5 przyjemności, które nie kosztują nic poza czasem

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
20 lipca 2016
5 przyjemności, które nie kosztują
fot. iStock/wundervisuals
 

SPA kosztuje zdecydowanie za dużo, a dwie godziny na jogę czy bieganie zburzą cały twój dotychczasowy plan dnia. Oj niełatwo być kobietą w XXI wieku, ale skoro już przyszło nam żyć w czasach, kiedy dzieciaki większe i mniejsze wychodzą na spacer tylko po to, żeby złapać kolejnego Pokemona, pora przyjąć wyzwanie i sprawiać sobie przyjemności! Może nam się wydawać, że potrzeba do tego grubego portfela, ale zamiast tego, poszukaj u siebie trochę chęci i uśmiechu!

1. Obserwuj zachody lub wschody słońca

Pamiętacie Małego Księcia? No tak, kto by nie pamiętał! Ten mały podróżnik, który skradł serca czytelników na całym świecie, zwykł mawiać, że zachody słońca kocha się wtedy, gdy jest się smutnym. Coś w tym jest! Ale z drugiej strony, czy może być coś bardziej romantycznego od trzymania się za ręce w czasie wieczornego lub porannego spaceru? Fotografowie uważają, że światło  wschodów i zachodów słońca jest po prostu magiczne, stąd nazwa – magic hour. Gdybyś jednak nie była zapaloną miłośniczką fotografii, te piękne momenty dnia możesz zachować po prostu dla siebie – na medytację, samotny spacer czy chwilę poświęconą tylko sobie. Wschód i zachód słońca to metafory, które nie jednemu pomogły się zmotywować bardziej niż godzinne zajęcia z trenerami personalnymi. W końcu coś się kończy, żeby coś mogło się rozpocząć.

2. Uśmiechaj się

Śmiech to zdrowie, każdy się z tym zgodzi. Poza zdrowiem, uśmiech ma jeszcze jedną, nieocenioną zaletę – jest najmniejszą przyjemnością, na jaką możemy sobie pozwolić. Jasne, w pewnych okolicznościach nie jest to wskazane, ale przecież każdy potrafi wyczuć tę granicę. Uśmiechając się możemy rozładować napięcie panujące w otoczeniu, zyskać czyjeś zaufanie, podnieść morale grupy, ale przede wszystkim sprawić, że ktoś poczuje się lepiej w naszym towarzystwie. Uśmiech to taki mały znak siły, bo ponoć tylko te najsilniejsze jednostki są w stanie wygiąć usta w „wesołą podkówkę”, a przez to zademonstrować, że pomimo wszystko – jest okej.   No i jeszcze amerykańscy naukowcy! Udowodnili także, że ludzie uśmiechnięci są bardziej atrakcyjni dla płci przeciwnej niż ci, którzy ciągle chodzą ze spuszczoną głową. Musimy się uśmiechać, w końcu na każdym kroku możemy poznać miłość naszego życia!

fot. iStock/soup__studio

fot. iStock/soup__studio

3. Tańcz!

Nie musisz być urodzoną tancerką  z ambicjami, by wygrać You Can Dance czy inny Taniec z Gwiazdami. Taniec pobudza endorfiny, a w dziejach ludzkości jest od samego początku. To właśnie w ten sposób ludzie komunikowali się ze sobą. Aktualnie każdy z nas potrafi zaśpiewać, że wygina śmiało ciało i że to dla niego za mało, ale rzadko wystarcza nam odwagi. Dlaczego? No bo tu ktoś patrzy, tam skomentuje, a kompleksy sprawiłyby, że zamkniemy się w szafie i nie wyjdziemy z niej przez kolejny rok. Znacie ten tekst, że trzeba tańczyć tak, jakby nikt nie widział? Pora to zrobić bez pomocy alkoholu. Włącz ulubioną muzykę, nieważne, czy to najnowszy Justin Timberlake czy może jeszcze młodszy imiennik, a może coś przy czym dorastałaś. Naciśnij play, uśmiechnij się i zacznij ruszać biodrami. Jeżeli nie miałaś zbyt dobrego nastroju, gwarantuje, że zaraz się pojawi!

4. Powiedz, że kochasz

Czy może być coś piękniejszego od dźwięku „kocham cię”? Nieważne, w jakim języku, w każdym brzmi pięknie; tak, nawet po niemiecku! Każdy z nas potrzebuje czasem czułości, także tej w słowach. W pierwszym odcinku nowego serialu Netflixa „LOVE”, para rozstaje się dlatego, że chłopak za często mówił „kocham”. Czy to możliwe? Pewnie tak, ale tylko w momencie, kiedy nie jesteśmy pewni swojego związku. Z resztą, kto mówi o związku! Kocham można przecież powiedzieć mamie, tacie, babci, dziadkowi, przyjaciółce, dziecku… Bardzo często słyszę, że te słowa straciły swoje znaczenie. Bo tutaj kochamy zupę pomidorową, a chwilę potem faceta, z którym chcemy spędzić całe życie. Fakt, nie można rzucać słów na wiatr, dlatego też powiedz, że kochasz ludziom, których naprawdę darzysz tym uczuciem. Co zyskasz? Uśmiech na ich twarzach i ich poczucie bezpieczeństwa. Z resztą, czy zawsze trzeba ciągnąć z czegoś korzyści?!

5. Dziel wspomnienia 

Kiedy w tym samym momencie wypowiadasz dokładnie to samo słowo z bliską ci osobą wiesz, że jesteś we właściwym miejscu, o właściwej porze. To wszystko zasługa spędzania ze sobą wolnego czasu, który działa jak najtrwalsze spoiwo związków i relacji. Zbieracie wspólne wspomnienia i doświadczenia, dzięki czemu zaczynacie myśleć podobnie. Kontaktowanie się z kimś bez słów wcale nie jest bujdą! Budując relację z drugą osobą, łatwiej wam rozmawiać mając wspólną przeszłość. Wtedy nawet spotykając się po kilku latach, gdy usiądziecie w tym samym gronie z butelką ulubionego wina, będziecie mogli przegadać kilka dobrych godzin. Dla ciebie to poczucie bezpieczeństwa, takie samo jak dla twoich bliskich słowo „kocham”.


„Kiedyś ci to nie przeszkadzało” – stoi między nimi jak mur, którego dzisiaj nie potrafią pokonać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 lipca 2016
Nie wiem, w którym momencie przestało nam zależeć…
Fot. iStock/stockvisual
 

– Czemu nie umiemy się dogadać?

– Nie wiem…

– Ale zobacz, kiedyś jeszcze próbowaliśmy. Chociaż się kłóciliśmy. A dzisiaj?

– Tak, wiem.

Chciała spytać, czy ją jeszcze kocha, ale zabrakło jej odwagi. Bo jakby też powiedział: „nie wiem’. A ona nie była na to zupełnie przygotowana. Chciała wierzyć, że jeszcze się znajdą, że jeszcze im na sobie zależy, że się kochają. Są po pierwszej wspólnej terapii. Opowiadali, co sprawiło, że się w sobie zakochali.

Ona pokochała go chyba od razu. Za ten uśmiech i optymizm do świata. Wysoki i przystojny z tym „miał coś w sobie”, może to energia, która biła od niego. Na studiach grał w koszykówkę. To była jego pasja, chociaż zawsze pozostawała na amatorskim poziomie. „Jakoś się nie poskładało” – mówił, gdy pytano, czy grał zawodowo. Szybko wyprowadził się z domu. Już w szkole średniej mieszkał w internacie. Jego dom – wieczna awantura. Ojciec pił, matka wysyłała syna, żeby go szukał po knajpach. Ona płakała, jak jej opowiadał, że gdy miał 10 lat ojca z knajpy wyciągał. Był jedynakiem. Bez jakiś bliskich rodzinnych relacji, jakby bez domu.

On zakochał się w jej włosach. Długie, brązowe. I piegi na nosie. Pamięta, jak się śmiała z jego dowcipów – tak zupełnie szczerze. I dłoń miała taką malutką. Potrafiła słuchać, mogli rozmawiać ze sobą przez całą noc. Mówił jej rzeczy, z których nigdy nikomu się nie zwierzał. O ojcu. O matce, która mu kiedyś powiedziała, że gdyby nie wpadła, to pewnie nie miałaby dzieci.

Jego surowe dzieciństwo i ciepło, które biło od niej… Mówiono o nich, że są dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Nawet fizycznie się różnili. Ona drobna, filigranowa i on z tymi swoimi prawie dwoma metrami…

– Nie wiem, w którym momencie przestało nam zależeć…

– Ty miałaś wieczne pretensje, że wychodzę, że mnie nie ma…

– A tak nie było? Ja sama z dzieciakami, a ty latałeś wiecznie, bo trening, bo mecz z kolegami…

Znowu podnosi głos, znowu narzeka, znowu ma pretensje. „Oszaleję” – myślała. „Oszaleję, bo on tego nie rozumie, jemu się wydaje, że wszystko jest okej, że ja się czepiam dla zasady”.

Potoczyło się jak zwykle, nic nadzwyczajnego. Zamieszkali razem. On ją wyciągał na mecze – była jego najwierniejszym kibicem. Organizował wyjazdy w weekend. Zawsze był w ruchu, aktywny. Ona – najmłodsza z czworga rodzeństwa, kiedy to już starsi rodzice nie mieli sił jeździć z nią na rowerze, czy zbierać w góry. Wychowali trójkę. Na nią zabrakło im i zdrowia i energii. Wychowała się w domu z zasadami, gdzie rodzina jest najważniejsza, gdzie z szacunkiem się do siebie wszyscy odnosili. A on jej pokazał taki trochę inny świat, w którym jest miejsce na szaleństwo, na ciekawość. Uwielbiała, gdy kazał jej się pakować mówiąc: „Mam pomysł”. Od wielu lat nikt go nie ograniczał, sam sobie był panem. Ale jej potrzebował. Tej bliskości, delikatności, nawet tego obiadu, który codziennie gotowała. Śmiał się z tego na początku, żartował, że nie musi, ale kochał ją za zapach domu, którego nigdy nie miał.

– Naprawdę nie rozumiesz, że potrzebowałam pomocy, że miałam poczucie, że koledzy, treningi są dla ciebie ważniejsze?

– Ale nigdy mi tego nie powiedziałaś.

– Jak to nie mówiłam? Prosiłam, żebyś został, żebyś nie wychodził.

– Chciałaś mnie zatrzymać w domu, kiedyś ci nie przeszkadzało, że wychodziłem…

Właśnie… To „kiedyś ci to nie przeszkadzało” między nimi stoi, jak mur. Ona wkurza się, kiedy to słyszy. Bo co to za tłumaczenie? Kiedyś. Kiedyś było inaczej, nie mieli dzieci, byli młodsi, to inna rzeczywistość. Jak on może to w ogóle porównywać. I kiedy on mówi: „Ale ja się nie zmieniłem, o co ci chodzi”, to ona jedyne, co czuje to bezsilność i brak wyjścia z sytuacji. Jakiegokolwiek wyjścia, zrozumienia. „Ja też się nie zmieniłam” – myśli gorzko.

A przecież za to właśnie się pokochali. Ona jego za to szaleństwo, za to czerpanie z życia garściami, a on ją za domowe ciepło, za to, że zawsze ma gdzie wrócić, gdzie ktoś na niego czeka. I przecież nie chodziło mu o ten ciepły obiad, tylko o nią, dla której oni – rodzina, byli najważniejsi.

Nie potrafią ze sobą rozmawiać. Tyle żalów się nagromadziło. On woli wyjść z domu niż słuchać jej wiecznych uwag, że za mało zajmuje się dziećmi, że może by tę koszykówkę rzucił, w końcu to tylko liga osiedlowa, że znowu nie umył kubka po sobie.

– Kiedy ostatni raz zrobiliśmy coś razem, bez dzieci?

– Nie pamiętam… – zaskoczył ją tym pytaniem…

– Może pojedziemy gdzieś…

Mówi bez przekonania, bo ona zawsze od lat znajduje wymówki. Bo dzieci, bo jedno kaszle, a drugie smarka. Bo kasy za mało na jakieś wariacje. Dawno już jej tego nie proponował. A ona ma w głowie gotową odpowiedź, automatyczną: „Ale jak to sobie wyobrażasz, co z dziećmi…”. Nie mówi jednak tego głośno. Widzi jego smutne oczy, naprawdę są smutne. I czuje, jak po jej policzkach płyną łzy.

To co w nim pokochała dzisiaj jest ich największą zmorą. To co on pokochał w niej teraz tylko ich dzieli. „Pojedziemy” obiecała sobie. Wie, że to niczego nie rozwiąże, że to czubek ich własnej góry lodowej – tego chłodu, który się między nich wdarł. Ale nie ma już siły walczyć, nie ma siły go zmieniać. Czemu chce zmieniać to, za co kochała wtedy? Nie wie.

A on patrzy z nadzieją, bo nadal ją kocha. Bo nadal chce jej pokazać cudowne miejsca i spędzać z nią długie godziny na rozmowach choćby łowiąc wspólnie ryby. Nie chce jej zmieniać. Chce, żeby była, żeby przypomniała sobie, że można oszaleć i zwariować. Jak kiedyś. Kiedyś im to nie przeszkadzało…

… Gdyby tak przyjrzeć się temu, co nas dzisiaj dzieli, a kiedyś łączyło…


Chcesz lepiej dbać o swoje zdrowie intymne? Jedz te produkty

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
20 lipca 2016
Fot. iStock / elenaleonova
Fot. iStock / elenaleonova
 

Jak się okazuje, by utrzymać zdrowie okolic intymnych, potrzebna jest nie tylko codzienna higiena. Poza podmywaniem płynami do higieny intymnej, częstej zmianie wkładek higienicznych i podpasek czy tamponów podczas menstruacji, możesz zrobić jeszcze więcej, by chronić delikatne obszary.

Jedząc odpowiednie produkty (nie licząc przyjmowania specjalnych preparatów), pozytywnie wpływasz na zdrowie okolic intymnych. Jeśli chcesz je wzmocnić, koniecznie sprawdź, czy w twojej diecie nie brakuje następujących rzeczy:

1. Jogurt naturalny

Spożywanie fermentowanych przetworów mlecznych, ogranicza ilość nawracających infekcji okolic intymnych. Obniżają odczyn pH, który znajduje się w jelitach, dzięki czemu z układu pokarmowego lepiej wchłania się żelazo i wapń. Kwaśne środowisko wytwarzane przez bakterie probiotyczne utrudnia namnażanie się szkodliwych drobnoustrojów. Niestety, mimo ich pozytywnego wpływu, jogurty nie pomogą na istniejącą już infekcję intymną.

2. Kiszone warzywa

Kiszonki oraz powstały podczas ich fermentacji sok, to kolejne cenne źródło kwasu mlekowego i bakterii probiotycznych, o których zaletach wspomnianych powyżej. Ponadto,  dostarczają wiele  witamin, np. A, B1, B2, B3, C, K i minerałów: magnezu, wapnia, fosforu i potasu.

3. Woda

Jej regularne picie w odpowiednich ilościach, wpływa pozytywnie na funkcjonowanie całego organizmu. Również nie pozostaje bez znaczenia dla kondycji okolic intymnych. Śluzówka pochwy, musi mieć odpowiedni poziom nawilżenia. Jeśli o to nie zadbamy, jej podatność na podrażnienia, zakażenia i infekcje wzrośnie.

4. Produkty z witaminą E

Wszelkie owoce i warzywa zawierające tę witaminę, są istotne w utrzymaniu zdrowia okolic intymnych. Witamina E wspomaga proces regeneracji naskórka, łagodzi stany zapalne, ma właściwości łagodzące m.in. objaw suchości pochwy. Pomaga zachować poziom nawilżenia organizmu, w tym śluzówki pochwy. Najwięcej jej znajdziecie w olejach słonecznikowym i rzepakowym, orzechach laskowych, migdałach, kiwi, jagodach, nasionach słonecznika, rzepa, szpinaku, pietruszce, kapuście, papaji, brukselce, pomidorach, warzywach liściastych, brokułach, papryce, oliwkach.


źródło: kobiecosc.info


Zobacz także

rowerek

Rowerek ze spięciami skośnymi na mocny brzuch

"Co ja miałam w głowie?". Jak dobrze, że dziś jesteśmy mądrzejsze o te rzeczy, których drugi raz, a już na pewno trzeci, nie zrobimy

„Co ja miałam w głowie?”. Jak dobrze, że dziś jesteśmy mądrzejsze o te rzeczy, których drugi raz, a już na pewno trzeci, nie zrobimy

Makaron z sosem szynkowym

Makaron z sosem szynkowym