5 sposobów, które sprawią, że przestaniesz porównywać się z innymi

Redakcja
Redakcja
6 marca 2017
Fot. iStock / lzf
 

Porównywanie się do innych bywa zgubną praktyką. Dążąc do osiągnięcia własnych celów mimowolnie zerkamy na tych, którzy podążali w podobnym kierunku lub dawno już dostali, czego chcieli i mierzą wyżej. Takie porównywanie może w wielu przypadkach być niezłym motywatorem.

Bo skoro nam się wydaje, że nie ma szans, by coś się udało, a koleżance z pracy poszło to całkiem sprawnie i nam załącza się chęć do dorównania. Dzięki temu, zamiast skazywać sprawę na klęskę, zbieramy siły i raz jeszcze podejmujemy wyzwanie. Satysfakcja wtedy jest podwójna.

Jednak, gdy zbyt często przyglądamy się innym, porównujemy wygląd, osiągnięcia w pracy czy wielkość domu, odbija się to negatywnie na samopoczuciu. Zamiast iść własnym torem, stajemy w cieniu innych, czując się bezwartościowymi, mniej sprytnymi a może nawet przegranymi. Odpuszczamy wysiłek albo działamy sfrustrowani, szczególnie jeśli od dzieciństwa byliśmy porównywani przez rodziców czy nauczycieli do rodzeństwa lub koleżanek.

Przestań porównywać się do innych dzięki tym metodom:

Nie wszystko stracone. Nie musisz czuć się gorsza i spoglądać z rezygnacją i zazdrością na ręce innym. Istnieją sposoby, które w prosty sposób wyzwolą cię z pętli porównywania i prób dorównywania innym.

1. Zmień kierunek myśli

Nie koncentruj się na innych, ale na sobie. Zadaj sobie pytanie, co daje ci ciągłe porównywanie do innych, poza złym samopoczuciem. Gdy zauważysz bezsens takiego zadręczania się, przestaniesz sama sobie podcinać skrzydła. Rezygnując z porównywania się do innych, zauważysz siebie. Zmień kierunek swoich myśli, skup się na tym, co sprawia, że ​​czujesz się dobrze, z czego jesteś dumna. Nie każdy może pochwalić się tym samym osiągnięciem, więc nigdy nie powinnaś czuć się gorsza. Mamy różne możliwości i w inny sposób możemy je wykorzystać najlepiej dla nas samych.

2. Oderwij się od mediów społecznościowych 

Mimo że trudno jest obecnie funkcjonować bez uczestnictwa w wirtualnym świecie, lepiej ograniczyć obecność w mediach społecznościowych. Gdy widzisz u znajomych zdjęcia, a na nich wakacje w ciepłych krajach, ciuchy z metkami czy dom „na wypasie”, coś ściska cię w dołku, bo ty wakacje spędzasz na działce i mieszkasz w M2 na osiedlu z wielkiej płyty. To sprawia, że czujesz się gorzej, nie mogąc się czymś więcej pochwalić. A przecież w dużej mierze, to co widzisz, to w większości świat kreowany na potrzeby zaimponowania innym, być może w pożyczonym aucie, biżuterii. Napisać o sobie można wszystko, a rzeczywistość bywa mało różowa. Nie wiesz, co dzieje się w realu, za zamkniętymi drzwiami. Może akurat nie ma czego zazdrościć? Pamiętaj, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal…

3. Wypunktuj swoje mocne strony

Powiedz to głośno, spisz na kartce i zawieś tam, gdzie zawsze będziesz miała ją na oku. To doskonały pretekst do budowania własnej wartości. Wiedząc ile jesteś warta, nie będziesz marnowała czasu i energii na porównania do innych. Zamiast się dołować i wytykać sobie niedociągnięcia, nakręć się na pozytywy, a w głowie szybko powstanie nowy obraz ciebie i nowe, lepsze możliwości. Wszystko dzieje się w twojej głowie.

4. Odrzuć poczucie zagrożenia

Jeśli lubisz patrzeć na innych i za każdym razem powtarzasz sobie, że on/ona ma/potrafi coś wyjątkowego, a ty nie, od razu dopada cię zły humor. Pamiętaj o tym, że ludzie różnią się od siebie, posiadając odmienne predyspozycje. Doceń swoją indywidualność i ucz się od innych, którzy wyróżniają się w innych dziedzinach życia niż ty. Uwierz, że inni również z ciebie mogą brać przykład. Bądź lepszą wersją samej siebie.

5. Odrzuć myśl, że tam, gdzie cię nie ma, jest zdecydowanie fajniej

Tylko z początku może ci się wydawać, że każdy ma lepiej niż ty. Ale tak jak w powiedzeniu „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, fajnie jest, dopóki się nie przekonasz, że ktoś może mieć, tak samo, jak ty, albo nawet gorzej. Wtedy czar pryska i nikt nie marzy, by wchodzić w buty innego człowieka. Warto docenić własne życie i zamiast porównywać się wciąż do innych, iść własnym tempem, obraną przez siebie ścieżką. Bądź wdzięczna za to, co masz, to oszczędzi ci rozczarowań.


źródło: www.powerofpositivity.com, coach4u.pl

🐈 Weź udział w krótkiej sondzie🐶


Nie chcę goździka. Nie chcę kolacji. Chcę, by traktowano mnie jak człowieka z prawem wyboru, a nie jak słabszą, głupszą płeć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 marca 2017
Fot; iStock/asiseeit
 

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy nadal myślą, że przysłowiowy goździk na Dzień Kobiet nam wystarczy, że zachwycimy się, westchniemy i wrócimy do robienia obiadu. Jak to na prawdziwą kobietę w ich oczach przystało.

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy pogardzają kobietami i nie obawiają się robić tego publicznie. Zasłaniają się klauzulą sumienia, przygotowują przepisy tylko po to, by im było wygodnie, a kobietom zdecydowanie mniej. Mówią otwarcie, że jesteśmy słabsze, mniejsze i głupsze, więc nie możemy chcieć więcej, a nawet tyle samo, co mają mężczyźni.

Przeraża mnie fakt, że są mężczyźni, którzy zajmują publiczne stanowiska, a biją swoje żony, traktują je jak rzecz nabytą, która nie ma nic w domu do powiedzenia, bo w końcu to on jest głową rodziny. On decyduje, on wie najlepiej, a ona ma siedzieć cicho i o 16:15 podać mu obiad ciepły, kiedy wraca z pracy.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni chcą odebrać kobietom prawo o samostanowieniu. Ale chyba jeszcze bardziej przeraża mnie poparcie, które zyskują wśród kobiet w rządzie. Jakby te kobiety nie widziały, że one tam są nie dzięki mężczyznom, ale dzięki kobietom, które dla nich te prawa wywalczyły!

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni mogą myśleć o sobie dobrze, w bezkarny sposób. Dla nich krótka spódniczka, drink przy barze jest zachętą do seksu, a przecież nawet gdy ona nie chce, to pewnie i tak chce, tylko tak się droczy. „Kto ci uwierzy” – ewentualnie powiedzą na koniec, wiedząc, że prawo i tak stoi po ich stronie, bo ofiara nie ma prawa głosu i nie ma co liczyć na sprawiedliwy wyrok dla swojego oprawcy.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni czują się silni naszą słabością. Odbiera się nam prawo do pomocy. Zamyka linię telefoniczną, gdzie o pomoc zwracały się setki, jeśli nie tysiące kobiet. Odmawia się finansowania instytucji, które pomagały kobietom wyrwać się się z przemocowych związków, dawały nadzieję na lepsze życie dla nich i ich dzieci.

Przeraża mnie fakt, że mężczyźni nie chcą brać odpowiedzialności za swoje decyzje. Państwo w ich stronę robi wielki ukłon dając możliwość migania się od płacenia alimentów. Kobietom odbiera ogólnodostępność „pigułki po”, ale mężczyznom pozwala do woli korzystać ze środków na pobudzenie potencji.

Przeraża mnie, że mężczyzna kojarzony przez kobiety z porodowym katem staje na czele prac dotyczących standardów okołoporodowych. Jak się okazuje te – wprowadzone w życie – okazały się dla mężczyzn mało wygodne. A raczej zbyt dobre dla kobiet. Bo te przepisy zmuszały mężczyzn do szanowania kobiety, do zwrócenia na nią uwagi, a nie odhaczenia, jako kolejnej rodzącej.

Przeraża mnie, że tej kobiecie, która chce mieć dziecko – ogranicza się dostęp do badań prenatalnych, że obcina się środki mające pomóc przeżyć urodzonemu w ciężkim stanie dziecku, wyleczyć je. Rząd chwali się 500 plus, ale nie mówi o obcięciu 5 tysięcy złotych na ratowanie życia noworodka – tyle mniej szpitale muszą wydawać na procedurę neonatologiczną.

Przeraża mnie, że o naszej seksualności, mówić będą ci, którym słowo seks nie przechodzi przez gardło, którzy publicznie głoszą nie poparte naukowo bzdury, jak choćby ta mówiąca, że antykoncepcja prowadzi do prostytucji.

Więc wybaczcie – nie chcę żadnego kwiatka, romantycznej kolacji, poczucia się ważną przez pięć minut w Dniu Kobiet. Chcę być ważna dla siebie i dla innych przez cały czas. Chcę, by szanowano mnie i moja prawa i moje potrzeby,

Chcę by traktowano mnie jak człowieka, a nie jako jedną z płci i to w dodatku te słabszą i gorszą, która nie wiedzieć dlaczego, zdaniem niektórych zasługuje na mniej.

Chcę mieć prawo do decydowania o swoim życiu, by nikt się do nie nie wtrącał, nie próbował nim kierować narzucać mi swoje poglądy i wartości. Bo ja mam pełne prawo do swoich własnych priorytetów, emocji i opinii!

Chcę, by traktowano mnie z szacunkiem, kiedy jestem chora, kiedy rodzę dziecko, kiedy oczekuję od państwa pomocy. Od państwa, które wszystkich obywateli powinno traktować na równi, a nie dzieli na lepszych, gorszych, na świat męski i żeński. Po pierwsze – jestem człowiekiem, jak każdy z nas!

I oczekuję. Oczekuję, że wszystkie razem będziemy mówić jednym głosem. Że każda z nas dostrzeże, gdzie kobietę chce się zepchnąć…

Oczekuję, że każda z nas wie, jakie ma prawa, wie, czego chce i na co godzić nigdy się nie powinna.

W radiowej Trójce właśnie toczy się dyskusja, czy w Polsce kobiety są dyskryminowane. „Kobiety nie są dyskryminowane, bo jak się wejdzie do pierwszego lepszego biura, to jest tam 90% kobiet czysto i ładnie ubranych, gdzie ta dyskryminacja?”. Tak myślą o nas mężczyźni… Tak nie boją się publicznie wyrażać swojego zdania na nasz temat. „Kobiety lubią być uwielbiane, lubią spokój, więc może dlatego nie chcą zasiadać na wysokich stanowiskach” – słyszę…

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy wziąć udział w Strajku Kobiet 8-ego marca… Niech to pozostanie za komentarz, za goździka.. Nie łudźmy się, że jeśli same o siebie nie zadbamy, zrobią to za nas mężczyźni. Nie ma szans. A jeśli nie chcecie myśleć o was, pomyślcie o waszych córkach… POPIERAM STRAJK KOBIET.


Zdarza ci się pokłócić z partnerem? To świetnie, rozstanie wam nie grozi

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 marca 2017
Fot. istock/Anetlanda

Błędy w komunikacji lub brak komunikacji w związku są dla relacji „zabójcze”. Nie wiadomo, dlaczego uważamy, że lepiej coś przemilczeć niż się solidnie pokłócić. Uciekamy przed kłótnią, unikamy szczerych emocji i powiedzenia, a nawet (jeśli towarzyszą tej sytuacji duże emocje) wykrzyczenia sobie wprost tego, z czym się nie zgadzamy. Jasne, na wszystko jest odpowiednie miejsce i czas, nie trzeba robić sobie awantur przy dzieciach, czy w towarzystwie znajomych. Ale kłótnia oznacza, że przynajmniej próbujemy się ze sobą komunikować, podczas gdy milczenie jest rezygnacją z komunikacji. Zdarza ci się pokłócić z partnerem? To świetnie…

Milczenie jest destrukcyjne

Na pewno znacie pary, o których wiecie, że kłócą się regularnie i głośno, a mimo to łączy ich głęboka i szczęśliwa relacja. Ale znacie też milczące, wiecznie obrażone na siebie małżeństwa, których towarzystwo jest dla wszystkich męczące i nieznośne. Ich rany i żale pozostają głęboko ukryte, a brak szczerej komunikacji powoli niszczy intymność i emocjonalne bezpieczeństwo ich związku. Badania wykazują, że 80% rozwodów jest spowodowane rosnącym w partnerach poczuciem oddalania się od siebie i zanikaniem poczucia bliskości, gdy jedna ze stron czuje się niekochana i niedoceniona.

A jeśli już zaczynamy się od siebie oddalać, przestajemy się rozumieć, zbyt często akceptujemy taki stan rzeczy. Jedno z nas (lub oboje) decyduje, że „to wystarczy” i, że nie warto wkładać wysiłku w to, aby spróbować poprawić sytuację. Często nawet nie wiemy, jak mielibyśmy ją naprawić. Cisza trwa.

Z biegiem czasu to oddalenie, choć nie zwerbalizowane, staje się bolesne. Jest to wewnętrzne doświadczenie, którym nigdy nie dzielimy się ze swoim partnerem. W rezultacie obie strony czują się samotnie, nawet wtedy, gdy są razem.

Kochające, zdrowe małżeństwo jest wynikiem trwającego dialogu. Rozmów nie tylko o tym, co nas łączy, a co nam przeszkadza, ale także wspólnego świętowania sukcesów. A czasem również szczerej, porządnej kłótni.


Na podstawie: www.gottman.com

 


Zobacz także

„Kiedy krzyczysz, że nie możesz się dodzwonić, pomyśl, że właśnie rejestruję innego pacjenta”. Rzeczywistość pielęgniarki

Nie przegap okazji! SENS życia

French Touch powraca do Polski!