest piękne i trudne. Nie każdy dzień jest kolorowy. Nie każdego dnia jesteśmy na wakacjach. Znam doskonale te trudne momenty, kiedy mam dość. Ale takich momentów jest niewiele – a kiedy się zdarzają – dbam bardzo o siebie i swój komfort psychiczny. Najchętniej spędzam wtedy czas w samotności lub robiąc coś tylko dla siebie.

U mnie w domu wszyscy już to rozumieją. Mama potrzebuje chwili dla siebie. Bo niby dlaczego miałabym nie mówić wprost o tym, czego potrzebuję? Właśnie dlatego, że dbam o równowagę – tak bardzo kocham spędzać czas z nimi. Nie czuję się urąbaną matką, która musi się poświęcać i zapomnieć o swoich potrzebach.

Każdy z nas ma swoje potrzeby i tak samo są one ważne. Tak samo musimy je szanować.

Czas spędzany z dziećmi – odmładza. Dosłownie. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio bawiłaś się w berka? Kiedy ostatnio udawałaś osła, małpę albo robiłaś głupie miny aby kogoś rozśmieszyć? Albo kiedy ostatnio lepiłaś coś z plasteliny? Jeśli teraz nie masz czasu dla swoich dzieci, to czy sądzisz, że one będą go miały dla Ciebie, jako nastolatki, jako osoby dorosłe?

Potraktuj ten czas, jako czas, który przyniesie piękne owoce w przyszłości Twojej rodziny. I zobacz sama, jak bardzo możesz być szczęśliwa dzięki temu.

Nie masz swoich dzieci? Postaraj się spędzić chwilę z dziećmi swojego rodzeństwa, przyjaciółki czy sąsiadki. I sprawdź, co wartościowego wniosą do Twojego życia. Bo gwarantuję Ci, że te chwile spędzone z nimi, będą wartościowe także dla Ciebie.

Z miłością.


 

Poznaj szczegóły 3-dniowego wyjazdu dla kobiet CRAZY WOMEN GO HEALTHY, 29.09 – 01.10  w przepięknej, magicznej Lipowej Dolinie k. Kazimierza Dolnego.

Zrób coś tylko dla siebie!

www.crazywomengohealthy.pl/wydarzenia