3 powody, dla których od jutra będę spać z cebulą w skarpetkach

Pani Mądrala
Pani Mądrala
22 stycznia 2018
Fot. iStock/ehaurylik
Fot. iStock/ehaurylik
 

Wyznaję zasadę, że „jeśli coś wydaje się głupie, ale działa, to przestaje być głupie”. Przekonałam się już o tym, gdy koleżanka namówiła mnie do własnoręcznie przygotowanego antyperspirantu, a także wtedy, gdy pierwszy raz suszyłam pranie w zamrażalniku. Teraz zamierzam… spać z cebulą w skarpetkach. Dlaczego?

Nawet jeśli nie jesteś fanką medycyny naturalnej, z pewnością słyszałaś o cudownych właściwościach cebuli. Skuteczność słynnego syropu z cebuli nie wzięła się przecież z powietrza. Z pewnością byłby bardziej popularny, gdyby lepiej smakował i pachniał. Na szczęście to warzywo ma także inne zastosowanie. Idealne dla osób, którym cuchnący syrop nie przejdzie przez gardło, a jednak chcieliby w naturalny sposób zatroszczyć się o swoje zdrowie.

Wystarczy pokroić cebulę na grube plastry, przyłożyć do stóp od spodu, założyć skarpetki i… iść spać. Co ci to da?

Bye, bye infekcjo!

Cebula uznawana jest za naturalny antybiotyk. Choć nie zastąpi leków zapisanych przez lekarza, zdecydowanie wspomoże leczenie i przyspieszy powrót do zdrowia. Warto stosować ją profilaktycznie, by uchronić się przed infekcjami.

Bye, bye toksyny!

Cebula przyciąga je niemal jak magnes, dzięki dużej zawartości kwasu fosforowego, który oczyszcza krew. Ponadto zabija bakterie, wirusy i zarazki

Poprawa odporności

Cebula jest bogata w witaminy E i C, które wzmacniają układ odpornościowy. Ponadto są też doskonałymi przeciwutleniaczami, które spowalniają procesy starzenia się komórek.

Dlaczego właśnie stopy?

Ponieważ znajduje się na nich mnóstwo receptorów, łączących się z różnymi organami. Doskonale wiedzą o tym masażyści i specjaliści od akupunktury.

Spanie z cebulą w skarpetkach ma tylko jeden mankament… Chodzi o zapach, unoszący się w sypialni. No ale czego się nie robi dla zdrowia, prawda?


 

Źródło: Step to health


6 warzyw i owoców, których nie powinnaś jeść zimą. Wiemy, czym je zastąpić

Pani Mądrala
Pani Mądrala
26 stycznia 2018
Fot. iStock/eclipse_images
Fot. iStock/eclipse_images
 

Moje dzieci nie znoszą warzyw i owoców, dlatego za każdym razem składam ręce do Boga, gdy któreś samo z siebie po nie sięgnie. Młodsze od biedy zje banana, starsze sporadycznie cytrusy. Generalnie byłam całkiem ukontentowana, do momentu, w którym dowiedziałam się, że niektórych warzyw i owoców nie należy jeść zimą. Co ciekawe, sama często je jem. Okazuje się, że to naprawdę ma znacznie. Tak, tak, nie wystarczy jeść byle jakich warzyw i owoców, by mieć czyste sumienie, że dieta jest zdrowa i zróżnicowana. Zasada jest prosta – najlepiej jeść sezonowe warzywa i owoce. Oto krótka lista produktów, których nie warto jest w zimie. Spokojnie, są też zamienniki!

Paczkowane mieszanki sałat

W ogóle sałaty zimą lepiej odpuścić. Te paczkowane są wcześniej myte, co nie tylko skraca czas przydatności do spożycia, ale też wypłukuje z niej witaminę C. Zamiast tego sięgaj po jarmuż, który jest świetną, zimową rośliną, bogatą w wapń i witaminę K, a także żelazo, potas i witaminę A.

Szparagi

Są dostępne przez cały rok, ale najlepiej smakują wiosną, gdy są jędrne. Te, transportowane zimą z innych krajów mogą być wiotkie i zdrewniałe. Zamiast nich sięgaj po brukselkę. To wyjątkowo niedoceniane warzywo, a szkoda. Jedna szklanka zawiera 100 proc. dziennego zapotrzebowania na witaminę C.

Brzoskwinie

Najbardziej soczyste i jędrne są latem. Jeśli znajdziesz je zimą w sklepie, najprawdopodobniej przybyły z Ameryki Południowej. Brzoskwinie zamień na owoc kaki. Ta pomarańczowa kula jest bogatym źródłem przeciwutleniaczy, które skutecznie chronią przed rakiem.

Kolby kukurydzy

Nie będą tak słodkie, jak te, kupione latem. Szkoda pieniędzy. Jest to smaczna i zdrowa przekąska, dlatego warto mrozić kolby kukurydzy. Może je również dostać w niektórych sklepach. Przygotowuje się je niemalże tak samo – po prostu dłużej trzeba gotować.

Pomidory

Zimą po prostu trudno kupić smaczne pomidory, ponieważ potrzebują ciepła i słońca, by dojrzewać. Tylko te będą aromatyczne i soczyste. Zimą lepiej z nich zrezygnować. Nie zawsze to, co świeże jest najlepsze, dlatego w tym okresie sięgaj po pomidory w puszkach.

Cytrusy

Sprawdzają się głównie latem, ponieważ zawierają substancje rozszerzające pory. Dzięki temu łatwiej się pocimy. Jedzenie cytrusów zimą sprzyja więc wychłodzeniu organizmu. Zawierają za to witaminę C, dlatego tak chętnie po nie sięgamy. Lepiej jednak zastąpić je aronią.

I nie daj się w tym roku skusić na truskawki. Pewnie tak jak zawsze pojawią się w sklepach w okolicy Walentynek. Są naszpikowane pestycydami. Tylko ładnie wyglądają, ich smak pozostawia wiele do życzenia. Wiem, że wiesz, ale i tak je kupisz…


 

Źródło: Prevention/ Elle


Jak uprać kurtkę puchową i jej nie zniszczyć? Wypróbuj ten sposób

Pani Mądrala
Pani Mądrala
17 stycznia 2018
Fot. iStock/RapidEye
Fot. iStock/RapidEye

Jak mi ktoś powie, że pranie to taka prosta czynność, to przysięgam, że uduszę. „Przecież wystarczy wrzucić rzeczy do pralki, nasypać proszek lub wrzucić kapsułkę, wcisnąć START, poczekać i wywiesić”. Terefere. Dla mnie wiąże się to zawsze z dylematami – co z czym połączyć, czy ta niebieska bluzka zalicza się do ciemnego czy do jasnego, z czego właściwie została zrobiona… No i do tego ta nieszczęsna bielizna, koronki, ręczniki, pościele i puchowe kurtki. Generalnie, jakby tak człowiek miał robić wszystko porządnie, to mógłby non stop prać, czyż nie? Bo tego nie można łączyć z tym, a tego z tamtym. To się zniszczy, to rozciągnie, a tamto trzeba ręcznie. 

Dla mnie prawdziwą zmorą były zawsze te wszystkie rzeczy wypełnione puchem. Pewnie dlatego, że jeszcze jako nastolatka uprałam tak kurtkę mojej matki (założyłam cichaczem, myślałam, że się nie zorientuje, ale ubrudziłam i szybko wyprałam w pralce). Kto raz tak zrobił, ten wie o co chodzi. Dopiero po latach, jako doświadczona gospodyni domowa (i fanka nietypowych rozwiązań, ułatwiających życie), dowiedziałam się, jak właściwie należy to robić.

Tak, tak, drogie panie. Puchowych kurtek wcale nie trzeba oddać do pralni (raz, że to kosztuje, a dwa, że trzeba trochę poczekać na odbiór). Wystarczy wraz z nią wrzucić do pralki kilka piłeczek tenisowych. W trakcie prania będą się obijały o siebie, o bęben i o kurtkę, dzięki czemu puch/wata/pierze (czy co tam jest w środku) nie zbiją się w kupkę. Genialne prawda? Oczywiście można tę procedurę schrz*nić, jeśli zastosuje się niewłaściwy tryb prania, ale to już pozostawiam w waszej gestii.


 

Źródło: Polki