50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #10 – odżywiaj się zdrowo!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
25 sierpnia 2017
Fot. iStock/RossHelen
 

Zdrowe odżywianie staje się coraz popularniejsze. Wręcz pokuszę się o stwierdzenie, że wręcz modne. Wszędzie diety i obiecanki, że schudniesz i osiągniesz wymarzoną sylwetkę. A Ty kolejny raz mówisz sobie: „zacznę się odchudzać od poniedziałku”… „od poniedziałku ostra dieta”… i co? Kończy się tak samo. Efekt jojo. Zrzucone kilogramy wracają szybciej niż się ich pozbyłaś. Zawód. Frustracja. Dół. Albo przerywasz swoją dietę już po kilku dniach, bo nie dajesz rady wytrwać w postanowieniu…

Brzmi znajomo?

Oczywiście, bo większość kobiet tak ma.

Też to przechodziłam… zaczynam od poniedziałku. Zaczynam od jutra… Przechodzę na dietę… Zawsze tak samo się kończyło. .

Zdrowo nie zawsze znaczy to samo

Kilka lat temu, kiedy byłam w pierwszej ciąży „przypadkiem” trafiłam do wspaniałej kobiety – specjalistki od Ajurwedy, która wywróciła moje „zdrowe odżywianie” do góry nogami.

Kiedy zapytała mnie, co jem, moja odpowiedź była krótka – „no jem same zdrowe produkty”. Następnie, poprosiła abym dokładnie wymieniła wszystko, co jem i okazało się, że moje posiłki pozostają dalekie od zdrowych. Sporo nabiału, pieczywo, owoce, płatki muesli i wiele wiele innych, które nie służyły mojemu organizmowi.

Spożywałam bardo dużo ukrytego cukru, jadłam nieregularnie i szybko. Nie dostarczałam tego, czego organizm potrzebował.

To był zalążek zmian. Od tamtej pory bardzo wiele zmieniło się w moim sposobie odżywiania…

Kolejnym bodźcem ku zmianie były konsultacje z moją znajomą diet coachem. Już wtedy zwracała mi uwagę, na zbyt duże ilości cukru, ukrytego w pożywieniu, sokach oraz moich ulubionych owocach. A ja codziennie przygotowywałam kolorowe shake’i wypełnione różnorodnymi owocami. I zastanawiałam się, dlaczego waga rośnie zamiast spadać…

Przecież ja wiem lepiej!

Na początku ciężko było mi zaakceptować fakt, że powinnam zredukować ilość spożywanych owoców w ciągu dnia… ukochane maliny, truskawki, arbuzy, nektarynki…. Przecież na to czeka się cały okrągły rok! I ja mam z nich rezygnować!!!! Czułam się oszukiwana, bo przecież od dzieciństwa słyszałam o zaletach owoców i soków owocowych…. O tym, że są zdrowe. Owszem, zdrowe są ale spożywane z umiarem, a ja tego umiaru nie znałam.

No i samo słowo dieta, które wszędzie słyszałam! Nie znosiłam go szczerze. Kojarzyło mi się z ogromnymi wyrzeczeniami, ciągłym odmawianiem sobie czegoś, frustracją i efektem jojo i ponowną frustracją. Z siedzeniem w restauracji i „delektowaniem się” liściem sałaty i szklanką wody…

Rewolucja w głowie i na talerzu

Kiedy minął bunt i opadły skrajne emocje, przyszła akceptacja. Ok robię to wyłącznie dla siebie. Naprawdę chcę coś zmienić w swoim sposobie odżywiania. Chcę być zdrowa, czuć się dobrze ze swoim ciałem. Chcę mieć więcej energii, bo jej najczęściej mi brakowało.

Krok 1 Zmiana myślenia

Przede wszystkich zmieniłam myślenie. Wyrzuciłam z głowy słowo „dieta”. Po pierwsze dlatego, że słowo „dieta” kłóciło się z moją kluczową wartością wolność/niezależność. W trakcie każdej diety czułam się uwiązana do posiłków, które mi nie smakowały. Jedzenie nie sprawiało mi przyjemności.

A przecież pożywienie jest pokarmem dla naszego ciała i duszy. Powinno również zadowalać nasze podniebienie. Chcąc nie chcąc jest dla nas przyjemnością.

Kiedy więc, wyrzuciłam już na dobre słowo dieta ze swojego słownika, musiałam je czymś zastąpić. Najlepiej przemawiało do mnie zdrowe odżywianie. No ale przecież odżywiałam się „zdrowo”.

Krok 2 – Gruntowny research

Zaczęłam szperać w internecie informacji na temat prawidłowego odżywiania, konsultowałam się również z moją znajomą dietetyczką. Zależało mi bardzo aby zmienić sposób odżywiania i wyeliminować złe nawyki. Dużo czytałam o glutenie, mięsie, słodyczach, owocach, sokach i alkoholu.

Krok 3 – Jestem królikiem doświadczalnym

Mam taką przypadłość, że zawsze muszę wypróbować coś na sobie, aby uwierzyć, że coś działa.

Tak więc, stałam się swoim własnym królikiem, na którym zaczęłam przeprowadzać eksperymenty metodą prób i błędów.

Na trzy miesiące odstawiłam zupełnie gluten i już po zaledwie kilku tygodniach okazało się, że rezultaty są widoczne gołym okiem. Więcej energii, płaski brzuch, brak problemów z wypróżnianiem, piękna cera i zdecydowanie mniejszy cellulit. Waga spadała jak głupia. Nie miałam łaknienia na słodycze i słone przekąski.

Po trzech miesiącach cieszenia się piękną sylwetką i namacalnym zdrowiem – pozwoliłam sobie na kanapkę z białej, mięciutkiej i cieplutkiej bułeczki. Jedna bułeczka mi nie zaszkodzi. Potem była druga, trzecia, czwarta…. różnego rodzaju makarony, których byłam fanką i nim się spostrzegłam jadłam już wszystko po staremu. Czułam się spuchnięta, wiecznie zmęczona, wkurzona i co chwila potrzebowałam czegoś słodkiego, aby szybko podnieść sobie poziom cukru we krwi. Im szybciej wzrastał, tym szybciej spadał , a ja ponownie czułam się senna i wk…..na! W dodatku wzdęty brzuch i zaniedbała cera, nie sprawiały, że czułam się lepiej.

Wniosek – nie mogę zupełnie odstawić pieczywa i makaronów, bo później rzucam się na nie jak głupia.

Tak samo było z mięsem. Przez ponad 3 miesiące nie jadłam również mięsa. Samopoczucie super, lekka, świetne trawienie. Po powrocie do mięsnych posiłków „żarłam” nawet parówki!

Wniosek – Mój organizm też potrzebuje mięsa.

Te doświadczenia, choć radykalne i drastyczne sprawiły, że bardzo poznałam swój organizm.

Nauczyłam się rozpoznawać jego potrzeby, a także dowiedziałam się, które pokarmy mi służą, a które nie. Od których łatwo się uzależniam, a które z powodzeniem mogę odstawić.

Właściwa droga

Moje zdrowe odżywianie polega dzisiaj na tym, że jem zbilansowane posiłki, w których królują warzywa, kasze, ryby, owoce morza, mięso (1-2 x w tygodniu), pieczywo własnej roboty z mąki bezglutenowej (bo ta ewidentnie mi nie służy), 2 porcje owoców do określonej godziny oraz soki w proporcji 3/1 (warzywa/owoce). Dużo kiszonek, naturalnych, nieprzetworzonych produktów, najlepiej z ogródka babci lub z dobrych bazarków.

Przestałam jeść gotowe muesli, nabiał, pić kawę z mlekiem krowim oraz kupne soki.

Zrozumiałam, że zdrowe odżywianie to spożywanie regularnych, niewielkich posiłków o możliwie stałej porze, nie jedzenie na noc oraz myślenie o tym, co wrzucam do swojego żołądka.

Zaczęłam częściej gotować sama, szukać inspiracji i wymyślać swoje przepisy.

Im lepiej się odżywiam, tym lepiej się czuję, tym więcej mam energii, ładniejszą cerę i piękniejsze ciało. Jedzenie jest dla mnie paliwem na cały dzień, odżywia wszystkie moje komórki i sprawia, że mam dobrą odporność.

A co najważniejsze – nie muszę się odchudzać od żadnego poniedziałku!

Moje nowe nawyki stały się także nawykami moich dzieci i męża. Wszyscy nauczyliśmy się nowych smaków i uczymy się ich cały. Co więcej, moja 7-letnia córka często pyta mnie – „mamo, a czy to jest zdrowe?” chcąc dowiedzieć, czy coś jest dla nas dobre, czy nie.

Drobne grzeszki

Jestem tylko człowiekiem i skłamałabym, że jem tylko super zdrowo i nie zdarza mi się popełnić żywieniowych grzeszków. Zdarza mi się, zboczyć z mojej drogi i zjeść coś słodkiego (zawsze miałam słabość do słodyczy), wypić alkohol i zjeść pizzę czy zapiekankę.

Nie biczuję się za to i też nie zakazuję moim dzieciom próbowania różnych smaków. Nawet tych, których normalnie na co dzień nie spożywamy. Znam granicę i wiem, kiedy nadmiar czegoś może sprawić, że stare nawyki żywieniowe powrócą i jak trudno jest znowu wrócić na właściwą ścieżkę. Tego też uczę swoje dzieci. Konsekwencji z naszych wyborów. Także żywieniowych.

Po takim małym odstępstwie, szybko wracam na właściwe tory.

Bo wiem doskonale, jaką ważną wartość dla siebie realizuję poprzez właściwe odżywianie – ZDROWIE, które mamy tylko jedno.

Dziś zdrowe odżywianie to mój styl życia, które przekłada się na moje poczucie szczęścia.

Zachęcam więc Ciebie abyś przyjrzała się temu, co i jak spożywasz i czy aby na pewno, jesz zdrowo.

Z miłością!

P.S. A jeśli chcesz dokładnie poznać moją historię rewolucji na talerzu oraz dowiedzieć się, jak jeść zdrowo i smacznie, a przy tym przekonać swoją rodzinę do zmiany sposobu odżywiania, to bądź z nami na wyjeździe dla kobiet CRAZY WOMEN GO HEALTHY 29.09 – 1.10. W holistyczny sposób zadbamy o CIAŁO, UMYSŁ I DUSZĘ.

Poznaj szczegóły i zapisz się już dziś! Do 4 września niższe ceny!

https://www.crazywomengohealthy.pl/wydarzenia

 


50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #11 – Spędzaj czas z dziećmi!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
30 sierpnia 2017
Fot. iStock/pixdeluxe
 

Sobota. Ok. 70km od Warszawy. Ciepłe, sierpniowe przedpołudnie. Biegam właśnie po działce uciekając lub ganiając za moimi dziećmi. Stara, ale nadal aktualna zabawa w berka 🙂 Śmiechy, piski, wygłupy. Ufff trochę się zmachałam 🙂 Chwila odpoczynku i za chwilę gra w „nogę” z moim 5-cio latkiem. Mecz może trwać bez końca… Po chwili dołącza tatuś. Ja stoję na bramce. Całkiem dobrze bronię – chyba mam dobrego nauczyciela – mojego syna 😉 Kilka minut później gramy już wszyscy we czwórkę. Starsza córka trochę się denerwuje i zniechęca, bo nie może strzelić gola. Krzyczę, żeby się nie poddawała. Syn przybiega przybić ze mną „piątkę”. Strzelił kolejnego gola, a ja obroniłam naszą bramkę przed golem tatusia. Hehehe nie ma tak dobrze 😉

Wieczorem syn jedzie z tatą skuterem na boisko. Będą grali „poważny” mecz z miejscowymi chłopakami. Ja z 7-letnią córką idziemy na łąkę, pozrywać trochę ziół do suszenia (taaa, to moja nowa zajawka 🙂 Ta „zabawa” jest jednak bardziej moja niż jej i po kilku minutach słyszę: „mamoooo, wracajmy już. Nudno tu”. Na szczęście z odsieczą przychodzą dziadek i wujek i za chwilę wędrujemy we trójkę, słuchając przeróżnych opowieści dziadka. Kosztujemy jabłek z jabłonki, która rośnie na łące, szukamy jeżyn, które już uschły. Zbieramy kwiatki i zioła. Ale przede wszystkim jesteśmy razem.

Po powrocie budujemy zamek z klocków i gramy z babcią w Family EGO. Znowu się śmiejemy.

Po trzech godzinach grania wracają mąż i syn. Totalnie zmachani. Uradowani sportem i wspólnym „męskim” czasem.

Padamy wszyscy, przytuleni do siebie w jednym wielkim łóżku. Taaak, na wakacjach wszystko można 🙂

Myślisz, że zawsze tak spędzam czas wolny z dziećmi?

Nie zawsze. Bo nie zawsze mam siłę aby biegać, skakać i ganiać się z nimi. Czasem, szczególnie wieczorami jestem tak zmęczona, że myślę, tylko o tym aby iść spać. Ale bez względu na wszystko, zawsze dbam o to, aby spędzić z dziećmi jakościowy czas. Nawet jeśli jest to zaledwie 30 min. Zawsze muszę i tu podkreślam to słowo – muszę znaleźć chwilę aby je przytulić, powiedzieć im , jak bardzo je kocham, szepnąć coś każdemu do ucha i dać buziaka na dzień dobry i dobranoc. Powygłupiać się, porozmawiać na poważne tematy (bo te zdarzają się już coraz częściej), poczytać książkę albo wspólnie obejrzeć ich ulubioną kreskówkę.

Wiem, jak ważny jest ten moment dla nich. Wiem jak wiele im to daje i jak bardzo tego potrzebują.

I potrzebuję tego również ja sama. Bo spędzając z nimi czas, mam poczucie dobrze wypełnionego obowiązku matki, który nie sprowadza się tylko do sprzątania, czy robienia kanapek do szkoły.

To czas budowania więzi, które zaowocują za kilka lat. Czas na bliskość, akceptację, uważność, emocje, szacunek i miłość. Czas pokazywania własnym przykładem wartości, które w domu są ważne. Które mogą posłużyć im za drogowskaz na drodze ich życia.

Czas spędzony z dziećmi jest ogromnie wartościowy również dla mnie samej. Bo przy nich inaczej patrzę na świat.

Uczę się ich sposobu postrzegania świata, przypominam sobie siebie z tamtego okresu, odkrywam na nowo swoje wewnętrzne dziecko. Podziwiam, jak pewne rzeczy przychodzą im z łatwością, jak inne z trudem, jak odmienni jesteśmy i jak bardzo musimy tę odmienność szanować. Bo każde z nich jest odrębną jednostką. Z innym temperamentem, wrażliwością i upodobaniami. Podobnie jak my – dorośli.

Uczę się od nich niezwracania uwagi na szczegóły, kreatywności i tej niesamowitej życiowej energii nie do zdarcia. Śmiechu wniebogłosy. Jednocześnie buduję w nich poczucie własnej wartości i pokazuję, jak życie jest piękne, niesamowite i nie zawsze takie kolorowe.

Każdego dnia uczymy się od siebie czegoś nowego. I uczymy się siebie nawzajem.

Macierzyństwo jest piękne i trudne. Nie każdy dzień jest kolorowy. Nie każdego dnia jesteśmy na wakacjach. Znam doskonale te trudne momenty, kiedy mam dość. Ale takich momentów jest niewiele – a kiedy się zdarzają – dbam bardzo o siebie i swój komfort psychiczny. Najchętniej spędzam wtedy czas w samotności lub robiąc coś tylko dla siebie.

U mnie w domu wszyscy już to rozumieją. Mama potrzebuje chwili dla siebie. Bo niby dlaczego miałabym nie mówić wprost o tym, czego potrzebuję? Właśnie dlatego, że dbam o równowagę – tak bardzo kocham spędzać czas z nimi. Nie czuję się urąbaną matką, która musi się poświęcać i zapomnieć o swoich potrzebach.

Każdy z nas ma swoje potrzeby i tak samo są one ważne. Tak samo musimy je szanować.

Czas spędzany z dziećmi – odmładza. Dosłownie. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio bawiłaś się w berka? Kiedy ostatnio udawałaś osła, małpę albo robiłaś głupie miny aby kogoś rozśmieszyć? Albo kiedy ostatnio lepiłaś coś z plasteliny? Jeśli teraz nie masz czasu dla swoich dzieci, to czy sądzisz, że one będą go miały dla Ciebie, jako nastolatki, jako osoby dorosłe?

Potraktuj ten czas, jako czas, który przyniesie piękne owoce w przyszłości Twojej rodziny. I zobacz sama, jak bardzo możesz być szczęśliwa dzięki temu.

Nie masz swoich dzieci? Postaraj się spędzić chwilę z dziećmi swojego rodzeństwa, przyjaciółki czy sąsiadki. I sprawdź, co wartościowego wniosą do Twojego życia. Bo gwarantuję Ci, że te chwile spędzone z nimi, będą wartościowe także dla Ciebie.

Z miłością.


 

Poznaj szczegóły 3-dniowego wyjazdu dla kobiet CRAZY WOMEN GO HEALTHY, 29.09 – 01.10  w przepięknej, magicznej Lipowej Dolinie k. Kazimierza Dolnego.

Zrób coś tylko dla siebie!

www.crazywomengohealthy.pl/wydarzenia


50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #9 – odpoczywaj

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
2 sierpnia 2017
Fot. iStock / pixdeluxe

Życie w mieście siłą rzeczy wymusza na nas życie w pędzie. Każdego dnia, już od bladego świtu zasuwamy niczym robociki.  Rozwozimy dzieci, załatwiamy multum spraw biznesowych i prywatnych. Biegamy, stoimy w korkach, w sklepowych kolejkach. Pracujemy, często znacznie dłużej niż powinniśmy. I w pewnym momencie opadamy z sił. Paliwo, które nas napędza zaczyna się kończyć. Spada nasza motywacja, koncentracja, nastrój, kreatywne myślenie. Zmęczony człowiek jest do niczego. Diametralnie spada jego efektywność. A co więcej, przez zmęczenie zaczyna robić się mało przyjemny dla otoczenia…

U mnie jest tak, że nic mi się nie chce. I nie chce mi się chcieć. Spada moja motywacja, znacznie częściej pojawiają się czarne myśli typu: nie dam rady, to bez sensu… zaczynam odczuwać smutek. Unikam ludzi i wycofuję się z życia towarzyskiego bo wszystko mnie drażni i nie chcę nikogo zranić przez swój gorszy stan ducha.

Ciało jest obolałe i nie pomaga mi żadna aktywność fizyczna. Często dochodzi jeszcze silny ból pleców – bo to właśnie tam kumuluje się cały stres.

Moje kreatywne myślenie jest całkowicie zablokowane. Zero nowych pomysłów, zero nowych rozwiązań.

Kiedy zaczynam zauważać takie symptomy u siebie, wiem że potrzebuję odpocząć. Moje ciało mówi: STOP! ZATRZYMAJ SIĘ I ODPOCZNIJ!

Ale w takim przypadku spokojny weekend już nie wystarczy. Bo przemęczyłam umysł i ciało. I bardzo nie lubię tego stanu…

Chociaż staram się żyć świadomie w stylu slow, czasami okoliczności zewnętrzne wymuszają na mnie przejście w tryb turbo fast mode. Milion spraw do ogarnięcia na wczoraj. Pewnie znasz to również. Po prostu zbyt łapczywie biorę na siebie zbyt wiele, żeby udowodnić sobie, że dam radę… i zawsze kończy się tak samo… zmęczeniem materiału.

URLOP NA ŻĄDANIE 

Co robić w takim przypadku?

Mówiąc (pisząc) kolokwialnie – weź się i wyjedź. Jak najdalej i jak najdłużej.

W miejsce, w którym zresetujesz zarówno ciało, jak i umysł. Naładujesz baterie i nabierzesz nowej energii oraz sił do codziennych działań.

Być może zmodyfikujesz nawet swój plan działania…

Ponoć człowiek wypoczywa najlepiej na trzy-tygodniowym urlopie. W pierwszym tygodniu adaptuje się do nowym warunków myśląc jeszcze czego nie zdążył zrobić przez wyjazdem, w drugim przestaje myśleć o pracy, w trzecim jest już na tyle zresetowany, że pod koniec już chce wrócić do domu i swoich codziennych obowiązków.

Wspaniała sprawa! Sprawdziłam dwukrotnie na własnej skórze i to naprawdę działa! Chociaż dla osób, które pracują w korpo może być to nieosiągalne, to dobre będę i dwa tygodnie lub nawet tydzień. Zawsze to już coś.

Dla mnie takim miejscem, w którym odpoczywam na całego są ciepłe kraje. Kocham słońce w połączeniu z plażą i morzem. Szum fal koi mój zmęczony umysł i uspokaja duszę. Słońce regeneruje ciało. Wytwarza się duża dawka witaminy D – odpowiedzialna między innymi za wytwarzanie się hormonów szczęścia.

Do tego solidna dawka ruchu: pływanie, bieganie, Aqua aerobik, siłownia, spacery oraz aktywności które są dostępne w zależności od miejsca, w którym mogę być.

Wygrzewanie się na słońcu w połączeniu z aktywnością fizyczną, odpowiednia dawna snu, zdrowe lekkie odżywianie, całkowite wrzucenie na luz, a do tego towarzystwo moich najbliższych to gwarancja porządnego resetu.

Polecam!

Nie możesz sobie pozwolić na dłuższe wakacje lub na daleki wyjazd?

Znajdź takie miejsce, które jest dostępne dla Ciebie, gdzie bez stresu, gonitwy będziesz mogła włączyć tryb slow i choć przez chwilę uporządkować swoje myśli, rozluźnić ciało i naładować baterie.

Bo każdy człowiek potrzebuje od czasu do czasu porządnie odpocząć.

Z miłością.

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet www.crazywomengohealthy.pl i zadbaj o swoje ciało, umysł i ducha.