5 rad terapeuty, które okazują się naprawdę pomocne w życiu. „To” nie dzieje się teraz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 lutego 2017
5 rad terapeuty które okazują się naprawdę pomocne w życiu
Fot. iStock/lolostock
 

Kiedy decydujesz się na pomoc specjalisty, zdarza się, że zaczynasz terapię z błędnym założeniem: on/ona rozwiąże moje problemy. A jednak spotkanie z terapeutą to tylko kolejna szansa na to, żebyś ty sam naprawił swoje życie. Jeśli będzie to odpowiednia osoba, słowa, które między wami padną, zapamiętasz na zawsze i nigdy nie nazwiesz ich „banalnymi”.  Może nawet czasem, uratują ci one skórę.

 5 wskazówek terapeuty, które okażą się naprawdę pomocne, w życiu

1. „To” nie dzieje się teraz

Cokolwiek wydarzyło się w twojej przeszłości, nie może „rządzić” twoim obecnym życiem. Pora zakończyć rozdziały, które już dawno powinny byś zamknięte. Pełna świadomość, umiejętność rozróżnienia tego, co się już wydarzyło i na co nie mamy wpływu od tego, co jest naszym „tu i teraz” daje wyzwolenie.

2. Jesteś w porządku, taki jaki jesteś

To nie oznacza „nie pracuj nad swoimi słabościami”, ale – zaakceptuj fakt, że one są, że taki jesteś. Nie piętnuj się za to całe życie, tylko działaj.

3. Jeśli czujesz się źle psychicznie, to nie dzieje się bez powodu

Niezależnie od tego, co mówią osoby z twojego otoczenia, twoje poczucie emocjonalnego dyskomfortu świadczy o jakiś nieprawidłowościach, nie można tego lekceważyć.

4. To co czujesz i myślisz, ma znaczenie

Zdanie „każdy człowiek jest ważny” nie przewiduje wyjątków. Twoje odczucia, opinie, przemyślenia są tak samo ważne, jak odczucia i myśli twojego partnera, dziecka, rodzica. Zasługujesz na szacunek i na to, by cię wysłuchano.

5. Zawsze masz wybór

Nawet wtedy, kiedy wydaje ci się, że spadasz na samo dno, możesz zdecydować się przezwyciężyć wstyd i poprosić o pomoc. To tylko przez chwilę jest niekomfortowe. Potem przychodzi ulga.


Misja spełnienie. Dlaczego dziś kochamy nasze dzieci „za bardzo”?

Karolina Krause
Karolina Krause
9 lutego 2017
Fot. iStock / South_agency
 

Zajęcia z robotyki, kółko teatralne, lekcje gry na fortepianie, taniec, konie, dodatkowe zajęcia z kosza, no i koniecznie lekcje drugiego języka. Bo przecież języki tak bardzo przydają się w życiu. Lista zajęć dodatkowych, którymi wypełniamy dziś naszym dzieciom czas wolny zdaje się nie mieć końca. Dziecko staje się dziś centrum naszego wszechświata, a dążenie do, uszczęśliwiania go za wszelką cenę, podstawowym celem jego rodziców. Dlaczego?

Powodów do traktowania dzieci, jako swoją największą inwestycję psychiczną, emocjonalną i finansową ciągle przybywa. Choć droga do takiego ich postrzegania, różniła się w zależności od społeczeństwa, tendencja ta uwidacznia się dziś zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych. Jenifer Senior, amerykańska antropolożka mieszkająca w Nowym Jorku, w swojej książce „Dużo radości, przyjemności”, stara się wyjaśnić, jak do tego doszło.

Po pierwsze ekonomia

Czasy, w których dzieci płodziło się po to, by zapewnić sobie dodatkową pomoc w dorzucaniu do rodzinnego budżetu, na szczęście odchodzą już w zapomnienie. Z danych posiadanych przez GUS wynika, że ponad połowa rodzin prowadzących gospodarstwa domowe, to rodziny z jednym dzieckiem. I choć zdecydowanie jest to krok w dobrą stronę, zmiana ta spowodowała, że dziecko stało się dziś, mówiąc wprost „ekonomicznie bezwartościowe, za to emocjonalnie bezcenne”.

Antykoncepcja

Zdolność do kontrolowania kwestii posiadania dzieci, sprawia, że rodzice w przeważającym stopniu decydują się na to, by mieć ich mniej. Mimo, że władza w Polsce, wyraźnie stara się temu zapobiegać (po przez chociażby 500+), na efekty tych zmian będziemy musieli jeszcze długo poczekać. Tymczasem standardowy model zarówno Polskiej, jak i Amerykańskiej rodziny to w dalszym ciągu 2+2, co powoduje, że zaczyna nami kierować ekonomiczna zasada niedoboru. W myśl, której im mniej czegoś posiadamy, tym większą wartość temu przypisujemy.

Wyższy wiek rodzenia

Coraz częściej też kobiety z wyższym wykształceniem decydują się na dzieci znacznie później. W Stanach Zjednoczonych średnia wieku urodzenia dla kobiet wynosi 30 lat, choć Polki ze średnią 29,1 z każdym rokiem doganiają tu zachodnie statystyki. A każda matka wie, że im dłużej czekamy na dziecko, tym nasze oczekiwania wobec czekającej nas roli rosną.

Polski PRL

Kwestia wysokich oczekiwań nie dotyczy oczywiście tutaj wyłącznie kobiet. Współcześni rodzice, jako pokolenia wychowywane w czasach komuny i PRL’u, gdzie pomarańcze uchodziły za prawdziwy luksus, a podstawową rozrywką dla dzieci był „trzepak”, chcieliby dla swoich dzieci lepszego życia. Podstawową zasadą, którą się kierują (zwłaszcza ojcowie) jest to, że „chciałbym, by moje dziecko miało lepiej niż ja”. Pytanie tylko, czy rzeczywiście mieliśmy, aż tak źle?

Wyrzuty sumienia

Kolejną zmianą, z jaką musiało zmierzyć się nasze społeczeństwo, jest fakt, że dziś nie da się już utrzymać rodziny z jednej pensji. Przez co coraz więcej kobiet pracuje dziś zawodowo. Wiele z nich ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Bo przecież „pracująca matka, to zaniedbane dziecko”. Aby więc odkupić swoje poczucie winy, starają się zostać tymi na wskroś idealnymi „matkami roku”. Zapominając przy tym, że ich własne matki, które zostały w domu, by „zająć się dzieckiem” niekoniecznie spędzały z nimi więcej czasu. Chociażby, dlatego, że w tym samym czasie trzeba było: dom wysprzątać, obiad ugotować, a na głowie miały zazwyczaj więcej niż jedno dziecko. W efekcie, czego dzieci dostawały od nich krótkie hasło „idź się pobaw” i wychowywały się głównie wśród swoich rówieśników.

„Nie mam, co z nimi zrobić”

Oficjalnym powodem, dla którego rodzice zapisują dziś swoje pociechy na szereg zajęć dodatkowych jest to, że nie wiedzą, co im się w przyszłości może przydać. Świat zmienia się dziś, bowiem w tak zawrotnym tempie, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie umiejętności okażą się kluczowe do osiągnięcia sukcesu za najbliższe 5 lat, a co dopiero za 10! I nie ma nic dziwnego, że starają się zadbać o przyszłość swoich dzieci.

Tylko, że bardziej bezpośrednią przyczyną wydaje się być to, że zwyczajnie nie mają, co z nimi zrobić! Większość rodziców kończy, bowiem pracę o 17: 00, a świetlice szkolne działają, co najwyżej do tej godziny. Nie dalej, jak kilka miesięcy temu znajoma pracująca w szkole, opowiadała mi o matce, która przyjechała po swego syna o 17: 30, zmuszając ją do zostania w pracy po godzinach. Zrozpaczona mama tłumaczyła się, że nie ma jak odebrać dziecko wcześniej, bo inaczej zostanie zwolniona. Więc, albo będzie musiała poszukać dla niego dodatkowego zajęcia, albo zwolni się z pracy. I koło się zamyka.

Dystrybutorzy szczęścia

W spadku po trudnym dzieciństwie zostało nam jednak jeszcze jedno ważne marzenie, a mianowicie to, że ponad wszystko chcemy, by nasze dzieci były szczęśliwe. To szczytny cel, ale jednocześnie mało realny. Bo, co to tak naprawdę oznacza? Nie ma jednego przepisu na szczęście, ani na to jak wychować szczęśliwe dziecko. Niektóre dzieci nie będą takie nigdy i nie mamy na to żadnego wpływu.

Dlatego poświęcając się uszczęśliwianiu ich skazujemy siebie na syzyfowe pracę, a nasze dzieci na to, że staną się mniej odporne emocjonalnie i narcystyczne. Jak więc nie dać się temu zwariować?

Po pierwsze nie traktujmy naszych dzieci, jako przedłużenie nas samych. To odrębne jednostki, a jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni przede wszystkim za to, by wychować ich na porządnych ludzi, zapewnić im dach nad głową, przekazać im pewien kodeks moralny i wyposażyć ich w jedną dowolnie wybraną umiejętność. Szczęście to, bowiem efekt uboczny. Wypadkowa tego, że robimy to, w czym jesteśmy dobrzy. Po za tym wasze dzieci już mają ogromne szczęście – mają was.


 

Źródło: wysokieobcasy.pl


„Co się dzieje z tym światem, mamo?”. To młodzi ludzie pokazują, jakimi ludźmi warto być. Uczmy się od nich

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 lutego 2017
Fot. Screen/ Youtube

Pierwsze o czym pomyślałam to wstyd. Wstyd za te wszystkie osoby, które lekceważą wojnę w Syrii, które bardzo źle mówią o uchodźcach, o sierotach, którzy uciekają przed wojennym koszmarem. Ten teledysk nagrany przez licealistów z Łomży to trochę jak symbol nadziei, że nie wszyscy jesteśmy samolubnymi egoistami pilnującymi tylko własnego podwórka. To licealiści – najpierw organizując zbiórkę w swojej szkole na rzeczy ofiar w Aleppo, a później nagrywając teledysk – dali wyraz głębokiej wrażliwości i empatii. Pokazali, że los innych – w tym także ich rówieśników, nie jest im obojętny.

Teledysk został nagrany telefonem komórkowym, jedynie przy wykorzystaniu profesjonalnego światła… Pomysłodawcą jest licealista Mariusz Hołownia.

„Co się dzieje z tym światem, mamo?”…  Teledysk to cover przeboju Black Eyed Peas „Where Is The Love”.

Obejrzyjcie… Wzruszające, mocne – a przede wszystkim zasługujące na wielki ukłon w stronę młodzieży, którzy pokazują nam, jakim człowiekiem warto być…

 


Zobacz także

Najdroższa córeczko, będziesz kochać za chwilę. Moja lekcja miłości

Anna Męczyńska: „Sama należę do kobiet powyżej 44 rozmiaru, 38 to miałam chyba od razu jak się urodziłam”

Sprawdź, czy masz syndrom Bridget Jones. Plaster na złamany palec i dziura w rajstopie zamalowana markerem? Witaj w klubie!